24 stycznia 2015

Jedno małe kłamstwo, K.A. Tucker

Jedno małe kłamstwo, K.A. Tucker
Oryginał: One Tiny Lie
Wydawnictwo: Filia
Rok wydania: 2014
Stron: 432
Kiedy przeczytałam powieść Dziesięć płytkich oddechów K.A. Tucker, nie byłam tak oczarowana, jak większość czytelników. Z niezbyt dużym zapałem podchodziłam więc do Jednego małego kłamstwa - powieści, która skupia się na losach rozpoczynającej studenckie życie Livie. Dziewczynę poznajemy już przy okazji poprzedniej książki Tucker, ale dopiero tutaj staje się ona postacią pierwszoplanową.

...i nikomu nie wychodzi to na zdrowie.

Postać Livie irytuje. Bo dziewczyna ma już swoje lata, a jednak wielce dziwi się na widok alkoholu, nie wie co to impreza, zgrywa wielką cnotkę i porządną uczennicę, wiecznie się czerwieni i traci dech na widok przystojnego faceta. Zachowuje się jak rozhisteryzowana dwunastolatka i każdym swoim smętnym wywodem doprowadza do szału. Do tego choć w obu książkach kreowana jest na spokojną, rozsądną i porządną dziewczynę, bardzo łatwo pakuje się komuś do łóżka, zdradza i oszukuje. Żenujące.

Sama historia jest dość tendencyjna. Przygody bohaterki koncentrują się na imprezach, seksie i sercowych dylematach. Wokół niej pojawia się dwóch facetów, a schematyczność tej opowieści podkreśla jeszcze to, że jeden jest typem wymarzonego zięcia, zaś drugi typowym bad boyem. Nuda. Można by głębiej zainteresować się mroczną przeszłością jednego z jej wybranków, ale w morzu nużących zwierzeń Livie nawet te ciekawsze fragmenty gdzieś ulatują.

A szkoda. Bo autorka miała ciekawy pomysł. Problemem okazuje się jedynie to, że średnio udanej historyjce spisanej młodzieżowym językiem zapragnęła nadać głębi i sensu, co nie do końca jej się udało. Nie czyta się tego dobrze. A może to ja jestem już za stara na takie głupoty...

Moja ocena: 3/10
Książka przeczytana w ramach 'Wyzwania bibliotecznego'.

12 komentarzy:

  1. Raczej nie przeczytam :/
    Okładka bardzo mi się podoba, a tytuł przypomina mi o jednym serialu, który bardzo lubię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okładka jest najlepszym tej książki elementem :-)

      Usuń
  2. Od jakiegoś czasu chodziły za mną jej książki, ale widzę, że raczej byśmy się z Tucker nie polubiły... :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Względem pierwszej części miałam bardzo mieszane uczucia - niby jest potencjał, niby ciekawie poprowadzona historia, ale jednak to nie było to "coś". Za dużo wątków miłosnych i codzienności względem przeżyć wewnętrznych, które w przypadku takiej tematyki są wręcz NIEZBĘDNE. Dlatego drugą część sobie od razu odpuściłam (a tak się nastawiałam na tę serię!), a Ty dodatkowo mnie uspokoiłaś i utwierdziłaś w mojej decyzji, dzięki ;-)
    Swoją drogą nie potrafię sobie wyobrazić, że Livie potrafi być aż tak irytującą i "płaską" postacią...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też byłam przekonana, że Livie to dość ciekawa postać i chciałam poznać jej dalsze losy. Ale w roli narratorki wypada tragicznie, w dodatku zachowuje się tak idiotycznie, że aż szkoda słów...

      Usuń
  4. Ja mimo wszystko podejmę ryzyko zanudzenia na śmierć i sięgnę po "Dziesięć płytkich oddechów", a jeśli mnie zaciekawi to również po "Jedno małe kłamstwo" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwsza część jest całkiem niezła, podobała mi się - warto sięgnąć. Z drugą już nieco gorzej...

      Usuń
  5. Pierwszy tom bardzo mi się podobał , ale drugi znacznie mniej . A szkoda ,że autorka nie wykorzystała okazji stworzenia czegoś lepszego ..

    OdpowiedzUsuń
  6. "Dziesięć płytkich oddechów" chcę przeczytać i wtedy pewnie zdecyduję co dalej. Obawiam się jednak, że Livie mocno by mnie irytowała.

    OdpowiedzUsuń
  7. O widzisz a ja jestem po kilku pierwszych stronach i nie wiedziałam dlaczego tak mi się nie podoba :D

    OdpowiedzUsuń
  8. A myślałam, że tylko ja mam takie zdanie o tej książce. Wokół same ochy i achy, a ja wystawiłam jej na LC niziutką ocenę.

    OdpowiedzUsuń
  9. Serio aż tak źle? A tak napaliłam się na tę serię... :(

    OdpowiedzUsuń