dieta wegetarianska

Dlaczego przestałam jeść mięso i co dała mi dieta wegetariańska?

Dziś opowiem Wam o wrażeniach z pierwszych kilku miesięcy na diecie wegetariańskiej. Jak się czuję? Czy nadal mam anemię? Czy napotykam jakieś trudności? I dlaczego w ogóle potrzebowałam zrezygnować z jedzenia mięsa? O tym przeczytacie w poniższym wpisie.

Nigdy nie lubiłam mięsa. I jest to prawda tak oczywista, że kiedy w ostatnich miesiąch rozmawiałam o mojej diecie z trzema różnymi osobami – z podstawówki, liceum i czasów studiów – każda z nich rzuciła mi podobny tekst: “w sumie to nigdy nie lubiłaś mięsa, prawda?”. No prawda. I nawet nie sądziłam, że dla otoczenia to było aż tak oczywiste.

Mój pierwszy wegetariański raz

Kiedy zaczęłam gimnazjum, w moje ręce wpadła fantastyczna książka – “Warzywny rock and roll. Poradnik dla młodych wegetarian”, która zainspirowała mnie do tego, by na stałe zrezygnować z jedzenia mięsa. To był czas, gdy aktywnie wspierałam fundację Viva i organizowałam akcje uświadamiające w temacie wywożenia koni na rzeź, rozdawałam ulotki i rozwieszałam plakaty w szkole i okolicy. Rezygnacja z mięsa była dla mnie wtedy tym samym, co noszenie glanów, słuchanie KSU, wbijanie pinezek w trampki i wpinanie agrafek w plecak czy właśnie głośne wspieranie zwierząt – wyrazem buntu, sposobem na odnalezienie swojej tożsamości i wyróżnienie się.

Tamto przejście na wegetarianizm trwało u mnie dwa lata. I doprowadziło do tak poważnej anemii, że potrzebowałam kilkunastu lat, aby się jej pozbyć.

warzywa vege

Jakie błędy popełniłam, gdy pierwszy raz zrezygnowałam z mięsa?

Miałam czternaście lat. Jeżeli wyrzucałam schabowego z talerza, nie szukałam dla niego żadnej alternatywy. Umiałam gotować, ale skoro w weekend obiad robiła mama, to nie ładowałam się do kuchni, żeby zrobić sobie burgera z fasoli, bo wtedy jeszcze nawet nie wiedziałam o jego istnieniu. Obiad składał się dla mnie z kartofli i surówki i na tym temat się kończył. W tygodniu przygotowywałam dla siebie mnóstwo mącznych dań – kluski w sosie pieczarkowym, spaghetti z pomidorami, pierogi z serem, leniwe z masłem i inne tego typu cuda. W szkole natomiast zajadałam pączki, drożdżówki i chrupki. Aż dziw, że nie przytyłam od takich pomysłów.

Gdyby moja nastoletnia córka oświadczyła, że rezygnuje z mięsa, umiałabym ją dobrze poprowadzić, ale wiem, że szesnaście lat temu moi rodzice mogli mieć z tym problem. Internet nie pękał w szwach od wegeblogów, a w sklepach nie było sensownych zamienników, poza nędznymi kotletami sojowymi, które obrzydzały mnie tak bardzo, że wrzucałam je za meblościankę w pokoju brata.

Po dwóch latach wróciłam więc do spożywania mięsa. Nie jadałam go jednak zbyt często, a jedynymi mięsnymi daniami, jakie mi smakowały aż do trzydziestki, były placki po węgiersku mojej mamy i mój gulasz wieprzowy. Reszta mogłaby dla mnie nie istnieć.

kanapki wege

Dlaczego przeszłam na dietę wegetariańską?

Główny powód już znacie – ja naprawdę nie lubiłam mięsa. Jeżeli jadłam je na kanapce, to z mnóstwem dodatków, które zmieniały jego smak. Jeżeli w obiedzie – to z odpowiednim sosem lub mnóstwem warzyw. Jak najrzadziej się dało. Lubiłam za to ryby i to ich najbardziej mi obecnie brakuje. Wędzona makrela to było moje uzależnienie, dorsz – ulubiony pomysł na obiad, pstrąg prosto ze stawu – najlepsza opcja na rodzinnego grilla. Ale nie jem ich i wiem, że nigdy więcej po mięso nie sięgnę. No chyba że nadejdzie kataklizm i to będzie mój jedyny ratunek – choć i tak wiem, że będzie mi ciężko przepuścić je przez gardło.

Decyzję o całkowitej rezygnacji z mięsa podjęłam spontanicznie pod koniec czerwca tego roku. Obserwowałam moje dwie fantastyczne kumpele z sieci – Martynę i Bati, które inspirują do tego, żeby mięsa nie jeść. Śledziłam blogi, czytałam książki i nabierałam pewności, że rezygnacja z mięsa nie będzie kosmicznie trudnym zadaniem. To, czego obawiałam się przez lata, to konieczność robienia kilku obiadów naraz – osobnych dla siebie, osobnych dla męża i córki. Jednak i to dało się przeskoczyć – na przykład moje leczo na gęsto to ich dodatek warzywny do ziemniaków i kotleta – manewruję tak, by łączyć ze sobą nasze posiłki, podawać rodzinie dużo warzyw i czasem zastąpić im kurczaka dobrym kotletem z soczewicy.

W tym miejscu mała ciekawostka – niedawno gościliśmy na obiedzie moich rodziców i gdyby nie zostali o tym poinformowani po czasie, to do dziś nie wiedzieliby, że zjedli wegański rosół i kotlety pieczarkowo-soczewicowe, a nie klasyczne mielone. Da się? Oczywiście, że tak.

Kolejną obawą były proszone obiady, święta poza domem i inne okazje. Jednak i tutaj nie ma problemu. Kiedy rodzice zapraszają nas do siebie, zamiast kotleta mama podaje mi jajko sadzone. Prosto, smacznie, bez sprawiania większych problemów. Jedyny przytyk w tym temacie otrzymał mój mąż, który usłyszał, że biedny musi jeść rybę w niedzielę, bo ktoś tu ma wegetariańskie odchyły. No bo wiecie – skoro ryba według katolików jest postna, to znaczy, że nie jest mięsem. Logika. Biologia może się schować.

W temacie mojej całkowitej rezygnacji z mięsa dopełnieniem całości było sięgnięcie po filmy i książki, które zniechęcają do spożywania produktów odzwierzęcych i zachęcają do wegetarianizmu. Z filmów mogę polecić “Cowspiracy” i “Forks Over Knives”, z książek – “Nowoczesne zasady odżywiania. Przełomowe badania wpływu żywienia na zdrowie” oraz “Zjadanie zwierząt”. Po tym wszystkim nie jestem już w stanie myśleć o zwierzętach jak o posiłku.

Ale niestety – żeby nie popaść w hipokryzję – to nie o nich myślę w pierwszej kolejności, bo gdyby tak było, to i jogurt nie przeszedłby mi przez usta, a póki co nie jestem w stanie zrezygnować z produktów mlecznych oraz jaj. Jest mi z tym źle, czuję się nie w porządku, zwłaszcza w temacie mleka i jogurtu, ale wierzę, że wegetarianizm to dopiero pierwszy krok i rezygnacja z produktów mlecznych będzie po prostu następnym etapem, do którego muszę dojrzeć.

owoce vege

Co dała mi dieta wegetariańska?

W tym momencie w głowie eksplodują mi dziesiątki myśli – “napisz o tym”, “nie zapomnij o tamtym”, “daj znać, że…”. Autentycznie! Korzyści, jakie w ostatnich miesiącach odkrywam, totalnie mnie zadziwiają. Postaram się jednak przedstawić te najważniejsze:

Pozbyłam się anemii

Z anemią walczyłam od końcówki gimnazjum. Brałam mnóstwo leków, przestrzegałam zaleceń żywieniowych, wiedziałam, jak łączyć produkty, by żelazo wchłaniało się najlepiej – i nic. Na początku tego roku wciąż miałam za mało żelaza i bardzo niską hemoglobinę. Jak jest teraz? Wyniki w normie, najlepsze w życiu. Paradoks, prawda? Przez lata zalecali mi jedzenie mięsa, bo ponoć jest ono niezbędne, tymczasem to właśnie rezygnacja z niego pozwoliła mi uratować się z anemii. I to jest dla mnie największa nagroda!

Jestem bardziej kreatywna w kuchni

Przeglądam przepisy, wymyślam mnóstwo własnych połączeń, eksperymentuję i wciąż szukam. Jeszcze nigdy w życiu nie jadłam tylu różnorodnych dań z udziałem warzyw, strączków i kasz. Co chwilę przychodzą mi do głowy nowe pomysły i co chwilę na talerzach lądują nowe, piękne, kolorowe dania. Jeśli przez jakiś czas nie pamiętałam, co to miłość do gotowania, to teraz odkryłam ją w sobie na nowo.

Skóra i włosy wyglądają świetnie

Zniknęły problemy z wysuszoną skórą, włosy przestały wychodzić garściami, cera wygląda świeżo i zdrowo. Kosmetyki nawilżające nie są już specjalnie potrzebne i dalej mogę makijaż ograniczać do tuszu do rzęs, bo twarz i tak wygląda w porządku bez pudrów i podkładów, które rzekomo kobieta w tym wieku absolutnie powinna już stosować.

Schudłam

Choć nie chciałabym, aby ludzie uważali, że dieta wegetariańska to przepis na sukces w walce ze zbędnymi kilogramami, to jednak nie da się ukryć, że zaczęłam mieścić się w spodnie, których dawno nie nosiłam, ludzie przestali brać mnie za ciężarną, a moje ciało wygląda o wiele lepiej.

Czuję się lepiej

Tak po prostu – mam więcej energii, nie jestem już tak ospała, z zapałem wstaję rano i udaję się na spacer. Wysiłek fizyczny już mnie tak nie męczy, ciało wydaje się bardziej sprężyste, nie snuję się jak zombie, a moje jelita nareszcie pracują jak należy. Po prostu czuję się świetnie!

Odkryłam, że mam w domu masterchefa

Do tej pory mój mąż przygotowywał jeden-dwa posiłki w miesiącu. I chociaż ja nie przestałam przygotowywać mięsa, to jednak robię to mniej chętnie i niczego nie próbuję. Dlatego właśnie Marcin postanowił wziąć sprawy w swoje ręce i coraz częściej szykuje sobie posiłki do pracy – sam o sobie mówi, że odkrył w sobie masterchefa, jest z siebie dumny i zadowolony, realizuje wiele ciekawych pomysłów i zabiera do pracy naprawdę przeróżne, przygotowane z radością dania. Dla mnie to duża korzyść – mniej roboty i brak poczucia, że dieta męża ucierpiała.

veggies

Jeżeli wierzyć licznym badaniom na ten temat, czeka mnie jeszcze wiele korzyści zdrowotnych – zmniejszenie ryzyka zachorowania na raka, cukrzycę, nadciśnienie czy choroby układu krążenia, a także zwiększenie wydolności. Czy te korzyści potwierdzą się i u mnie – pokaże przyszłość. Ja póki co mogę cieszyć się tym, że rzadziej choruję, pozbyłam się poważnych problemów zdrowotnych i czuję się naprawdę świetnie. Do tego zaczęłam doceniać różnorodność warzyw i odkrywać nieznane dotąd smaki, a gotowanie sprawia mi tak dużo przyjemności, jak nigdy dotąd.

Polecam. Jeżeli nie wiecie, jak zacząć, ja kilka razy otrzymywałam mailing z akcji Zostań wege na 30 dni i muszę przyznać, że tym razem otworzyłam się na to, by w pełni z niego skorzystać. Być może dlatego tym razem moje przejście na dietę wegetariańską nie jest już zrywem, a poważną zmianą stylu życia. Bo musicie wiedzieć, że próbowałam już kilka razy, ale dopiero teraz mogę mówić o sukcesie.

Przeczytaj również:

Spodobał Ci się ten wpis? Polub Kreatywę na Facebooku:

13 komentarzy

  • Korcia

    Grono wegetarian cały czas się powiększa i myślę, że ta tendencja zostanie utrzymana. Ja od prawie dwóch lat nie jem mięsa, chociaż początkowo w gościnie robiłam wyjątek, ale takie odstępstwa kończyły się dla mnie zazwyczaj bólem brzucha, bo odzwyczajony od mięsa organizm nie radził sobie z taki potrawami. Jem natomiast ryby, więc nie jestem stuprocentową wegetarianką. Może kiedyś to się zmieni, ale dzisiaj nie mam takiej potrzeby. Póki co nie wyobrażam sobie życia bez nabiału, ale kto wie, co stanie się w przyszłości.
    Mnie do zmiany diety przekonały względy zdrowotne. Od dziecka walczę z niestrawnością, różnego rodzaju bólami brzucha. Lekarz proponował rezygnację z nowalijek, uważne jedzenie warzyw, co oczywiście nic nie pomogło. Tabletki czasami dawały ulgę, ale ile można ich łykać?
    Dwa lata temu trafiłam na książkę „Jak nie umrzeć przedwcześnie. Co jeść, aby dłużej cieszyć się zdrowiem” i ta genialna lektura stała się motorem zmian. Fakt, że autor namawia do weganizmu, do którego mi daleko, ale wiele z jego rad wzięłam sobie do serca i okazało się, że czuję się lepiej, że to nie warzywa mi szkodzą, ale mięso, o wędlinach nawet nie wspomnę.
    Mój mąż zaakceptował rewolucję i w domu faktycznie nie gotujemy mięsa. Mąż w gościnie nie wybrzydza, córka w przedszkolu nadrabia zaległości. Mąż sam przyznał, że czuje się lepiej na naszej diecie.
    Niestety gościny wyglądają różnie. Zdarzają się goście, którzy nie chcą dać się przekonać do dań bezmięsnych, chociaż jest ich niewielu.
    Trochę głupio mi też, gdy sama jestem u kogoś, bo niby jajko sadzone to nie jest problem, ale niektórzy wychodzą z założenia, że się tak postarali, a ja wybrzydzam. Czasami faktycznie zostają ziemniaki z surówką, bo wszystkie dania są z mięsem. Mięso pieczone, mięso w sałatce, bigos z mięsem, galacik, kiełbaska, a warzyw jak na lekarstwo.
    I jak wszyscy żałują mojego męża, że gotuję mu jakieś dziwactwa zamiast dać mu się porządnie najeść… 🙂 Tylko jakoś przez te dwa lata nie schudł biedaczek. 🙂

    • Klaudyna Maciąg

      Zapomniałam u siebie o tym wspomnieć – poza tą małą wzmianką o lepszej pracy jelit – ale rzeczywiście miałam tak samo – duże problemy z brzuchem, trawieniem. Te problemy rzeczywiście zniknęły po rezygnacji z mięsa, choć wcześniej też słyszałam, że problemem może być błonnik i warzywa. Jak się okazuje – niekoniecznie.

      Dzięki za wspomnienie o kolejnej ciekawej książce – poszukam jej i bardzo chętnie przeczytam.

      W gościach jeszcze nie miałam tak dużych problemów, jak Ty, ale pierwsze Święta dopiero przede mną, więc może być różnie. Bo to, że moi rodzice podchodzą do tego po ludzku, nie znaczy, że inni też tak zareagują – wręcz obawiam się, że będzie na odwrót. Ale nie interesuje mnie to, ja dbam o swoje zdrowie i samopoczucie, nie mam potrzeby zadowalania wszystkich dookoła 🙂

  • Iwona

    Podziwiam 🙂 A to dlatego, że ja zwyczajnie kocham mięso i bekon mogłabym jeść każdego dnia…
    Ale przyznam się, że chciałabym jeść mniej mięsnych dań, chociaż wrzucenie kurczaka na grill, albo zrobienie szybkiego domowego chińczyka wydaje mi się czasami o wiele prostsze i szybsze niż robienie kolorowego obiadu. I chociaż ciągle sobie obiecuję, że zmniejszę liczbę mięsnych obiadów do 2-3 w tygodniu, to jakoś mi to nie wychodzi, bo mąż też jest mięsożercą 😀
    Ale jednocześnie, ponieważ zaczynam drogę do lepszej mnie (kolejny raz), to chcę zmusić też siebie do zmiany odżywiania ogólnie. Robię małe kroczki, ale od takich się wszystko zaczyna.
    Wiem też, że ja nigdy nie będę wege w żaden sposób, ale mogę być pól-wege 😉 Jak liczyłam sobie kalorie przez 3 miesiące i kombinowałam z tym, co kładę na talerz, to było i kolorowo, i ja miałam więcej energii na wszystko, więc wiem, że się da! Tylko jeszcze żeby za oknem nie było tak szaro i ponuro, bo wtedy to ja już w ogóle zapchałabym się bekonem…

    Ale kibicuję Ci w Twoich zmianach życiowych 🙂 Świetnie inspirujesz! Tylko nie zmień się w wege-nazi 😉 Spotkałam już ludzi, którzy na każdym kroku próbowali mnie zmusić do nie jedzenia mięsa i uważam, że to trochę nie fair. Bo ja nie mówię roślinożercom żeby jedli schabowe, więc nie wiem dlaczego połowa z nich próbuje na siłę zmieniać świat i wpychać mi marchewkę w buzię (lubię marchewki, ostatni kupiłam w 3 kolorach, i ktoś je nazwał “unicorn carrots” :D). Bo takie zmiany, każdy musi podejmować świadomie, a nie pod przymusem.

    Powinnaś założyć na blogu mały kącik kulinarny i dać przepis na to leczo i te kotlety z pieczarek i soczewicy 😀

    • Klaudyna Maciąg

      Powodzenia w realizowaniu zmian. Każdy mały krok jest pójściem naprzód – i to się liczy najbardziej. Wcale nie trzeba zaczynać od rewolucji, czasem maleńka zmiana zrobi już jakąś różnicę.

      Dziękuję Ci bardzo za wsparcie. Obiecuję, że wege-nazi nie będę, bo sama nigdy nie tolerowałam takiej postawy. Uważam, że ludzie nie powinni wtryniać się innym do talerzy i sama nie chciałabym tego robić. Bo i po co? Ja nie chciałabym, żeby ktoś narzucał mi swoją wolę, nawet gdyby czynił to w dobrej wierze. Do wszystkiego człowiek musi dojść sam 🙂

      A co do przepisów, to tak, przymierzam się do wpisu albo filmu z prezentacją moich ulubionych wegeprzepisów 🙂

  • Przemek

    Fajnie, naprawdę. Ponieważ jednak gębę mam niewyparzoną od razu zastrzegam – wszystko co napiszę nie jest złośliwe, sarkastyczne itp. Cieszę się, że przeszłaś. Jako kolarz (amator) interesuję się dietą i obserwuję trend do diety wegańskiej i wegetariańskiej i jej wpływ na wydajność organizmu, treningi itp. Wśród kolegów , którzy ostro jeżdżą , wielu z nich jest wegetarianami a kilku weganami. To dobra moda (wybacz określenie – potrzeba) itp bo przecież nie od dzisiaj wiadomo, że mięso nie jest nam potrzebne do przeżycia. Raczej – zwyczajowo je jemy. Jednak obserwuję coś jeszcze . Otóż zdecydowana większość znanych mi osobiście osób , które przeszły na wege (w każdej postaci) po dość krótkim czasie zaczyna…….. mentorskim tonem uświadamiać mnie (ja jem mięso – przykro mi ale lubię) i swoje otoczenie jaki popełniamy poważny błąd jedząc mięso. Jacy jesteśmy (mięsożercy) ble. Jak my możemy jeść mięso, nic nie rozumiemy z życia, mordercy. Powinniśmy nie jeść, musimy (!) przestać koniecznie i kategorycznie. W ogóle nie powinniśmy jeść mięsa ….. szybko zapomnieli ……. jacy byli. Dlatego nie bądź (proszę 😉 ) taka (nie twierdzę , że jesteś – może ja mam szczęście do “mentorów” 🙂 ) . Uświadamiaj, proponuj, nauczaj ale z krucjaty zrezygnuj. Każdy musi sam dojrzeć do takiej decyzji :-). Pozdrawiam, życząc wytrwałości.

    • Klaudyna Maciąg

      Wiesz, ja nawet nieszczególnie silę się na uświadamianie. Na instagramie pokazuję czasem wegetariańskie dania i jestem proszona o przepisy, ale nie wykładam ludziom całej filozofii, bo każdy ma prawo do własnych wyborów żywieniowych i nic mi do tego. Tak jak ja nie chcę słuchać o walorach schabowego, tak ludzie nie muszą chcieć słuchać, skąd ich kotlet w ogóle się wywodzi.

      Znam sporo wegan/wegetarian, którzy zachowują się głupio – nie pozwalają, by w ich obecności spożywać mięso, mądrują się i krytykują wszystkich, którzy nie doznali “oświecenia”. Jeszcze rok temu sami byli mięsożerni, a teraz silą się na pouczanie innych? Po co?

      Generalnie uważam, że do cudzych portfeli i talerzy się nie zagląda i tego będę się trzymać. Nawet mężowi nie truję, gdy je mięso, choć pewnie byłabym do tego uprawniona jako żona. Wychodzę jednak z założenia, że dostęp do wiedzy jest tak powszechny, że jakby ktoś chciał, to zgłębiłby temat, a skoro tego nie robi, to nie ja jestem od tego, by cokolwiek mu narzucać. Do wszystkiego powinniśmy dochodzić sami, po prostu 🙂

      Dzięki za ten komentarz, naprawdę dużo w nim prawdy, więc absolutnie nie biorę tego za złośliwość.

  • Dominika

    Bardzo fajny post, lubię takie racjonalne podejście do wege. Ja nie jem mięsa od 7 lat, podobnie jak Ty za pierwszym razem, przestałam w wieku 14 lat. Ja mam niestety ten problem, że lubiłam smak mięsa i będąc wege często szukam podobnych smaków w roślinnej kuchni. Zawsze się cieszę, gdy kolejna osoba przekonuje się do wegetarianizmu, albo chociaż ogranicza mięso. Ja również mam książkowe wyniki badań, paradoksalnie moja rodzinka, która je mięso ma niedobór żelaza lub witaminy b12. Mimo że oni jedzą więcej warzyw niż przeciętny Polak, ponieważ często jemy wegetariańskie dania, żeby nie gotować dla każdego osobno. Obserwuję Twojego IG, więc widzę, że jesz bardzo różnorodnie i jestem pewna, że dzięki kuchni roślinnej poznałaś wiele nowych smaków. Mnie zawsze śmieszy dalsza rodzina, która mówi, że mam ograniczony jadłospis i wiele dobrych rzeczy mnie omija, ale na takie uwagi nie zwracam uwagi, bo wiem, że nie są zgodne z prawdą. Co do jedzenia to polecam burgery botwinkowe z Jadłonomii, są naprawdę mistrzowskie! Nie wiem, czy robiłaś, ale pasta z dyni i suszonych pomidorów również jest znakomita, a nadmienię, że nie przepadam za dynią. Pozdrawiam i życzę smacznego.😉

    • Klaudyna Maciąg

      Ograniczony jadłospis? Uwielbiam takie głupie teorie. Albo opowieści, że z pewnością daniami bezmięsnymi absolutnie nie da się najeść i wszyscy wegetarianie chodzą wiecznie głodni 😉

      Dziękuję za polecenie przepisów, nie próbowałam żadnego z nich, a – podobnie jak Ty – dyni nie lubię, więc na ten drugi pewnie nawet normalnie nie zwróciłabym uwagi 🙂

      No i gratuluję tych siedmiu lat, to naprawdę piękny “wynik”!

  • Joanna | Organiczni

    Zrezygnowałam z mięsa kilka tygodni temu i okazało się to łatwiejsze, niż sądziłam (jem bezglutenowo). Z wegańską dietą byłby większy problem, choć wiem, że to właściwa droga. No, ale od czegoś trzeba zacząć 🙂

  • BEATA REDZIMSKA

    Klaudyna, inspirujace. I nie zorientowali by sie, ze zjedli kotlety z pieczarek, a nie miesne? Wiesz, ja tez ograniczam mieso. Ale doswiadczylam czegos podobnego, odkad staram sie wyeliminowac nabial i gluten ze swojej diety (czyli dieta bezglutenowo – bezmleczna – tez jest skuteczna dieta odchudzajaca). Ale wlasnie tak jak piszesz, kiedy zrezygnowalam z nabialu i glutenu i czyms trzeba bylo je zastapic, okazalo sie, ze to wcale nie zubaza diety, wrecz przeciwnie – poszerza horyzonty kulinarne, bo siegamy po wiecej warzyw, talerz staje sie bardziej kolorowy, odkrywamy nowe smaki, czyli same plusy. Pozdrawiam serdecznie Beata

    • Klaudyna Maciąg

      Nie zorientowali się. Myśleli, że to po prostu bardziej luźne, ale klasyczne, mielone 🙂

      Masz rację – w takich przypadkach horyzonty kulinarne poszerzają się niesamowicie. I ja się z tego bardzo cieszę – nareszcie odnajduję potężną radość nie tylko z jedzenia, ale też z przygotowywania go.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *