the end of the fucking world recenzja
Uwielbiam te cudowne momenty, kiedy siadam do pierwszego odcinka zupełnie nowego serialu i nie odchodzę od telewizora dopóki nie pochłonę całego sezonu. The End of the F***ing World piekielnie wciąga, ujmuje świeżością i zapewnia totalny odlot. Takiego serialu jeszcze nie widzieliście, mówię Wam!

Gdybym miała zastosować tu jakieś obrazowe porównania, to produkcja ta wygląda jak młodzieżowa wersja Thelmy i Louise, wyreżyserowana przez Wesa Andersona, ze scenariuszem Quentina Tarantino i głównym bohaterem inspirowanym Dexterem. Całość podlana wyśmienitym sosem muzyki lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych oraz pieszczącym ucho brytyjskim akcentem. Lepiej być nie mogło!

O czym opowiada The End of the F***ing World?

W nowym serialu Netflixa i Channel 4 spotykamy bardzo nietypową parę. On jest psychopatą, który krzywdzi zwierzęta i ma ochotę zamordować człowieka, ona jest zbuntowaną dziewczyną, która nie umie dopasować się do zasad rządzących światem dzisiejszych nastolatków. On jest cichy i dziwny, ona jest pyskata i nieokrzesana. Efektem ich (nie)przypadkowego spotkania w szkolnej stołówce staje się szaleńcza podróż naznaczona beztroską, szaleństwem i dramatem. Podróż, z której nie wszyscy wyjdą cało.

Za co pokochałam The End of the F***ing World?

Nie lubię sztampy, kocham surrealizm. Nie znoszę utartych schematów, uwielbiam karykaturalność. Nudzi mnie nuda, ciekawi mnie oryginalność. Od pięknego i wygładzonego wolę to, co szkaradne i dziwne. Ten serial jest właśnie taki, jak lubię. Wymyka się wszelkim schematom, jest osobliwy, miejscami odrażający, nienormalny i mocno specyficzny. Nie spodoba się tym, którzy myślą standardowo, ale za to podbije wszystkie szalone serca i barwne umysły. Warto znaleźć dla niego chwilę, by przekonać się, do której grupy odbiorców należymy.

Nie jest to wszystko jednak sztuką dla sztuki. Twórcy The End of the F***ing World nie epatują szokiem dla samego epatowania. Tak naprawdę za tą pokręconą historią kryją się ludzkie dramaty współczesności – depresje, skrzywienia psychiczne, wypieranie problemów własnych i ignorowanie cudzych, pragnienie akceptacji, szukanie odpowiedzi na odwieczne pytania, zagubienie we własnym świecie, samotność wśród tłumów i wiele innych.

The End of the Fucking World

Pogubione dzieci

Alyssa i James związują się ze sobą niejako na siłę. Są jak dwa klocki, które nie pasują ani do siebie nawzajem, ani do reszty zestawu, ale – z braku lepszych perspektyw – postanawiają trzymać się razem, tworząc chwiejącą się i koślawą konstrukcję. Jednym z najbardziej fascynujących zjawisk związanych z tym serialem, jest obserwowanie jak bohaterowie wzajemnie na siebie oddziałują. Pełna dramatycznych zdarzeń podróż tych dwojga przynosi pęknięcie dwóch solidnych skorup, kiedy cichy i wycofany chłopak zaczyna się otwierać i kiedy twarda, harda dziewczyna zaczyna ujawniać swoje słabości. Ich relacja niechybnie prowadzi do lawiny katastrof, ale jest w tym wszystkim coś pięknego – młodzieńczy bunt, próba odnalezienia sensu istnienia, odkrycie kim się jest i ciągłe podążanie własnymi ścieżkami.

Pokochałam tych dwoje, szczególnie tę wyszczekaną wariatkę, z którą mam zadziwiająco wiele wspólnego (Jessica Barden, chylę czoła za tę rolę!). I cieszy mnie bardzo, że na The End of the F***ing World trafiłam, bo to niesamowita historia, która w umyśle odbiorcy wywołuje totalne spustoszenie. Myślę, że długo będę do siebie dochodzić po tym, co zobaczyłam i chyba nareszcie wiem, czym jest serialowy kac.

Jeżeli więc nie boicie się dziwactw, wulgarności i psychodeli, bierzcie się za tę opowieść. Cały sezon trwa zaledwie trzy i pół godziny, więc spokojnie połkniecie go za jednym posiedzeniem. I taką właśnie drogę polecam, bo nie wyobrażam sobie oglądać tę historię na raty.

Moja ocena: 9/10

Na dokładkę wyborna ścieżka dźwiękowa, której nie potrafię (i nie chcę) pozbyć się ze swojej głowy:

Przeczytaj również:

Spodobał Ci się ten wpis? Polub Kreatywę na Facebooku:

, , ,

15 Comments

  1. Zapowiada się dziwnie, co Twoja recenzja tylko potwierdza, więc pewnie obejrzę. Mąż się ze mnie śmieje, że ja tylko dziwne seriale oglądam. 😀 Ale boję się trochę czy nawet jak dla mnie nie będzie troszkę zbyt psychodeliczne.

    1. Spokojnie, żadna granica nie zostaje tutaj przekroczona 🙂

      1. A oglądałaś może Misfits (polski tytuł brzmi chyba Wyklęci)? Bo gdzieś mi mignęło, że to podobny poziom absurdu i typ humoru.

        1. Nie, ale skoro tak mówisz, to muszę sprawdzić 😀

  2. Widziałam na razie 2 odcinki – świetny, ale sobie dawkuję. Bo co będzie jak się skończy?! 😉

    1. Kac będzie – oto co będzie! 🙂

  3. No to teraz czuję, jakbyś rzuciła mi serialowe wyzwanie 😀 W sensie, muszę się dowiedzieć czy należę do konserwatystów czy jednak ta niepoprawna, szalona historia mi się spodoba. Nie wiem tylko kiedy mam mieć czas na oglądanie, bo inne produkcje już czekają od dawna na swoją kolej.

    1. Ta jest krótka, szybko zleci, zobaczysz 🙂

  4. Chyba właśnie dzisiaj uda mi się zasiąść do tego serialu, a Twoja recenzja tylko zaostrza mój apetyt 😀

    1. Yes! Bardzo jestem ciekawa, jak Ci się spodoba 🙂

  5. Nie pierwszy raz oglądam coś z Twojego polecenia i jak zwykle nie żałuję 🙂 pochłonęłam na raz wszystkie odcinki wczoraj w nocy (a miał być jeden!). Serial nie jest sztampowy, bohaterowie wyraziści. Oglądałam z ciekawością i przyjemnością. I w dodatku ten piękny brytyjski akcent:)

  6. “Nie spodoba się tym, którzy myślą standardowo, ale za to podbije wszystkie szalone serca i barwne umysły. Warto znaleźć dla niego chwilę, by przekonać się, do której grupy odbiorców należymy.” – nie przesadzasz trochę z tą psychoanalizą? 😉

  7. Czuję, że to idealny serial dla mnie, więc na pewno obejrzę 😉

  8. Mi także bardzo spodobała się muzyka. Pokręceni, psychopatyczni bohaterowi to to, co lubię. James i Alyssa wypadli świetnie jako nieco karykaturalne młodzieńcze wcielenie Bonny’ego i Clyde’a. Niestety zakończenie dało się przewidzieć od przedostatniego odcinka. Ale cóż, trzeba czekać na kolejny sezon!

  9. Obejrzałam głównie dlatego, że aż troje z moich znajomych, z których opinią się liczę- polecało. No i w sumie pierwszy odcinek raczej mnie zaszokował, nie podobały mi się wulgaryzmy i ta ogólna koncepcja, ale dzień później przyjaciółka spytała czy widziałam. No i uznałam, że te odcinki są tak krótkie, że w sumie pomyślałam, że najwyżej nie stracę wiele czasu. Ale od drugiego odcinka ten serial stał się odlotowy! Naprawdę nie mogłam się oderwać- ani od tej dziwnej historii, ani od pięknych oczu Alexa. Poza tym muzyka i akcent są faktycznie nieziemskie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *