recenzja królik w lunaparku
Tydzień zabierałam się za to, żeby napisać Wam o tej książce. Kto obserwuje Kreatywę na Facebooku na pewno już od jakiegoś czasu wie, że Królik w lunaparku podbił moje serce na tyle, że zdecydowałam się na objęcie tego tytułu patronatem medialnym. Bo, wiecie, ja bardzo lubię dziwne książki. A to właśnie jest dziwna książka.

Michał Biarda – zaledwie rok starszy ode mnie autor Królika – śmieje się, że wielu podjęło starania, by przypisać jego powieść do konkretnego gatunku i nie bardzo im to wychodzi. Ja uznałam jego debiut za surrealistyczny obyczaj i tak właśnie będę mówić o tej książce. Bo powiedzieć o niej, że jest powieścią obyczajową to trochę za mało. Ma ona bowiem w sobie jakiś surrealistyczny sznyt czy po prostu nutkę fantastyki, które sprawiają, że kryje się w tej historii dużo, dużo więcej.

Kiedy po raz pierwszy przeczytałam o Króliku w lunaparku, moje skojarzenia powędrowały w stronę kultowego filmu Donnie Darko, który pokochałam za to, że jest – wybaczcie określenie – ostro popieprzony. Powieść Biardy nie jest może tak złożona i hardkorowa jak tamta historia, ale nie da się ukryć, że pewne związki między oboma tytułami są dość widoczne, a to przyciągnęło mnie do tej historii bardzo mocno. Bo czyż nie jest intrygujące to, że troje nieznajomych – student, licealistka i czterdziestoparoletni taksówkarz – staje w centrum dziwacznych wydarzeń, jakie teoretycznie nie powinny zdarzać się w normalnym świecie, a przy okazji każde z nich ma kontakt z tajemniczym Królikiem? Ja poczułam się zaintrygowana tą historią już od pierwszych słów opisu i do ostatniej strony z przyjemnością chłonęłam tę niepowtarzalną atmosferę oniryzmu, surrealizmu i dziwaczności.

Narratorów mamy troje. Najpierw poznajemy Pawła, który słynie z tego, że ma niesamowitą pamięć. Pamięć, która – według rodzinnych legend – sięga nawet dnia jego narodzin. W następnej kolejności do głosu dochodzi Kaśka – dziewczyna, która wkrótce ma umrzeć. Ostatnim z mówców jest taksówkarz w średnim wieku, który wiedzie smętne życie byłego alkoholika. Autor bardzo zręcznie przeplata ze sobą losy trojga bohaterów, dzięki czemu – choć teoretycznie nic ich nie łączy i w ogóle się nie znają – nagle ich ścieżki zaczynają się ze sobą splatać. A to prowadzi do naprawdę ekscytującego rozwiązania!

Fabularnie nie można Królikowi w lunaparku niczego zarzucić, bo to naprawdę świetna, wciągająca historia, obok której trudno jest przejść obojętnie. Natomiast pewną słabość można dostrzec w tym, że głównymi bohaterami są gość po czterdziestce, student i nieuleczalnie chora nastolatka, i wszyscy oni mówią identycznie, używają tych samych sformułowań i na poziomie językowym są nie do odróżnienia. Najmocniej rzuca się to w oczy w przypadku Kaśki. Od razu widać, że postać tę wykreował facet i że nie jest ona zbyt wiarygodna. I mówię to jako osoba, na którą już 20 lat temu mówiono by “tomboy”, gdyby znano dawniej takie określenie. Kaśka chłopczycą nie jest, a mimo to mówi identycznie jak jedenasto-, czy czternastoletni chłopcy z mojego otoczenia. Coś tu ewidentnie zgrzyta.

Te językowe niedogodności nie są jednak dla mnie specjalnie znaczące. Autor dopiero zaczyna przygodę z pisarstwem i ma prawo popełniać błędy wynikające z braku doświadczenia. Najważniejsze jest jednak to, że potrafi wykreować bardzo ciekawych bohaterów i uwikłać ich w intrygujące i ekscytujące zdarzenia. Bardzo dobrze czyta się jego powieść i duże wrażenie pozostawia po sobie pomysł na jej fabułę. Nad warsztatem można pracować, natomiast fantazję i dryg do przelewania pomysłów na papier trzeba po prostu w sobie mieć. I Michał Biarda to ma.

Czekam na więcej. Jestem bardzo ciekawa, co jeszcze ukrywa się w głowie autora i mam wielką nadzieję, że jeszcze o nim usłyszymy.

Moja ocena: 8/10

Więcej o książce na Facebooku oraz krolikwlunaparku.pl.

Spodobał Ci się ten wpis? Polub Kreatywę na Facebooku:

Książka przeczytana w ramach wyzwań: “Czytamy nowości” oraz “Łów Słów”.

, , , , , ,
Klaudyna Maciąg

Copywriter, marketingowiec, redaktor i korektor książek, właścicielka Agencji Kreatywnej Espelibro. Prywatnie mama energicznej trzylatki, właścicielka dzikiego psa, żona pewnego poety i wierna fanka Manchesteru United.

3 Comments

  1. Coś czuję, że bym się z tą Kaśką związała emocjonalnie. Mimo tego chłopskiego gadania :p

  2. Po tytule nie bardzo wiedziałam czego się spodziewać, jednak po przeczytaniu tekstu wiem, że muszę dopisać tą książkę do listy, i gdy tylko będę w Polsce się w nią zaopatrzyć. pozdrawiam 😉

  3. Zarówno tytuł, jak i okładka intrygują 🙂 Recenzja zachęca 🙂 Zatem sięgnę po tę pozycję, gdy tylko to będzie możliwe 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *