podsumowanie roku

2018 – najbardziej przełomowy rok mojego życia

Kiedy kilka tygodni temu znajomy zapytał mnie, co ważnego wydarzyło się u mnie w ostatnim roku, odruchowo odpowiedziałam “w sumie nic”. A potem zastanowiłam się chwilę dłużej i – kurczę! – to był najbardziej przełomowy rok mojego życia. Nawet bardziej niż te, w którym urodziłam dziecko i w którym założyłam firmę. Dlaczego? Bo tak wielkich kroków nie podejmowałam nigdy wcześniej.

Poniżej przeczytacie o ośmiu najważniejszych wydarzeniach ostatniego roku, a później dowiecie się, jakie mam plany na rok 2019.

Kredyt hipoteczny

pieniadze cc0

Nasze rozmowy na temat zaciągnięcia kredytu były burzliwe i ciągnęły się dwa lata. Marcin namawiał mnie długo i bezowocnie, bo zupełnie nie przeszkadzało mi życie na wynajmie, a do tego naoglądałam się zbyt wielu historii, w których życie na kredycie wykańczało ludzi i absolutnie nie chciałam dla nas takiego scenariusza.

Dużo czytałam – u Michała Szafrańskiego z jakoszedzacpieniadze.pl i Marcina Iwucia z marciniwuc.com. Dużo też rozmawiałam z ludźmi, którzy temat przerabiali i których podejście mocno na mnie wpłynęło. Tak naprawdę przekonało mnie kilka konkretnych argumentów moich kolegów. Pogadaliśmy, coś “zaskoczyło” w mojej głowie i razem z mężem zabraliśmy się do przygotowań.

Żeby móc starać się o kredyt hipoteczny, musieliśmy poczekać aż minie rok istnienia mojej firmy, choć wiele banków wymaga teraz stażu dwuletniego. Historię kredytową mieliśmy bardzo dobrą, zarobki stałe i pewne (w przypadku Marcina) i regularne, choć w różnej wysokości (w moim przypadku), więc właściwie mogliśmy być spokojni o to, że bank przyzna nam kredyt. Spokojni jednak nie byliśmy – koszmarnie wspominam ten czas oczekiwania. Szczególnie ja byłam potężnie przejęta, zestresowana i czarnowidząca – zwłaszcza, że parę tygodni wcześniej widziałam, co działo się u naszych przyjaciół, gdy bank odmówił im kredytu.

Udało się jednak – i to w pierwszym banku, który wybraliśmy. Duża w tym jednak zasługa naszego doradcy kredytowego, który negocjował z bankiem, gdy ten zaczął kręcić nosem na moją działalność. Gdybym podejmowała się tego raz jeszcze, z pewnością również skorzystałabym z usług doradcy, mimo że podchodziłam do niego bardzo sceptycznie.

Nowe mieszkanie

nowe mieszkanie

Początkowo mieliśmy kupić nasze dotychczasowe mieszkanie – i taki układ byłby wymarzony, bo pozostalibyśmy na swoim miejscu, uniknęlibyśmy przeprowadzki i nie musielibyśmy wprowadzać radykalnych zmian. Z tego zresztą wziął się cały ten pomysł na wzięcie kredytu – bo właściciele mieszkania od dawna zapowiadali nam, że będą je chcieli sprzedać, najlepiej właśnie nam. To, że na kilka tygodni przed załatwieniem formalności kredytowych doszli do wniosku, że wolą jednak nie sprzedawać, było stresujące i przykre, ale wyszło nam na dobre.

Szukanie nowego lokum było przyjemnym i ekscytującym zajęciem. Obejrzeliśmy sporo mieszkań w okolicy i kilka domów za miastem i choć wiele z nich nas rozczarowało, to było to naprawdę ciekawe doświadczenie. Zanim trafiliśmy na nasze obecne mieszkanie, zdecydowaliśmy się na dom w okolicy moich rodziców i na mieszkanie przy przedszkolu córki, ale w obu przypadkach ktoś nas ostatecznie podkupił. Bardzo nastawialiśmy się też na dom w pobliżu pracy Marcina, ale to już inne województwo – słaby wybór i wyższe ceny – więc ostatecznie pozostaliśmy przy swojej dotychczasowej okolicy.

Na swoje obecne mieszkanie zdecydowaliśmy się od razu, ledwo przekroczyliśmy jego próg. Co ciekawe – kilka dni wcześniej chcieliśmy kupić inne, kilka pięter wyżej – dokładnie w tym samym pionie – ale odstraszyła nas nieciekawa postawa właściciela mieszkania i jego kosmiczne żądania zaliczkowe. I choć trochę sobie wyrzucaliśmy, że z niego zrezygnowaliśmy, warto było czekać – bo trafiliśmy na mieszkanie, które nas ujęło.

To nie jest miejsce luksusowe, ma 20 metrów mniej niż nasze wynajmowane mieszkanie i wymaga jeszcze sporo pracy, ale po prostu nas cieszy. Zapracowaliśmy na nie i choć musieliśmy się wspomóc wsparciem banku i dopiero za kilkanaście lat będzie ono w pełni nasze, to już teraz mamy poczucie, że stworzyliśmy własny kącik – cudowne miejsce, które daje nam poczucie bliskości i spełnienia.

Nie żałuję, że tak się to potoczyło. I znów musiałam zderzyć się ze swoimi poglądami, bo porównanie rozmów z prywatnymi sprzedawcami i z przedstawicielami biur nieruchomości pokazało, jak kolosalnie inną jakość wprowadzają ci drudzy. I o ile nie namawiam do korzystania z pośredników w przypadku kredytu – choć sama byłam z takowego zadowolona – to załatwiania formalności bez biura nieruchomości sobie nie wyobrażam.

Przeprowadzka

remont

Podobno przeprowadzka jest jednym z najbardziej stresujących wydarzeń w życiu człowieka. Potwierdzam tę teorię całą sobą.

Jeżeli śledzicie mnie w mediach społecznościowych, to doskonale wiecie, jakim utrapieniem był dla mnie czas przeprowadzki. Nieustannie pocieszałam się myślą, że “za parę dni” będzie po wszystkim, że nareszcie idziemy na swoje i że kiedyś to minie, ale i tak okropnie wspominam tegoroczny lipiec. Mamy mnóstwo, mnóstwo gratów kuchennych, dziesiątki kubków i ponad 1700 książek. Przewiezienie tego było prawdziwą masakrą. Wstyd się przyznać, ale w pewnym momencie Marcin przewoził książki luzem w bagażniku i rzucał je na podłogę nowego mieszkania. Ratunkiem okazał się mój tata, który dał nam wielkie wory po kawie, razem z Marcinem załadował je książkami i w kilku kursach przewiózł wszystko swoim kombi.

Firmę przeprowadzkową najęliśmy do przewiezienia wyłącznie mebli i sprzętów kuchennych, resztę woziliśmy sami. Na tym polu największym ratunkiem okazała się nasza przyjaciółka Gosia, która nie dość, że woziła rzeczy razem z nami, to jeszcze w najtrudniejszych momentach zabierała Zośkę na kilka godzin i totalnie nas odciążała z jednoczesnego ogarniania przeprowadzki i zajmowania się młodą. Bez niej nie zdążylibyśmy ze wszystkim – tego jestem pewna.

Od końca lipca mieszkamy na swoim i jeszcze jakiś czas będziemy się urządzać, ale teraz mogę już oddychać spokojnie i mówić, że nareszcie już po wszystkim.

Kanał na YouTubie

nagrywanie youtube

Rozpoczęcie nagrywania było największym i najtrudniejszym krokiem, jaki podjęłam. Po latach życia w przekonaniu, że jestem brzydulą, nabrałam pewności siebie i z wielką ekscytacją wystartowałam z kanałem. I choć na filmach rzucają się w oczy moje niedoskonałości, to nie przejmuję się nimi, bo sam proces nagrywania daje mi niesamowitą frajdę. Po wszystkim czuję się tak naładowana energią, że spokojnie mogłabym zasilić nią jakąś skromną elektrownię.

Więcej na ten temat przeczytacie we wpisie Dlaczego założyłam kanał na youtubie?

Przedszkole

dziecko rysuje

Posłanie córki do przedszkola było jedną z najlepszych decyzji, jakie podjęliśmy w całym swoim małżeńskim życiu. Mogliśmy to zrobić rok wcześniej, ale poczekaliśmy – czego czasem żałujemy, ale grunt, że teraz młoda jest już przedszkolakiem i jest z tego powodu przeszczęśliwa.

Przez lata słuchaliśmy marudzenia – że przedszkole to zło i zarazki, że prawdziwa matka siedzi z dzieckiem w domu, że wczesne wstawanie szkodzi, że to krzywda wydzierać dziecko spod kołdry i kazać mu wychodzić z domu, że “od razu do pracy poślijcie” i że przedszkolaki więcej chorują niż rzeczywiście przebywają w przedszkolu.

Taa. Jaka jest rzeczywistość? O 7 rano Zośka zrywa się z łóżka i budzi nas, że to już czas iść do przedszkola. Po drodze podśpiewuje i z ekscytacją opowiada o tym, z kim będzie się bawić. Wracając, mówi, ile przeżyła, co jadła, co robiła i jak bardzo nie może się doczekać jutra. Była przeziębiona przez dwa dni, przez trzy walczyła z gardłowymi problemami i złapała jedną jelitówkę – notabene poza przedszkolem – a poza tym ma się świetnie. Jest zdrowa, szczęśliwa, rozwija się i nawiązuje relacje z rówieśnikami, jakich nie mogło jej zapewnić siedzenie z mamą w domu. Śpiewa piosenki, koloruje, opowiada wierszyki, pokazuje układy taneczne i wykonuje prace plastyczne, do tego dużo więcej mówi i jest coraz bardziej samodzielna.

Jesteśmy z niej dumni i uszczęśliwia nas to, jak bardzo cieszy się z każdego dnia w przedszkolu. Wszystko inne przestaje mieć znaczenie.

Wegetarianizm

veganpower

W połowie roku zmieniłam swoją dietę. Chciałabym powiedzieć, że drastycznie, ale nie byłaby to prawda, bo ja do tej pory jadałam mięsa niewiele, a teraz wykluczyłam je całkowicie.

Jeżeli chcecie wiedzieć, dlaczego tak się stało i jakie korzyści mi to przyniosło, odsyłam do wpisu Dlaczego przestałam jeść mięso i co dała mi dieta wegetariańska?

Zwycięstwo w Narodowym Miesiącu Pisania Powieści

NaNo-Horizontal-Logo-Web

W ciągu trzech tygodni osiągnęłam cel związany z NaNoWriMo i napisałam 50000 słów, które złożyły się na powieść o trudnej miłości dwojga młodych ludzi. Ich historia nie jest jeszcze skończona, za jakiś czas z pewnością wrócę do pisania, ale póki co jestem z siebie szalenie dumna, bo już rok temu próbowałam wygrać w NaNo i nie udało mi się to. Teraz byłam skupiona, zmotywowana i twórcza – każdego dnia siadałam do pisania i każdego dnia tworzyłam kolejne epizody z życia moich bohaterów. Wyszła z tego całkiem pokaźna opowieść, która stanowi wstęp do czegoś większego.

Mam nadzieję, że jeszcze o niej usłyszycie.

SeeBloggers Łódź

seebloggers

Choć zawsze stroniłam od takich wydarzeń, po raz pierwszy zdecydowałam się na udział w dużej blogerskiej konferencji i było to doświadczenie zdecydowanie niezapomniane.

Nie jestem typem osoby, która wybrałaby się na taką imprezę w celach towarzyskich. Nie skorzystałam więc z możliwości nawiązywania kontaktów i wymiany myśli z szerokim gronem ludzi. Spędziłam za to trochę czasu z PiJarką, Nyx, Justyną Dragan, Izą DamseKasią Kotynią, a poza tym wzięłam udział w kilku niesamowitych warsztatach, by chłonąć wiedzę od najlepszych. Na ten temat przeczytacie tutaj: Czego nauczyłam się od Krzysztofa Czeczota podczas SeeBloggers?

Mam nadzieję, że SB nie będzie kolejną blogerską imprezą, która zniknie z radaru, bo bardzo bym chciała w następnym roku znów wziąć udział w tak rozwijającym i ciekawym wydarzeniu.


Na rok 2018 składały się też mniejsze wydarzenia, które uczyniły go wyjątkowym i naprawdę dobrym. M.in. to, że do kraju wracają ludzie, których kocham, a z mojego życia wykruszają się jednostki toksyczne. Komfort życia w takim układzie poprawia się niesamowicie. Poza tym pierwszy raz od lat wybraliśmy się na porządne wakacje – parę dni nad morzem to może jeszcze nie są dwa tygodnie nad oceanem, ale zawsze coś. I w kolejnym roku na pewno to powtórzymy!

Jaki będzie rok 2019?

newyear

Nie snuję postanowień i nie nastawiam się na to, że w kolejnym roku osiągnę jakieś mgliste cele. Mam jednak w planach solidne konkrety:

– ruszam z nowym projektem, o którym niedługo powiem Wam więcej;
– rozwijać będę kanał na youtubie, głównie koncentrując się na recenzjach książek rozwojowych;
– na blogu będę pisać przede wszystkim o nauce języków i samorozwoju;
– na blogu firmowym z kolei zamieszczać będę treści przydatne dla freelancerów, mam pracujących w domu i blogerów planujących własną działalność.

Chciałabym także kupić maszynę do pisania i zainwestować w profesjonalny sprzęt nagrywający. Nagrywanie komórką i mikrofonem za 20 zł nie jest najlepszym rozwiązaniem, a maszynę do pisania straciłam w czasie przeprowadzki i bardzo chciałabym ją zastąpić jakimś klasycznym modelem. Za rok zapytajcie, czy udało mi się te plany zrealizować.

A jak tam Wasz 2018?
Jak widzicie kolejny rok?
Przeżyliście ostatnio coś wyjątkowego?

Spodobał Ci się ten wpis? Polub Kreatywę na Facebooku:

31 komentarzy

  • Iwona

    Rok pełen wrażeń 🙂
    To ja czekam na tajny projekt i czekam na kolejne wpisy i te o warzywnych burgerach też 😉
    Mam nadzieję, że kolejny tez dostarczy mnóstwa wrażeń :*

    • Klaudyna Maciąg

      Pora zmobilizować się do działania 🙂 A dla Ciebie ten projekt w sumie nie będzie taki tajny, bo jesteś jedną z niewielu osób, którym mówiłam kiedyś, że rozważam takie działania 😀

  • Aga

    Kredyt hipoteczny i własne 4 kąty to szalenie ważna sprawa! Gratuluję! Mój rok 2018 bardzo niejednoznaczny w ocenie. Wspaniałe nowe przygody, nowe wyzwania, nowi inspirujący ludzie na drodze,cudowne wakacje..a z drugiej strony doświadczenie choroby, śmierci…w związku z tym ciężko ten rok uznać za udany niestety. Ale tak chyba wygląda życie. Nieustanna sinusoida.

  • Ewa Popielarz

    Podobny był ten Twój rok do mojego 2016 – kredyt (tyle że już drugi), przeprowadzka, nowe przedszkole dla dzieciaków (w tym dla jednego z nich – po raz pierwszy). Potem założyłam firmę. Wspominam tamten czas jak jazdę bez trzymanki kolejką górską. (Nie żeby ten rok był łagodniejszy ;)).

    Gratuluję Ci wszystkich nowych doświadczeń (nie tylko sukcesów – bo porażki też uczą). Niech 2019 będzie jeszcze lepszy! 🙂

    PS. Zawsze łapię taki patetyczny ton pod koniec roku 😛

    • Klaudyna Maciąg

      Świetne porównanie – tak właśnie się czułam, jak na kolejce górskiej – i to stanowczo pędzącej zbyt szybko. Spójrz, dopiero zaczynał się 2018, a już mamy kolejny Nowy Rok i nowy rok. Ani się obejrzymy, a będziemy wchodzić w lata ’20.

  • Suomi

    U mnie to był ciężki rok. Głównie spędzonych na poszukiwaniach stałej pracy, żeby zdobyć doświadczenie i zobaczyć, jak pewne rzeczy wyglądają od wewnątrz. Był czas, że łapałam się zajęć niekoniecznie związanych z moim zawodem, żeby tylko mieć za co opłacić studia. Teraz mam świetną pracę, Myślę o stworzeniu profesjonalnego portfolio na potrzeby nie tylko pracy, ale również rekrutacji na studia magisterskie 🙂

  • paulina

    Bardzo dużo stresujących, ale ważnych i pięknych wydarzeń w Waszym (Twoim) życiu – cieszę się, że zarówno z kredytem, przeprowadzką i przedszkolem wszystko się udało 🙂 Mam nadzieję, że kolejny rok będzie dla Ciebie wspaniały 🙂 Czekam na więcej filmików i zainspirowałaś mnie do prowadzenia własnego YT:)
    A co do SeeBloggers żałuję, że się gdzieś nie zobaczyłyśmy 🙂

    • Klaudyna Maciąg

      Ojej, bardzo się cieszę! Powodzenia w rozwijaniu kanału 🙂
      Może w tym roku się uda? O ile oczywiście SB się odbędzie. W razie czego umówimy się i nie będziemy liczyć na to, że jakimś cudem na siebie wpadniemy 🙂

  • Mary Green

    Niesamowity rok za Tobą. Wszystkiego dobrego w 2019. Będę śledzić blog dalej, bo jest świetny i wierzę, że będzie taki nadal ☺️

  • Anemon

    Napisałam wczoraj komentarz ale chyba mi go “zezarło”. W innym wypadku machnęłabym ręką ale po prostu nie mogę, muszę to napisać :
    Klaudyna, jesteś NIESAMOWITA! Skąd bierzesz na to wszystko (czytanie, pisanie, języki i 100 innych ) czas, siłę i motywację? Jakim cudem? Jestem pełna podziwu, chylę czoła i powiem jeszcze, że Twój blog jest pierwszym, który podoba mi się w całości. Zaglądałam na jakieś o minimalizmie, slow life, BuJo, ale zawsze coś było nie tak. Za nudno, za dużo pięknych zdjęć a zbyt mało ciekawych treści. U Ciebie jest idealnie ?. Dobrze się czyta , ogląda i słucha. Niesamowicie mnie zainspirowałaś na 2019 rok, BuJo już przygotowany, lista celów na I kwartał również. Nawet pokornie wróciłam do eTutora bo – wstyd przyznać, płacę (i nie korzystam) i płaczę (bo ciągle jestem na poziomie A2). A znajomość angielskiego to przecież było moje wielkie marzenie…

    Pozdrawiam Cię serdecznie i życzę Ci wspaniałego, ciekawego 2019 roku!
    E.

    • Klaudyna Maciąg

      Ojej, jakże miło czytać takie słowa! To dla mnie bardzo budujące i motywujące 🙂

      Jeżeli chodzi o czas, to niestety nie jest różowo – zawsze coś zaniedbuję. Jeżeli czytam i uczę się języków to nie ćwiczę. Jeżeli ćwiczę i czytam, to nie mam czasu na języki itd. Do idealnego stanu zawsze brakuje tej jednej dodatkowej godzinki. A niestety z pracy i zajmowania się córką zrezygnować nie mogę i nie chcę, więc zawsze jakaś kategoria ucierpi. Ale staram się nie marnować czasu – BuJo i ogarnięcie się bardzo w tym pomagają. Mam nadzieję, że i u Ciebie w tym roku dobrze się sprawdzi 🙂

      PS Ja od Świąt też wróciłam do eTutora 🙂

      • Anemon

        “Ale staram się nie marnować czasu” – myślę, że tu jest klucz do sukcesu :-). W marnowaniu czasu jestem “miszcz” a prokrastynacja to moje drugie imię :-P. I szczerze mówiąc, wkurza mnie, że pozwalam na to by czas przeciekał mi przez palce (internet!) a z zazdrością patrzę na osoby, które pięknie się rozwijają w różnych dziedzinach bo potrafią ruszyć tyłek z fotela. A mnie się ciągle nie chceeee. Dlatego: pisz, publikuj, motywuj 🙂
        E.

        • Klaudyna Maciąg

          Będę, będę, będę! 🙂

          Niestety sama jestem deczko leniwa – czego być może tu na blogu nie widać, ale to prawda – więc doskonale znam prokrastynację, ale czasem siłą staram się z nią walczyć i jakoś daje radę. A jak nie – to po prostu sobie odpuszczam i nic się nie dzieje. Czasem trzeba się wyluzować 🙂

  • kornwalia

    Klaudyna, chciałam Ci napisać, że jesteś przesłodka 🙂 Nieważne, że trochę głupio tak pisać dorosłej kobiecie, ale to prawda, jesteś naprawdę taką osobą.
    Gratuluję wegetarianizmu. Ja zaczęłam 1,5 roku temu, najpierw mięso, w tym roku w odstawkę poszły też ryby.
    Za to w 2019r. i mnie czekają wielkie zmiany, w tym właśnie przeprowadzka. Za mną wspaniały rok, kolejny póki co zapowiada się równie fascynująco.

    • Klaudyna Maciąg

      O kurczę, chyba jeszcze nigdy nikt tak o mnie nie powiedział 😀 Dzięki! 🙂

      Powodzenia z przeprowadzką. Jeżeli będzie Ci źle, pocieszaj się myślą, że za kilka dni będzie po wszystkim i cały ten stres pójdzie w zapomnienie. U mnie w miarę się to udawało 🙂

      Co do wegetarianizmu – u mnie ryby poszły od razu w odstawkę, ale trochę za nimi tęsknię. To chyba jedyne, czego mi brakuje w tym nowym życiu.

  • Monita

    Hejka! Lubię poczytać, że ktoś też ma taki zwariowany czas? Twój rok był imponujacy, a mój? Stresowy ale mysle, że koniec końców najlepszy. Kredyt wzięliśmy jeszcze w 2017. Ale to była budowa. Zaczęliśmy ja w kwietniu. Były wtedy tylko fundamenty. W październiku się wprowadziliśmy. Nie mamy wylewek, przez ściany wszystko widać bo to dom drewniany, ale jednak na swoim. Wiec również dołączyliśmy do grona kredytobiorców ? to był trudny rok ze względu na relacje. Budowa pochłaniała mnóstwo czasu i na pewno było dużo więcej kłótni. Nie dało się tego uniknąć..oby ten rok w który weszliśmy i w którym nastanie wykańczanie domu był spokojniejszy…

  • [Kasia]

    Miałam w pewnych punktach podobny rok do Ciebie :). Też zmierzyłam się z formalnościami kredytowymi (i baaardzo sobie chwalę pomoc doradcy), szukaniem mieszkania i przeprowadzką. Z tym pierwszym sporo stresu się wiązało, mimo że wszystko szło w miarę ustalonym rytmem, bez jakichś większych niespodzianek.
    I chociaż zazwyczaj o tym nie myślę, to tak naprawdę trochę jestem dumna, że to co sama sobie postanowiłam dwa lata temu udało mi się teraz zrealizować i mam swoje cztery kąty.

    Samo szukanie mieszkania to ciekawy proces – dużo spotkań, dużo różnych mieszkań, a ostatecznie wybrałam to, które zobaczyłam jako ostatnie i wcale nie miałam w planach go oglądać. A dziś cieszę się, że tak wyszło. Teraz powoli się urządzam i wreszcie robię to tak, jak zawsze chciałam – bez parcia, że muszę to zrobić wszystko, bez wybierania rzeczy, które nie do końca mi leżą – “byle coś kupić”. Dzięki temu czuję, że z tego mieszkanka robi się takie moje miejsce, chociaż na razie przejście z urządzonego po mojemu salonu do “nie mojej” kuchni jest trochę jak przejście do innego świata :))

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *