• O tym, dlaczego mąż nie pomaga mi ani w domu, ani przy dziecku i o tym, dlaczego nawet niepracujące matki potrzebują chwili luzu

    Tytuł nie kłamie. Mąż mi nie pomaga. Pomyślicie, że się żalę? Nic bardziej mylnego. Uważam, że tak właśnie powinno to wyglądać w normalnej rodzinie, w normalnym domu. Facet ma pomagać w zamiataniu, zmywaniu albo karmieniu dziecka? A niby po co i dlaczego? Co to w ogóle jest ta “pomoc”? Wniosłam ostatnio zakupy sąsiadce, pomogłam starszemu panu w wyborze koszuli na święta i innemu w wyborze książki dla wnuczki; jak co miesiąc przekazałam darowiznę na rzecz WWF i wsparłam zwierzaki z dlaschroniska.pl. To jest pomoc – coś niezobowiązującego, coś dobrowolnego, coś, czego nikt ode mnie nie oczekuje i co nie jest moim obowiązkiem. Coś, co robię dla przyjemności, coś, co robię dla własnej satysfakcji, coś, co robię, by okazać komuś serce. Śmieszy mnie ciągłe pytanie: “a mąż to ci pomaga przy dziecku?”, “pomaga ci ten twój chłop w domu?”. No, jasna…

  • Dlaczego młode matki kochają centra handlowe – czyli parę słów o książce laureatki Paszportów “Polityki”

    Wydawnictwo: Wielka Litera • Rok wydania: 2016 • Stron: 287   Ależ mnie ta książka wkurzyła! Naprawdę. Odkąd wczoraj do niej przysiadłam chodzę nabuzowana, rzucam gniewne spojrzenia i zaciskam mocno zęby. Taka to jest wkurzająca książka! Prawda ukryta w słowach Dwa miesiące temu moja córka skończyła dwa lata. Jakiś czas temu zamiotłam więc pod dywan wspomnienie traumatycznych pierwszych wspólnych miesięcy i zaczęłam przyzwyczajać się do tego, jakim trybem biegnie moje życie. Tymczasem jakaś Natalia Fiedorczuk postanowiła rzucić mi w twarz wszystkim tym, o czym starałam się nie myśleć. Tym, że jestem wiecznie zmęczona. Tym, że nie mam życia. Tym, że gadam wyłącznie z dzieckiem. Tym, że jestem jak robot do obsługiwania innych. Tym, że jedną z niewielu rozrywek są dla mnie wizyty w dyskontach. Tym, że jestem jedną z wielu współczesnych młodych matek, którym pluje się…

  • Czy wiesz, że Twój prezent wcale nie musi być słodki?

    Idą święta, trudny czas dla wszystkich, którym brak pomysłu na prezenty dla bliskich i dalekich. Po wielu zapytaniach od znajomych wnoszę, że jeden z największych problemów stanowi wybranie prezentu dla dzieci – bratanków, kuzynek czy córek i synów przyjaciół. Bo zdaje się, że dzisiaj maluchy wszystko już mają – tonę zabawek i szafę pełną modnych ubranek, najnowsze sprzęty i mnóstwo, mnóstwo niepotrzebnego badziewia. Kiedy doradzam kupienie ładnych książeczek albo gier, oczywiście wszyscy pukają się w czoła i ostatecznie stawiają na najbezpieczniejsze rozwiązanie, które na sto procent zadowoli każdego dzieciaka – przygotowują pakę pełną słodyczy. No, super. Całkiem nieSŁODKI prezent Niedługo po tym, jak opublikowałam wpis Mam dość bycia Złą Matką, zostałam zaproszona do udziału w akcji Całkiem nieSŁODKI prezent, organizowanej przez Zuzę z bloga Szpinak robi bleee. Idea od razu podbiła moje serce, zakłada…

  • Mam dość bycia Złą Matką

    Wiecie jakie jest najgłupsze stwierdzenie, jakie głosi się w temacie macierzyństwa? Że matka najlepiej wie, co jest dobre dla jej dziecka. Niech orędownicy tego idiotycznego frazesu powiedzą to dzieciom bitym, spasionym i samotnym, z pewnością w ramach poparcia z radością zaklaszczą małymi rączkami. Ale ja nie o tym chciałam, bo dziś przede wszystkim mówić będę o żywieniu. Ono bowiem sprawiło, że zyskałam opinię Złej Matki. Holy shit! Pierwsze objawy bycia Złą Matką Zaczęło się niewinnie, kiedy latorośl moja osiągnęła wiek, w którym można rozszerzać dietę i powoli porzucać żywienie pod etykietą “100% mleka 24/h”. Tu próbowała ziemniaka, tam marchewki, potem dyni i innych smacznych bajerów. Wiecie, zwykłe warzywka z przyblokowego bazaru, bo ogrodem własnym to ja nie dysponowałam, a o jeżdżeniu po “biomarchew” na drugi koniec miasta nawet nie myślałam. Wtedy już zaczęły się liczne…

  • Pierwszy rok z życia matki

    Przed paroma dniami minął rok, odkąd na tym świecie pojawiła się Zońka. Ten mój pierwszy rok w nowej życiowej roli, to był dziwny rok. Pełen łez bezsilności i wzruszenia, pełen radości, wyzwań i nowych problemów, ale również nowych planów i perspektyw. Przez ten czas wiele zrozumiałam, poznałam prawdę o ludziach z otoczenia, uświadomiłam sobie, ile bzdur na temat macierzyństwa głoszonych jest wokoło. Poprawiłam swoje umiejętności działania pod presją, nauczyłam się jeszcze większej samodzielności i mobilności. Raz bywało lepiej, innym razem gorzej, ale jedno wiem na pewno – warto było. Bo bycie mamą, to jedna z najfajniejszych życiowych ról, jaką przyjęłam Czego się najbardziej bałam? Ci z Was, którzy czytali wpisy z serii Brzydula, pewnie nie będą zaskoczeni, że obok obaw o zdrowie małej, przede wszystkim pojawiały się u mnie obawy, czy nie odziedziczy po mnie wady zgryzu. Być może…

  • zosia

    Ciemniejsza strona macierzyństwa

    Kiedy zachodzisz w ciążę i rozmyślasz o zbliżającym się macierzyństwie, przed oczami masz widok rozkosznych, uśmiechniętych bobasków w ramionach szczęśliwych mamuś. Widzisz je każdego dnia – w prasie, telewizji, na plakatach. Słuchasz i czytasz, jaki to piękny i niezwykły czas składający się z samych szczęśliwych chwil, jakie niezwykłe i budujące jest naturalne karmienie, jak to wspaniale jest być mamą rozkosznego malucha, który w pierwszych miesiącach swojego życia albo delikatnie ssie maminą pierś albo po prostu śpi. Dzieciate koleżanki utwierdzają Cię w przekonaniu, że macierzyństwo to bajka. Dopiero po czasie, w jakichś szczerych rozmowach przy winie, uświadamiają Ci to, co sama odkryłaś już po fakcie. Bo niestety, ale kiedy rodzisz, nadchodzi wielkie bum, bo macierzyństwo ma niewiele wspólnego z plakatami i reklamami telewizyjnymi. Macierzyństwo ma też swoją ciemną stronę… Zaczyna się jeszcze w szpitalu… Spędzasz dwie noce na porodówce, jesteś…