zośka i kontra

Dlaczego nie powinno się wychowywać dziecka z psem?

Brudzą, gryzą, śmierdzą i pożerają w całości. Nie można im ufać. Nie powinno się z nimi zadawać. Stworzone są po to, by zabijać. Kiedyś jakiś czyjeś dziecko capnął. Kiedyś jakiś kogoś rozszarpał na strzępy. Oto cała prawda o psach.

Kiedy zaszłam w ciążę, pierwszym pytaniem wielu znajomych i członków bliższej lub dalszej rodziny było: “I co wy teraz zrobicie z psem?”. No wiecie – czy wróci do lasu, skąd przybył, pójdzie do schroniska czy może zostanie podrzucony rodzicom? Nagle okazało się, że ten nasz słodki szczeniaczek to dla otoczenia potencjalny morderca dzieci, który powinien zostać usunięty z mieszkania w trybie pilnym i natychmiastowym. Nagle okazało się, że wszyscy są doktorami psiej psychologii i wiedzą, że zwierzęta te z zazdrości zagryzają dzieci, są wielkim ciężarem, nie potrafią żyć w rodzinie i przestają się do czegokolwiek nadawać z chwilą, w której na świat przychodzi dziecko.

To i tak lepiej niż z kotami, bo te nadają się do odstrzału już na etapie ciąży.

Ilekroć słyszałam takie teorie, najzwyczajniej w świecie opadały mi ręce. Miałam wrażenie, że za chwilę cała się posypię jak konstrukcja z kart i już nie złożę w całość. Nagle ludzie, których przez kilkanaście lat miałam za inteligentnych i otwartych, stawali się w moich oczach debilami bez serca i wyobraźni. I jeśli mam być szczera, to na tym etapie wiele moich znajomości ze szczeniackich lat zwyczajnie się posypało. Mogłam wybaczyć szydercze komentarze na temat liczby posiadanych książek, ale już ciągłego męczenia tematem: “Jak się pozbyć psa?” wybaczyć bym nie dała rady.

A wiecie co jest najgorsze? Że do dziś mam wokół siebie ludzi, którzy życzą nam, by Kontra wreszcie Zośce krzywdę zrobiła. Nieważne zdrowie dziecka, ważne, żeby choć raz udowodnić swoją żałosną rację.

Pozostawię to bez komentarza.

latająca kontra

Dziecko i pies

Specjaliści mówią jasno – dzieci od zwierząt izolować nie wolno, a wychowanie z czworonogiem może przynieść wyłącznie korzyści. Maluchy uczą się odpowiedzialności za drugą istotę i szacunku do zwierząt, zyskują także fantastycznego kompana do zabaw i wspaniałego towarzysza życia codziennego.

Kontra w pierwszych miesiącach życia Zosi bardzo często jej pilnowała. Leżała przy bujaczku, pilnowała łóżeczka, towarzyszyła jej podczas raczkowania. Dziś również jest jej stróżem. Kiedy my jeszcze jesteśmy w łóżku, a Zosia wyjdzie ze swojego pokoju – Kontra zawsze daje nam o tym znać. Chyba się w tej uroczej psiej głowie nie mieści, że dziecko mogłoby wałęsać się po domu, gdy my jeszcze śpimy. Poza tym nie pozwala też na żadne niewłaściwe odruchy. Czasem w ramach wygłupów próbujemy złapać młodą, wydajemy wtedy głośne dźwięki i mocno gestykulujemy – coś takiego u Kontry nie przechodzi. Obszczekuje nas, dopóki sytuacja się nie uspokoi.

Zosia Kontrę uwielbia. Każdego ranka urządza jej sesję głaskania w naszym łóżku. Tulimy się wtedy do siebie i wygłupiamy, Kontra wszystkich oblizuje, Zośka woła: “Tato, głaszcz!”, “Mamo, głaszcz!” i trudno jest mi sobie wyobrazić poranek bez tych rodzinnych – bo pies to pełnoprawny członek rodziny – czułości.

Dziewczyny (tak, mam tu na myśli i córkę, i włochatą kulkę) spędzają ze sobą w ciągu dnia mnóstwo czasu. Bawią się, wspólnie ganiają za piłką i dzielą jedzeniem (na szczęście to ostatnie działa tylko w jedną stronę). Zosia towarzyszy nam także podczas wyprowadzania Kontry, więc doskonale wie już, że takie wspólne wyjścia wiążą się ze spokojną przechadzką, ciągłymi postojami i sprzątaniem do woreczka.

I niech mi ktoś teraz powie, że to niewłaściwe, że dziecko spędza czas z psem, to go zwyczajnie wyśmieję.

pies i kot

Czy pies stanowi zagrożenie dla dziecka?

I tak, i nie. W normalnych warunkach zwierzę nie ma powodu, aby atakować człowieka. Jedynie gdy zostaje przekroczona granica jego wytrzymałości, może najpierw ostrzegawczo warczeć lub delikatnie kąsać, a dopiero potem pójść o krok dalej. Nie twierdzę, że takie rzeczy się nie zdarzają, ale jedno trzeba przyznać otwarcie – w takich sytuacjach winę ponosi człowiek. Ten, który nie nauczył dziecka, że nie wolno przeszkadzać psu, gdy je. Ten, który pozwalał dziecku na szarpanie za psi ogon czy wkładanie mu palców do oka. Ten, który uważa, że jego dzieciakowi wolno wszystko.

A pamiętać należy, że przypadkowo spotkany na ulicy piesek może i jest przyjazny, ale to nie znaczy, że trzeba go na dzień dobry obgłaskiwać. Zawsze o takie sprawy należy pytać właściciela. My nigdy nie pozwalamy Zosi na to, by zaczepiała obce zwierzęta, nawet jeśli są to najsłodsze szczeniaczki świata. Jeżeli właściciel od razu mówi: “Spokojnie, on nie gryzie, można pogłaskać” – okej. Jeżeli natomiast trzyma psa na smyczy i nie życzy sobie, by go zaczepiano – trzeba to uszanować. Niestety niektórzy rodzice uważają, że ich dzieci mogą wszystko, bo są tylko dziećmi. Tyle że gdy dojdzie do jakiejś tragedii, winą obarcza się zawsze tę drugą stronę.

Oczywiście bywa też tak, że pies jest agresywny (prędzej z wychowania niż po prostu z natury) – po spotkaniu z takim jednym mam do dziś na łydce bliznę – ale wtedy po prostu nie powinno się z dzieckiem odwiedzać ludzi, którzy takiego zwierzaka posiadają. Ja przynajmniej nie chciałabym takiego ryzyka podejmować. Ten, który rozszarpał mi łydkę, wyskakiwał na ludzi, ilekroć otwierały się drzwi. Na miejscu właścicieli starałabym się mu pomóc na długo przed tym, zanim ugryzł kilku listonoszy, połowę mieszkańców bloku i sporą grupę znajomych swoich synów.

Nie wychowuj dziecka z psem!

Dlaczego zatem nie powinno się wychowywać dziecka z psem? Na zadane w tytule wpisu pytanie odpowiem krótko – wychowywanie z psem może uczynić dziecko wrażliwym na cudze potrzeby, opiekuńczym, odpowiedzialnym i dobrym dla zwierząt. Najwidoczniej dla wielu ludzi to wciąż są cechy u dzieci niepożądane.

A jakie jest Wasze zdanie w tym temacie? Wychowywaliście się ze zwierzętami czy nie wiecie, jak to jest?
Izolujecie dzieci od psów i kotów czy jednak zależy Wam na ich kontakcie?
Czy ktoś powiedział Wam kiedyś, że dzieci z psami wychowywać się nie powinno?
Zapraszam do dyskusji!

 

Interesuje Cię los zwierząt? Kliknij i przeczytaj:

 

Spodobał Ci się ten wpis? Polub Kreatywę na Facebooku:

19 komentarzy

  • Dorota

    Ja zostałam wychowana tak, że jeśli zwierzę, to tylko na podwórku. I tak mi zostało. Am córeczkę 11 mies, mamy też psa i kota ale zwierzaki mieszkają na podwórku.
    Brzydzi mnie myśl, że jakieś stworzenie miałoby chodzić mi po mieszkaniu, tu gdzie raczkuje moje dziecko. Tu przedstawię mój i męża tok rozumowania: zwierzę się załatwi (np do kuwety czy na dworze), ale łap nie myje, kontakt z odchodami ma na pewno. I później tymi łapami mi po podłodze, dywanach, łóżkach… Fuj. Nie wyobrażam sobie. A do tego sierść wszędzie. Nigdy w życiu… 🤣
    Z daleka popatrzeć daję, pozwolę pogłaskać ale ręce trzeba umyć. Dla mnie kotek i piesek to atrakcje podczas spaceru. Fajnie, że są, ale na dystans.
    Czy rozumiem inne podejście? Np Wasze. Po części tak, po części nie.
    I tu mogę rzucić ciekawostkę z Islandii (bo o niej piszę bloga) 😀 Kiedyś na Islandii uważano, że psy to zwierzęta wiejskie i był zakaz posiadania psa w mieście. Obecnie prawo jest nieco łagodniejsze, ale jeśli ktoś chce pieska mieć w mieszkaniu, to najpierw musi dostać zgodę od wszystkich sąsiadów, którzy dzielą z nim klatkę 😀

  • Joanna

    Dorota, nie masz się czym chwalić. Twoi rodzice ciebie, a ty swoje dzieci nauczylas, że pies tylko na podwórku. To bardzo smutne.

    • Dżabarin

      Joanna. Ja uważam wręcz przeciwnie. Takim zachowaniem i podejściem należy się chwalić. Minęło już trochę czasu, odkąd ludzie wyszli z jaskiń, w których żyli razem z psami. Trudno mi zaakceptować sadystów, którzy w 50-metrowym mieszkaniu trzymają owczarka niemieckiego. Jeśli pies to najlepiej na podwórku.

  • Danka

    Ja nie mogłam miec psa ze wzgledu na warunki w jakich mieszkaliśmy z rodzicami i sąsiadami, byla nas 11 w jednym mieszkaniu. Jednak zawsze chciałam miec psa i jak sie syn urodził i dostał swój pokój ja kupiłam psa. To był bardzo szczęśliwy okres naszego zycia, chociaz pies bardzo chorował. Teraz mam trzy koty, nie wyobrazam sobie życia bez zwierząt. Mój syn wychowany z psem ma trójkę dzieci, dwa psy, szynszyla i kota:-) a wnuki jak przychodza najpierw szukaja kotów potem dają babci buziaka.

  • Grafy w Podróży

    Nasz Maks w domu bez zwierzaka, ale to tylko nasze lenistwo. Za to u dziadków ma dwa psy i jest istne szaleństwo. I choć nasz maluch jest alergikiem to nie odbiło nam na punkcie sterylności. Pies liźnie ozorem, to mały tylko się śmieje. Z podwórka wraca czarny i brudny. Na wyjazdach siada na rynku na krawężniku i zajada kanapkę. Uwielbiam ten oburzony wzrok nadwrażliwych matek, które przechodzą obok. Dodam tylko, że Maks ma już 2 lata i odpukać, nigdy nie był chory.

  • Suomi

    Nigdy nie spotkałam się z tym, żeby ktoś z mojego otoczenia nagle z dnia na dzień pozbył się zwierzaka z domu, bo na świat miało przyjść dziecko. Wręcz przeciwnie – w momencie, gdy pojawiał się maluch, pojawiał się temat potencjalnego pupila. I psy zazwyczaj są niesamowicie opiekuńcze dla małych dzieci.

  • renata

    My nie mamy psa, ale mamy koty i jest z tego naprawdę dużo miłych chwil razem. Dzieci kochają koty z wzajemnością.

  • Dominik

    nie mam dziecka, natomiast mam najcudowniejszego psiaka na świecie. Chrześniak mu wkładał rękę do buzi, zabierał zabawki, a psiak nic. Wiem, że dzieci mogą się sporo nauczyć przebywając z psiakami, ale dorośli też, powmtwierdzam po sobie 🙂

  • Kote

    Całe życie spędziłam ze zwierzakami wszelkiej maści, czy to kotami, czy to psami, królikami, kurami itd. Zawsze gdzieś był zwierzak i gdziekolwiek szłam, zawsze najpierw musiałam takiego pogłaskać, zanim przywitałam kogokolwiek 😀 Uwielbiam te małe istoty i nie wyobrażam sobie życia bez nich. Teraz mieszkam sama i nie mogę mieć zwierzaka, niestety, i są dni , kiedy wiele bym dała za mienie kociaka do przytulenia, mienia takiego towarzysza dnia codziennego. Jak tylko będę miała bardzie stabilne warunki życia, pewność, że na pewno jestem w stanie zapewnić zwierzakowi wszystko, co mu potrzebne, to przygarniam jakiegoś ze schroniska lub z fundacji. Takie oto niebezpieczne efekty wychowywania dziecka ze zwierzętami 🙂

    Owszem, miałam kilka przypadków w życiu, kiedy pies mnie ugryzł, a kot podrapał do krwi lejącej się strumieniem, ale dzięki tym przypadkom (nigdy bez opieki rodziców!) i rozmowom z opiekunami, nauczyłam się, że zwierzaki również mają swoje granice, że za pewne niewłaściwe zachowania ponosi się konsekwencje, i że tak jak ludzie, i one mają swoje charaktery, przyzwyczajenia i nawyki, które trzeba szanować. Moja rodzina miała bardzo podobne podejście do Waszego, niemal identyczne. I jestem im za to bardzo wdzięczna 🙂

    • Klaudyna Maciąg

      Mam bardzo podobnie – również zawsze miałam wokół zwierzęta i patrzę na nie zupełnie inaczej niż znajomi, którzy psów, kotów czy nawet chomików nie mieli. Własne czy rodzinne psy mnie nigdy nie ugryzły (no, raz przez przypadek złapał mnie zębami pies narzeczonego/męża, ale po prostu nawinęłam się, gdy szczekał, więc to moja wina), natomiast z kotami bywało różnie, ale w ich przypadku bardzo łatwo o zadrapanie, więc tym się nie przejmuję 🙂

      Dziwi mnie natomiast kiedy takie podejście anty-zwierzęce mają ludzie, którzy – tak jak my – od dziecka ze zwierzakami miały styczność.

  • Beata555

    Przeczytałam z zainteresowaniem ten fajny tekst i chciałam powiedzieć, że mam 3 córki i 2 koty i psa ze schroniska i nie wyobrażam sobie , zeby moje dziewczyny byly pozbawione takiego wychowywania bez zwierząt. Taki kontakt jest bezcenny, uwrazliwia i uczy bardzo empatii, co kończy się tym, że jak tylko gdzieś jedziemy to córki na każdym kroku widza jakieś psie czy kocie nieszczęście, któremu chcą pomoc. Cale życie domowe zaczyna się od pogawędki że zwierzętami, jak mają jakieś smutki, to najpierw zwierzęta lecą na pocieszenie i je rozweselają. Od kiedy mam dzieci i zwierzęta, też zakończyło się parę moich znajomości, bo nie wszyscy mogli wyobrazić sobie jak dzieci ze zwierzętami siedzę i przytulają się razem na kanapie. Zawsze są jakieś koszty, ale myślę, że nie jest to za wysoka cena za szczęśliwe dzieciństwo w towarzystwie zwierząt. Zawsze chciałam, żeby lubiły zwierzętami, książki i się wspierały. Na razie to ostatnie to jeszcze w powijakach 😁 ale wszystko przed nami. Pozdrawiam serdecznie i myślę, że trochę smutne mają życie dzieci, którym nie dane jest się wychowywać razem że zwierzakiem. 🐕🐺🐕🐺

  • Agata (Moje Czytanie, czyli czytelniczy miszmasz)

    Bardzo fajny i mądry wpis. Sama nie mam dzieci, za to mam 3 koty, psa, żółwia i agamy brodate 🙂
    Niestety ze zjawiskiem oddawania zwierząt z powodu ciąży/pojawienia się dzieci spotkałam się w dość bliskim otoczeniu i to nie raz.
    Smutne to jest ogromnie, bo zwierzęta kochają nas bezwarunkowo i winniśmy im opiekę, a nie porzucenie.

  • Ewa Zielińska

    Całe życie wychowywałam się ze zwierzętami. Przez moment w domu był pies, kot, królik, żółw lądowy i rybki. 😉 W trakcie studiów, kiedy nie mogłam sobie pozwolić na zwierzaka byłam strasznie nieszczęśliwa, więc kiedy tylko wylądowałam w miarę stabilnie i “u siebie”, adoptowałam kota i to była najlepsza decyzja. 🙂
    Teraz staramy się z mężem o dziecko i nie wyobrażam sobie, żeby to przez to chociażby rozważyć oddanie kota, który jest członkiem naszej rodziny. Na szczęście aktualnie wszyscy z mojej najbliższej rodziny mają minimum jednego kota w domu, więc nikt nie próbuje tego nawet sugerować. Czego nie mogę powiedzieć o dalszych znajomych.
    Jedynie mama i ciocia odradzały nam adopcję drugiego kota w tej chwili, ale nie ze względu na dziecko, a ze względu na naszego aktualnego domownika. Już pojawienie się dziecka będzie dla kociaka stresujące, a co dopiero pojawienie się w międzyczasie kolejnego zwierzaka. Ale to jedyny powód. I mam niesamowite szczęście, że moim najbliżsi mają takie podejście.
    I takiego podejścia zamierzam uczyć moich dzieci – że zwierzęta to członkowie rodziny, których należy kochać i szanować i myśleć o nich, podejmując decyzje mające wpływ na wszystkich domowników.

    PS Zawsze jak napiszesz jakiś ciekawy tekst, zostawiam sobie otwartą kartę w przeglądarce, żeby go skomentować jak będę mieć czas. Zwykle po miesiącu odpuszczam, myśląc, że po takim czasie to już bez sensu. Tym razem na szczęście przypomniałam sobie trochę szybciej. 🙂

  • dorota

    Ja mam traumę do psów i teraz boję się każdego, nawet takiego małego i uroczego. Miałam w dzieciństwie psa, który zawsze był dla mnie agresywny, więc to pewnie dlatego

  • Inku

    W moim domu zawsze były zwierzęta i bardzo mnie to cieszy. Mój Tata uwielbiał psy, więc nie przypominam sobie okresu dłuższego niż kilka miesięcy, w którym żadnego nie mieliśmy. Teraz mamy dwa kundelki (jeden – pies, jest adoptowany, a suczkę znalazłam na ulicy i już z nami została) i chociaż czasami wywracają dom do góry nogami, to nie wyobrażamy sobie bez nich życia. 🙂 Nawet Tata, który najbardziej kochał dobermany i inne rasowce, był zakochany w tych urwisach.

    Regularnie odwiedza nas moja siostra z córką i do głowy by nam nie przyszło, żeby na ten czas wyrzucać pieski z domu. Przecież to członkowie rodziny!
    Niestety nadal obserwuje w moim otoczeniu przekonania, że pies to “tylko” zwierzę i nie należy się nim zbytnio przejmować. Płakać mi się chce, kiedy widzę pieski przypięte na łańcuchu do budy. A na wsiach, niestety, to ciągle bardzo powszechny widok.
    Pozdrawiam,
    Inku

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *