dziecięce buciki
Myślałam, że rozprawiają o tym tylko ludzie dojrzali, starsi, ludzie w wieku naszych rodziców. Ci, których boli, że ich dzieci wyfruwają z gniazda. Ci, dla których sens życia zaczął i skończył się na dzieciach. Ci, dla których wizja starości jest już boleśnie bliska. Ale nie. Okazuje się, że już dwudziestolatki rzucają innym tym argumentem w twarz. Że już oni brutalnie kalkulują. Bo życie nauczyło ich, że wszystko ma przynosić korzyści. Nawet dzieci.

Dziecko to nie inwestycja!

To niezwykle mądre zdanie wypowiedziała kiedyś jedna z moich wykładowczyń, kiedy podczas luźnej rozmowy po zajęciach jedna ze studentek skarżyła się, że zarówno jej rodzice, jak i rodzice narzeczonego nie akceptują ich decyzji o wyprowadzce. Bo i jedni rodzice, i drudzy liczyli na to, że ktoś będzie “zajmował się nimi do starości”. Nieśmiertelny argument o “podaniu szklanki wody” również się pojawił. Dziewczyna robiła sobie wyrzuty, koniecznie chciała zadowolić wszystkich dookoła i czuła, że wspólne zamieszkanie z narzeczonym, w dodatku przed ślubem i w trakcie studiów, zrujnuje jej kontakty z obiema rodzinami. Dr B. powiedziała jej wówczas wprost: “Dziecko to nie inwestycja! Nie mamy obowiązku całe życie spłacać długu wdzięczności za to, że nas wychowano”. Zgodziłam się z tym wtedy, zgadzam się z tym wciąż. Na szczęście u koleżanki skończyło się dobrze – po studiach wzięli ślub, rodziny zbliżyły się do siebie i wydaje się, że wszyscy już pogodzili się z tym, że naturalną koleją rzeczy jest, że dorosłe dziecko wyprowadza się, zakłada rodzinę i w swoim dawnym domu jest już tylko gościem.

Nie wszyscy zdają się to jednak rozumieć.

Trafiłam ostatnio na dyskusję dotyczącą programu Mieszkanie dla Młodych. Jak to w Internecie – pod reklamą akcji pojawiły się tysiące komentarzy osób zainteresowanych i niezainteresowanych tematem. Klasyka – single bijące pianę, że pary mają lepiej; pary jęczące, że najlepiej to mają dzieciaci. Poziom dyskusji – żenujący. Słowne przepychanki, wyzywanie na “pińcet plus”, opluwanie się nawzajem. W całym tym zalewie jadu wiele razy przewijały się żale niedzieciatych i głupawe odpowiedzi tych, którzy dzieci mają.

“Przegrałaś swoje życie”

W narożniku niebieskim – ludzie bez dzieci. “Mogę jeździć po świecie i żyć bez zobowiązań, a wy sobie siedźcie, głupie kury domowe, ze swoimi gówniakami”, “Mam świetną pracę, nie mam potrzeby być Matką Polką, która przegrała swoje życie i tonie w pieluchach”, “Trzeba być mocno ograniczoną, żeby decydować się na bachora, zamiast korzystać z życia”, “Wolę mieć koty niż dzieciory”.

W narożniku czerwonym – ludzie dzieciaci. “Kiedyś zapragniesz mieć dzieci i będzie za późno. Będziesz stara i samotna”, “To sobie miej świetną pracę, ona ci szklanki wody na starość nie poda”, “W dupie mam twoje światowe wakacje, ja przynajmniej mam rodzinę, która nie rozpadnie się tak łatwo”, “Na kota 500+ nie dostaniesz, idiotko, haha”.

Oczywiście, smutkiem napawa to, jak o dzieciach potrafią wypowiadać się ludzie, którzy nigdy ich nie mieli. Jak brutalnie mogą oceniać matki. Bo przecież niemożliwe jest, by nie mieli oni w swoim otoczeniu żadnych par z dziećmi. Jak więc mogą spokojnie patrzeć w oczy koleżankom, które mają za ograniczone i głupie? Jak więc mogą przebywać w towarzystwie dzieci swoich kuzynek, skoro tak bardzo im one przeszkadzają? Nie uważam, że każdy powinien dążyć do posiadania licznej rodziny. Ba! Uważam wręcz, że niektórym przydałoby się nigdy nie rozmnożyć. Szanuję wybory tych, którzy szanują moje. Pozostałych wolę zignorować, bo szkoda tracić czas na rozmyślanie o ich umysłowych ograniczeniach.

“Żeby spotkać idealnego mężczyznę, trzeba go sobie urodzić”

Drugi narożnik interesuje mnie już jednak nieco bardziej. To, jakie argumenty wyciągają ludzie posiadający dzieci, młodzi ludzie, napawa szczerym przerażeniem. Już pomińmy tych wszystkich, których wciąż jeszcze podnieca 500+, bo trudno byłoby zmienić myślenie człowieka zamroczonego kasą. Ale reszta? Skąd przekonanie, że posiadanie dzieci gwarantuje stabilność rodziny? Skąd pewność, że jak po ślubie, to już facet nie zostawi? Skąd pragnienie, by dziecko było inwestycją, która koniecznie musi się zwrócić? Ludzie, macie po dwadzieścia parę lat, przed chwilą walczyliście z rodzicami o to, by pozwolili Wam dorosnąć, a teraz sami głosicie poglądy, że dzieci potrzebne są Wam do spełniania Waszych zachcianek? Do dotrzymywania Wam towarzystwa? Do zapewniania Wam sensu istnienia?

Zawsze śmiałam się z głupiego “Żeby spotkać idealnego mężczyznę, trzeba go sobie urodzić” i nie wierzyłam, że ktokolwiek traktuje to poważnie, ale oczywiście nie miałam racji. Nie tylko widzę laski chodzące w koszulkach z tym cytatem. Nie tylko czytam takie teksty w sieci. Nawet moje koleżanki wydają się być wyznawczyniami tego hasła!

Serio? Sprowadzasz własnego syna do roli samca, który ma spełnić Twoje pragnienia o posiadaniu wokół siebie ideału? Ciekawe, która z zakochanych w swoich syneczkach rzeczywiście urodziła taki cud natury. Nie znam matki, która nie uroniłaby ani jednej łzy z powodu swojego dziecka. Bo takie jest życie – dalekie od słodkopierdzącego obrazu kreowanego wokół. A ideały to chory mit, który przekuty na własne dzieci może okazać się szalenie niebezpieczny.

Ja ideału nie urodziłam

Urodziłam córkę. Śliczną jak z obrazka. Ujmującą. Sprytną. Mądrą. Odważną. Rozpływam się, kiedy widzę jak tańczy i śpiewa. Rozczula mnie jej głośny śmiech. Ale – do cholery! – ideału to ja nie urodziłam. Nazywam Zośkę Fochową Księżniczką. Tupie nóżką, obraża się, piszczy i krzyczy, bywa złośliwa i bezwzględna. Ma ciężki charakter. Bynajmniej nie po ojcu. Potrafi wyprowadzić mnie z równowagi i wykończyć fizycznie i psychicznie. Idealna była tylko przez tę pierwszą minutę, kiedy leżała na mojej nagiej piersi zaraz po urodzeniu. Potem przyszło życie.

Kocham tę małą istotę, fascynuje mnie obserwowanie jak dorasta, jak się zmienia, jak uwidaczniają się w niej cechy Marcina i moje. Nie wiem, czy macierzyństwo to najpiękniejsze, czego doświadczyłam w życiu, prawdopodobnie tak. Nie wiem, czy można nazywać urodzenie dziecka cudem, bo sama nie wiem, czym jest cud. Wiem natomiast, że kiedy ostatnio widziałam grafikę z napisem: “Dziecko nie jest zabawką/przeszkodą/problemem/czymśtam. Dziecko jest cudem”, odpowiedziałam, że dla mnie dziecko przede wszystkim jest człowiekiem.

I ja moje dziecko traktuję jak człowieka. Nie jak anioła, wcielenie boskości, cud ofiarowany z nieba czy cholera jeszcze wie co. Po prostu jak człowieka. Człowieka, który zasługuje na szacunek, własną przestrzeń, miłość i życzliwość. Wiem, że któregoś dnia nas zostawi. Wierzę, że pójdzie w świat przygotowana na to, co ją czeka. Nie włożę jej do złotej klatki, nie będę głaskać po głowie i powtarzać: “jesteś idealną królewną mamusi”. Nie urodziłam jej po to, by do końca życia była moją wierną towarzyszką. Nie uważam, że powinna mi kiedyś odpłacić za to, że ją wychowałam. To nie ona podjęła decyzję o tym, że się narodzi – tę decyzję podjęliśmy za nią my. Jeżeli więc rodzic uważa, że dziecko powinno być mu wdzięczne za to, że w ogóle się urodziło, to ma trochę nie po kolei w głowie.

Co da Ci dziecko?

Według internetowych dyskutantów dzieci mają gwarantować to, że nie będziemy samotni. Mają się nami do końca życia opiekować. Mają zapewniać stabilność naszej rodziny. Czy to aby nie za duże wymogi? Kiepskie relacje rozsypią się tak czy siak, dziecko niczego nie cementuje. Co najwyżej scementować może problemy, które po jego urodzeniu jeszcze się nawarstwią i sprawią, że jedna strona zostanie samotną matką, druga niedzielnym tatusiem.

Czy dziecko ma obowiązek zajmować się nami do końca życia? Jako córka powiem – nie czuję takiego obowiązku, ale wiem, że będę przy rodzicach zawsze – tak jak oni zawsze są dla mnie. Natomiast jako matka myślę, że nie chciałabym, aby córka stała się kiedyś moją opiekunką. Mam jednak tylko trzy dychy na karku i nie mogę odpowiadać za to, czego będzie pragnęła osiemdziesięcioletnia Klaudyna. Wierzę jednak, że jeżeli kiedykolwiek Zośka będzie chciała zająć się rodzicami, to będzie to wyłącznie jej decyzja.

A czy dziecko daje gwarancję, że nie będziemy samotni? Wiara w to jest szalenie naiwna. Rodziny się rozpadają. Rodziny rozjeżdżają się po świecie. Rodziny wpadają w konflikty. Nie masz pewności, że skoro urodzisz sobie dziecko, to już zawsze będziesz miała wierne towarzystwo. Może za dwadzieścia lat staniesz się zaborczą mamunią, która nie umie pogodzić się z tym, że dziecko dorosło? Może za trzydzieści lat obrazisz się, że dzieci wyjechały do Kanady? A może Twój ideał wstąpi na tak złą ścieżkę, że będziesz się za niego do końca życia wstydzić? Takie sytuacje przydarzają się każdemu. W “normalnych” rodzinach pojawiają się problemy i choćbyśmy się starali najlepiej jak możemy, niczego nie przewidzimy.

Dlatego nie stawiajmy dzieciom niemożliwych do wykonania wymagań. Nie oczekujmy, że będą “takie a takie”, że zrobią “to i to”, że “to i tamto” nam zapewnią. Zamiast myśleć o korzyściach, których możemy nigdy nie doczekać, cieszmy się tym, co jest teraz. Wychowujmy dzieci najlepiej, jak potrafimy. Uczmy je samodzielności, żeby radziły sobie bez nas. I tej samodzielności uczmy też siebie samych. Bo nie ma nic gorszego niż rodzic, który sens swojego istnienia sprowadza do dzieci, który całkowicie zapomina o sobie i który myśli, że rodzicielstwo wymaga stuprocentowego poświęcenia kosztem własnych pragnień, marzeń i zainteresowań. Taki właśnie rodzic kiedyś stanie się frustratem, który nie będzie umiał cieszyć się szczęściem własnego dziecka i który będzie wpędzał je w poczucie winy, że dorosło. I, wierzcie mi, taki rodzic może się tej “szklanki wody na starość” nie doczekać.

Przeczytaj również:

Spodobał Ci się ten wpis? Polub Kreatywę na Facebooku:

, ,
Klaudyna Maciąg

Copywriter, marketingowiec, redaktor i korektor książek, właścicielka Agencji Kreatywnej Espelibro. Prywatnie mama energicznej trzylatki, właścicielka dzikiego psa, żona pewnego poety i wierna fanka Manchesteru United.

56 Comments

  1. Czytam Twoje teksty z uwielbieniem. Serio… Czasami się wzruszam, a czasami krew mnie zalewa, jak ludzie potrafią być głupi. Często czytam durne komentarze, czy to na fb czy gdzieś tam w sieci, które są tak śmieszne, że aż żałosne. I nie wiem czy mam płakać ze śmiechu, czy z głupoty ludzkiej. Niemniej, nie da się przemówić "najmądrzejszemu" do rozumu, za nic w świecie…
    Tekst jak zawsze super 😉

    1. Dziękuję, zawsze miło czytać takie uwagi 🙂

      Niestety, rzeczywiście myślenia pewnych jednostek zmienić się nie da. Dawniej myślałam, że te głupie dyskusje toczą się tylko na anonimowych forach, ale teraz wszystko dzieje się na facebooku. Ludzie pod własnymi nazwiskami, na oczach znajomych i np. ludzi z pracy, robią wokół siebie otoczkę kretynów. Zdumiewa mnie, jak można przekroczyć granicę głupoty do tego stopnia, ale widać w dzisiejszych czasach to już nie problem.

  2. Piotr Bałtroczyk powiedział kiedyś w jakimś swoim monologu, że on do swojego syna mówi "gościu" – żeby pamiętać, że on się kiedyś z domu wyprowadzi (coś w tym stylu, cytuję z pamięci). I to jest coś co do mnie trafiło (chociaż ja do swojego dziecka tak nie mówię 🙂 Ale rzeczywiście często rodzice są jakby zdziwieni tym, że dzieci im dorastają i chcą iść na swoje.

    1. "Gościu"? Haha, świetne! 🙂 Nawet jeśli było w tym coś z żartu, to jednak ma to sporo sensu.

      Masz rację z tym zdziwieniem. Ilekroć słyszę takie historie jestem szczerze zdumiona – ciężko jest mi wyobrazić sobie, jak bardzo pozbawiony własnego życia musi być człowiek, który woli, żeby jego dziecko całe życie stacjonowało u jego boku.

  3. masz rację – dzieci nie są po to, aby być zawsze przy nas. życie pisze różne scenariusze

    1. Otóż to. Można sobie na to liczyć, ale nigdy nie przewidzi się, co się wydarzy.

  4. Rany, za takie teksty Cię uwielbiam! Mnie ciągle śmieszy te czepianie się tego nieszczęsnego 500+ – nagle wszystko ludziom podrożało, a wszyscy zabrali się za robienie dzieci, jakby do tej pory się nie rodziły… Jeżeli ktoś stara się o dziecko tylko dla tej kasy, która tak naprawdę na wiele nie wystarczy, to współczuję, bo te pieniądze są na chwilę, a dziecko trzeba utrzymać przez dłuuuugie lata. Dla mnie mojego dziecko jest idealne, ale w takim pozytywnym znaczeniu tego słowa, tak jak wszystkie inne dzieci dla swoich mam są przepiękne, cudowne i kochane. Ale, że mam małego łobuziaka, też jestem świadoma i nie chcę, aby był idealny w dorosłym życiu, tylko żeby był dobrym i szczęśliwym człowiekiem. Zawsze chciałam mieć dzieci i jestem zachwycona tym, że mam wspaniałego synka, ale nie rodziłam go z myślą: "no, teraz będziesz musiał mi się odwdzięczyć". Nie wiem, co przyniesie życie, bo wokół widzę różne rodziny, jednak mam nadzieję, że moje dziecko kiedyś będzie z uśmiechem na twarzy przyjeżdżać ze swoimi dziećmi do kilkudziesięcioletniej matki, która nie będzie mu za mocno zrzędzić i pozwoli na prowadzenie własnego życia tak, jak tego będzie pragnął.

    1. Masz całkowitą rację, zresztą po tym, co ostatnio usłyszałam, szykuję się także do tekstu na temat 500+. Bo rozbrajają mnie ludzie, którzy najpierw jak sępy powtarzają: "to kiedy następne?", a jak już człowiek sprawi sobie drugie, rzucają z przekąsem: "no tak, 500+ skusiło". Nigdy takim nie dogodzisz, nigdy!

      Podobnie jak Ty, mam nadzieję, że będę matką, którą dziecko będzie odwiedzać chętnie ze swoimi dziećmi. Nie wyobrażam sobie mieszkać razem całe życie i uwiązywać młodą przy sobie. Wręcz przeciwnie – chciałabym, aby zobaczyła, jak najwięcej 🙂

      A z tymi ideałami to oczywiście masz rację – jeżeli ktoś jest "idealny" dla nas, bo po prostu przyjmujemy go takim, jakim jest – to w porządku. Natomiast jeżeli idealizujemy albo wręcz próbujemy kogoś – dziecko, męża, brata – wtłoczyć w ramę wyimaginowanego ideału, to już jest bardzo słabe.

  5. Ja doceniam każdy moment kiedy mogę obserwować moją córkę, spędzać z nią czas. To dzięki niej jestem silniejsza, odważniejsza i mam mnóstwo energii do działania. Do działania dla Niej oraz do działania w życiu.

    1. Ja również uwielbiam i doceniam takie momenty. Dziecko trochę przestawia priorytety i to jest piękne 🙂

  6. Dla każdego rodzica jego dziecko jest wyjątkowe,jednak to, że się dziecko urodziło, nie upoważnia nas do czynienia go więźniem. Ja chciałam mieć dziecko, dziś mam 8 miesięcznego synka, i cieszę się tym co jest teraz. Wiem jednak, że równie będę się cieszyć kiedy on założy rodzinę i z chęcią odwiedzi rodziców, a nie z przymusu.

    1. Oby tak właśnie było. Ja również wierzę, że zawsze będę normalna 🙂

  7. Mądra z Ciebie mama! 😉 Co do tych narożników – opisałaś to w punkt!

  8. Świetny wpis, powinnam go podesłać swojej mamie. Ona mi ciągle powtarza, że mam OBOWIĄZEK i MUSZĘ się nią zając na starość. Albo że żałuje, że nie ma drugiego dziecka, bo na mnie pewnie nie będzie mogła liczyć, więc drugie by się nią opiekowało. Bo ona się swoim tatą opiekuję, więc ja nią też muszę… Nie lubię takiego zmuszania. Tak jak mówisz, dziecko to nie inwestycja która ma sie zwrócić i całe życie spłacać dług wdzięczności za wychowanie. Tylko szkoda, że wiele osób tego nie rozumie…

    1. Mnie najbardziej rozbrajają ci, co się na własnych rodziców wypinają, a od dzieci oczekują, że będą inne 😉

      Doskonale Cię rozumiem i chciałabym, aby Twoja mama zmieniła myślenie, ale obawiam się, że taki tekst w niczym by jej nie pomógł. No, chyba że należy do tych osób, które nie są oporne na zmiany i potrafią przyznać się, że czasem zmiana poglądów jest potrzebna.

      Życzę Ci dużo siły i samozaparcia 🙂

  9. Najbardziej przeraża mnie moda na wychowywanie dziecka całkowicie kontrolowanego przez rodziców, planującego mu przyszłość aż do samej śmierci. Dziecko nie jest niewolnikiem, jest człowiekiem jak pięknie napisałaś. Przeliczanie dziecka na korzyści materialne czy jakiekolwiek jest nierozsądne, ba jeżeli ktoś w takich kategoriach próbuje zdefiniować rodzicielstwo to lepiej aby nie decydował się na dziecko. Myślę, że macierzyństwo obrosło w jakieś gigantyczne lukrowe mity i stereotypy. I ciągle kobiety popadają w te same pułapki, nie próbują pomyśleć o sobie i dziecku jak o człowieku. Ja chciałabym tylko aby mój syn wyrósł na tolerancyjnego człowieka, dobrego i empatycznego. A jaką drogę wybierze – czy będzie piekarzem czy lekarzem – to będzie jego decyzja 🙂
    Pozdrawiam

    1. Wczoraj przeczytałam, że takie wychowanie, o którym mówisz, nazywa się "helikopterowym" – że rodzice krążą nad dzieckiem jak helikoptery i cały czas je nadzorują. To określenie pasuje tutaj idealnie, prawda?

      Masz rację, że teraz z macierzyństwem stało się coś niedobrego. Mam wrażenie, że powodem tego może być szeroki dostęp do Internetu, wysyp blogów i kanałów na Insta, wysyp celebrytek-specjalistek od wszystkiego. Kiedy tyle osób pielęgnuje jakiś mit, naprawdę łatwo wpaść w tę pułapkę. I nic zdrowego z tego nie wychodzi, niestety.

  10. Nic dodać, nic ująć 🙂

    1. To trochę niedobrze 😉

  11. Jestem ciekawa ile z tych osób od tekstu o szklance wody na starość mieszka z rodzicami/teściami i pomaga im w codziennych obowiązkach.

    1. Otóż to! Z reguły ich właśni rodzice muszą radzić sobie sami, mimo poważnego już wieku. Na ich miejscu wstydziłabym się więc rzucać takimi tekstami.

  12. U mnie jakby z życia wzięte. Ani ja ani mąż nie mieszkamy z rodzicami, właściwie to dzielą nas setki kilometrów i nie możemy do siebie wpaść ot tak i pójść z rodzicami do lekarza, ale póki co, żadna ze stron nie narzeka, nie wypomina, że jest nie tak jak pewnie do końca by chcieli. Życie pisze jednak różne scenariusze i nie wiadomo, może kiedyś wrócimy w rodzinne strony, a może to dziadkowie zamieszkają u nas … Ale nic na siłę, na wymuszenie.

    1. Otóż to – "nic na siłę" jest tutaj kluczowe. Nie wyobrażam sobie wymuszania czegokolwiek na rodzeństwie, rodzicach, dzieciach, obcych ludziach. Takie coś do niczego nie prowadzi.

  13. No i racja. Poziom internetowych dyskusji jest tak żenujący, że czasami zastanawiam się, czy my, jako gatunek, idziemy, aby napewno, w dobrym kierunku. Nie traktuję macierzyństwa jako cudu, nie traktuję syna jako inwestycji, ani tym bardziej, jak gwarancji. Rzeczywiście argument ze szklanką wody na starość, wśród dwudziestoparolatków zasługuje na najgłośniejszy facepalm na tym targowisku głupoty, jakim są dyskusje o zasadności, lub jej braku, posiadania potomstwa ��

    1. Ja myślę, że tutaj nie ma się nad czym zastanawiać, bo na 100% nie zmierzamy w dobrym kierunku 😉 I najgorsze jest to, że tego szaleństwo nie da się już zatrzymać.

  14. dlatego ja nie dużo czytam takich forów i innych tekstów gdzie ludzie się kłucą o to jak jest lepiej i jakie są plusy i minusy posiadania dzieci lub jego braku… każdego to jest indywidualna sprawa

    1. Tak by było właśnie najprościej – ignorować tę wszechogarniającą ciemnotę 🙂

  15. Brzmi to tak jakby ludzie mieli dzieci tylko po to, żeby ktoś się nimi zajął jak będą starzy. Szczerze powiedziawszy ja kiedy myślę o swojej starości to myślę raczej o jakimś ośrodku, domu starców. Nie chciałabym być ciężarem dla moich dzieci. Wolałabym, żeby żyły pełnią życia niż zajmowały się niedołężną matką. Ale to moje zdanie…

    1. Ja również bardziej widzę siebie w jakimś miejscu, które pozwala mi spokojnie żyć, a moich dzieci nie obciąża. Nie wiem jednak, co przyniesie życie. Może wcale nie jest to takie proste, jak nam się teraz wydaje? Czas pokaże…

  16. Jasne, dziecko to inwestycja, która na przyszłość może zaprezentować. Ale nie można moim zdaniem do ich posiadania podchodzić na zasadzie: bo musi mi ktoś pomagać na starość. To mocno roszczeniowe.

    1. Nie tylko roszczeniowe, ale i mało etyczne. Totalnie nie podoba mi się taka postawa.

  17. Poruszyłaś bardzo ważny temat. Znam niestety kilkoro rodziców dorosłych już dzieci, którzy uważają, że dzieci powinny pomagać im finansowo podczas gdy rodzice do pracy się nie garną. Znam też takich, których nastoletnie dzieci właśnie powoli dorastają i też widząc bierność zawodową rodziców zastanawiam się jak to się za parę lat skończy :/

    1. Niestety, też znam takich ludzi. Nikt nie powinien uzależniać się od innych, tym bardziej od własnych dzieci. To do niczego dobrego nie prowadzi.

  18. Post w punkt! Powinna go przeczytać każda matka. Każda powinna sobie uświadomić, że życie okazuje się różne. Nigdy nie wiadomo, co się zdarzy, a obarczanie dzieci swoją osobą, bo miało się wobec nich oczekiwania… Bez liczenia się z planami, uczuciami potomków. Tak się nie robi, ludzie należą tylko i wyłącznie do siebie, nie do innych ludzi 🙂

    1. Pięknie powiedziane, każdy powinien pamiętać, że należymy wyłącznie do siebie.

  19. Ja liczę się z tym, że kiedyś dzieci wyfruną z gniazda. Bedę ich wówczas wspierać, ale teraz cieszymy się sobą, wspólnie spędzonymi chwilami.

    1. I tak właśnie powinno to wyglądać 🙂

  20. Czasami jak na grupach rodzicielskich, mamusiowych itp.itd.czytsm niektóre opisy i komentarze to robi mi się żale tych biednych dzieci a śmiać mi się chce z bezmyślności rodziców i mamusiek, które np.zamiast iść z chorym cierpiącym dzieckiem do lekarza,ona afiszuje się zdjęciem dziecka całego w krostkach plamkach itp. Te przepychanki dot.500+ też mnie drażnią, szczególnie przechwałki.Przykład-znajoma rzucila pracę i zaszła w ciążę zamierzoną ponieważ wykalkulowała sobie że mając 3 dzieci będzie dostawała więcej kasy niż pracując w tamtej pracy.Bo wydawała na paliwo, albo bilety. Jak usłyszałam to on niej to po prostu nie mogłam uwierzyć że można traktować dziecko jak skarbonkę i tak jak napisałaś inwestycję.Smutne to jest.

    1. A najgorsze jest to, że tacy ludzie nie zdają sobie sprawy, że:
      a) 500+ może się kiedyś skończyć, a dzieci zostaną;
      b) 500+ (czy tam – 1500+) może nie wystarczyć;
      c) więcej dzieci to więcej obowiązków, z którymi można sobie nie poradzić.

      Co do relacji z for i grup mamusiowych również trafiłaś w punkt – obserwuję dokładnie to samo.

  21. Kiedyś jak nie miałam i nie chciałam mieć dzieci, to słyszałam teksty typu "Kto Cie będzie na stratność odwiedzał?" Dziwło mnie to bardzo. Teraz mam dwójkę wspaniałych dzieci i mam nadzieje, że będą do mnie wpadać na kawę i pogaduchy jak będą dorosłe. Teraz nad tym pracuję żeby to dla nich była przyjemność, a nie obowiązek.

    1. Prychnęłam sobie ze śmiechu na ten cytat. Wielu toksycznych rodziców pewnie srogo się dziwi, gdy dzieci jednak na starość nie odwiedzają 😉

      Bardzo podoba mi się Twoje mądre podejście 🙂

  22. Po pierwsze te słowa: "Urodziłam córkę. Śliczną jak z obrazka. Ujmującą. Sprytną. Mądrą. Odważną. Rozpływam się, kiedy widzę jak tańczy i śpiewa. Rozczula mnie jej głośny śmiech." i już mnie ściska 🙂 Czy każda mama czuje tak samo? A po drugie – jakie to jest cholernie egoistyczne – ten tekst o szklance. Tez go nie raz słyszałam. Odkładam sobie na emeryture już teraz, posiedzę w domu starości lub wynajmę opiekunkę. Ale nigdy nie będę wymagać, aby moje dziecko "musiało" się mną opiekować. Będzie mnie kochać, będzie się o mnie martwić – to wiem i czuję, ale nigdy nie będzie musiało robić tego z obowiązku. Ma dorosnąć i żyć, iść swoim torem. Takie jej jej przeznaczenia, a zresztą jakie to Ona sama wybierze 🙂 Dzięki za chwilę refleksji!

    1. Też jestem, czy każda mam czuje tak samo – pewnie większość tak 🙂

      Napisałaś wiele pięknych słów, teraz to mnie ściska :*

  23. Dzieci wychowujemy dla świata, nie dla siebie. Cieszę się tym, że przez jakiś czas pozostają przy mnie blisko, później niech żyją życiem według własnego uznania, a ja będę się tym cieszyć. 🙂
    Bookendorfina

    1. “Dla świata, nie dla siebie” – genialnie powiedziane!

  24. Ostatnio ktoś mnie zapytał, czemu napisałem na blogu o tym samym, co Ty (czyli o "szklance wody na starość"). :)) To czysty zbieg okoliczności.

    A wracając do tematu. Dzieci nie muszą nam nic oddawać na starość. Dzieci dają rodzicom naprawdę bardzo dużo i to od samej chwili narodzin. Oczywiście, fajnie byłoby mieć gwarancję, że się nami zaopiekują na starość (w kontekście padającego ZUS-u ma to niebagatelne znaczenie).

    1. Fakt, chyba wcześniej nikt na to nie zwrócił uwagi – dzieci rzeczywiście wiele nam dają od pierwszych chwil swojego życia. Szkoda, że nie każdy to sobie uświadamia.

  25. Dobrze jest gdy dziecko może zaopiekować się niedołężnym już rodzicem i moim zdaniem, jeśli tylko jest taka możliwość, ma moralny obowiązek. No właśnie – niedołężnym.
    Z drugiej strony, dziecko żadną gwarancją nie jest i nigdy nie będzie.

    1. Wydaje mi się, że są sytuacje, które z tego “moralnego obowiązku” zwalniają. Szczególnie, kiedy nie utrzymuje się z rodzicem dobrych stosunków.

  26. Bardzo fajnie napisane. Czytając, zastanawiałam się po co ja urodziłam dziecko. I chyba doszłam do wniosku, że po to aby dać komuś miłość

    1. Ciekawa teoria. Dobrze tak umieć znaleźć powód. Ja wciąż nad tym dumam 🙂

  27. Rany, jak się cieszę, że to przeczytałam. Ja to sie w tym temacie publicznie nie wypowiadam, bo patrzą na mnie jak na wariatkę. A mam dziecko, doświadczenie, więc teoretycznie mogę się w tej kwestii wypowiedzieć. Cieszę się, że w młodszym trochę pokoleniu już zmienia się myślenie. Bo narazie wokół to mam apogeum gloryfikacji macierzyństwa i tacierzyństwa. Pozdrawiam Cię serdecznie.

    1. O tak, masz całkowitą rację. A z tym, że biorą nas za wariatki – cóż, trzeba do tego przywyknąć 🙂

  28. Jestem mamą dwójki wspaniałych dzieci. Już dorosłych. Wychowałam je nie dla siebie, ale dla ich życia i świata, aby mogły go zmieniać na lepsze.
    Pozdrawiam

    1. Fantastycznie, takie podejście mnie zachwyca 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *