Nasz rok w Oriencie, Victoria Twead

Oryginał: Two Old Fools on a camel
Wydawnictwo: Pascal
Rok wydania: 2013
Stron: 384
Gatunek: pamiętnik, podróżnicza

Minął rok odkąd ostatni raz podróżowałam z Victorią Twead. We wrześniu 2012 roku pisarka zabrała mnie do słonecznej, sielskiej Hiszpanii (recenzja), zaś w ostatnich dniach obrała kierunek zupełnie inny – daleki Bahrajn, który znany był mi dotąd z jednego tylko powodu – mianowicie z obecności toru Formuły 1.

Kiedy myślę orient, w wyobraźni odmalowuję pełne barw obrazy, czuję niezwykłe aromaty, słyszę śpiew i muzykę. Okładka najnowszej powieści Victorii Twead zdawała się moją wizję potwierdzać. Tymczasem jej orient okazał się nieco suchy, bezbarwny i przygnębiający, jak bahrańskie pustynie.

Jeżeli chodzi o sam sposób opowiadania czy skłonność do przywoływania najróżniejszych zabawnych anegdot z życia otoczenia, nic się u autorki nie zmieniło. Nasz rok w Oriencie czyta się równie szybko i miło, jak poprzednią książkę – Andaluzja, Olé! Jednak otoczenie, w jakim znaleźli się Victoria i Joe nie jest już tak przyjemne i intrygujące. Spokojną hiszpańską wioskę zamienili oni na tętniący życiem, szokująco egzotyczny (przynajmniej dla Europejczyków) kraj ulokowany w Zatoce Perskiej. Do tego z ich opowieści zniknęły radosne uliczki, piękne ogrody i zachody słońca witane winem na tarasie. W ich miejsce pojawiły się: przygnębiająca szkoła, niebezpieczne ulice, irytujący ludzie i cała gama rozczarowań bohaterów.

Dużo zaśmiewałam się przy poprzedniej powieści Victorii Twead. W przypadku Naszego roku w Oriencie rodzą się momenty, w których czytelnik zaśmieje się pod nosem, bo a to uczniowie Victorii coś wywiną, a to ich rodzice zachowają się komicznie irracjonalnie, a to dziwny współpracownik padnie obiektem żartu, ale generalnie wymowa tej opowieści wcale do najbardziej radosnych nie należy. Pominę już powielanie niektórych żartów, które okazuje się nieco uciążliwe – przez tę opowieść po prostu niemal na każdym kroku przelewa się mnóstwo goryczy.

Czy to źle? I tak, i nie. Jeżeli ktoś czytał poprzednie książki angielskiej pisarki, spodziewa się mnóstwa radości i ciepła przelanych na papier. Stąd małe rozczarowanie. Z drugiej jednak strony – Victoria porusza naprawdę ważne dla krajów arabskich kwestie, opowiadając o kulturowych nieporozumieniach, konserwatywnych normach prawnych, korupcji i tajemniczych układach w szkołach czy sytuacji politycznej kraju. Tej ostatniej nie da się uniknąć, jeżeli rok, jaki państwo Twead spędzają w Bahrajnie, obejmuje czas tzw. Arabskiej wiosny – fali antyrządowych protestów, która doprowadziła do śmierci kilkudziesięciu osób, ranienia przynajmniej tysiąca innych, zniszczenia części miasta i ograniczenia swobód obywateli. Z obcokrajowcami, takimi jak Victoria i Joe, włącznie.

Choć autorka ze wszystkich sił stara się zaczarować rzeczywistość i w nawet najbardziej przygnębiające historie wpleść odrobinę humoru i ciepła, najpiękniejszymi i najbardziej kojącymi fragmentami książki są jej ostatnie strony, kiedy bohaterowie z ulgą żegnają ponury Bahrajn, zastępując go cudownym rozgardiaszem i urokiem maleńkiego El Hoyo. I choć Bahrajn mnie do siebie nie przekonał i nieco się przy tej opowieści nudziłam, wciąż wielką sympatią darzę Victorię Twead, mając nadzieję, że jej kolejna podróż – być może na antypody? – okaże się nieco bardziej optymistyczna, kolorowa i warta przypominania.

PS. Jak zwykle nie wplotłam tego w tekst, ale warto byście wiedzieli, że kolejny raz autorka pokusiła się o wzbogacenie historii mnóóóstwem smakowitych przepisów kulinarnych prosto z krajów arabskich. Kilka z nich mam już na oku! 🙂

Moja ocena: 7/10
Za książkę dziękuję wydawnictwu Pascal.


literatura angielska | recenzja | Victoria Twead | literatura | recenzje książek
, , , , , , ,
Klaudyna Maciąg

Copywriter, marketingowiec, redaktor i korektor książek, właścicielka Agencji Kreatywnej Espelibro. Prywatnie mama energicznej trzylatki, właścicielka dzikiego psa, żona pewnego poety i wierna fanka Manchesteru United.

8 Comments

  1. Z podróżniczymi książkami to ja mam zawsze problem. Lubię takie, w których odnajduję człowieka i jego emocje. Drażnią mnie zwykłe "opisy". Niech nawet się ta podróż kłóci z moimi wyobrażeniami o danym miejscu, ale niech żyje. 🙂
    Ps. Pomarańcze w śniegu czytałaś? (Peter Kerr)
    Tak w nawiązaniu do Hiszpanii 🙂

  2. Oj uwielbiam książki podróżnicze 🙂 Są świetną alternatywą jeżeli nie mamy czasu na prawdziwą podróż 🙂 Tego typu książki mają nawet osobne miejsce w mojej biblioteczce 🙂 Zainteresowałaś mnie tą pozycją 🙂 Bardzo chętnie bym się z nią zapoznała 🙂

  3. Z panią Twead jeszcze do czynienia nie miałam, ale jeśli chodzi o Bahrajn to faktycznie, pierwsze skojkarzenie to Formuła 1 🙂

    1. Co miłe – podobnie myśli mąż autorki, który jako jedyny rajcował się wycieczką na tor 🙂

  4. Lubię książki podróżnicze, a z tą autorką nie miałam jeszcze do czynienia 🙂

  5. Mnie zawiodła "Andaluzja" więc do tej sceptycznie podchodzę. Ale Twoja recenzja jest drugą, która kusiiiii

  6. Myślę, że mi się spodoba, ponieważ bardzo lubię literaturę, która opisuje inne miejsca. Z autorką nie miałam przyjemności się zapoznania, ale myślę, że to fajna lektura na jesienny wieczór, by przywrócić sobie barwy lata 🙂 Pozdrawiam 🙂

  7. Po tej recenzji raczej chętniej sięgnę po książkę autorki o Hiszpanii. 😉 Ale poza tym, z moich literackich doświadczeń wyniosłam raczej nieciekawy obraz szeroko pojętego orientu. Nieciekawy politycznie, kulturowo itp., ale właśnie kolorowy, pachnący, intrygujący. Trochę więc dziwi mnie brak tych aspektów w takiej książce…
    Pozdrawiam! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *