recenzja serialu you netflix

Książki. Miłość. Obsesja. Recenzja serialu “Ty” (“You”)

Wczoraj wylądował na Netfliksie. Dziś mam za sobą już cały sezon i – och! – chciałabym więcej i więcej! Nie jest to thriller wybitny. Ale rządzą w nim książki, a one wynagradzają każde niedociągnięcie.

To nie jest tak, że skoro miłuję literaturę, to automatycznie przymykam oko na niedociągnięcia w serialu pachnącym farbą drukarską i starymi woluminami. Po prostu doceniam to, jak misternie utkano tę sieć i ile smaczków ma w sobie ta historia. Bo miłośnicy popkultury w co drugim serialu znajdują odniesienia do kultowych filmów, komiksów i seriali, a dla książkolubnych w tym temacie zostaje niewiele. Aż wreszcie pojawia się “You” – serial, w którym występuje całe morze książek i żadna nie zostaje przywołana przypadkowo. “Frankenstein”, “Trzej muszkieterowie”, “Wichrowe wzgórza” i wiele innych – one naprawdę są tutaj po coś. Ba, nawet szał na Dana Browna znajduje odzwierciedlenie w fabule. Nieźle, prawda?

O czym opowiada serial “You”?

Główny bohater, Joe, poznaje eteryczną blondynkę o pisarskich zapędach. Jako kierownik księgarni i zapalony miłośnik literatury czuje się zaintrygowany dziewczyną i powoli wkracza do jej świata. Szybko okazuje się, że dziewczyna jest w rozsypce – ładuje się w kiepskie związki, odreagowuje za pomocą przygodnego seksu, nie może skupić się na pisaniu i nie potrafi żyć jak wolny człowiek. Joe, niczym rycerz na białym rumaku, postanawia usunąć wszelkie przeszkody spod jej stóp i uczynić najszczęśliwszą dziewczyną idealnego faceta.

I tu zaczyna się niezła jazda.

Że Joe jest popaprańcem, wychodzi na jaw bardzo szybko. Ale to wcale nie sprawia, że się go nienawidzi. Właściwie to nietrudno jest zrozumieć, co nim kieruje, dlaczego stał się tym, kim się stał i jak działa jego umysł. Odwołanie do kultowej powieści Mary Shelley ma tutaj spore uzasadnienie, na co zresztą zwraca uwagę sam bohater.

Serial nakręcono na podstawie powieści Caroline Kepnes o tym samym tytule i uważam, że wielkie ukłony należą się zarówno jej, jak i twórcom serialu za to, jak zręcznie potrafią połączyć losy bohaterów z klasykami literatury – to sprawia, że tropów dotyczących fabuły należy szukać także poza nią – gdzieś dalej, głębiej. Nie jest tak, że nieznajomość kanonu popsuje odbiór “You”, ale jeżeli dane pozycje się zna, to cała ta historia nabiera zupełnie innego wymiaru i będzie cudowną przygodą dla osób, które kochają się w książkach.

serial you netflix
© foto: Lifetime Television

Serial o milenialsach

“You” stanowi wiwisekcję pokolenia milenialsów i dość brutalnie rozlicza się z dzisiejszymi dwudziesto- i trzydziestolatkami, których życie sprowadza się do kreowania rzeczywistości w social mediach, bywania w modnych miejscach i radzenia sobie z problemami przy pomocy psychoterapeutów. Akcja serialu osadzona jest w Nowym Jorku – i to takim Nowym Jorku jak u Woody’ego Allena, co dodaje całości dodatkowego smaczku.

I choć polski widz nie jest nowojorskim “słoikiem” przed trzydziestką, to jestem pewna, że wielu ludzi z tego pokolenia dostrzeże swoje odbicie w którymś z bohaterów – uzależnionej od atencji maniaczce Instagrama, poczciwym grubasku, który nie może znaleźć “tej jedynej”, lasce, która rozkłada nogi na zawołanie, początkującej pisarce, która nie wie, kim jest i czego chce od życia czy samotnej piękności, która dla odmiany wie, kim jest, ale nie może być sobą.

Szczególną uwagę zwrócono tutaj na problem uzależnienia od mediów społecznościowych i nowoczesnych technologii, za pośrednictwem których nie tylko kreujemy swoje życie, ale też ściągamy na siebie uwagę potencjalnie niebezpiecznych ludzi. Mówi się o tym od lat, ale z reguły w odniesieniu do rodziców, którzy nadmiernie eksponują w sieci życie swoich dzieci, tymczasem tutaj bezpośrednim odbiorcą komunikatu ma być młody człowiek, który melduje się w modnych lokalach, fotografuje na każdym kroku i żyje w przekonaniu, że nic mu nie grozi, bo “takie problemy” mają inni ludzie. Jeżeli choć kilka osób zmieni swoje przyzwyczajenia po spojrzeniu na tę kwestię z perspektywy stalkującego psychola, można uznać, że ten ważny społecznie przekaz miał sens.

Dlaczego warto obejrzeć “You”?

Jeżeli jesteście fanami thrillerów psychologicznych i widzieliście ich już całe mnóstwo, to “You” może Was odrobinę rozczarować. Serial trzyma w napięciu, a cliffhangery sprawiają, że trudno się od niego oderwać, ale bywają tu momenty absurdalne aż do przesady. Mam tu na myśli szczególnie sekwencję scen w pewnej wypasionej posiadłości na odludziu, podczas której nie mogłam opanować śmiechu. W wiele rzeczy uwierzę, ale to tutaj totalnie mnie przerosło.

Mimo tego uchybienia uważam “You” za serial bardzo dobry. Szczególnie ujęły mnie zdjęcia, gra światłem, sposób kręcenia – są tu takie kadry, przy których ma się ochotę zatrzymać obraz i chłonąć detale. To one zresztą czynią ten serial tak klimatycznym, nieco przyduszającym i pochłaniającym bez reszty.

Mocnym punktem serialu jest także obsada aktorska. Penn Badgley w roli niepozornego – acz psychicznego – księgarza wypada naprawdę świetnie. Z jednej strony widzisz w nim uczynnego chłopaka o uroczym uśmiechu, z drugiej – wcale nie dziwi cię, że ma w sobie mrok. Fantastycznie wypada także Shay Mitchell, której postać jest wyborna w każdym calu – wyniosła i okrutna, ale też zagubiona i wyniszczona, a przy tym tak piękna i magnetyzująca, że trudno oderwać od niej wzrok:

shay mitchel you netflix

Największy problem mam z oceną odtwórczyni głównej roli. Elizabeth Lail teoretycznie nie można nic zarzucić, bo fantastycznie pasuje do roli pogubionej w życiu dwudziestoparolatki, ale jest w niej coś sztucznego, coś irytującego, co momentami odpychało mnie od jej postaci. A może to sama postać tak na mnie działała i nie umiem tego oddzielić? Nie mam pojęcia, ale coś sprawiło, że nie mogłam polubić Guinevere Beck, mimo że jej osobowość jest mi bardzo bliska.

Resztę bohaterów trudno nazwać tłem, mimo że odgrywali w tej historii zaledwie epizody. Fantastyczne jest to, że każda z tych postaci ma swój mocno zarysowany charakter i nad historią każdej z nich warto choć na chwilę się pochylić, by jeszcze mocniej wsiąknąć w ten świat.

Polecam Wam obejrzenie “You”, jeżeli lubicie trzymające w napięciu historie, które może nie są wybitne w swoim gatunku, ale mają w sobie coś przyciągającego, co nie pozwala oderwać się od ekranu. Jestem pewna, że ten serial na długo pozostanie w mojej głowie. I bardzo chętnie obejrzę go raz jeszcze – dla książek, Nowego Jorku i dla ludzi, których dzięki niemu poznałam.

Moja ocena: 8,5/10

Przeczytaj również:

Spodobał Ci się ten wpis? Polub Kreatywę na Facebooku:

16 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *