moja medytacja kreatywa
Moja medytacja – jak wyglądały moje pierwsze kroki z medytacją, jak teraz medytuję i dlaczego to robię, jakie korzyści dała mi medytacja i dlaczego nie wyobrażam sobie bez niej życia. Do tego kilka rad dla początkujących – gdzie i jak medytować, w co się zaopatrzyć i na co nastawiać. Zapraszam!

Do medytacji robiłam w swoim życiu już kilka podejść – gdy miałam lat 16, gdy studiowałam, gdy byłam już mamą – nigdy jednak nie stała się ona trwałym elementem mojej codzienności. Traktowałam ją raczej jak wyzwanie, jak ciekawostkę do przetestowania, jak chwilową odskocznię od dnia codziennego. W ostatnim roku trafiałam jednak na coraz więcej książek poświęconych temu zagadnieniu, wiele znanych mi osób o medytowaniu wspominało i dzięki temu czułam się w jakiś sposób zainspirowana do działania. Kiedy we wrześniu ubiegłego roku zaczęłam regularnie praktykować jogę (odsyłam do wpisu: Co daje mi joga?), medytacja pojawiła się w mojej codzienności naturalnie, niemal niepostrzeżenie. Najpierw stanowiła element nierozerwanie związany z zajęciami jogi, potem stała się dla mnie normą. Medytowałam po przebudzeniu i przed snem, medytowałam, gdy było mi to potrzebne i gdy po prostu chciałam się zrelaksować. To zostało mi do dziś.

Jak zacząć – medytacja dla początkujących

Ludziom wydaje się, że medytacja wymaga sztywnego siedzenie w zupełnej ciszy i stuprocentowego skupiania na własnym oddechu, co dalekie jest od prawdy. Możesz zorganizować sobie wspaniałą sesję medytacyjną jadąc pociągiem, przebywając w pokoju, za którego ścianą krzyczą dzieci albo spacerując po mieście. Nie potrzebujesz specjalnych warunków. Potrzebujesz tylko siebie.

Choć na temat medytacji przeczytałam mnóstwo publikacji i dyskusji na forach internetowych, dopiero znalezione na youtubie nagrań Magdy Adamczyk z selfmastery.pl poukładało mi najważniejsze kwestie w głowie i sprawiło, że nareszcie odkryłam, o co w tym wszystkim chodzi.

Ponieważ nigdy nie zrobię tego lepiej niż ona, zachęcam Was do obejrzenia nagrania Wstęp Do Medytacji – Jak Zacząć i Dlaczego Warto, które i Wam powinno pomóc zrozumieć, na czym medytacja polega (a na czym nie):

PS. Na kanale Selfmastery znajdziecie mnóstwo wartościowych treści dotyczących rozwoju osobistego, dlatego polecam zasubskrybowanie, nadrobienie poprzednich filmów i wyczekiwanie kolejnych.

W jaki sposób medytuję?

Choć nie sprawia mi problemu samodzielna medytacja, o wiele lepiej czuję się, gdy towarzyszy mi przewodnik. Dlatego właśnie przetestowałam w ostatnich latach właściwie wszystkie możliwe aplikacje służące do medytacji i dopiero jedna zatrzymała mnie przy sobie na dłużej. Chodzi o Insight Timer, o którym opowiedziałam niedawno we wpisie Najlepsza aplikacja do medytacji. Dostępne tam medytacje z przewodnikiem, nagrania dźwiękowe i timer stały się tak ważnymi elementami mojego życia, że to od nich zaczynam i kończę każdy dzień.

Zaraz po przebudzeniu (czy też wyrwaniu ze snu przez psa, dziecko albo męża wracającego z pracy) przeznaczam 10 minut tylko dla siebie. Włączam wtedy jedną z medytacji porannych (moja ulubiona to “Morning Meditation with Music” Jonathana Lehmanna) i siedząc na łóżku powoli budzę się do życia. Z kolei przed snem wybieram którąś z medytacji na dobry sen (najczęściej jest to “Meditation for Good Night Sleep” Tomka Wyczesanego) i wysłuchuję nagrania już w łóżku, w pozycji leżącej. Wśród ściągniętych na stałe nagrań z przewodnikiem mam też takie, które wspierają medytowanie podczas spaceru, spożywania posiłku (uwielbiam jeść śniadanie patrząc za okno i wsłuchując się w głos lektorki) oraz szereg relaksacji. Bywa, że w ciągu dnia potrzebuję chwili na zresetowanie umysłu – przysiadam wtedy na bolsterze do jogi, twardej poduszce albo zwiniętym kocu i albo medytuję sama, albo wybieram któreś z nagrań relaksacyjnych.

Kiedyś wydawało mi się, że medytować mogę tylko wtedy, gdy dziecko śpi, a w domu panuje idealna cisza. Już dawno pozbyłam się tego myślenia i w równym stopniu medytuję we własnych czterech ścianach, jak i poza domem. A to, że akurat pies postanowi obszczekać sąsiadów albo tramwaj przetoczy się parę metrów ode mnie nie robi już na mnie żadnego wrażenia.

Myślę, że ogromnym przełomem w tym temacie było dla mnie uświadomienie sobie, że medytacja wcale nie polega na usilnym wyzbywaniu się wszelkich myśli i ciągłym skupianiu na tym, by maksymalnie wyciszyć umysł. Nauczyłam się akceptować to, że zawsze coś mnie rozproszy albo że wpadnie mi do głowy jakaś myśl, bo to po prostu normalne. Dawniej dawałam się temu porwać – poświęcałam danej myśli pełnię swojej uwagi. Teraz korzystam z techniki wizualizacji i wyobrażam sobie, że ta myśl, ten człowiek, ten przedmiot, cokolwiek, co akurat mnie trapi – ląduje na liściu, który odpływa ze strumieniem i znika za horyzontem. Myśl jest i za chwilę jej nie ma. I znów zostaję tylko ja. To naprawdę piękny stan.

medytacja w terenie

Co daje mi medytacja?

Nie przesadzę, jeśli stwierdzę, że medytacja totalnie odmieniła moje życie.

Chyba najfantastyczniejsze jest to, że ilekroć trapią mnie zmartwienia, jestem zdenerwowana albo smutna – medytacja wyciąga mnie z tego niefajnego stanu i odpręża, a czasem też oczyszcza umysł i napędza do działania. Ogromnie zwiększył się też u mnie komfort snu. Dawniej potrzebowałam około 30-40 minut na zaśnięcie, teraz bywa, że nie wysłuchuję do końca dwunastominutowej medytacji na dobry sen, bo przed jej końcem zasypiam.

W życiu codziennym pozbyłam się nerwowości i braku cierpliwości, nauczyłam się prawidłowo oddychać i zrozumiałam, jak ogromny szacunek należy się mojemu ciału. Dzięki medytacji dostrzegam w sobie to, czego wcześniej nie widziałam. I to właśnie ona najbardziej pomaga mi w walce ze złym myśleniem na swój temat (bo chociaż obiecałam Wam kiedyś, że koniec z brzydulą, to jednak nie zawsze się tego trzymałam).

Poza tym jednym z moich największych problemów – już od przedszkola – było to, że zawsze w głowie miałam zbyt wiele pomysłów, zbyt wiele wizji i nigdy w żaden sposób nie potrafiłam ich opanować. Zawsze miałam wrażenie, że moja głowa może w każdej chwili eksplodować od natłoku myśli, wrażeń, wspomnień, ciągłych analiz i planów. Wiele razy pomagało mi pisanie – listów, pamiętników, opowiadań i wierszy, ale to nigdy nie było wystarczające. Wiecznie marzyłam o posiadaniu magicznej maszyny, która błyskawicznie przelałaby cały ten mój galop myśli na papier. Teraz po prostu – a zawdzięczam to właśnie medytacji – ten galop wyciszam. Jestem w stanie poukładać wszystko w głowie w logiczną całość i zapomniałam już, jak to jest tonąć w tym chaosie.

Oczywiście nie osiągnęłam w tym wszystkim stanu idealnego, ale też do tego nie dążę. Nie mam ambicji bycia maszyną, która jest w stanie stuprocentowo zapanować nad swoim umysłem – to zresztą byłoby zabójstwem dla kreatywności. Ale doceniam to, ile wartościowych myśli jestem teraz w stanie wychwycić, zamiast gubić je pod lawiną innych, mniej sensownych. Mam wrażenie, że dzięki temu lepiej wykorzystuję to, ile ma do zaoferowania moja wyobraźnia – a to chyba dobrze, prawda?

Kilka rad na koniec

Czytając w sieci o medytacji, możecie ulec pokusie zaopatrzenia się we wszystko, co do medytacji wymyślono. A w sklepach jest tego sporo – specjalne maty i poduszki, kadzidła, misy dźwiękowe czy opaski i woreczki na oczy. Tak naprawdę żaden z tych przedmiotów nie jest nam potrzebny. Aby ułatwić sobie siedzenie z wyprostowanym kręgosłupem wystarczy korzystać z poduszek (albo koców) dostępnych w domu i wydawanie na specjalne akcesoria kilkudziesięciu złotych nie będzie tu wcale potrzebne.

Ludzie mają zresztą tendencję do tego, by najpierw solidnie się przygotowywać, zamiast po prostu przejść do działania. Tak jak dla niektórych w Bullet Journalingu najważniejsze jest znalezienie idealnego notesu, a dla wybierających się na siłownię znalezienie jak najlepszych spodni, tak dla innych wytłumaczeniem przed ciągłym odkładaniem medytacji w czasie będzie brak wypasionej poduszki. A to przecież nie na tym rzecz ma polegać.

Każdej rzeczy najpierw spróbuj. I dopiero kiedy Ci się spodoba, kiedy dostrzeżesz, że jest dla Ciebie ważna, ewentualnie zaopatruj się we wszelakie dodatki. Zdejmiesz wtedy z siebie presję pod hasłem: “Wydałem/łam kasę, muszę to zrobić”. Powodzenia!


Przeczytaj również:

Spodobał Ci się ten wpis? Polub Kreatywę na Facebooku:

, ,

8 Comments

  1. Od jakiegoś czasu tez medytuje około 10 min codziennie rano i czuje się po tym wspaniale i wiem że już nie przestane 😊

    1. Fantastycznie, doskonale to rozumiem 🙂

  2. Probowalam juz pare razy, ale to jeszcze nie jest widocznie moj moment. Na pewno jednak poworce do tego tematu.

    1. Miałam dokładnie tak samo – próbowałam wcześniej, ale to nie było to. Teraz bez medytacji nie wyobrażam sobie życia.

  3. Zawsze podziwiałam osoby, które potrafią medytować, ja niestety nie potrafię się skupić na takich zajęciach. Niemniej jednak świetny artykuł 😉

    1. Wszystko jest kwestią praktyki, ja też sądziłam, że tego nie potrafię 🙂

  4. Ciągle się łapię, że powinnam częściej medytować i wyciszać umysł. Ciekawy wpis 🙂

  5. Świetny wpis, przyznam, że jeszcze takiego w sieci nie widziałam. Większość opierała się na suchych faktach. Bardzo Ci za niego dziękuję, bo zmotywowałaś mnie do medytacji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *