11 września 2013

Nasz rok w Oriencie, Victoria Twead

Nasz rok w Oriencie, Victoria Twead
Oryginał: Two Old Fools on a camel
Wydawnictwo: Pascal
Rok wydania: 2013
Stron: 384
Gatunek: pamiętnik, podróżnicza
Minął rok odkąd ostatni raz podróżowałam z Victorią Twead. We wrześniu 2012 roku pisarka zabrała mnie do słonecznej, sielskiej Hiszpanii (recenzja), zaś w ostatnich dniach obrała kierunek zupełnie inny - daleki Bahrajn, który znany był mi dotąd z jednego tylko powodu - mianowicie z obecności toru Formuły 1.

Kiedy myślę orient, w wyobraźni odmalowuję pełne barw obrazy, czuję niezwykłe aromaty, słyszę śpiew i muzykę. Okładka najnowszej powieści Victorii Twead zdawała się moją wizję potwierdzać. Tymczasem jej orient okazał się nieco suchy, bezbarwny i przygnębiający, jak bahrańskie pustynie.

Jeżeli chodzi o sam sposób opowiadania czy skłonność do przywoływania najróżniejszych zabawnych anegdot z życia otoczenia, nic się u autorki nie zmieniło. Nasz rok w Oriencie czyta się równie szybko i miło, jak poprzednią książkę - Andaluzja, Olé! Jednak otoczenie, w jakim znaleźli się Victoria i Joe nie jest już tak przyjemne i intrygujące. Spokojną hiszpańską wioskę zamienili oni na tętniący życiem, szokująco egzotyczny (przynajmniej dla Europejczyków) kraj ulokowany w Zatoce Perskiej. Do tego z ich opowieści zniknęły radosne uliczki, piękne ogrody i zachody słońca witane winem na tarasie. W ich miejsce pojawiły się: przygnębiająca szkoła, niebezpieczne ulice, irytujący ludzie i cała gama rozczarowań bohaterów.

Dużo zaśmiewałam się przy poprzedniej powieści Victorii Twead. W przypadku Naszego roku w Oriencie rodzą się momenty, w których czytelnik zaśmieje się pod nosem, bo a to uczniowie Victorii coś wywiną, a to ich rodzice zachowają się komicznie irracjonalnie, a to dziwny współpracownik padnie obiektem żartu, ale generalnie wymowa tej opowieści wcale do najbardziej radosnych nie należy. Pominę już powielanie niektórych żartów, które okazuje się nieco uciążliwe - przez tę opowieść po prostu niemal na każdym kroku przelewa się mnóstwo goryczy.

Czy to źle? I tak, i nie. Jeżeli ktoś czytał poprzednie książki angielskiej pisarki, spodziewa się mnóstwa radości i ciepła przelanych na papier. Stąd małe rozczarowanie. Z drugiej jednak strony - Victoria porusza naprawdę ważne dla krajów arabskich kwestie, opowiadając o kulturowych nieporozumieniach, konserwatywnych normach prawnych, korupcji i tajemniczych układach w szkołach czy sytuacji politycznej kraju. Tej ostatniej nie da się uniknąć, jeżeli rok, jaki państwo Twead spędzają w Bahrajnie, obejmuje czas tzw. Arabskiej wiosny - fali antyrządowych protestów, która doprowadziła do śmierci kilkudziesięciu osób, ranienia przynajmniej tysiąca innych, zniszczenia części miasta i ograniczenia swobód obywateli. Z obcokrajowcami, takimi jak Victoria i Joe, włącznie.

Choć autorka ze wszystkich sił stara się zaczarować rzeczywistość i w nawet najbardziej przygnębiające historie wpleść odrobinę humoru i ciepła, najpiękniejszymi i najbardziej kojącymi fragmentami książki są jej ostatnie strony, kiedy bohaterowie z ulgą żegnają ponury Bahrajn, zastępując go cudownym rozgardiaszem i urokiem maleńkiego El Hoyo. I choć Bahrajn mnie do siebie nie przekonał i nieco się przy tej opowieści nudziłam, wciąż wielką sympatią darzę Victorię Twead, mając nadzieję, że jej kolejna podróż - być może na antypody? - okaże się nieco bardziej optymistyczna, kolorowa i warta przypominania.

PS. Jak zwykle nie wplotłam tego w tekst, ale warto byście wiedzieli, że kolejny raz autorka pokusiła się o wzbogacenie historii mnóóóstwem smakowitych przepisów kulinarnych prosto z krajów arabskich. Kilka z nich mam już na oku! :)

Moja ocena: 7/10
Za książkę dziękuję wydawnictwu Pascal.


literatura angielska | recenzja | Victoria Twead | literatura | recenzje książek

9 komentarzy:

  1. Z podróżniczymi książkami to ja mam zawsze problem. Lubię takie, w których odnajduję człowieka i jego emocje. Drażnią mnie zwykłe "opisy". Niech nawet się ta podróż kłóci z moimi wyobrażeniami o danym miejscu, ale niech żyje. :)
    Ps. Pomarańcze w śniegu czytałaś? (Peter Kerr)
    Tak w nawiązaniu do Hiszpanii :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj uwielbiam książki podróżnicze :) Są świetną alternatywą jeżeli nie mamy czasu na prawdziwą podróż :) Tego typu książki mają nawet osobne miejsce w mojej biblioteczce :) Zainteresowałaś mnie tą pozycją :) Bardzo chętnie bym się z nią zapoznała :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Z panią Twead jeszcze do czynienia nie miałam, ale jeśli chodzi o Bahrajn to faktycznie, pierwsze skojkarzenie to Formuła 1 :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co miłe - podobnie myśli mąż autorki, który jako jedyny rajcował się wycieczką na tor :)

      Usuń
  4. Lubię książki podróżnicze, a z tą autorką nie miałam jeszcze do czynienia :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mnie zawiodła "Andaluzja" więc do tej sceptycznie podchodzę. Ale Twoja recenzja jest drugą, która kusiiiii

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  7. Myślę, że mi się spodoba, ponieważ bardzo lubię literaturę, która opisuje inne miejsca. Z autorką nie miałam przyjemności się zapoznania, ale myślę, że to fajna lektura na jesienny wieczór, by przywrócić sobie barwy lata :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Po tej recenzji raczej chętniej sięgnę po książkę autorki o Hiszpanii. ;) Ale poza tym, z moich literackich doświadczeń wyniosłam raczej nieciekawy obraz szeroko pojętego orientu. Nieciekawy politycznie, kulturowo itp., ale właśnie kolorowy, pachnący, intrygujący. Trochę więc dziwi mnie brak tych aspektów w takiej książce...
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń