współczesna nastolatka
Niby kocham Internet i jego dobrodziejstwa. Niby zazdroszczę młodym, że mają dzisiaj taki wybór zajęć dodatkowych, kursów językowych i materiałów dydaktycznych dostępnych na wyciągnięcie ręki, a jednak za nic nie zamieniłabym się z nimi. Nie chciałabym być współczesną nastolatką. Nie wyobrażam sobie w tym najgorszym dla młodych okresie być stale wystawiona na widok publiczny i myślę, że gdybym miała teraz czternaście czy szesnaście lat, to albo stałabym się jedną z tych, które na filmikach w necie leją słabsze od siebie, albo zostałabym bohaterką artykułu o kolejnym samobójstwie uczennicy. Nie wierzę, że byłabym w stanie przetrwać w świecie dzisiejszych nastolatków. Mogłoby mnie uratować jedynie to, że dorosła wersja mnie napisałaby list do nastoletniej Klaudyny. Coś na kształt tego, o czym mówiłam we wpisie Co powiedziałabym nastoletniej sobie? i marzę o tym, aby dzisiejsze dzieciaki wiedziały to, co odkryją dopiero za parę lat – że problemy nastoletnich czasów kiedyś przeminą, że ludzie, którzy dołują znikną z ich życia i że dorosłość to naprawdę fajny czas.

Miej i dawaj!

Szaleństwo zaczyna się już u kilkulatków. Dzisiaj dzieciak bez smartfona i tabletu to dzieciak wybrakowany. Parę lat temu pięcioletni chłopaszek powiedział mi, że w przedszkolu “jeden koleś” ma zaledwie Play Station 1, podczas gdy wszyscy mają już “trójki”. Przyznał wtedy, że dzieciak jest obiektem szydery, bo to siara, żeby być tak zacofanym.

Czy z czasem jest lepiej? Uzależnione od technologii kilkulatki wyrastają na uzależnione od technologii nastolatki. A tutaj robi się już wyjątkowo nieciekawie. Bo nie dość, że wymaga się od współczesnych nastolatków, by posiadali to, co nowe, wypasione i najmodniejsze, to jeszcze sami muszą “wyglądać” i stale prezentować się światu. To nie jest tak, że każda małolata marzy o tym, by pokazywać cycki na Snapie, ale prawda jest taka, że poprzednie pokolenia nie odczuwały tak potężnej presji otoczenia, aby brylować i być stale obecnymi na świeczniku. Kiedy 15 lat temu odmówiłam zapalenia papierosa, nikt mnie nie obśmiewał, nikt nie nagrał szyderczego filmiku, który rozprzestrzenił się po świecie. Kiedy 15 lat temu rodzice nie puścili mnie na dyskotekę, słyszałam jedynie drobne uszczypliwości koleżanek, ale nie zostałam z tego powodu wykluczona.

Ogromnie się cieszę, że wtedy media społecznościowe nie były takie, jak teraz. Gdybym dziś była w tym głupim wieku, pewnie chwaliłabym się w sieci filmikami z popijaw i kolejnych wagarów, a moje sto razy ładniejsze przyjaciółki prezentowałyby światu swoje nagie brzuchy i ledwo osłonięte biusty. Tak to właśnie działa – albo jesteś ślicznotką, która zbiera na Insta komentarze “brałbym”, albo taką, która nie może błyszczeć urodą, więc myśli, że nadrobi “fajnością” i prezentuje w sieci wulgarną gadkę i fotki z wódą w łapie.

Bycie normalnym to dzisiaj ogromne wyzwanie i podziwiam wszystkich, którzy nie ulegają naciskom i robią swoje.

Co z tymi chłopakami?

Większość z moich znajomych to zawsze byli faceci. Miałam kumpli z różnych środowisk, a i moje przyjaciółki, z którymi spędzałam niemal każdą chwilę, zawierały znajomości różnego typu. W naszym otoczeniu kręcili się więc chłopcy z dobrych domów, szalikowcy, goście z kuratorami na karku i przeciętni polscy faceci urodzeni pod koniec lat ’80. Bywałyśmy w ich mieszkaniach, oni bywali u nas, grupowo jeździliśmy na wagary albo spotykaliśmy się popołudniami i zawsze w paczce było 3-4 razy więcej facetów niż dziewczyn i nigdy z ich strony nie spotkało nas nic złego. Nawet nie zakładałyśmy takich scenariuszy. Czy chłopcy wtedy byli inni?

Teraz czytam artykuły: “Nastolatka wyszła z kolegami i już nie wróciła”, “Grupa chłopców zgwałciła swoją koleżankę”, a pod nimi komentarze: “No tak, sama z grupą chłopaków, czego innego się spodziewała?”. Cholera, pewnie nie tego, co otrzymała, prawda? Nie wstawałby ten, kto wiedziałby, że się przewróci.

W gimnazjum chcieliśmy z klasą jechać na dwudniową wycieczkę. Rodzice, po naradzie z wychowawczynią, orzekli, że nie ma mowy, bo z pewnością będziemy tam uprawiać seks. Nawet sobie nie wyobrażacie, jakim śmiechem powitaliśmy tę wieść. “Nie boją się, że się spijemy, ale mają obawy o seks? Na głowy upadli?”. To pokazywało wówczas, jak mało rodzice wiedzieli o życiu swoich gimnazjalnych dzieciaków. Dzisiaj natomiast pokazuje to, jak bardzo rzeczywistość nastolatków się zmieniła.

Owszem, parę z moich koleżanek było już aktywnych seksualnie, za to chłopaków z mojej klasy bym o to jeszcze nie podejrzewała, natomiast cały ten seks nie był wówczas niczym więcej jak ciekawostką. Żadnej presji, żadnego naciskania na głupie zabawy w stylu popularnego przed laty “słoneczka” i żadnych problemów z tym, że jeszcze jest się “przed”. Zresztą, jak pokazują statystyki, w latach, gdy moje pokolenie miało 14-16 lat, liczba urodzeń przez nastoletnie matki była najniższa.

Czy to, że “czasy się zmieniły” jest kolejnym efektem presji? Czy dzisiejsi chłopcy zachowują się gorzej, bo tego się od nich wymaga? Czy to dlatego tyle się słyszy o samobójstwach wśród wrażliwych dzieciaków, bo nie są oni w stanie znieść tego, jak wygląda życie dzisiejszych nastolatków? Chciałabym wierzyć, że to tylko wymysły mediów, że po prostu teraz wszystko się wyolbrzymia, ale uszy i oczy mam, i wiem, że dzisiaj nie jest tak, jak było kiedyś.

Wyobrażam sobie, że w tej dżungli bardzo ciężko jest przetrwać i potrzeba wiele siły i samozaparcia, aby nie stanąć po stronie tych złych, którzy w obawie przed staniem się ofiarami sami wolą atakować.

Dlaczego tak jest?

Myślę, że współczesny nastolatek potrzebuje mieć bardzo mądrych rodziców, którzy poprowadzą go przez życie i nauczą, że bycie częścią grupy to nie wszystko. Kiedyś wystarczała gadka w stylu: “Jeżeli X. będzie chciała wskoczyć w ogień to ty też to zrobisz?”, ale dziś presja otoczenia jest tak duża, że ciężko byłoby przetłumaczyć małolatowi, że nie musi być taki jak wszyscy. Znam wielu fajnych nastolatków, którzy są wartościowymi ludźmi i przeczą temu, co powszechnie się o dzisiejszych dzieciakach mówi, ale oni mają za sobą albo rodziców rozsądnych, albo rodziców despotycznych, albo takich, którzy po prostu mają dla nich czas.

Smutna prawda jest taka, że rodzimy dzieci, których nie mamy kiedy wychowywać. Kilkulatków zajmuje się smartfonami i tabletami, uczniom podsuwa się żarcie z mikrofali, nastolatkom daje wolną rękę. Bo praca, bo kasa, bo zmęczenie. Mnogość łatwych rozwiązań pozwala ściągać z barków odpowiedzialność za to, by dobrze dzieci nakarmić, by zapewnić im rozwój i rozrywkę, by spędzić z nimi czas. Nadrabiamy tym, czego sami nie mieliśmy. Gonimy za pieniądzem. Zapominamy o wartościach, jakie wyznawały nasze babcie. Wykańczamy samych siebie życiem instant.

Nasi rodzice 20 lat temu też pracowali, też uczyli się dorosłości, a jednak mieli czas na spotkania z przyjaciółmi, na niedzielne spacery i na wieczorne wspólne czytanie. Ja mam prawie trzydzieści lat i kocham swoje dorosłe życie, ale nienawidzę tego, że moje przyjaciółki są setki kilometrów stąd, a tą, którą mam najbliżej widuję kilka razy do roku, bo tak bardzo ogranicza nas czas.

Zazdroszczę wszystkim, którzy nie wiedzą, o czym wyżej napisałam. Którym takie życie jest obce. Ja mam córkę trzyletnią i pracuję w domu, więc wierzę, że poświęcam jej tyle czasu, ile trzeba, ale jednocześnie mam wielkie obawy o to, jaka będzie jej przyszłość. Chcę mówić o sobie, jako o rodzicu rozsądnym, który wychowa mądre, znające swoją wartość dziecko, które stanie się mądrym i wierzącym w siebie nastolatkiem, ale jeżeli rzeczywistość wciąż będzie zmieniać się na gorsze, to czy nasze starania w czymkolwiek pomogą?

A może to my kreujemy rzeczywistość i tak jak kiedyś zaniżyliśmy statystyki nastoletnich ciąż (mimo że sami byliśmy z wyżu demograficznego!), tak i w przyszłości sprawimy, że naszym dzieciom będzie lepiej? Naiwna jestem, prawda? Z pewnością każde poprzednie pokolenie mówiło dokładnie to samo.

Spodobał Ci się ten wpis? Polub Kreatywę na Facebooku:

Przeczytaj również:

Klaudyna Maciąg

<p>Copywriter, marketingowiec, redaktor i korektor książek, właścicielka Agencji Kreatywnej Espelibro. Prywatnie mama energicznej trzylatki, właścicielka dzikiego psa, żona pewnego poety i wierna fanka Manchesteru United.</p>

14 Comments

  1. Taką samą myśl miałam ostatnio… Mam 28 lat i nie wyobrażam sobie, że byłabym oceniana jako ktoś gorszy. To jest chory świat, gdzie brak loga na ulubionych butach czyni z Ciebie kogoś gorszego. Bałabym się także, że ktoś mnie nakręci, jak popełniam wpadkę i zobaczy to cały internet. Wydaje mi się, że nie tyle pokolenie zdziczało, co młodzi mężczyźni. Kiedyś, jak miałam starą nokię w technikum nikt się ze mnie nie śmiał, bo wtedy ważny był kontakt poprzez SMS-y. Nikt praktycznie nie używał internetu, bo po co? Nie było jako taki portali społecznościowych, tylko nasza klasa, którą od “niechcenia” założyłam tuż przed maturą. Czasami zdarza mi się obserwować tą młodzież… Jestem taka dumna, że jestem stara! 😀

    1. Widzę, że mamy podobne wspomnienia 🙂

      Natomiast nie zgadzam się co do oceny dzisiejszych młodych mężczyzn. Z dziewczynami jest podobnie. Ba, wydaje mi się, że one są brutalniejsze i bardziej bezwzględne.

  2. Miałam dokładnie takie same odczucia co Ty, widząc wycinki z życia współczesnych nastolatków. Ale później zadałam sobie pytanie, czy przypadkiem nie demonizuję; czy możliwe jest, żeby było tak źle, a wszystko dawało radę funkcjonować? Sama nie wiem, ale wydaje mi się, że to chyba możliwe nie jest.
    Problem, przynajmniej w moim przypadku, jest taki, że tę wiedzę zyskuję nie od źródła, ale na podstawie fragmentów wyrwanych z życia młodzieży – tu jakiś artykuł, tu jakiś fejsbukowy post, który widzę tylko dlatego, że młodsza koleżanka go polubiła, tu jakaś “gruba” akcja z małolatami w roli głównej. Są to przykłady na to, co złego się dzieje, jasne – i choć jest to dość przerażające, są to w pewien sposób odpowiedniki tego, co kiedyś przyprawiało o zawrót głowy naszych rodziców. Ot, inne społeczeństwo, inni ludzie – to i inny próg tolerancji na to, co wyprawia młodzież (choć nam się to nie podoba, generacja niżej patrzy na świat już zupełnie inaczej). Chcę wierzyć, że to są tylko takie “przerywniki” w normalnym, codziennym życiu, jakie zdarzały się w naszej nastoletniej codzienności i które – choć złe – występowały rzadko i nie prowadziły do takiego zepsucia, jakie sugerowały ówczesne media.
    Podsumowując – sama z zatrwożeniem obserwuję, dokąd zmierza świat i nie jestem pewna, czy chciałabym dziś być nastolatką. Dzieją się rzeczy niedopuszczalne i zaskakujące, ale życie toczy się też naprzód swoim normalnym, dobrym rytmem. Mimo że idziemy w złą stronę, przed wypowiedzeniem klasyka “ach, ta dzisiejsza młodzież” warto zastanowić się, jaki procent całej nastoletniej rzeczywistości stanowi to, co razi nasze oczy.

    1. Wiesz, ja myślę, że właśnie problemem nie jest “ta dzisiejsza młodzież” sama w sobie, tylko to, jakimi zasadami rządzi się ich świat. To nie jest ich wina, że od dziecka przyzwyczajani byli do konsumpcyjnego życia, a dzięki rozwojowi technologii jednym z symboli ich dorastania jest prezentowanie się w mediach społecznościowych.

      I – tak jak Ty – ja również chcę wierzyć, że to tylko pewien wycinek całości, ale trudno jest mi dostrzec gdziekolwiek przewagę pozytywów 😉

  3. Myślę, że nie jest tak źle. Mam stały kontakt z nauczycielami z gimnazjum i bardzo się lubią ze swoimi uczniami, uważają, że to mądre, rozsądne dzieciaki. Co do liceum natomiast to prawda jest taka, że jedni je kochają, inni nienawidzą. Ja sama zaliczam się do obydwu tych grup – 1i2 klasa były świetne, a potem kazali mi wybrać kierunek i rozdzieliły się klasy. Przestałam się uczyć z przyjaciółmi to ledwo udało mi się obecności w szkole zaliczyć. Myśle że dzisiejsza młodzież nie ma wcale ani lepiej ani gorzej.

    1. O, nawet nie wiedziałam, że można odbywać naukę w LO w takim trybie – ciekawe i dziwne jednocześnie.

      Wiesz, ja również rozmawiam wiele z nauczycielami (w końcu polonistykę razem ze mną kończyło ponad 100 osób) i właśnie oni mają najwięcej do opowiedzenia o młodzieży. Może więc zależy to od środowiska i w niektórych miejscach jest lepiej, w innych gorzej?

  4. A kto wychowuje te dzieci???Uważam, że w wielu przypadkach to rodzice nakrecają, robią krzywdę dzieciom dając im wszystko (wszystko z najwyższej półki), teraz dzieci nawet marzyć nie potrafią, bo zanim pomyślą o czymś już to dostają. Rodzice bardzo śledzą trendy, żeby nie odstawać, markowe ciuchy w przedszkolu. Komu to robi dobrze? rodzicowi przede wszystkim, a potem to już leci po równi pochyłej.

    1. Dlatego problemowi rodziców poświęciłam cały akapit 🙂

  5. Ja osobiście jestem z tego pokolenia “pośredniego”- u nas całe te social media były dopiero w okresie swoich początków, gdy mieliśmy po kilkanaście lat. Mam też kilka lat młodszą siostrą i rzeczywiście, widzę, że niektóre rzeczy się zmieniły, że pojawiły się nowe problemy “typowego nastolatka”. Jednocześnie nie uważam, żeby teraz, czy wtedy było trudniej. Myślę, że ludzie po prostu mieli nieco inne problemy. Co nie znaczy, że bardziej lub mniej poważne 😉

    1. To prawda, problemy były inne i tak jak dla nas kiedyś były dramatami a teraz wydają się błahostkami, tak i z dzisiejszymi nastolatkami jest i będzie podobnie – na ten moment dramaty są dramatami, ale kiedyś będzie się można z nich śmiać. Taka kolej rzeczy 🙂

      Mimo wszystko dawniej nie trzeba było być tak bardzo na świeczniku i takie osoby jak mnie to z pewnością “ratowało”. Teraz żyłoby mi się na pewno dużo gorzej.

  6. Mam 20 lat, ale mam wrażenie, że jakoś ominęło mnie to bum na social media, sprzęty, seks i alkohol. Nie wiem, czy po prostu trzymałam się w odpowiednim towarzystwie, czy moje pokolenie było jeszcze normalne. Koleżanki z gimnazjum z politowaniem mówiły o jednej, która przyznała się otwarcie, że nie jest już dziewicą. W technikum uważały, że nie są gotowe na zakładanie rodziny, bo muszą się najpierw wyszaleć i ustatkować, dlatego się zabezpieczały, ale o tym nie rozmawiało się wprost. To samo z alkoholem. To samo z social mediami. Nikt na nikogo nie patrzył gorzej, bo miał jakiś starszy telefon albo nie ubierał się w galeriach handlowych. Chyba jesteśmy jednym z ostatnich porządnych roczników.

  7. Artykuł trafiony w samo dno. Faktycznie szkoda, że gdy dziewczyna idzie gdzieś z kilkoma chłopakami od razu podejrzewana jest o seks, czy też ludzie myślą od razu że zostanie zgwałcona. Fatalna jest sprawa, że chłopcy nie próbują naśladować prawdziwych dżentelmenów – mężczyzn. Wygląd to jedno, ale najzabawniejszy jest fakt iż wielu z tych chłopaków może i wygląda (siłownia, sport robią swoje) ale nie potrafią czasami zrobić najprostszych rzeczy związanych choćby z prostym majsterkowaniem już o wymianie koła w rowerze nie pisze. Wcale nie przesadzam, po prostu obserwuje rzeczywistość wokół siebie jak autorka wpisu. Pozdrawiam 🙂

  8. Jeden tekst lepszy od drugiego! Żenada!

    1. Zgadzam się – żenada 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *