• zosia maciąg

    Osiem rzeczy w wychowaniu dziecka, które zawaliliśmy

    Niedawno opowiadałam Wam o tym, co w wychowaniu Zosi zrobiliśmy dobrze i bardzo miło było odkryć, że wiele osób popiera nasze działania. Żeby jednak nie było zbyt słodko, dziś opowiem o tym, co – moim zdaniem – niezbyt dobrze nam wyszło lub co – krótko mówiąc – ewidentnie zawaliliśmy. I choć jest w tym trochę krytycyzmu i samobiczowania, to myślę, że również ta druga strona tematu wychowania może się okazać bardzo inspirująca dla tych, którzy dopiero planują być rodzicami. Dlatego też zapraszam Was do lektury kolejnego szczerego wpisu rodzicielskiego. 1. Kupowaliśmy zbyt wiele (tandetnych) zabawek Żałuję, że kiedy Zosia się urodziła, nie miałam pojęcia o Metodzie Montessori, ponieważ dzięki temu być może uniknęlibyśmy tego tonięcia w plastikowej tandecie. Pół pokoju Zośki zajmują zabawki, z czego 3/4 to kolorowe dziadostwo,…

  • Dziesięć rzeczy w wychowaniu dziecka, które zrobiliśmy naprawdę dobrze

    Mam pewną nieznośną przypadłość, by zawsze skupiać się na tym, co złe, zamiast na tym, co dobre. A raczej: miałam, bo wierzę, że powoli naprawdę zmieniam swój sposób myślenia, co powinien pokazać już wpis Koniec z brzydulą. Jestem już zmęczona tą niezdrową tendencją do dramatyzowania i przeżywania tego, co innym ludziom nie pasuje. Tym bardziej, że z reguły nawet nie mają racji, bo ani nas dobrze nie znają, ani z nami nie mieszkają, ani zwyczajnie nie wiedzą, co mówią. Kiedy w ostatnich dniach usłyszałam od wielu różnych ludzi kolejne pochwały pod adresem naszej córki, pomyślałam: “hej, rzeczywiście, coś w tym jest, przecież naprawdę wiele rzeczy zrobiliśmy dobrze”. I o tych właśnie rzeczach postanowiłam napisać. Nie o tym, że zdaniem postronnych źle wychowujemy, bo: dziecko lubi gorzką czekoladę, bo ma w swoim pokoju książki czy spędza czas na placu…

  • klaudyna futbolowa maciąg

    Żegnam się z lipcem

    Zaczęłam dzisiaj tworzyć na facebookowej stronie Kreatywy wpis o tym, jak to wena mnie opuściła, upał wykańcza i na nic nie mam siły. W pewnym momencie zaczęłam rozkręcać się tak, że zaczął wychodzić mi z tego zarys wpisu na bloga. Chwila na facebookowe żale przyniosła więc określoną korzyść – wrócił mi zapał do pisania. Na pewno pomocne okazały się w tym także: kubek kawy, pobudzająca muzyka, pachnące naleśniki, porządnie przespana noc i to, że nareszcie spędzam poranek w domu. Dziś będzie o lipcu. Prosiliście o więcej opowieści z mojego życia, toteż dzisiaj pokuszę się o małe podsumowanie tego, co wydarzyło się u mnie w ostatnich tygodniach. A było tego sporo. Rekon – otwórz oczy Cieniem na lipcowych wydarzeniach kładzie się niewątpliwie śmierć mojego kolegi Dawida. Wciąż nie mogę uwierzyć, że jeszcze niedawno dyskutowaliśmy o poziomie artyzmu w polskiej muzyce, że ramię w ramię głosiliśmy…