28 września 2015

[KSIĄŻKA] Kalendarze, Małgorzata Gutowska-Adamczyk

Wydawnictwo: LiterackieRok wydania: 2015 • Stron: 288

Kalendarze

Przedstawiona z dwu perspektyw historia życia Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk - dziewczynki, która spędza barwne dzieciństwo w niewielkiej mieścinie i na typowej polskiej wsi oraz dorosłej kobiety, która żegna swoje wyfruwające z gniazda dzieci, boryka się z szarą codziennością i upływającym czasem. Pełna wzruszeń i mądrych przemyśleń książka, która przenosi czytelnika do czasów dzieciństwa, kiedy na świat spoglądało się zupełnie innymi oczyma...

Co poszło nie tak?

  • Nie jest to książka, która przemówi do każdego. Czytelnik nie zastanie tu pędzącej na łeb na szyję akcji - raczej jest to zlepek luźnych wspomnień, mniej lub bardziej ekscytujących, które urzekną przede wszystkim tych, którzy lubią rozkoszować się nostalgiczną prozą i leniwą narracją. Inni mogą uznać, że Kalendarzom brakuje mocniejszego akcentu, puenty, wyrazistości. Ja na szczęście taką literaturę lubię bardzo i mam poczucie, że autorce bardzo ta książka była potrzebna - jako ważny przekaz dla innych (synów, przyszłych wnuków), rozliczenie z przeszłością, zebranie wspomnień i utrwalenie na papierze tego, co z nich pozostało.

Zbiór zalet

  • Małgorzata Gutowska-Adamczyk przyzwyczaiła mnie już do swojego doskonałego stylu, ale tutaj pozwala sobie na nieco gawędziarski ton, który znacznie odróżnia Kalendarze np. od Fortuny i namiętności i który sprawia, że książkę pochłania się zachłannie i z zapartym tchem. Dzięki fragmentom współczesnym mogłam wreszcie zrozumieć to, czego z pewnością nie umiały na głos wypowiedzieć ani moja mama, rozstająca się przed dwoma laty z jedyną córką, ani teściowa, żegnająca wówczas wyfruwającego z gniazda ukochanego syna. Z kolei dzięki fragmentom wspomnieniowym, zyskałam szansę udania się w podróż po barwnej przeszłości pełnej zarówno sielskich dziecięcych opowiastek, jak i - na szczęście z rzadka - brutalnie otrzeźwiających anegdot o smutniejszej stronie dawnej rzeczywistości.
  • Podoba mi się pomysł na przeplatanie opowiadanej w trzeciej osobie historii dziewczynki z opowieściami dorosłej już narratorki, kierowanymi do konkretnego odbiorcy - syna. Ta ciekawa konstrukcja powieści sprawia, że problem kurczenia się czasu i poszukiwania granicy między beztroskim dzieciństwem a przygniatającą nieco starością, staje się jeszcze bardziej namacalny.
  • W Kalendarzach urzeka również to, z jaką dokładnością Małgorzata Gutowska-Adamczyk oddaje hołd miejscom i ludziom, wspomnieniom i pamiątkom. Na kartach powieści autorka utrwala pamięć o dawnych tradycjach, o prostym życiu jakie kiedyś się wiodło, o ulicach i budynkach, o sąsiadach i członkach rodziny. Jednak nie tylko oni, ci upamiętnieni przez pisarkę, odnajdą w Kalendarzach siebie. Tak naprawdę każdy z czytelników może popaść podczas lektury w zadumę i przypomnieć sobie własne dzieciństwo z jego lękami i pragnieniami, małymi chwilami szczęścia i mniej lub bardziej zapamiętanymi problemami i "problemami".
  • Kalendarze są powieścią urzekającą, taką, którą chce się chłonąć niespiesznie, po kawałeczku, w towarzystwie grubego koca i gorącego kakao. Wbrew pozorom, wcale nie jest to publikacja zarezerwowana wyłącznie dla kobiecego czytelnika. Myślę, że nad kruchością relacji międzyludzkich, nieznośnością upływu czasu czy umykaniem wspomnień rozmyśla wielu z nas - mężczyźni, kobiety, młodsi i starsi. Powieść Gutowskiej-Adamczyk jest tak przepełniona życiowością, tak uniwersalna w swojej wymowie, że akurat nie od płci odbiorcy zależy to, czy zostanie on lekturą tą porwany czy nie.

Podsumowując

Kalendarze to powieść niezwykła i urzekająca w swej prostocie. Przyjemna, zmuszająca do refleksji, niezwykle życiowa i prawdziwa. Być może nie trafi w serca wszystkich, bo trzeba mieć w sobie jakąś wrażliwość, aby dostrzec w niej wiele mądrości, jaka skrywa się pod kurtyną wspomnień, ale zdecydowanie warto poświęcić jej kilka dłuższych chwil. Czyta się wspaniale. I już dziś wiem, że kiedyś będę do niej wracać.

Moja ocena: 9/10

Przeczytaj również:

Książka przeczytana w ramach wyzwań: 'Polacy nie gęsi' oraz 'Grunt to okładka'.

10 komentarzy:

  1. Ja potrzebuję wrażeń, więc książka nie dla mnie :D
    Pozdrawiam serdecznie ;*
    ravenstarkbooks.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, grunt, to wiedzieć czego się chce. Albo czego nie ;)

      Usuń
  2. Ja chyba jednak spasuję, gdyż nigdy nie byłam fanką nostalgicznej prozy. Po prostu, gdy mam wybór to wybieram dynamiczną akcję zamiast leniwej narracji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem. Choć polecam czasem zwolnić na chwilę ;)

      Usuń
  3. Ja podziękuję - nie do końca moje klimaty ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. ooo, a ja wręcz przeciwnie, uwielbiam takie klimaty, a zwłaszcza jesienią. Kocyk, kakao, kotek (no dobra, kakao nie mogę, ale herbatka...mmmmm). Też, przeglądając nowości, zwróciłam uwage na ten tytuł i teraz mnie utwierdziłaś, żeby go zamówić :). A swoją drogą, dawno już nie czytałam tak konkretnego i dobrze napisanego tekstu. Aż miło się czyta. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :)

      Cieszę się, że utwierdziłam Cię w przekonaniu, że warto. Jeżeli dobrze odnajdujesz się w takich klimatach, to jestem pewna, że dasz się oczarować.

      Usuń
  5. przyznam ze jeszcze niczego tej autorki nie czytalam ale slyszalam o niej to i owo. Mysle od czego by zaczac a moze na tej pozycji skonczyc? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z pewnością nie jest to najlepszy wybór na początek, warto już znać autorkę i jej styl, sięgając po nią. Zacznij albo od młodzieżówek, które są naprawdę znakomite albo od pięknej prozy dla starszych czytelników ['Cukiernia Pod Amorem']. Jestem pewna, że się nie zawiedziesz :)

      Usuń