zajęcia dodatkowe dla dzieci

Zajęcia dodatkowe dla dzieci – szaleństwo czy konieczność? Dlaczego posłaliśmy córkę na zajęcia dodatkowe? Jakie zajęcia dodatkowe dla dzieci wybrać i jak dużo powinno ich być?

Pobudka, błyskawiczne śniadanie, sprint do ulokowanej niedaleko placówki. Powrót do domu, szybki obiad i zajrzenie do grafiku – dzisiaj angielski, francuski, tańce, taekwondo czy basen? Spakowanie plecaka, sprint do auta, szybka jazda na miejsce. Powrót w samą porę na kolację, pół godziny leżenia przed telewizorem, mycie i spanie. Pobudka, błyskawiczne śniadanie, sprint… Koło się kręci. Szaleństwo trwa.

Czy to wycinek z życia pracownika korpo? Nie, to codzienność dziecka XXI wieku. No dobra, nie każdego, ale naprawdę są dzieciaki, które codziennie po szkole albo przedszkolu mają szczegółowo zaplanowaną resztę dnia, żeby od małego były maksymalnie produktywne.

Bo na zabawę, beztroskę, klocki i kolorowanki przyjdzie jeszcze czas, no nie?

Zajęcia dodatkowe dla dzieci – kiedyś i dziś

Kiedy moje pokolenie wyrosło z pieluch, jedyną opcją w jakiś sposób zbliżoną do szaleństwa, jakie urządza się teraz, było zapisanie dziecka na angielski w przedszkolu. W podstawówce paru chłopaków po lekcjach chodziło do klubu grać w piłkę, zaś kilka dziewczynek wybrało tańce. Szkoły oferowały jeszcze SKS-y i pojedyncze koła zainteresowań – teatralne, plastyczne, muzyczne czy matematyczne. Inne zajęcia dodatkowe dla dzieci raczej nie wchodziły w grę, tym bardziej po powrocie z przedszkola czy po wyjściu ze szkoły.

A teraz? Teraz, moi mili, oferta zajęć jest tak duża, że rodziców ogarnia totalne szaleństwo i zapisują dzieci dosłownie na wszystko.

Zajęcia dodatkowe dla dzieci

Zajęcia dodatkowe dla dzieci – szaleństwo?

Na forum dla mam, na którym się udzielam, pojawił się niedawno wątek dotyczący tego, na jakie zajęcia dodatkowe są zapisane nasze dzieci. Zaskoczyło mnie to, jak wiele osób korzysta z możliwości zapisania dziecka na takowe, ale też jak wiele dzieci poza przedszkolem albo szkołą ma jeszcze w grafiku po kilka obowiązkowych aktywności tygodniowo. Rekordzista chodzi na zajęcia dodatkowe dla dzieci siedem dni w tygodniu, ale podobno “naprawdę bardzo to lubi”, więc rodzice ulegają.

Na moje oko powoli zaczynamy popadać w szaleństwo. Chcemy dać dzieciom to, czego nie mieliśmy. Chcemy za wszelką cenę czymś je zainteresować. Czasem też pragniemy popisać się przed znajomymi, że nasze dziecko jest tak niesamowite, że ogarnia jednocześnie dwa języki obce, jazdę konną, sztuki walki i pływanie.

Nauka języków? Popieram. Aktywny styl życia? Jestem za! Ale pięć-siedem dni w tygodniu, poza obowiązkowym przedszkolem czy szkołą? Czy to już nie jest chore wariactwo?

Jakie zajęcia dodatkowe dla dzieci wybraliśmy my?

Od dwóch miesięcy Zośka chodzi na rytmikę dla dzieci w wieku 2-4. Są to jedne z niewielu zajęć organizowanych w Częstochowie, na które można posłać takie maluchy, ale myślę, że trafiliśmy doskonale. Ponieważ Zosia nie chodzi do przedszkola i kontakt z dziećmi ma mocno ograniczony, zależało nam na tym, by zaczęła oswajać się z towarzystwem rówieśników. A że taniec jest jednym z jej ulubionych zajęć, rytmika wydawała się być doskonałym wyborem. Jak się okazało – rzeczywiście trafiliśmy z tymi zajęciami w dziesiątkę.

O naszych pierwszych wrażeniach pisałam na Facebooku:


Minęły dwa miesiące, a ja opinii nie zmieniam. Uważam, że Kids Studio to naprawdę dobra szkoła, a zajęcia ruchowe bardzo się młodej przydały. Poza tym jej radość na widok dzieci jest nie do opisania! Ona po prostu kocha towarzystwo, cudownie bawi się podczas cotygodniowych “lekcji” i zawsze wraca z nich szczęśliwa i rozgadana.

Ani nasze towarzystwo, ani towarzystwo innych członków rodziny nie gwarantuje jej tego wszystkiego. Jest to dla mnie najlepszy dowód na to, że podjęliśmy dobrą decyzję.

Zajęcia dodatkowe dla dzieci – tak czy nie?

Myślę, że jak w każdym temacie, tak i tutaj, najważniejszy jest umiar. My spotkaliśmy się z całkowitym niezrozumieniem niektórych osób, które uważają, że miejsce dziecka jest w domu i posyłanie go do przedszkola czy na zajęcia dodatkowe to głupota, krzywda, wywieranie presji i zmuszanie do niepotrzebnych obowiązków. Z drugiej strony istnieją ludzie, którzy uważają, że im więcej tym lepiej. Ludzie, którzy nie potrafią poprzestać na jednych czy dwóch dodatkowych zajęciach i organizują dzieciakom w taki sposób czas każdego dnia.

Uważam, że żadna ze skrajności nie jest dobra. Dla prawidłowego rozwoju dziecko potrzebuje kontaktów z rówieśnikami, a jeżeli nie chodzi do przedszkola, przydadzą mu się jakiekolwiek zajęcia dodatkowe. Jeżeli natomiast do przedszkola czy szkoły już uczęszcza, ograniczyłabym się do zapełniania mu maksymalnie dwóch dni dodatkowymi aktywnościami. Szkoła sama w sobie jest dość wymagająca. W przedszkolach dzieciaki mają mnóstwo kreatywnych, rozwijających i aktywizujących zajęć. Czy naprawdę wiele “dodatków” im tutaj do szczęścia potrzeba?

Doskonale zdaję sobie sprawę, że wielcy sportowcy nie byliby wielkimi sportowcami, gdyby ktoś od najmłodszych lat nie posyłał ich na stosowne zajęcia. Dobrze wiem, że jeśli nie damy dzieciakom czegoś spróbować, to nie zainteresują się tym same z siebie, więc warto odkrywać przed nimi mnogość aktywności pozwalających na rozszerzanie zainteresowań. Pamiętajmy jednak, że dzieciaki potrzebują mieć czas na zabawę, beztroskę i na nudę. Potrzebują też czasu spędzonego z bliskimi, a trudno za takowy uznać wspólne leżenie przed telewizorem.

Dlatego też z całego serca będę zachęcać do tego, byśmy rozwijali w dzieciach pasje i zainteresowania, ale nie kosztem życia rodzinnego i zdrowia psychicznego. W szaleństwie nadmiaru zajęć dodatkowych zwariowałby dorosły, a co dopiero kilkulatek. Nie dajmy się zwariować – dajmy dzieciom żyć.

Przeczytaj również:

Spodobał Ci się ten wpis? Polub Kreatywę na Facebooku:

, , ,
Klaudyna Maciąg

<p>Copywriter, marketingowiec, redaktor i korektor książek, właścicielka Agencji Kreatywnej Espelibro. Prywatnie mama energicznej trzylatki, właścicielka dzikiego psa, żona pewnego poety i wierna fanka Manchesteru United.</p>

8 Comments

  1. Też planujemy wysłać naszą Małą na zajęcia muzyczne/rytmiczne. Również ze względu nas to, że córka uwielbia muzykę (jak pewnie każde dziecko), uwielbia inne dzieci (a nie chodzi do żłobka), uwielbia ruch (a pogoda jest taka, że nie zawsze można wyjść i pobiegać).
    Córka zawsze szeroko się uśmiecha i bardzo się cieszy, gdy włączam ZET Kids i zaczynam z nią tańczyć. Tak więc nie spodziewam się, że jej się nie spodoba. Choć możemy mieć problem z wyborem grupy. Są dwie: 6 miesięcy do 2 lat, i od 2 do 4 lat. Córka ma 21 miesięcy, więc na pewno bliżej jej do 2 lat, niż 6 miesięcy, ale jednak 2 jeszcze nie skończyła, do 4 tym bardziej daleko.
    Ale to szczegóły. Ważne, że będzie miała się gdzie wyszaleć z innymi, nawet w okropne pogodowo dni. Raz na tydzień taka atrakcja? Wg mnie – w sam raz.

  2. moja córeczka nie chodzi jeszcze na żadne zajęcia dodatkowe, ale w przyszłym roku zamierzam ją posłać na tańce i zastanawiam się nad karate 🙂

  3. Bardzo chcieliśmy zapisać młodszą córkę na rytmikę dla dwulatków, ale ojazało się, że w naszym mieście czegoś takiego nie ma. Zostaje wyłącznie piłka nożna. Starsza chodzi na tańce do MDK i bardzo lubi swoje zajęcia. Uważam, że tego typu zajęcia to świetna sprawa, zwłaszcza gdy pogoda nie dopisuje i nie można bawić się na świeżym powietrzu. Oczywiście popadanie w przesadę również nie jest dobrym rozwiązaniem.

  4. U nas był balet, teraz jest basen. Nic więcej, Tosia jest popołudniami tak zmęczona, że nie wyobrażam sobie, żeby miała chodzić na coś jeszcze.

  5. Zgadzam się, że najważniejszy jest umiar. Nie wyobrażam sobie żeby dziecko codziennie miało zajęcia dodatkowe i jeszcze nauka do szkoły. Ale wiem, że zajęcia dodatkowe są ważne i bardzo rozwojowe!

  6. Popieram umiar i wybranie tylko tych zajęć, które sprawiają przyjemność.

  7. Moj synek ma pol roku. Moze ktos powie ze to przesadza, ale chodzimy raz w tygodniu na Gordonki i na Musical Babies. To muzyczne zajęcia wyrabiający poczucie rytmu i muzykalność, te drugie w języku angielskim. Ale przede wszystkim okazja dla malucha by spotykał sie z innymi dziećmi. A wierzcie mi – przepada za tym! Skoro tak sie super bawi, to nie widze przeszkód. Gdyby nie był tak otwartym dzieckiem, płakał lub chórowal – to oczywiscie bysmy zrezygnowali.

  8. “Chcemy dać dzieciom to, czego nie mieliśmy.” – Nie zapominajmy, że jednocześnie przypadkiem zabieramy im to, co mieliśmy, a co było piękne i dzięki czemu jesteśmy tacy, jacy jesteśmy. Szukajmy złotego środka. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *