Kochani, poniżej zrodziła się tak obfita dyskusja, że kilka osób napisało do mnie, że komentarze zaczęły znikać. Nigdy nie usuwam komentarzy, ale znalazłam już przyczynę – kiedy zjedziecie na sam dół, pod formularzem komentarzy znajdziecie opcję “załaduj więcej…” – Blogger chyba nie był przygotowany na naszą wymianę zdań 🙂
Klub Dyskusyjny

#12: Największe grzechy blogerów

Temat ten postanowiłam poruszyć z kilku powodów:
1) z lenistwa, ponieważ dosyć mam odpowiadania raz w tygodniu na identyczne pytania;
2) z potrzeby serca – żeby przekazać, co leży na wątrobach mnie i wielu blogerom, wypowiadającym się na forum Anonimowych Książkoholików.

Ponieważ wiem, że może tu zadziałać zasada “uderz w stół” – zapraszam wszystkich do dyskusji. Może niektórzy jednak będą w stanie wytłumaczyć się ze swoich grzeszków. Nie chciałabym jednak, aby temat przerodził się w pyskówkę czy wytykanie innych palcami. Jesteśmy dorośli, warto więc zadbać o dialog na poziomie.

Co blogerom przeszkadza w blogosferze:

1) Nagminne zmienianie daty/godziny w postach, które nie ma na celu rzeczywistego zaktualizowania treści, a jedynie wskoczenie na szczyt listy linków na pozostałych blogach.

Dlaczego jest to denerwujące? Ponieważ wielu z nas odwiedza blogi w takiej kolejności, w jakiej pojawiają się one na liście aktualizacji, a jeśli ten sam wpis jednego blogera wtrynia się na górę po kilka razy na dzień, może być to naprawdę irytujące. Nie przekonują mnie tłumaczenia “a bo chciałam poprawić literówkę i data jakimś cudem dziesiąty raz w tym tygodniu sama się zmieniła”. Dziwię się, jak niektórym nie wstyd robić z siebie durni – zwłaszcza, że kilku osobom wiele razy zwracana była o to uwaga.

2) Weryfikacja obrazkowa komentarzy.

Ten problem wydaje się być mało znaczący, ale zwracało na niego uwagę wielu wypowiadających się na temat grzechów blogerów. Platforma blogger (o czym nie każdy wie) automatycznie ustawia weryfikację obrazkową komentarzy. Oznacza to, że jeśli ma się ochotę dodać komentarz pod postem, trzeba rozszyfrować kilka hieroglifów, znajdujących się na obrazku. Pal licho, jeśli ów obrazek od razu osadzony jest pod polem dodawania komentarzy. Maksymalna irytacja pojawia się, kiedy czytelnik klika “dodaj komentarz”, strona przeładowuje się i dopiero wtedy wyskakuje prośba o przepisanie krzaczków z obrazka. Od kilku blogerów wiem, że w tym momencie całkowicie rezygnują z komentowania.

Filtr antyspamowy bloggera jest całkiem dobry, więc weryfikacja obrazkowa naprawdę mija się z celem. Zwłaszcza, że blogi książkowe nie biją rekordów popularności (dla porównania – moja ulubienica Alicepoint ma tygodniowo prawie 22 000 wejść, czyli tyle ile ja mam miesięcznie – to jest popularność, kochani 😉 a musicie wiedzieć, że to jeszcze nie jest rekordzistka).

Aby usunąć weryfikację obrazkową wejdźcie w ustawienia -> komentarze i tam odhaczcie stosowny punkt.

3) Pozostawianie bezsensownych komentarzy, przeważnie zakończonych żelazną formułką “zapraszam do mnie”, “wpadnij na mojego blogaska” itd.

Na początek informuję – większość wypowiadających się zaznaczyła, że na nachalne zaproszenia nie odpowiada. Ktoś, kto pozostawia pod postem naprawdę głupi komentarz, którego większą część zajmuje reklama jego bloga u większości jest już spalony i nigdy nie zostanie odwiedzony. Jak zdobyć czytelników dla bloga? Pokazywać się z dobrej strony – komentować mądrze, wypowiadać się merytorycznie. Ciekawy dyskutant zawsze zwraca uwagę – nie tylko autora danego bloga, ale i innych jego odwiedzających (np. komentarze Zaakcentowanej zostały zauważone i pochwalone na forum).

4) Organizowanie konkursów, w których obowiązkiem (albo gwarantem dodatkowych losów) jest polubienie na fejsbuku, dodanie do obserwowanych czy wklejanie u siebie słabej jakości bannerków.

Napędzanie sobie wątpliwej “popularności” w zamian za obietnicę nagrody jest naprawdę słabe. Nie dość, że zniechęca do samego konkursu, to również i do blogera. Udział w konkursach nie jest obowiązkowy – kto nie chce, ten cudzych bannerów u siebie reklamować nie musi, ale czy naprawdę warto przedkładać biernych obserwujących nad dotychczasowych odwiedzających? Ja np. straciwszy szacunek do niektórych usilnych zdobywaczy obserwatorów, już w ogóle ich nie odwiedzam. A ich działania kojarzą mi się z czymś podobnie głupim – wmawianiem byłemu facetowi, że jest się w ciąży, byle tylko wrócił. Ach, ileż satysfakcji daje związek oparty na fałszywych zobowiązaniach! Człowiek wcale takiej nie kocha, ale z poczucia obowiązku “dowody miłości” daje. To tak jak polujący na nagrodę bloger – uda, że lubi, uda, że jest zainteresowany, a tak naprawdę będzie miał gdzieś. Cóż z tego – liczy się pokazówa.

5) Wystawianie książkom od wydawnictw wyłącznie dobrych i bardzo dobrych ocen.

Ktoś na forum zwrócił uwagę, że nie ufa tym, którzy dla wydawnictw płodzą wyłącznie laurki. Statystycznie nie jest możliwe, aby człowiek, który współpracuje z trzydziestoma wydawnictwami zawsze trafiał na bardzo dobre książki. Potwierdzeniem tego mogą być konta takich osób na portalach typu lubimyczytac.pl, gdzie recenzje wzbogaca się o punktowe gwiazdki. Jakimś cudem książki, które na blogu otrzymują ocenę 5/5 na portalach dostają od tego samego blogera 4 gwiazdki na 10. Czyż nie jest to pikne robienie innych w balona?

Nie bójcie się odnosić krytycznie wobec egzemplarzy recenzenckich. W wydawnictwach pracują naprawdę rozumni ludzie, którzy mają świadomość, że nie zawsze da się trafić w czyjś gust stuprocentowo. Zdarzyło mi się wiele razy nisko ocenić książki Prószyńskiego czy Znaku i nigdy nie spotkały mnie z tego powodu żadne nieprzyjemności. Dalej współpracujemy i układa nam się naprawdę dobrze. Nie bójcie się szczerości!

6) Streszczanie książek.

Bywa, że proporcje między oceną własną, a opisem książki są mocno zachwiane. 3/4 “recenzji” stanowi streszczenie książki (nierzadko pełne spojlerów), reszta to dwa zdania od siebie. Ja nawyku opisywania treści recenzowanego tekstu wyzbyłam się w łatwy sposób – umieszczam w notce opis ze strony wydawnictwa – jeśli ktoś chce, może się z nim zapoznać, jeśli nie, łatwo go ominąć, bo jest wyróżniony graficznie). Reszta to już tylko moje odczucia, wrażenia i uwagi. W ten sposób nie paplam niepotrzebnie na temat tego, czego czytelnik i tak dowie się z książki.

7) Walenie do drzwi i okien wydawnictw.

I oto jest główny problem, który wciąż wywołuje wśród blogerów wiele dyskusji. Podam na swoim przykładzie – nie ma tygodnia, w którym autor jakiegoś nowo powstałego bloga nie zadawał mi pytań, typu:

– jak otrzymać darmowe książki?
– jak nawiązać współpracę z wydawnictwami?
– co napisać do wydawnictwa, żeby dało darmową książkę?
– czy możesz mi podać adresy mailowe osób, które przesyłają darmowe książki?

Moi drodzy, jeżeli chcecie nawiązać współpracę z wydawnictwami:
– piszcie, piszcie, piszcie – ale nie maile do “dawców darmowych książek”, a recenzje – ten, kto pokaże się z dobrej strony na pewno zostanie zauważony. Kiedy zakładałam bloga nie miałam pojęcia o tego typu współpracach, a kiedy dwa miesiące później zgłosiło się do mnie wydawnictwo Muza byłam w ciężkim szoku – czyli jednak da się nie robić z siebie sępa, a i tak nawiązać współpracę z wydawcą książek;
– nauczcie się czytać i zamiast prosić innych o adresy mailowe, sami wyszukujcie je na stronach wydawnictw. To tam znajdują się dane kontaktowe stosownych działów (marketingu, reklamy etc.) – jeżeli skierujecie tam swoje prośby i okaże się, że macie coś ciekawego do zaoferowania – taka prośba zostanie przekazana dalej, np. do osoby zajmującej się blogerami. Ja nie daję sobie prawa do dysponowania adresem takiej osoby – skoro jej nazwisko nie pojawia się na stronie, trzeba do niej dotrzeć “normalną” drogą.

W czym blogerzy widzą tutaj problem? Mnie osobiście męczy odpowiadanie na te same pytania – zwłaszcza, jeśli zadają je osoby, które zapełniły bloga trzema notkami. Jestem w stanie przywołać dziesiątki przykładów blogerów, którzy zachłysnęli się “darmowymi książkami” i równie szybko zniknęli z blogosfery, jak szybko się w niej pojawili.

Ktoś powie, że blog jest jak świątynia, blog jest własnością i generalnie innym nic do tego, w jaki sposób jest prowadzony – zgadzam się. Ale tak jak wszyscy mają prawo blogować jak chcą, tak i inni mają prawo odnieść się do tego krytycznie. Tworzymy razem dosyć niewielką społeczność i skoro czyjeś grzeszne działania mają wpływ na innych – dotyczą nas wszystkich.

Powyższe punkty to – niestety – zaledwie kropla w morzu (już darowałam sobie np. nawiązywanie do obszernej dyskusji na temat robienia błędów ortograficznych i innych). Jeżeli chcecie poznać więcej opinii blogerów – zajrzyjcie na forum carpelibros. A tutaj zapraszam do dyskusji!

Jakie grzechy blogerów (oprócz mojego i innych wtrącania się do blogowania innych ;)) przeszkadzają Wam najbardziej?

Klaudyna Maciąg

Copywriter, marketingowiec, redaktor i korektor książek, właścicielka Agencji Kreatywnej Espelibro. Prywatnie mama energicznej trzylatki, właścicielka dzikiego psa, żona pewnego poety i wierna fanka Manchesteru United.

406 Comments

  1. chyba wymieniłaś wszystko, co możliwe, co mnie również niejednokrotnie denerwuje [zwłaszcza weryfikacja obrazkowa… która aby wkurza, gdyż obrazki są często nieczytelne, trzeba odświeżać i cały proces dodawania komentarza wydłuża się bezsensownie]

    świetne podsumowanie!

    1. Rzecz w tym, że nie każdy ma pojęcie o tym, że weryfikacja obrazkowa jest u niego włączona. Dlatego cieszę się, że ten temat zyskał taką popularność, niektórzy może zajrzą do ustawień i zmienią 🙂

    2. Generalnie się zgadzam ale… Mechanizm antyspamowy bloggera jest bezbłędny czego nie można powiedzieć np. o samodzielnie postawionych worspressach. Takim blogom można wybaczyć captche 😉

      Sztuczna obecność na szczycie blogrolla to naprawdę nieczyste zagranie. Reszta już nie jest aż tak irytująca. Nikt nie każe odwiedzać blogów, które nam się nie podobają 😉

    3. Przepraszam jeśli to mało taktowne, ale dziwi mnie że tak bezrefleksyjnie podchodzisz do tego tematu.

      Z tego co zauważyłem to wpisujesz komentarze pod prawie każdym postem z obserwowanych blogów i często są to komentarze w stylu: "to akurat chyba nie do końca pozycja dla mnie może kiedyś…"(Jest to komentarz do najnowszego posta z pierwszego bloga z listy Twoich obserwowanych).

      Co prawda nie spełniasz wszystkich wymogów punktu 3, bo nie piszesz "wpadnij do mnie", ale irytuje mnie masa takich komentarzy nic nie wnoszących do tematu które tylko utrudniają dotarcie do tych wartościowych.

    4. Dodam tylko, że ogromnie cenię oraz z szacunkiem traktuje osoby, które komentują merytorycznie i rzeczowo. Komentowanie na siłę nie jest fajne i od razu je widać. Sama też staram się w miarę możliwości komentować z głową, co nie jest łatwe, bo książkowe nowości nie są mi z reguły po drodze.

      A brak weryfikacji z obrazkami tylko sprzyja komentowaniu. Myślę, że dzięki temu Futbolowa sporo czasu zaoszczędziła uczestnikom tej dyskusji.

    5. 🙂
      Mam przy okazji nadzieję, że chociaż kilka osób sprowokowała ta dyskusja do tego, by zajrzeć w swoje ustawienia i pozbyć się weryfikacji.

    6. masz rację
      kiedy zaczynałam prowadzić blog – też o tym nie wiedziałam, pamiętam że któraś z osób komentujących moją najnowszą notkę po prostu mi napisała, czy mogłabym to wyłączyć, bo to wkurza
      dopiero zaczęłam szukać i faktycznie, było tam zaznaczone, że ma w ten sposób weryfikować

      już lepiej niech włączą sobie weryfikację w postaci zatwierdzania przez autora blogu zanim się opublikuje, wtedy chociaż będzie można łatwo komentarz pozostawić, a autor bloga wyrzuci sam z komentarzy to, co uzna za zbędne [anonimowe, obraźliwe itp itd]

    7. No własnie! Ja szybciutko sprawdziłam i okazało się, że to co wścieka mnie nieziemsko na innych blogach funkcjonuje i u mnie! Szybko wyłączyłam weryfikację obrazkową i mam ochotę bić pokłony wszystkim tym, którzy musieli się u mnie męczyć 🙂

    8. Zgadza się! Ja miałam na moim pierwszym blogu weryfikację przez ponad pół roku, dopóki jedna z czytelniczek nie dała mi znać, że jest to irytujące. Od razu wyłączyłam, bo sama nie lubię przepisywania tych wszystkich znaczków. A co do reszty – zgadzam się.

      Tylko jeżeli chodzi o konkursy to nie przeszkadzają mi jakieś tam wymogi, chociaż tak jak mówisz zazwyczaj robi się to tylko żeby zakwalifikować się do konkursu/losowania 😉

    9. Dosłownie przed chwilą to zrobiłam. Nie miałam pojęcia, że "mam" coś takiego 🙂

  2. Chciałabym dopisać coś konstruktywnego i odkrywczego do Twojej listy, ale… ujęłaś w niej chyba wszystko, co trzeba! Zgadzam się ze wszystkim, o zgrozo!
    Pozdrawiam serdecznie:)

    1. Bardzo mnie to cieszy, choć to wcale nie jest jeszcze wyczerpany temat 🙂

    2. Wiem, wiem, postaram się monitorować dyskusję i ewentualnie dodawać uwagi xD

  3. Muszę przyznać, że czasami zdarza mi się zmienić godzinę publikacji posta, jednak nie ma to nic wspólnego z tym aby być na pierwszym miejscu na Blogrollach innych. To akurat nie ma dla mnie żadnego znaczenia. Jakiś czas temu zauważyłam, że Blogger posiada problem, który nie zawsze informuje innych o publikacji postów. Zdarzyło się to kilkukrotnie i dlatego od czasu do czasu kombinuję z datami, próbując rozgryźć od czego to tak naprawdę zależy. W końcu jednak napisałam do administratorów w tej sprawie i czekam na odpowiedź.

    Muszę przyznać, że nie zauważyłam tego, iż niektórzy aż tak zmieniają skalę punktową w swoich ocenach. W końcu w wydawnictwach są naprawdę fajni ludzie, którzy rozumieją to, że nie wszystkim dana książka musi się podobać itd. Tylko raz zdarzyło mi się to, że skrytykowałam jakąś książkę i dane wydawnictwo zawiesiło ze mną współpracę. Wychodzę jednak z założenia, że w takich sytuacjach nie ma co się przejmować.

    No to tyle jeśli chodzi o moją spowiedź.

    1. Czyli jednak nie wszystkie wydawnictwa zachowują się na poziomie… Nie ma się co tym przejmować, zawsze czarna owca się trafi 😉

      Co do zmieniania godzin – czym innym jest owe 'kombinowanie' zaraz po publikacji notki, a czym innym ustawianie nowej daty po paru godzinach albo dzień później. Ja dla takich działań wytłumaczenia nie znajduję.

    2. No w sumie masz rację. Nie każdy jednak ma czas na kombinowanie z tym wszystkim na bieżąco. U mnie czasami wychodzi to ze sporym opóźnieniem, ponieważ są momenty, w których po publikacji posta, nie ma mnie na komputerze przez następnych kilka godzin i dopiero następnego dnia zwracam na to uwagę.

      Dziękuję jednak za zwrócenie uwagi. Nie sądziłam, że może to być tak odbierane. Każdy człowiek uczy się na błędach.

    3. Ze mną dwa wydawnictwa zerwały współpracę niezadowolone z recenzji, ale nie żałuję:)

    4. Isadora,
      słusznie, nie ma czego żałować. Również przypomniałam sobie teraz jedną sytuację – nowe wydawnictwo zaproponowało współpracę, przysłało pierwszą książkę, którą uznałam za dosyć średnią, przesłałam im recenzję i kontakt się urwał. Cóż, życie 😉

    5. Pamiętam obszerną dyskusję na bardzo znanym blogu (o ironio, adres wyleciał z głowy, wcale bym się nie zdziwiła, gdyby nie okazało się, że to właśnie któryś z blogów bloggerów, którzy skomentowali tę notkę) o grzechach wydawnictw. I cóż, były takie przypadki, że wydawnictwa, tj. osoby, które były odpowiedzialne za sprawy marketingu i m.in. blogi z recenzjami, oburzały się wielce, że ktoś mógł wystawić krytyczną, ale szczerą ocenę. Nawet doszło do czegoś takiego, że jeśli nie będą pojawiać się opinie pełne zachwytu, to współpraca zakończona…
      Na początku też starałam się mówić w samym superlatywach, ale stwierdziłam, że na dłuższą metę to się nie sprawdzi.
      Tylko się zastanawiam, czy takie sytuacje zdarzają się z wydawnictwami dopiero wkraczającymi na rynek, czy tymi z dłuższym stażem również…
      Troszkę nie na temat, ale spodobała mi się ta wymiana zdań:)

  4. Najbardziej zabawne, o czym pisałam już wielokrotnie, są komentarze blogerów pozostawiane pod naszymi, pisanymi często bardzo długo, postami. Na moim blogu zaznaczyłam jasno:

    "Postarajcie się napisać coś więcej, niż tylko "przeczytam", bądź "nie przeczytam". Ważna jest dla mnie dyskusja, a nie suchy, nic nie wnoszący komentarz. Wasza wypowiedź świadczy o Was, więc miejcie to na uwadze."

    Niestety, nic to nie daje. Wciąż otrzymuję komentarze, w których czytający deklaruje, że albo książkę przeczyta, albo nie przeczyta.

    CO MNIE TO OBCHODZI?

    O wiele bardziej by mnie ucieszyło, gdyby ktoś taki po kilku tygodniach napisał: "Słuchaj, limonka, przeczytałam/przeczytałem polecaną przez Ciebie książkę i naprawdę mi się podobała!". Taki komentarz ucieszyłby mnie znacznie bardziej, niż deklaracja przeczytania danej pozycji (gdyby tak w istocie było, ów komentujący, biegający z bloga na blog i gorliwie zapewniający o przeczytaniu jakiejś książki musiałby przeczytać ich w ciągu roku z 600).

    Gdzie są DYSKUSJE? Gdzie są wrażenia? Gdzie można znaleźć: "Ten bohater, o którym piszesz, szalenie działał mi na nerwy. Jego postępowanie…" itd.?

    W tyłku mam takich odwiedzających! NIE CHCĘ takich czytelników, nie i już! Wystarczająco się namęczyłam na moim drugim blogu, gdzie ludzie pytają (do dziś…), czy zjedzenie jednego pomidora po kolacji sprawi, że przytyją!

    1. WIEM CO JESZCZE MIAŁAM NAPISAĆ!

      Nic mnie tak nie doprowadza do szału, jak słowo…

      S T O S I K! 😀

    2. I to też jest duży problem. Zazwyczaj, jeśli jakiejś książki nie czytałam, to nie komentuję, bo wiem, jakby ten komentarz wyglądał. Chyba, że tematyka naprawdę mnie zainteresowała. Ciężko jest napisać coś o książce, której się w ogóle nie czytało, a czyta się jej recenzję. Wolę poczekam, przeczytać i wówczas skomentować. 🙂

    3. Ostatnimi czasy zaprzestałam pisania komentarzy na blogach. Nie miałam czasu na ich odwiedzanie i spokojne przeczytanie interesujących mnie postów. Zauważyłam, że takim sposobem ilość komentarzy na moim blogu zmniejszyła się diametralnie. Totalnie się tym nie zdziwiłam, ponieważ jakiś czas temu chciałam usunąć z bloga możliwość publikowania komentarzy, jednak chęć dyskusji na temat książki odwiodła mnie od tego.
      Kilka dni temu znalazłam natomiast chwilę, aby przejść po blogach, by poczytać napisane przez Blogerów recenzje. Niektóre z nich skomentowałam i niemalże automatycznie ilość komentarzy pod ostatnim postem na moim blogu wzrosła… Trochę to smutne…

      Zdaje sobie sprawę, że moje komentarze nie zawsze są jakieś ambitne, jednak staram się napisać na temat publikowanych przez innych postów coś wiecej, niż "przeczytam", "nie przeczytam".

    4. Wiesz Olu, z tą liczbą komentarzy adekwatną do Twojej aktywności na innych blogach jest chyba tak, że niektórzy na inne blogi trafiają nie z blogrolla, a właśnie z komentarzy. Ot, klikają na nick, przenoszą się na bloga i już. Zauważyłam taką 'przypadłość' u niektórych. Ale nie oceniam tego, bo każdy ma swój system, według którego porusza się po blogosferze 🙂

      Limonko,
      masz rację z tymi komentarzami. Też kiedyś miałam podobną formułkę, nawet chyba dłuższą i bardziej dosadną 😀

    5. Ha! Też zwróciłam na to uwagę… wychodzi na to, że moje odwiedziny na czyimś blogu warunkują dodanie u mnie komentarza :/

    6. Wiesz, tak to jest już. Czasem trzeba o sobie przypomnieć. Ale nic na siłę.

    7. częste komentowanie jest kolejną formą promocji swojego bloga :>

      nie lubię też "komentarzy grzecznościowych" – ja komentuje u ciebie, ty w rewanżu u mnie – nie komentuje po to, żeby otrzymać komentarz w rewanżu tylko dlatego, że mam na jakiś temat coś do powiedzenia i nie oczekuje w rewanżu niczego 😉

    8. blannche,
      coś w tym jest. Czasem zobaczę u kogoś wiadomość o aktualizacji i zaglądam na blog, którego zasadniczo nie lubię i z którego autorką mam nieco na pieńku, a ona po każdym moim komentarzu wpada tutaj z komentarzem grzecznościowym, standardowo nie wnoszącym nic do tematu. Nie wiem tylko po co 😉

    9. Chwila, moment! Nie wrzucajcie od razu wszystkiego do jednego worka! Zjawisko komentarz za komentarz na pewno istnieje ale czasem wygląda to zupełnie inaczej.
      Przykładowo gdy u siebie czytam komentarz Isadory (wybacz, wypadło na Ciebie bo to ma być przykład autentyczny 😉 ) to często od razu do niej zaglądam, myśląc – skoro była w blogosferze to może wstawiła nową receznję. Jako że jej gusta czytelnicze w dużej mierze pokrywają się z moimi, nie chcę przegapić czegoś, co może mnie zainteresować. Czasem, gdy mam mniej czasu tak jest mi łatwiej dotrzeć do receznji, która mogłaby mnie interesować. A jeśli faktycznie znajduje tam coś nowego to często niedługo po jej komentarzu u mnie, pojawia się mój komentarz u niej…

    10. Hehe, to fakt:) Mam kilku takich blogerów, co do których mam pewność, że ich opinie nt książek są szczere – mam do nich zaufanie, i w dodatku mamy podobne gusta czytelnicze. Jeśli przegapię ich w blogrollu, to wtedy dzięki komentarzowi mogę sobie wejść na interesującego mnie bloga:)

    11. alison,
      właśnie o tym wspomniałam gdzieś tutaj w dyskusji 🙂 Ktoś odwiedza innych według kolejności w blogrollu, komuś innemu łatwiej jest kliknąć w nick pod postem – normalna rzecz, każdy ma swój 'styl'.

      Ale kiedy wiem, że ktoś mnie nie odwiedza, bo jest obrażony za dyskusję o słabych komentarzach, nie rozumiem po co w ogóle do mnie przychodzi 😀

    12. Dyskusja rozwija się w tylu wątkach, że trudno nadążyć 😉 Może to dowód na to, że nie jest z nami jeszcze tak źle i nadal potrafimy uczyć się na błędach 😉

    13. Czytam sobie Waszą dyskusję i przewrotnie myślę, że w odpowiadaniu na komentarz nie ma nic złego, wręcz przeciwnie: to jak odpowiedź na maila, czy na list (coś takiego się kiedyś pisało;-)))
      Ja osobiście lubię, kiedy ktoś reaguje na moje odwiedziny (i nie ma to nic wspólnego z nachalnym promowaniem własnego bloga, tu najbardziej cenię tych, którzy trafili do mnie sami i z jakiegoś powodu zostali na dłużej).
      Bywało, że pisywałam komentarze na blogach, ale było to na zasadzie "mówił dziad do obrazu". Lubię dialog i lubię kiedy ktoś reaguje na to, co piszę. Nie zaglądam już na blogi, których właściciele nie zaszczycają odwiedzających ani odrobiną uwagi. Uważam, że to niegrzeczne. Sama staram się zawsze odpowiadać na komentarze, albo u siebie pod wpisem, albo na blogu komentującego.Zgadzam się jednak z tym, że komentarz powinien coś wnosić, a nie być tylko kilkoma zdawkowymi słowami.
      Pozdrowienia.

    14. Czasem nie zawsze się tak da. Bywa, że np. w danym tygodniu znajduję czas tylko na napisanie recenzji i wysłanie maila, a na odwiedzanie czyichś blogów i odpowiadanie na komentarze czasu już brak. Niemniej również uwielbiam dyskusje w komentarzach i bardzo się cieszę, kiedy takowe się wywiązują 🙂

    15. Ja właśnie też tak mam, że wchodzę na bloga blogera, którego komentarz na blogu innego autora widziałam, zobaczyłam, że ma coś ciekawego do powiedzenia, poczucie humoru, wiedzę na temat, o którym zupełnie nic nie wiem. Wchodzę też na blogi osób mnie komentujących, bo w ten sposób poznałam dziewczynę, z którą rozmawiam na GG od jakichś czterech lat, więc myślę, że warto, że to nawet jest fajne tak po prostu odpisać na czyjś komentarz, może tylko z grzeczności, ale kto wie, co może się z tego narodzić.
      Alison, dokładnie tak! Zobaczę komentarz na blogu, to od razu pomyślę: "O, zerknę, może coś nowego dodała!". Faktycznie zależy po prostu od upodobań, tym bardziej, że np. ja jestem nowa na tym portalu i o czymś takim jak blogroller,czy jak to tam się zwie, pojęcia zielonego do tej pory nie miałam.

    16. Zgadzam się z tym co napisała Ola.

  5. Ad 3- Kiedyś spotkałam się ( nie u mnie, na cudzym blogu) z komentarzem w stylu "super recenzja, bardzo mi się podoba (…)" plus "zapraszam do mnie i tu adres bloga" – tymczasem w poście nie było żadnej recenzji tylko sprawy organizacyjno-informacyjne.

    Ad. 4 – wstawianie banerków i obserwowanie to jeszcze pikuś, mi specjalnie nie wadzi, ale kiedyś napatoczył mi się konkurs, gdzie z 6 warunków było, w tym polecenie konkurs conajmiej 5 osobom, co miał zweryfikować jakiś program…

    Do "grzechów" dodałabym pisanie sztucznych "recenzji" z nieprzeczytanych książek, bo jeśli tekst składa się z z życiorysu pisarza, przekształconej notki na okładce i ogólników o tym jak to mi się podobało i jakie to super, a przy tym zawiera błąd merytoryczny (co osoba , która akurat daną książkę czytała wyłapie) – to trudno mówić o rzetelności.

    1. Do Twojego Ad 3 – zareagowałam gromkim śmiechem. Można sporo takich ludzi spotkać, którzy za wszelką cenę (włącznie z ośmieszaniem się tego typu komentarzami) chcą zdobyć czytelników.

    2. Agnesto, masz sporo racji! Łatwo zorientować się, że ktoś nie przeczytał książki właśnie po tym, że stosuje ten szablon: biogram autora, streszczenie książki (często właśnie z błędem) i parę słów od siebie. Ja w ogóle takie wpisy omijam, bo rozwlekłe opisy książki mnie nie interesują.

      A przykład komentarza z Twojego bloga jest boski! :))

    3. Mnie się zdarzyło kiedyś napisać, że książka nieciekawa, przegadana itd. Dostałam komentarz: "Twoja recenzja zachęciła mnie do przeczytania tej książki." Dalej było zaproszenie do osoby piszącej…

  6. I ja się zgadzam (na temat konkursów, doprowadzających mnie do szału pisałam zresztą kiedyś u siebie), tylko boję się, że jak zwykle pogadamy sobie, pogadamy, pokiwamy głowami, a do głównych zainteresowanych i tak nic nie trafi 🙁

    1. Ja jednak liczę, że coś się zmieni. Po dyskusji nt marnych komentarzy takowe niemal całkowicie zniknęły z mojego bloga.

    2. A zauważyliście, że konkursy z warunkami (typu obserwuj, wklej, czy też dodaj do ulubionych) pokazują się na młodziutkich blogach? Ja osobiście kocham konkursy u moich blogowych ulubieńców gdzie najczęściej jest "wpisz zgłaszam się" i czekaj na (najczęściej przesympatyczną) maszynę losującą :-)))

    3. Też lubię takie konkursy najbardziej. I zawsze sama tak robiłam, ale odkąd jedna blogerka miała problemy z jakimś idiotą czepiającym się ustawy antyhazardowej, postanowiłam wprowadzać zadania, żeby się nikt nie mógł mnie czepiać, że do hazardu namawiam.

  7. Masz rację, cieszę się, że poruszyłaś ten temat. Najbardziej irytują mnie osoby zakładające bloga. Gdy na mojej uczelni dowiedziano się, że prowadzę takiego bloga, to wiele osób chciało też skorzystać z "darmowych" książek, ale gdy usłyszały, że muszą najpierw coś same napisać i się postarać, straciły entuzjazm. Co do egzemplarzy recenzenckich… nie wiem czemu, ale jak na razie nie trafiłam na książkę, którą oceniłabym niżej niż na 4-. Może dlatego, że większość sama wybieram… i nie jest tak, że oceniam w ten sposób, bo książkę dostaję. Staram się być szczera w swoich odczuciach i o tym wszystkim pisać. Wiem, że wielu blogerów pewnie tak nie robi, ale… nic poradzić chyba nie możemy.

    Pozdrawiam i dziękuję za ten temat!

    1. Wiadomo, że jeśli sami wybieramy sobie książki, z reguły wiemy, co nam się spodoba, a co nie, więc ryzyko, że wybór będzie fatalny jest naprawdę nieduże. Mnie się parę słabych wyborów trafiło, ale nie miałam z tego powodu nieprzyjemności. Natomiast nie wierzę, że ktoś czyta same książki zasługujące na 5/5, zwłaszcza, że potem na LC ocenia je zupełnie inaczej. "4-" to i tak ocena dosyć różna od wiecznych 5/5, więc tu się nie przejmuj – nie kwalifikujesz się na listę grzeszników 😀

    2. O, to ja nie chcąc nikogo urazić, czasami pomijam ocenę na blogu, a na LC wstawiam taką, jaką uważam. Ale to chyba nie jest dobre rozwiązanie :/

    3. Limonko, czym innym jest jednak wystawienie na blogu oceny 5/5 a potem gdzie indziej 5/10 😉 Więc nie masz się co przejmować, o ile wystawiasz szczerą opinię 🙂

    4. Długo się nad tym zastanawiałam. Gdy kilka dni temu rozmawiałam z moim partnerem na temat oceniania książek, które w ogóle mi się nie podobają (recenzyjne), on powiedział, że moim zadaniem nie jest ZJECHAĆ tę, czy inną książkę, bo to nie sztuka. Zasugerował mi, bym skupiła się na tym, co MOŻE SIĘ w niej PODOBAĆ. Jeśli nie mnie, to innym. I to faktycznie działa, choć czasami naprawdę mam problem ze znalezieniem jakichkolwiek pozytywów 🙂

    5. Robię dokładnie to samo. Wychodzę po prostu z założenia, że szacunek należy się zarówno autorowi, jak i wszystkim, którzy włożyli wysiłek w postanie książki oraz fanom danej twórczości. To, że mnie Pratchett nie podszedł nie znaczy, że zjadę go od góry do dołu, bo to nie o to w tym chodzi.

    6. Ja tez staram się szukać w książkach, które mi nie przypadły do gustu, pozytywnych stron. Nie chcę swoją oceną nikogo zniechęcać bo uważam, że każdy powinien sobie wyrobić swoje zdanie o danej pozycji czy autorze. Ja nie sugeruję się opiniami blogerów i często sięgam po książki nisko przez nich oceniane. Fakt-kilka razy ta ocena potwierdziła się i u mnie, ale wielokrotnie dana książka przypadła mi do gustu pomimo złych recenzji innych. Wiadomo każdy ma inny gust. I denerwują mnie komentarze w stylu- z pewnością nie sięgnę po książkę dzięki Twojej niskiej ocenie tej pozycji. ;/

    7. Prawda? Mnie również takie kategoryczne skreślanie książki nie odpowiada. No, chyba że ktoś wskazuje jakieś jawne uchybienie/wątek czy inny czynnik, który wybitnie mi nie leży. Wtedy raczej ciężko byłoby mnie przekonać.

    8. Ja robię dokładnie to samo. Nigdy do końca też nie "ufam" recenzjom, bo wiem, że ilu jest ludzi tyle opinii i zanim sięgnę po jakąś książkę, raczej rzadko kieruję się recenzją. Wolę sama sprawdzić i ocenić. Są, oczywiście wyjątki. A w recenzji każdy wyszukuje w danej książce coś zupełnie innego- na inne rzeczy zwraca uwagę i to jest naprawdę fajne. Szkoda, że to "urozmaicenie" jest takie mało popularne wśród blogerów (widziałam przypadki, kiedy to dany bloger niemalże kopiować wypowiedź innego blogera- ciężko jest komuś takiemu udowodnić, że stworzył recenzję-plagiat, w końcu wyprze się i powie, że miał dokładnie takie samo zdanie… szkoda tylko, że tak samo uchwycone…) Marketing szeptany to potężna machina, nikt tak naprawdę w internecie nie może być pewny tego, co kto mówi- czy prawdę czy też nie. Podpadają moje słowa w paranoję, ale czy nie każdy z nas zastanawiał się nad tym ile prawdy jest w słowach, które czytamy (nie tylko na blogach ale i w artykułach itp.)?

      Troszkę się zapędziłam w rozważaniach, chyba 😉

    9. Myślę, że to nie jest zapędzanie się. Na pewno wśród blogerów są i tacy, którzy piszą na zamówienie i jednym z ich zadań jest robienie szumu wokół jakiegoś tytułu 😉

  8. Świetnie to ujęłaś! Mam nadzieję, że blogerzy wyciągną z tego jakieś wnioski 🙂

    Pozdrawiam ciepło – Karolka

    1. Również mam taką nadzieję, chciałabym, aby ta dyskusja pchnęła nas do pozytywnych zmian 🙂

  9. Żadnego z tych grzechów chyba nie popełniam. Też drażnią mnie te "hieroglify" przy komentowaniu – naprawdę tego nie rozumiem. Jak ktoś koniecznie chce kontrolować wpisy innych osób to lepszą opcją jest zatwierdzanie komentarzy.
    Mnie jeszcze denerwuje jedna sprawa. Niechlujność bloga. Nie chodzi tu o teksty, ale o wygląd. Odstrasza mnie pstrokacizna, za mała czcionka, nierównomiernie przesuwające się części bloga. Jestem zwolenniczką minimalizmu i prostoty. Zdaje też sobie sprawę, że są gusta i guściki, dlatego ta niechlujność może drażnić tylko i wyłącznie mnie 😉
    A błędy ortograficzne i dziwne twory stylistyczne są dla mnie totalnie nie do przyjęcia. Każdemu zdarzają się błędy, ale już kilka razy natknęłam się na recenzje, których w ogóle nie potrafiłam zrozumieć.
    I jeszcze jedno – wiele blogerów współpracuje z wydawnictwami. I dobrze. Ale nagle jest tydzień, gdzie na kilkunastu blogach pojawia się recenzja tej samej książki. Tu wina leży chyba jednak po stronie wydawnictw. Chociaż blogerzy mogliby być bardziej wyczuleni na to, co dostają i czy nie jest to już zbyt popularne.

    1. Podobnie jak Ty, nie trawię kiczu, przesytu, drobiazgowości, a zwłaszcza w szatach graficznych. Również stawiam na minimalizm. Według mnie taki styl odbierany jest jako dojrzałość blogera. Ale są gusta i guściki. Wszelkie bannerki i inne "śmieci" umieszczam pod postami, aby mi i czytelnikom nie przeszkadzało w przeglądaniu bloga. Także co jak co, ale sama nie jesteś w tym poglądzie. 😉
      Pozdrawiam

    2. Na forum również zwrócono uwagę na kwestię wyglądu. Pstrokacizny czy mało wyraźne czcionki faktycznie są źle odbierane. Ja, kiedy wygląd bloga wybitnie mi 'nie leży' zwyczajnie wyłączam przeglądarkę. Szanuję mój wzrok, słabowity jest.

  10. Pod punktem 3. podpisuję się wszystkimi kończynami. No nic mnie tak nie wkurza jak komentarz w rodzaju "fajna książka, ale nie dla mnie". Być może ktoś poczuje się tym urażony, ale … mnie to naprawdę denerwuje.
    Na debacie blogerek w Poznaniu, doszłyśmy do wniosku, że egzemplarze recenzenckie cieszą do czasu, potem stają się niepotrzebnym balastem i ma się coraz mniej czasu na czytanie tego, co się lubi najbardziej. Szczerze – ja doszłam do takiego etapu. Prowadząc bloga czwarty rok, chcę znowu czytać to, na co mam ochotę.

    Co dalej… zdarzyło mi się nie raz przeczytać recenzję, w której natknęłam się na bardzo zbieżne z moimi sformułowania. Ok, ktoś może mieć podobne zdanie na temat danej książki, ale … sposób w jaki piszę jest dość charakterystyczny i .. dziwne jest, że ktoś wstrzelił się w to niemal 100%. Nie robiłam nigdy z tego afery, nie jestem pępkiem świata, ale … nie rozumiem kopiowania czyjejś opinii. Wiadomo, wszyscy się wzajemnie sobą inspirujemy, ale … no odrobina szacunku dla czyjejś pracy.

    Konkursy pominę milczeniem. Banerki, lajki i te inne. Wyrośniemy z tego. Mam nadzieję.

    Nie lubię nadmiaru grafiki na blogach -czytaj banerki, pierdołki, odnośniki do mnóstwa rzeczy. Chcę przeczytać recenzję, a czekam mnóstwo czasu, aż strona mi się wczyta.

    No i teraz mój największy zarzut, boli mnie to od dawna, zbieram się do notki na ten temat. Może tutaj rozpocznie się konstruktywna dyskusja w temacie i uda się.
    Mam wrażenie, że na większości blogów pojawiają się tylko i wyłącznie recenzje nowości. Jasne, że spowodowane to jest współpracą z wydawnictwami, portalami etc. Tęsknię, cholernie tęsknię za światem blogów książkowych sprzed 3-4 lat, kiedy były one prawdziwą inspiracją. Kiedy naprawdę po przejrzeniu blogów zapisywało się mnóstwo ciekawych tytułów, kiedy pojawiały się inspirujące wyzwania literackie. Teraz… zdarza mi się, że przez tydzień nie zapiszę sobie czegoś do przeczytania "na później". Smutne jest to, że pojawia się kolejny blog, początkowo recenzje na nim to książki z domowej kolekcji, pobliskiej biblioteki, a potem… znowu same nowości. Boli mnie to. Serio. Nie ma przyjemności w czytaniu kilkudziesięciu recenzji na temat tej samej książki.

    Tyle. Nikogo nie atakowałam, wyrażam swoją prywatną opinię. Wszystkich mocno pozdrawiam!
    Klaudyna – czapki z głów za odwagę! Brawo!

    1. Zgadzam się z Tobą. Ostatnio same nowości. Owszem, spodobają mi się pewne książki, które recenzują, ale nie mam możliwości wydawania kolejnych stów, aby ją przeczytać. Między innymi dlatego współpracuję z wydawnictwami. Nie jest to ogromna ich ilość. Dlatego przynajmniej raz w tygodniu odwiedzam bibliotekę i czytam książki, które odeszły już w zapomnienie. W pewnym sensie.
      Pozdrawiam

    2. Coś w tym jest z tymi nowościami, sama chciałam o tym napisać kiedyś. Problem jest tu taki, że mało popularne tytuły nie cieszą się zainteresowaniem blogerów. Zrecenzowałam parę książki, które nie są nowościami i klasykami, przez co nie wzbudziły żadnego zainteresowania. Bo o nowościach można pacnąć szybki komentarz: "wszyscy o niej piszą, bardzo chcę ją poznać", a o klasykach: "koniecznie muszę nadrobić, to w końcu klasyka". Reszta książek nie wpisuje się w te ramy, więc blogerzy za nimi nie szaleją 😉

      W ostatnim czasie również trafiłam na recenzję bardzo podobną do mojej. Kiedy zaczęłam ją czytać cieszyłam się, że ktoś myśli podobnie, ale kiedy trafiłam na zdanie żywcem skopiowane z mojej recenzji mało nie wyszłam z siebie. Również nie robiłam z tego afery, ale blogera mam pod obserwacją 😉

    3. A ja z kolei nie wiem, czy te nowości to coś naprawdę "złego". Ja na przykład nie sram (za przeproszeniem) pieniędzmi i nie mogę pozwolić sobie na kupowanie nieograniczonej liczby książek, ale za to biblioteki, z których korzystam, są wyposażone naprawdę doskonale i praktycznie zawsze trafiam na coś nowego, lub na nowość (o ile pojawia się to, co chcę) się zapisuję. Biegam też pomiędzy regałami i czytam trochę staroci, ostatnio liznęłam trochę klasyki, ale z kolei czasami chęci brak na recenzowanie wszystkiego. Wiem jednak, co masz na myśli. :)))

    4. Stosunkowo rzadko sięgam po książki należące do klasyki. Nie chcę się już rozwodzić nad przyczynami tego zajścia, jednak tak właśnie jest. Jeśli zaś chodzi o nowości, to chętnie po nie sięgam, jednak z recenzjami niektórych z nich wolę odczekać jakiś czas, byleby tylko ominąć chwilę, w których kilku blogerów pisze na temat tej samej książki. Nie zawsze oczywiście jest to możliwie. Momentami myślę sobie, że mogę dodać opinię na temat jakiejś książki, kiedy mi się tylko podoba. Z drugiej strony, miewam w takim sytuacjach lekkie poczucie winy. Nie wiem czym jest to spowodowane, ponieważ staram się czytać jedynie te książki, które mnie interesują…

    5. Co do czytania nowości. Samo w sobie to nie jest rzecz jasna złe. ALE chodziło mi konkretnie o sytuację (i tu chyba bardziej wina po stronie wydawnictw, a nie samych blogerów) kiedy dany tytuł pojawia się w ciągu tygodnia na 30-40 blogach.
      Klaudyna – zgodzę się, że książki, które są mniej popularne, są po prostu poza zainteresowaniem blogerów. Jasne, zgadzam się. Ale zwyczajnie boli mnie to, że mało któremu blogerowi/blogerce chce się szukać czegoś innego. Mnie boli – to jest ważne w tej wypowiedzi 🙂

      A co do podobnych recenzji – Klaudyna ja też mam oko na ten blog. Będę czujna 🙂

    6. W zeszłym roku Znak Emotikon wysyłał książkę miesiąc wcześniej i zaznaczał, że recenzja może pojawić się dopiero konkretnego dnia. Wtedy faktycznie większość recenzujących wyskakiwała z recenzją i był totalny zalew jednego tytułu 🙂 Podobnie dzieje się z tytułami bardzo popularnymi, długo wyczekiwanymi – zaraz po premierze wielu fanów chce o nich napisać.

    7. Mówimy tu (czytaj powyżej) o wyjątkowych sytuacjach, masowej akcji marketingowej.
      Cały czas, dość nieporadnie, piję do tego, że na większości blogów są recenzje TYLKO egzemplarzy recenzenckich. Ja doskonale wiem, z czego to wynika, mnie też nadal straszy stosisko ogromne zaległości. Po prostu… wydawnictwa weszły mi na głowę, ja się troszkę zachłystywałam, ale teraz mówię dość. Chcę czytać to, na co mam ochotę. Jak kiedyś. Bo … książkę na którą mam wielką ochotę albo sobie kupię – jak nie teraz, to później, albo wypożyczę z biblioteki. Ta pogoń za nowościami mnie – w kontekście osobistym i ogólnoblogowym – nieco przeraża. Bo przecież klasyka leży i kwiczy, literatura wydana kilkanaście lat temu – to samo. Nowości są ok, ale nie w nadmiarze.
      Pisząc o tym ganię również siebie.
      Klaudyna, co za temat! Ile emocji! Dawno mi się tak nie chciało udzielać w blogosferze! serio! Uściski!

    8. Niestety na większości blogów są tylko nowości i nowości… wiadomo z czego to wynika :> A prowadzi do tego, że wielu fajniejszych i wartościowszych książki sprzed lat nikt się nie tyka, bo nie ma czasu. Swoją drogą ogromnie żałuje, że wydawnictwa nie godzą się na szersze recenzowanie tych starszych i klasycznych pozycji. Ostatnio zaczęłam "recenzować" dla LubimyCzytać.pl i boję się, że zaniedbam to co lubię w literaturze najbardziej tj. uznane książki sprzed lat … Trzeba ciągle pamiętać aby się nie zatracić swojego gustu i radości czytania.

    9. Absolutnie zgadzam się z tym, co piszesz. Zastanawia mnie fakt, że tyle osób decyduje się na recenzowanie masy książek, które potem "wchodzą im na głowę". Co daje taka współpraca z wydawnictwami, że tak wielu blogerów się na nią decyduje???
      Szczerze mówiąc, zakładając bloga z moimi książkowymi przemyśleniami nie zdawałam sobie sprawy, że recenzowanie dla wydawnictw jest takie nagminne…
      Czy to przypadkiem nie odbiera radości czytania?
      Pozdrawiam.

    10. Nowości też kiedyś zejdą na dalszy plan, także czasem można śmiało przejść do tych starszych, z większym stażem. 🙂
      Aczkolwiek giną one pod nadmiarem recenzji nowości, jak same tu piszecie. Smutne, niestety.

    11. orchisss,
      wiesz, ja generalnie książki, które dostaję do recenzji uznaję za takie, na które mam ochotę. Może nie zawsze danego dnia, ale po to wybieram tytuły, które mnie interesują, żeby do lektury podchodzić z przyjemnością. Rozumiem oczywiście, że to może być taki skrót myślowy i chodzi po prostu o takie tytuły, co do których nie jesteśmy zobowiązani, ale ja bym się tym nie przejmowała – potrzebuję przeczytać coś innego, niż książkę od wydawnictwa, to robię to, terminy mnie nie gonią 😉

      Wiele było już przypadków, kiedy blogerzy rezygnowali ze współpracy z wydawnictwami, bo nie dawali rady ze zobowiązaniami, nie czuli się fajnie z zalewem nowości – to powinno pokazać młodym blogerom, głodnym "darmowych książek", że to wcale nie jest taka różowa bajka.

  11. Mnie osobiście nie denerwują te weryfikacje aż tak bardzo. Owszem, są pewnym utrudnieniem, zabierają czas, ale jak bloger chce, to wpiszę tekst. Żaden problem. 🙂
    Co do polubienia strony na facebook'u, aby wziąć udział w konkursie… Na dodatek obowiązek! Ten, kto odwiedza stale stronę, polubi z własnej, nieprzymuszonej woli. Ale ten, kto chce zdobyć darmową książkę, owszem, polubi…
    Za dużo emocji się we mnie kotłuje. Błędy ortograficzne, które przemilczałaś, są chyba największym problemem. Dziwi mnie to, że takie osoby współpracują z wydawnictwami. Rozumiem, że można popełnić błąd składniowy itd., bo nie powiem, sama czasem je popełniam (ale wciąż się uczę!). Ale błędy ortograficzne? Jesteśmy Polakami, więc język polski nie powinien być dla nas czarną magią. Od czego są słowniki?

    1. Zasadniczo chyba każda przeglądarka podkreśla błędy, więc jest to zwyczajna ignorancja 😉 Ale gdybym miała jeszcze ten temat włączyć do dyskusji, chyba byśmy tu wszyscy utonęli.

      Co do weryfikacji – jeśli natrudziłam się z komentarzem, to oczywiście przepisuję treść obrazka, ale i tak zgrzytam wtedy zębami.

    2. I właśnie ta ignorancja boli mnie, czytelnika, najbardziej. Chociaż to, że w recenzji bloggerów pojawiają się błędy, to jeszcze nic. Gorzej, jeżeli błędy popełnia tłumacz książki. Tego znieść już nie mogę.

    3. Cóż, mieszkam poza granicami Polski i nie zawsze mogę instalować polską weryfikację. Już i tak podpadam, że z uporem maniaka instaluję gdzie popadnie polską czcionkę 😉 Ale o czym to ja chciałam… ja tam byłabym bardzo wdzięczna, gdybyś po prostu na priv mi napisała, że w moim tekście wypatrzyłaś błąd. Raz już zdarzyła mi się taka sytuacja, w ogóle nie byłam świadoma, że popełniam taki błąd a po miłej informacji zapamiętam właściwą pisownę do końca życia 😉

    4. Oj, to prawda. My jesteśmy tylko czytelnikami, amatorami w świecie piszących. Tymczasem tłumacz/redaktor/korektor dostają pieniądze za robotę, którą często wykonują bardzo słabo.

    5. – alison2: jeżeli dopatrzę się u Ciebie błędu, oczywiście dam Ci znać. 🙂 Na szczęście nic mnie u Ciebie nie gryzło w oczy.
      A jako uczennica klasy humanistycznej, zwracam dużą uwagę na ortografię. 😉
      – Futbolowa: masz rację. Szkoda, że tłumacz często nawala, bo książka, która ma szansę być bardzo popularna ze względu na swoją wartościowość, jest pomijana ze względu na błędy w tłumaczeniu.

    6. Meow będę niezmiernie wdzięczna, choć mam nadzieję, że nie będziesz miała okazji czegokolwiek mi wytykać 😉

    7. alison,
      ja akurat mam w zwyczaju zwracać innym uwagę na błędy, więc jak namierzę u Ciebie, na pewno dam znać. Po prostu wiem jak to jest – człowiek czyta swój tekst sto razy i jest do niego tak przyzwyczajony, że nie wychwyci niektórych błędów. Fajnie jest mieć weryfikatora, który spojrzy 'świeżym' okiem, dlatego często po publikacji proszę mojego Marcina, żeby skontrolował treść 😀

    8. No niestety, mój Thomas raczej mi w tej kwestii nie pomoże 😉 Niezmiernie się cieszę, że Ty również jesteś gotowa tak po ludzku zwrócić uwagę, choć będę robić co w mojej mocy, by nie dać Ci na to szans 😉

  12. "blog jest jak świątynia" <– muszę przyznać, genialne sformułowanie. Muszę zapamiętać na przyszłość. Ja ogólnie ze wszystkim się zgadzam, choć nie powiem, żebym sama była święta. Jeśli interesują mnie książki jakiegoś wydawcy i chciałabym je przeczytać, a on sam się do mnie nie zwraca, to piszę do niego. Jeśli mi nie odpowiada… no wtedy czuję się daremnie, czuję się .. no nie jak sęp, ale zaraz mam wrażenie, że ze mną, lub z moim blogiem jest coś nie tak. Że pisane przeze mnie recenzje się nie podobają, że nie przypadła do gustu szata graficzna, że … czort wie co jeszcze. Bo jeśli nikt mi nie odpowiada to musi być coś nie tak nie? Choć wiem, że jest druga strona, że wiele wydawców nie odpowiada wcale albo odpowiada po wielu miesiącach. Ale to temat na zupełnie inną rozmowę. Interesującym aspektem jest też weryfikacja obrazkowa. Mnie ona niezmiernie denerwuje na blogach.. i wielokrotnie chcę wstawić komentarz, wyskakuje weryfikacja i… myślę sobie coś bardzo, bardzo krytycznego… i rezygnuję z tego komentarza. Szkoda mi czasu… Zmiana dat i godzin również jest .. dziwna. Ja z tej opcji nie korzystam, rozumiem, że niektórzy mogą mieć powód by to wykorzystywać (mniej lub bardziej uczciwy). Mnie osobiście irytuje gdy wchodzę na jakiś post i okazuje się… że czytałam go dzień wcześniej (zwykle po powrocie z pracy otwieram po prostu wszystkie nowo wstawione posty i robię sobie prasówkę).

    1. O tak, właśnie to najbardziej uwielbiam 😀 Blogerów, którzy każdego dnia promują te same notki. Myślę sobie – a nuż coś nowego dopisał, a nuż coś ciekawego mu się po opublikowaniu recenzji przytrafiło. A tu ni chuchu, chciało się znowu być na szczycie 😉

      O weryfikacji obrazkowej nie każdy wie, dlatego w ogóle zwróciłam uwagę na ten problem. Być może ktoś zmieni ustawienia i wszystkim nam będzie lepiej 🙂

      A co do wydawnictw – niektóre mają pewnie tyle współprac, że po prostu nie dają rady wszystkim odpisywać. Wiem po sobie, że czasem odczytam jakąś wiadomość, mówię sobie, że odpiszę jak wrócę/jak zjem/potem i zwyczajnie zapominam. Jeśli wiadomości mogą tak umykać w mojej skrzynce, to co dopiero u takiego wydawcy, który dziennie dostaje 10x więcej wiadomości 😉

    2. Klaudyna, ja nawet nie wiedziałam, że blogerzy robią coś takiego, jak "posuwanie się w górę" na listach z aktualizacjami. Chyba dlatego, że nie chcę u siebie takiej listy i nigdy jej nie miałam. Co obserwuję, to obserwuję 😛

    3. Ano, kilku blogerów robi nagminnie tę aktualizację. Straszne to -.-

    4. Ja jestem jednak opóżniona technicznie, długo, bardzo długo zastanawiałam sie dlaczego "stare" tzn. sprzed kilku godzin pojawiają się nagle, jako pierwsze:( wstyd:), dopiero tutaj otworzyłyście mi oczy. Też mnie to irytuje maksymalnie.

    5. Widać ani ja, ani carpelibrosi nie jesteśmy odosobnieni w tej irytacji 🙂

    6. Aneta a ja to zjawisko obserwowałam ale gdyby nie ten post pewnie w ogóle bym nie wpadła o co chodzi 😉
      Chociaż przyznaję, że raz miałam podobny problem jak Lena (nowy post nie wyświetlał się na blogach) i gdybym wiedziała, że w ten sposób można temu zaradzić, pewnie też bym to wyjątowo zrobiła…

    7. Boszsz, ale jestem zacofana, zastanawiałam się, jak to możliwe, że te same blogi wskakują mi stale na górę listy xD
      Właściwie tak sobie czytam i powiem Wam, że męczy mnie trochę cała ta otoczka blogowania. Założyłam bloga, żeby mieć fajne miejsce do umieszczania moich wrażeń z lektury, by móc je zapamiętać (na początku), potem – żeby się podzielić swoją opinią z innymi i szczerze stwierdzam, że wolałabym mieć kilku obserwatorów dyskutujących ze mną w pełnym znaczeniu tego słowa, niż mnóstwo martwych dusz, które mnie tylko dodają do obserwowanych :/

    8. Isadora,
      od razu nasuwa mi się kolejny problem. Problem osób, które gdy ktoś je doda do obserwowanych, czują się w obowiązku zrewanżować tym samym. A ja np. kompletnie nie zwracam na to uwagi i listy obserwowanych prawie w ogóle nie… obserwuję 😉

      Natomiast zgadzam się z tym, że lepiej mieć mniej czytelników na poziomie, niż więcej nachalnych ignorantów 😉

    9. Isadora masz rację. Mnie na maksa irytuje komentarz 2 dziewczęć (wiem nie po polsku, ale idealnie mi pasuje do tych panienek)- zawsze ten sam"ksiażka nie w moim stylu". Nosz kurcze to: nie pisz nic, jak masz tak bzdurnie pisać, a poza tym skąd może wiedzieć, skoro nie czytałaś?

    10. Tak, jedno dziewczę i na mnie się uwzięło 😀

      Boże, pamiętam, jak STRASZNIE było mi wstyd, kiedy aktualizowałam wszystkie swoje posty, po roku i 2 miesiącach prowadzenia – zmieniałam adres i chciałam sobie wyczyścić Linkwithina (co, oczywiście, się nie udało i dalej polecane linki idą w czeluść starego adresu) i nawaliłam Wam za przeproszeniem kupę kupy (^^) w tym blogrollu na bloggerze (na stronie głównej), przewinęło Wam się dobre ponad 50 postów w ciągu godziny…

      Czasem się zastanawiam, czy jak zmieniam coś jeszcze, poprawiam w mojej recenzji, to czy jak aktualizuję, to aktualizuje się też godzina. Nie zauważyłam tego u siebie, ale kurczę, teraz się będę bała, że tak się robi i pomyślicie, że promuję się na siłę 😀

    11. Nic się nie bój, kochana. Automatycznie nic się nie zmienia, musiałabyś celowo zmieniać godzinę 😉

  13. Cieszę się, że poruszyłaś sprawę weryfikacji obrazkowej. Już kilka razy delikatnie zasugerowałam komuś wyłączenie tej opcji i za każdym razem w odpowiedzi przeczytałam, że osoba w ogóle nie miała pojęcia, że coś takiego ma włączonego. Tak więc apeluję, jeżeli u kogoś widzicie weryfikację obrazkową, napiszcie o tym właścicielowi bloga, istnieje duże prawdopodobieństwo, że to paskudztwo wyłączy.

    Nie do końca zgadzam się natomiast z opinią na temat konkursów. Właśnie trwa na moim blogu mój pierwszy konkurs. Nie, nie wymagam lubienia czy obserwowania, wprowadziłam za to dodatkowy los dla tych, którzy obserwowali mnie przez te 6 miesięcy, podczas których nie było konkursu a mimo to mnie odwiedzali. Poprosiłam za to o wstawienie bannerka. Po pierwsze stworzyła go dla mnie inna osoba i chciałam, by jej praca została doceniona. Po drugie jakaś forma promocji jest chyba dozwolona? Z całym szacunkiem, ale kto z nas blogowiczów ma czas na buszowanie po Internecie i wyszukiwanie nowych, ciekawych blogów? Ja z trudem wyrabiam z tymi, które już znam i doceniłam. Czasem jednak, jeśli zauważę gdzieś banner do bloga, którego nie znam to wchodzę, by się przekonać, czy warto się nim na dłużej zainteresować. Możemy oczywiście trzymać się teorii, że jak ktoś dobrze pisze to zostanie zauważony ale sama znam dwa blogi szalenie interesujących osób, które publikują naprawdę ciekawe teksty na które właśnie ze względu na brak jakiejkolwiek promocji nie ma odzewu…

    1. Ale promować można się na różne sposoby, zwłaszcza biorąc udział w merytorycznych dyskusjach 🙂 Jasne, banner to nie jest jeszcze największe zło – kto nie chce, ten nie musi przecież takowego wklejać u siebie [zwłaszcza, kiedy dba o minimalistyczny wygląd bloga]. Nie jest jednak fajne zmuszanie do polubienia/obserwowania/polecania konkursu 'x' osobom, żeby walczyć o nagrodę. Każdy oczywiście ma prawo do swoich warunków i kto je akceptuje, ten nie ma problemu – bierze udział w konkursie. Nie zmienia to jednak faktu, że na carpelibros wiele osób zwróciło na to uwagę.

    2. Jak najbardziej można, jeśli ma się na to czas 😉 Ja już i tak mam wrażenie, że za dużo czasu spędzam w blogosferze a nie wiszą nade mną żadne zobowiązania (mieszkam w Niemczech więc do wydawnictw nawet nie mam co się dobijać 😉 ), co dopiero osoby, które muszą się z czegoś wywiązywać. Bannerek jest dla mnie taką formą promocji czegoś, w co włożyłam już sporo pracy i chciałabym by ktoś zwrócił na nią uwagę.

      Zmuszanie do polubienia czy obserwowania (polecania innym? to dla mnie nowość) to już oczywiście inna kategoria i mam nadzieję że ten post wpłynie na zakres tego zjawiska 🙂

    3. O polecaniu innym wspomniała wyżej Agnesto, strasznie mnie to ubawiło 🙂

      A niemieckie wydawnictwa? Na pewno mają tam też blogerów książkowych 🙂

    4. Pewnie że mają, choć tutaj jest chyba zdecydowanie mniejsze zainteresowanie. Kiedyś trafiłam na stronę wydawnictwa, które nawet umieściło specjalny odsyłacz przy opisie każdej książki – Chcesz tę książkę w zamian za recenzję? Zgłoś się! 🙂
      Póki co moje zdolności językowe nie są jeszcze wystarczające, bym się na coś takiego odważyła ale w przyszłości nie wykluczam 😉

    5. Chyba, że tak 🙂 W takim razie życzę powodzenia i dużo samozaparcia w nauce języka 😀

    6. Jak ja zrobiłam u siebie konkurs, to umieściłam też banner, zaznaczając, że włożenie go do siebie jest opcjonalne. Nie kazałam nikomu lajkować, ani obserwować… A najdziwniejsze jest to, że po zapisaniu się do konkursu większość i tak obserwowała mnie ni stąd ni zowąd – wszyscy już tak są do tych zabiegów przyzwyczajeni ;D

    7. Nyx u mnie było podobnie 😉 Załóżmy bardzo optymistycznie, że część po prostu uznała, że warto do nas od czasu do czasu wracać 😉

  14. Mogłabym podpisać się rękami i nogami pod tym, co napisałaś. Strasznie denerwuje mnie weryfikacja obrazkowa i spamowanie w komentarzach. Irytujące jest to okropnie. Denerwują mnie też króciutkie komentarze. A i co z tego, że zaznaczyłam to na blogu (w formularzu wiadomości komentarza), skoro i tak piszą "przeczytam", "nie przeczytam", "tym razem spasuję" itd. itp. Czy to tak trudno napisać coś więcej – np. "nie przeczytam, bo nie lubię tego autora/nie przepadam za tą tematyką"? Od razu lepiej czyta się takie dłuższe komentarze, a nie bezsensowne równoważniki zdań…

    Świetny temat poruszyłaś, naprawdę, może do innych to przemówi 🙂

    1. O właśnie. Póki ktoś uzasadnia dlaczego przeczyta/nie przeczyta, jest to całkiem znośny komentarz. Doskonale rozumiem, że nie da się wiele powiedzieć o książce, której się nie zna 😉

    2. Dokładnie. Sama czasami nie mam siły już zostawiać długich i wyczerpujących komentarzy, bo trochę tych blogów jest, ale staram się 🙂

  15. Uwielbiam dyskusje, uwielbiam kontrowersje i uwielbiam niespodziewane… docenianie! 🙂 Jestem miło zaskoczona tym forumowym wyróżnieniem odnośnie moich komentarzy, ale muszę przyznać, że na forum tym nie byłam jeszcze nigdy. Weszłam teraz i muszę się odnaleźć w całej tej rzeczywistości, ale pewnie niedługo pojawi się tam nowa członkini dyskusji wszelakiej Zaakcentowana 😉
    Tutaj mogę podziękować za te miłe słowa, bo są niezwykle motywujące, szczególnie jeśli się tak olewa bloga, jak ja ostatnio… wstyd, ale obiecuję poprawę. Zmotywowałaś mnie, Kreatywo! 🙂

    Ale dość już tej prywaty! Problemy/irytacje/wnerwy lub jakkolwiek nazwać to, co znalazło się powyżej faktycznie w społeczności blogowej daje się we znaki. I chociaż o paru takich punktach nie miałam pojęcia (jak np. o zmianie daty), tak w przypadku reklamowych (a raczej chyba antyreklamowych) komentarzach wiem i mam podobne zdanie. Blogów miałam już miliony, przesiedziałam dziesiątki godzin przed komputerem i z czystym, ale bolącym mnie sumieniem przyznaję, że na zatrważającą ilość głupiutkich, cukierkowych "komciooofff" przypadała śladowa ilość takich opinii i refleksji, które zapadały w pamięć, wnosiły coś nowego, czy zwyczajnie świadczyły o tym, że danego czytelnika w ogóle obchodzi to, co się pisze.

    Ponieważ jestem jeszcze w miarę początkująca i raczkująca w tej blogowej sferze recenzji, książek i różnych -holików, też odwiedzam, też zapraszam i też promuję. Ale najważniejszy w tym wszystkim jest dla mnie cel, dla którego wchodzę na strony. A nie jest to reklama, tylko poznanie Was, poznanie opinii, poglądów, sposoby pisania, stylu i innych. Mówię konkretnie o tym, bo właśnie ten problem z poruszonych denerwuje mnie osobiście najbardziej.

    Reklama ok – ale nie za wszelką cenę. Nie róbmy z siebie martwych, neonowych billboardów, tych wystarczy na ulicach. Żyjmy na tych blogach i zostawiajmy ślady blogera rozumnego 😉

    1. A na Twoim blogu, w wizytówce, zamiast polskich liter wyświetlają mi się maleńkie znaki zapytania 🙂
      Chyba czcionka nieodpowiednia dla polskich znaków 😛

    2. Czapki z głów! Kreatywa miała rację, że co do komentarzy, Ty piszesz interesująco. Aż miło mi się czytało. Zwłaszcza, że w swojej wypowiedzi umieściłaś wszelkiego rodzaju metafory. Nie napisałaś utartym schematem, jak to robi znaczna część bloggerów w tej naszej krainie. 😉

    3. I to jest właśnie to – dobry komentujący naprawdę zostanie dostrzeżony. Nawet jeśli na końcu zaznaczy, że właśnie wszedł do blogosfery i zostawi adres, to jeśli jego komentarz jest ciekawy, inspirujący i merytoryczny – człowiek z chęcią do takiego zajrzy 🙂

    4. Nawet nie wiecie, jak mi teraz słodko ! 🙂 Jeszcze dzisiaj siądę i napiszę nową notkę. I zacznę pisać regularnie. Mobilizujecie mnie! Dziękuję.

      Limonka, co do znaków zapytania w wizytówce, u mnie jest wszystko w porządku – polskie znaki wyświetlają się normalnie. Ale sprawdzę to jeszcze i pozmieniam w razie czego. Dziękuję za dostrzeżenie! 🙂

    5. U mnie też wyświetla się dobrze, ale to chyba zależy od pakietu czcionek, jakie ktoś ma wgrane u siebie. Jeżeli korzystasz z projektanta, to tam przy wyborze czcionek korzystaj tylko z tych podstawowych, wymienionych ponad kreską. Wtedy nie będzie problemu 🙂

      Cieszę się, że dostałaś pozytywnego kopniaka motywacyjnego 🙂

    6. Ale pakiet podstawowy wydaje mi się ograniczony 😉 żadna z tamtych czcionek mnie nie przekonuje… kurczę, trzeba pomyśleć. Mam nadzieję, że chociaż tekst postów jest ok?

    7. U mnie wszystko jest okej, bo mam wgrane chyba wszystkie możliwe czcionki 😀

  16. Ha, ja się całkowicie z Tobą zgadzam! A najbardziej z punktem 7, bo mam wrażenie, że część 'recenzentów' to takie sępy, które tylko szukają i węszą, od jakiego wydawnictwa by jeszcze jakąś książkę uszczknąć. Czasem aż mi od tego niedobrze, a potem się dziwią, że mnie np. jakiś wydawca odpisuje,a komuś nie. No cóż, ja się nie rzucam na każdą książkę, która pojawia się w zapowiedziach i co więcej – staram się najpierw z ludźmi zaprzyjaźnić. Często więc wydawca staje się dobrym kumplem, a jeśli zechce wysłać jakąś książkę, to dla mnie zaszczyt a nie łaska. Nie mówię, że nie proszę tez o książki – bo proszę czasem, jak mi na czymś bardzo zależy. Ale nie rozsyłam do wszystkim pytań, kto teraz zajmuje się recenzentami, bo np Pan X mi nie odpisał i to jest takie buu i nie fair.
    Co do oceniania wysoko książek, potwierdzam, że znam kilku recenzentów – nawet z naszego 'bliskiego' otoczenia – którzy nie dają niższej oceny niż 7/10. Nie czytam już ich recenzji. Po prostu im nie ufam, zwłaszcza gdy kilka razy kupiłam potem wychwalaną książkę i się okazało, że to gniot. Czasem do pisania recenzji nie wystarczy tylko dryg w operowaniu słowem, ale też jakaś mała znajomość literatury w ogóle i umiejętność ocenienia, czy coś jest warte zainteresowania nie tylko za pomysł, ale i za język, za styl autora, za wartości, jakie powieść ze sobą niesie. Nie raz czytam ody pochwalne na temat książki, która – nie ukrywajmy – nie nadaje się nawet na papier toaletowy.
    Co do komentowania – nie lubię, jak ktoś pisze "zapraszam do mnie", bo nigdy tam nie zaglądam 🙂 Ale nie obrażam się, jak ktoś napisze, że książkę przeczyta albo nie – przy obserwowaniu setek blogów czasem trudno jest u każdego napisać więcej niż kilka słów, bo po prostu trzeba by było siedzieć na necie pół dnia, by mieć czas na to wszystko. Więc nie jestem zła za takie komentarze i sama nie raz takie napiszę 😉
    Nie lubię weryfikacji obrazkowej. Zabiera mi nawet minute czasu rozszyfrowanie, co mam wpisać w pole tekstowe -.-

    A i dodam na koniec – nie planowałam nikogo urazić moją wypowiedzią, bo z jednej strony zgadzam się – blog to miejsce niczym świątynia – należy do właściciela i jest jego azylem. Ale warto czasem zadziałać też trochę od strony wizerunkowej i pomyśleć, jak nas inni oceniają. Nie mówię, że mamy udawać, że jesteśmy super i w ogóle – to tak nie działa. Ale jeśli chcemy, żeby nas ludzie czytali i doceniali – zastanówmy się, czy sami siebie byśmy czytali. Tak obiektywnie 😉

    Klaudyno – super notka!

    1. Zapraszam do mnie!

      😀

      Ej, ale tak naprawdę, to nie mogę się od tego tematu oderwać. Czytam te wasze komentarze (a "Nędznicy" czekają!), bo Klaudyna dzisiaj zrobiła naprawdę cudny temat, akurat wyrzuciła wszystko to, co każdemu z nas po trosze leży na wątrobie (a ciekawe gdzie podziewają się ci, o których mówimy?).

    2. Ci, o których mówimy, z powodu strachu przed zgnieceniem słownym, się nie odezwą.

    3. Myślę, że tu nie chodzi o to, żeby kogoś piętnować, tylko, żeby uświadomić co nieco. Każdy kiedyś zaczynał i każdy popełniał różne błędy – świeżakom można wybaczyć, ale blogerom, którzy mają konta od roku i dalej? Słowo 'recenzent' jednak do czegoś zobowiązuje 😉

    4. Oczywiście. Gdybym chciała tak o sobie popisać, nie umieszczałabym tego na blogu. Piszę, aby podzielić się z Wami, czytelnikami swoimi wrażeniami z lektury, ponadto, aby poprawić swój język pisemny.

    5. Dokładnie tak. Nigdy nie miałam na celu obrażanie czy wywoływanie w kimś poczucia winy. Po prostu chciałabym, aby grzesznicy wyciągnęli wnioski – czasem o niektórych swoich 'wadach' mogą nawet nie mieć pojęcia.

      Limonko, dzięki, cieszę się, że temat wywołuje takie emocje 🙂

      Trindeth,
      wiadomo, że to, co podoba się jednemu, drugiemu nie musi, ale faktycznie istnieją pewne obiektywne wytyczne, które pozwalają przypisać książce łatkę 'gniot' albo 'dobre dzieło'. Też kilka razy nacięłam się na pochwalnych peanach blogerów, ale z reguły problem leżał we mnie, po prostu nie każda tematyka mi podchodzi.

    6. Oczywiście, że jednym się książka podoba a innym nie, ale tak jak wspomniałaś, krytyka literatury to nie tylko stwierdzenie 'podobało mi się to, bo jest fajne'. A co ponadto? A co jest godne uwagi, co decyduje o tym, że powieść jest wartościowa merytorycznie i stylistycznie? Nie każdy musi lubić kryminały, tak samo jak powieści fantasy, paranormale czy obyczajówki. Dla każdego co innego. Ale nawet jeśli jakaś książka nie przypadła mi do gustu, bo nie moja tematyka, zawsze mam obowiązek ocenić ją też od strony technicznej i mieć na uwadze, że to, co nie jest w moim stylu, może być w stylu innej osoby. A tego nie zrobi osoba, która o literaturze nie ma pojęcia, bo przeczytała 3 książki na krzyż i postanowiła być 'recenzentem'. A i nawet czasem te, co przeczytały 300 książek, też o literaturze pojęcia nie mają za bardzo 😉 Nie mówię, że jestem znawcą – nie mam na to odpowiedniego papieru 😛 Ale interesuję się tym na tyle długo i na tyle poważnie, że chyba mogę sobie pozwolić na taką ocenę sytuacji. Dlatego uważam, że aby oceniać książki, trzeba wiedzieć, gdzie jest granica między odą pochwalną a obiektywnym dostrzeganiem walorów danej powieści 🙂

    7. Zakładka "współpraca" jest obowiązkowa na każdym blogu. Ja to jestem jakaś nieobrotna i mało przedsiębiorcza, bo chociaż bloga ma pond rok takowej się nie dorobiłam. Co więcej raczej nie zamierzam póki biblioteki mają spory i ciekawy księgozbiór :>

    8. U doświadczonych blogerów taka zakładka jest uzasadniona, bo czasem wymagają jej wydawnictwa. Ale kiedy ktoś zakłada blog i od razu takową tworzy, pozostaje tylko złapać się za głowę 😉

      Trindeth,
      masz całkowitą rację!

    9. Ej, a ja nie mam zakładki współpraca! Czy to oznacza, że jestem złym blogerem?! 😛 Ale tak na serio – mam oczywiście wyszczególnione wydawnictwa, z którymi się zakumplowałam, ale zakładka współpraca raczej jest mi nie potrzebna. Już lepiej brzmi "kontakt" – o taką mam 🙂

    10. Oczywiście, że tak! Marny z Ciebie bloger, słabo się reklamujesz ;)))

      A ja mam, lubię mieć wszystko poukładane. Chociaż już tak chętnie nie nawiązuję nowych współprac 😀

    11. Tirin jeszcze dorzucę do tych wychwalanych gniotów swoje trzy grosze. Są gusta i guściki. Jakiś czas temu dałam wysoką notę pani Canavan, bo książka bardzo mi się podobała, a blogerzy prawie mnie zjedli! Całe szczęście książka była moja, a nie recenzencka, bo byłby lincz po całości!

    12. Gosiu, to już swoją drogą, że niektórzy nie mają za grosz kultury osobistej. Kiedyś napisałam niepochlebną recenzję o jednej książce, która wiodła prym wśród blogerów i zostałam potraktowana jako ta, co to "nie zrozumiała idei" o.O A jak nie daj Boże napiszę coś niepochlebnego o polskiej książce, to się zaraz pół tuzina znajomych danego pisarza do mnie wprasza i zaczyna mi prawić morały, co to ja za 'krytyczka literacka jestem, że takie głupoty wypisuję'. Więc ogólnie – bez komentarza ;] Nikt nie musi się zgadzać z moimi recenzjami – ja robię to co umiem najlepiej jak się da. Jeśli komuś nie pasuje, wolna wola, ale komentarz warto jednak podać na poziomie troszkę wyższym, niż IQ buta.

    13. A tak prawda, widziałam takie rzeczy na blogach, więc pewnie u Ciebie też – może dlatego tak ciężko jest mi się przełamać z polskimi książkami 😉

    14. O polskich autorach i o tym, czy boimy się ich czytać też była tutaj dyskusja – niektórzy w ogóle zrezygnowali z czytania współczesnej rodzimej literatury, żeby się czasem nie narazić ambicjom naszych literatów i ich kółek wzajemnej adoracji.

  17. Jako wciąż początkująca mam pytanie odnośnie grzechu nr 1. Czy jak na przykład po tygodniu czy dwóch edytuję starą notkę, bo np. dodałam nową etykietę, albo coś poprawiłam, to ta notka wyświetla się znów w aktualizacjach? Zdarzają mi się takie poprawki, a nie chciałabym, żeby obserwatorom wyświetlało się to jako nowa notka.

    Co do reszty grzechów się zgadzam. Co prawda część z nich jeszcze nie zdążyła mnie dotknąć, ale podejrzewam, że wszystko przede mną.

    Z wymienionych punktów nie przeszkadza mi jedynie reklamowanie konkursów za pomocą banerów. Jakoś dotrzeć do ludzi trzeba, a taki banerek jeśli jest ładnie zrobiony nie jest aż tak irytujący. Za to zmuszanie do polubienia konta na FB czy dodania do obserwowanych, to już zupełnie inna bajka…

    Pozdrawiam!

    1. AnnRK – jeśli podczas edycji nie zmieniasz daty i godziny publikacji komentarza, to nic się nie dzieje. Na blogrollu aktualizowane są jedyne te posty, których prowadzący zmienili wspomnianą wyżej datę publikacji.

    2. Ann,
      pod warunkiem, że faktycznie dany banner jest schludny i nie razi po oczach 😉

      Na pierwsze pytanie odpowiedziała już Ola i dokładnie tak jest – póki nie majstrujesz przy dacie, nic się nie zmienia.

    3. No to super, bo już się obawiałam, że zgrzeszyłam. 😛

      Z tymi banerami to faktycznie różnie bywa. Niektóre bywają koszmarne. Pozostaje brać udział w konkursach, które nie wpływają na estetykę naszych blogów. 😉

    4. Uff, no to dobrze, że moja teoria o edytowaniu i zapisywaniu się ciągle do stałej daty jest prawdziwa ;D Już się bałam, że mi się w blogrollu pokazuje normalnie, a inni dostają ciągle aktualizację. Szczególnie, że bardzo często robię około 5-10 poprawek w ciągu 3 minut od opublikowania notki – a to za dużo enterów, a to obrazek krzywo…

  18. Tak w skrócie: Jestem za a nawet przeciw 🙂
    Nie, serio, mnjie też denerwuje to zmienianie godzin i dat, albo obowiązkowe lubienie na fejsboku. Przyznam, że mój blog też ma tam konto (głupio to brzmi :P) ale nikogo nie zmuszam podczas organizacji konkursu. I to dobijanie się do wydawnictw… Do mnie sami się zgłosili, a kilka ksb wypytuje mnie ciągle "co im napisałaś w mailu? bo jest u nich taka książką, którą koniecznie chce mieć.." No żal… xD

    1. Nieco wyżej wytłumaczyłam się z mojego grzeszku. W moim przypadku zmiana daty nie miała żadnego związku z chęcią promocji tego samego posty. Zauważyłam po prostu, że czasami blogger nie aktualizuje blogrollów po publikacji przez niektóre osoby postów. Było tak zarówno w moim przypadku, jak i kilku innych blogów, które obserwuje. Kilkukrotnie byłam zdziwiona, że nie poinformowano mnie o nowym poście u osoby X, a tymczasem na kilku innych blogach wszystko było w porządku. Najprościej było mi eksperymentować ze swoim blogiem i stąd w niektórych przypadkach zmiana dat, chociaż starałam się to robić naprawdę rzadko.

      Kilka miesięcy temu zmieniałam datę posta po każdorazowej poprawce błędów. Wtedy właśnie Klaudyna zwróciła mi na to uwagę i dlatego właśnie przestałam to robić. Stwierdziłam przy okazji, że jest to całkowicie bez sensu. Swoje eksperymenty z uchybieniami z Blogerem również zawieszam, napisałam już bezpośrednio do administracji i zobaczymy co z tego wyniknę. Osoby, które zdążyłam zirytować – bardzo za to przepraszam.

    2. Olu,
      faktycznie jesteś jedną z osób, którym zwracałam na to uwagę. Natomiast są tacy, którzy w ogóle nie zaprzestali tego procederu, choć nie tylko ja pytałam ich o zasadność takich działań 😉

  19. Wszystko chyba, co i mnie również irytuje, najbardziej chyba właśnie weryfikacja obrazkowa… Po prostu nic dodać, nic ująć do Twojego posta…

  20. Mnie najbardziej denerwuje weryfikacja obrazkowa. Zwłaszcza gdy czasami internet działa nie za szybko, a te obrazki nie chcą się włączyć, albo czasami nie mogę ich odszyfrować co tam pisze

  21. 1. Nie zauważyłam, to znaczy, nie wpadłam na to, ale fakt, że czasami jedne blogi mi znikają, a inne się nagle pojawiają na wierzchu.
    2. Ostatnio zaapelowałam o to, żeby z niej rezygnować, bo gie widać i człowiek się piętnaście razy pomyli.
    3. Jeeeezusicku!
    4. Nie biorę udziału w konkursach, w których na chama trzeba kogoś polubić. Lubię, kogo lubię;)
    5. Biorę książki właściwie tylko od "jednej takiej pani", która podsuwa mi pozycje, które mnie interesują. Jeśli nie czuję się na siłach, albo odrzuca mnie od tematu, to nie biorę.
    6. Zauważyłam, że tak robi większość "masowych recenzentów". Przez trzy dupne akapity streszcza książę, a właściwie pisze, co jej/jemu wydawca podesłał, a potem może coś dorzuci z głowy. I to ma być recenzja?
    7.Ściska mnie (ale nie z zazdrości), jak po prawej stronie bloga zjeżdżam przez kilka minut i ciąg wydawnictw się nie kończy. Nawiązałam współpracę i koniec, więcej nie potrzebuję.

    1. Amen 🙂

      Z tą weryfikacją obrazkową problem jest taki, że jest ustawiona z automatu, o czym autor z reguły nie wie, bo dla niego jest niewidoczna. Mam nadzieję, że teraz każdy sprawdzi u siebie i zlikwiduje ją, a nasz świat stanie się lepszy 😀

  22. Kurczę, Boziu, chyba po raz pierwszy nie grzeszę 😉
    A tak naprawdę, na serio Klaudyno – chylę czoła. Good job!
    Pod każdym z tych punktów mogę się podpisać obiema ręcami i nogami.

    Zanim odkryłam możliwości zawarte w punkcie 1, raz po raz wchodziłam na znajdującego się na czubku listy bloga z tym samym, niezmienionym postem i zastanawiałam się o co kaman.
    A gdy kiedyś, w początkach blogowania w swojej notce wypatrzyłam błąd aż miło, poprawiłam go i z sercem w gardle truchlałam czy aby ten sam post nie wmaszeruje przed szereg. Nie znoszę takiego sztucznego nabijania statystyk.
    Weryfikacja obrazkowa, o tak, nieraz dostaję szału gdy moja postępująca ślepota przeoczy jedną literkę, wyskoczy error, w międzyczasie komputer odmówi posłuszeństwa i całość komentarza trafi szlag :E
    Ach kiedy mam dużo do powiedzenia, równocześnie najwięcej do zrobienia. Wrócę tu jutro 🙂

    1. Kinga,
      też obawiałam się kiedyś, że jakiś post niepotrzebnie wyskoczy mi na szczyt, podczas gdy ja tylko dodaję do niego etykietę, zmieniam rozmiar obrazka [po zmianie wyglądu bloga] itd. Na szczęście z automatu się to nie dzieje 😉

    2. Klaudyna… czy Ty to wszystko czytasz :>
      Bo mnie wprawdzie przeczytanie wszystkich komentarzy zajęło trochę czasu ale dzięki temu mam świeże spojrzenie na pewne sprawy (no dobra, a kto za mnie teraz popracuje?)
      Ale idźmy dalej. ad 3 "wpadnij na mojego blogaska" mnie rozwaliło 😀 Nigdy nie napisałam tej bzdurnej formułki. I rzeczywiście chyba zapraszający nie zdają sobie sprawy, że ich natarczywość drażni i odstrasza.
      Czwóreczka: O to to to! Jako, że książek z zewnętrznych źródeł nie mam za wiele chętnie biorę udział w konkursach. Ale gdy widzę pożądany tytuł opleciony wężykiem nakazów normalnie zgrzytam zębami. Nie biorę udziału bo nie lubię tego, ot tak, dla zasady. Jedyne co, jeśli to wymóg zamieszczę baner. Bo jakby nie było czasem to właśnie dzięki banerowi wypatrzonym na innym blogu trafiam na stronę konkursu. Druga sprawa, ja z reguły nie biorę udziału w konkursach organizowanych na blogach, których nie odwiedzam. Nie umiem Ci tego wytłumaczyć, po prostu tak mam 🙂
      5 – Nie u mnie. Ale mam w myślach czarną listę osób, które tak robią, ich blogi straciły u mnie na wartości, najzwyczajniej w świecie są niewiarygodne. A na takie kwiatki natykam się różnie. Osoba oceniła książeczkę na pięć plus a kilka tygodniu później pod opinią innej osoby, której książka nie przypadła do gustu natknęłam się na komentarz tej pierwszej w stylu "też się wynudziłam przy jej czytaniu" Agrrr…
      Sześć – Kurczę wiesz, a ja do stylu pisania recenzji, opinii mam chyba najmniejsze zastrzeżenia. Różnie piszemy, ale to chyba lepiej, nie jesteśmy monotonni. Są dni kiedy nie jestem w stanie przeczytać wszystkich interesujących mnie recenzji. Pomijam akapity dotyczące treści, wyłapuję odczucia czytelnika.
      Ha! Perełka! Szczęśliwa siódemka! A powiem Ci szczerze, ja teraz trochę żałuję, że gdy zaczynałam przygodę z blogowaniem tak się wzbraniałam przed współpracą z wydawnictwami. Miałam stypendium, które wydawałam na książki, bibliotekę pod nosem – czułam się samowystarczalna. Teraz kiedy jest trudniej finansowo drzwi wydawnictw są już zamknięte. Owszem i mnie wydawnictwa same znalazły, co było bardzo miłe i motywujące. Żałuję tylko, że kilkanaście miesięcy temu nie miałam w sobie tyle wiary i odwagi by napisać do wydawnictwa, którego książki bardzo cenię., Ot to wszystko 🙂 Ale… od czego są promocje! 🙂 Dziś sobie postanowiłam, że nie kupię książki droższej niż 9,90 🙂 (no dobra, z małym wyjątkiem raz na pół roku).

      Kurczę, ja tu monolog prowadzę a przyjechałam odwiedzić rodziców… Eh do grzechów blogerów dorzucę punkt 8 – blogerzy nic nie robią ino blogują 😉

    3. Myślę, że drzwi wydawnictw wcale nie są dla Ciebie zamknięte – zawsze możesz się do jakiegoś zgłosić, z pewnością Ci nie odmówią – prowadzisz profesjonalnego, chętnie odwiedzanego bloga i masz sporo do zaoferowania 🙂 Śmiało!

      Co do zakupów tańszych niż dyszka – też staram się tego przestrzegać. No, może max 15zł, jak bardzo mi na jakimś tytule zależy. Wolę odczekać od premiery do sensownej promocji, niż niepotrzebnie tracić pieniądze.

    4. Ach, i oczywiście śledzę całą tę dyskusję 🙂 Cały dzień nie miałam dziś na to czasu, ale teraz nadrabiam i aż wzdycham ze zmęczenia 😀

  23. Kreatywo, tak zapraszasz na to forum, a cały czas wyświetla mi się komunikat 'access forbidden' 🙁
    Dopiero po przeczytaniu tej notki dowiedziałam się o weryfikacji obrazkowej. Nikt nigdy nie zwrócił mi na to uwagi

    1. Spróbuj przez ten link: http://books.laser-graf.com/phpBB/index.php

      Czasem glt.pl ma różne problemy.

  24. Ja zniosę wiele, chociażby weryfikację i obserwatorów na siłę, ale jak mam napisane pod oknem komentarzy " Nie musisz się pytać, obserwuję kiedy chce i co chce. " to i tak trafi się jakaś przybłęda co mi napiszę "hej! fajny blog, obserwujemy? ;)" i w tym momencie szlag mnie trafia. Czy niektórzy są niewidomi? Jakby chociaż osoba, która chce zaprosić na bloga napisała coś z sensem. Skomentowała co jest w aktualnym poście i napisała "… może zainteresuję Cię co jest na moim blogu … " , a nie na chama pcha w ręce link do swojego "blogaska" i wymaga, żebym ją jeszcze obserwowała.
    Zaobserwowałam to samo co pani Aleksandra. Jeśli ja nie skomentuję to i mi nie skomentują,chyba że u nich na blogu są pustki to dopiero się budzą i łazą po blogach z tekstem typu "wejdź! napisałam nową notkę! ;)" Zgroza w zęby włazi.
    Punkt 7 jest nie tylko w przypadku wydawnictw, u pewniej dziewczyny na blogu było, że w ramach współpracy dostała kosmetyki czy coś. I od razu komentarze "jak można zacząć współpracować z nimi? " itp. Pewna osoba nawet napisała "daj adres @ , chce zacząć współpracować z nimi" , mimo, że miała bloga od 3 dni i nie za specjalnie miała co zaoferować.
    U mnie na szczęście nie zdarza się ciągła zmiana godziny lub daty, najwidoczniej niektóre jeszcze na to nie wpadły …

    Dziękuję za tego posta. Trochę się wyżyłam 🙂
    Pozdrawiam Zuza

    1. Fakt, nie jest to tylko problem blogów książkowych, ale właśnie i kosmetycznych, i modowych, i wszelkich innych. Każdy chciałby dostać coś "za darmo", najlepiej minimalnym nakładem sił.

      Propozycji wymiany linków czy 'wymiany obserwatorów' [nie wiem nawet jak to nazwać :D] na szczęście nie dostaję 🙂

      A co do odwiedzania blogów po napisaniu notki u siebie – jest to zrozumiałe, jeśli ktoś tylko raz na kiedy zagląda do blogosfery. Macha notkę i potem zwiedza blogi, po czym znów znika na parę dni. Gorzej, jeśli robi to, kiedy jego blog przestaje być odwiedzany z jakiegoś powodu – wtedy taka nachalna lawina komentarzy u innych jest faktycznie męcząca. Zwłaszcza, że komentarze są wtedy do siebie bardzo podobne.

    2. Zgadzam się z Zuzanną – gdyby taka osoba napisała coś więcej niż tylko "obserwujemy?" lub "zapraszam do siebie", to pewnie zwróciłabym uwagę. Ale takie bezsensowne komentarze albo kasuję, albo po prostu nie zwracam na nie uwagi. I nie wchodzę na bloga, którego właściciel w taki sposób mi zaspamował…

    3. Boże, zachowuję się jak troll, komentuję co jakiś czas. Normalnie, jakbym chciała być zauważona :/ Ale nie o to chodzi.

      Co do egzemplarzy recenzenckich i współprac – nie raz spotkałam się już z tym, że dziewczyna na youtube mówi: "Dostałam te produkty od firmy, ale wiem, że część z was tego nie lubi…" WTF?! Przepraszam, JEALOUS MUCH?! To niech sami sobie kanał założą… Ostatnio jest tak staszliwa nagonka w świecie kosmetycznych recenzentek, że to głowa mała. Normalnie prawie, że te dziewczyny kamienują za prezenty od firm. I, oczywiście, nie ufają ich recenzjom. Już nie mogę się doczekać, a pewnie to już niedługo, kiedy nam będą mówić czytelnicy, że mają dość egzemplarzy, bo tak i już. Bo oni nie mają albo nie wierzą w naszą uczciwość. Ja w sumie tak mam trochę w nosie kto sobie co pomyśli o mojej ocenie. Oceniam tak, jak czuję. Jeśli ktoś mi nie wierzy, to jego problem 😉 Zdarzały się w mojej karierze i oceny 3- i 5+, ale najwięcej wystawiłam 4.

    4. Ze smutkiem obserwuję to, o czym mówisz. Lubię videorecenzje kosmetyczne, m.in. dzięki nim poznałam moje ukochane szampony w kostce, albo odkryłam jak prawidłowo malować rzęsy [nie jestem biegła w tych sprawach]. Szkoda, że są osoby, które lubią wprowadzać niezdrową atmosferę i niszczyć to, na co ktoś z pasją pracował miesiącami lub latami.

  25. Całkowicie zgadzam się z tą wypowiedzią. Przyznaję, że nawet nie wiedziałam iz taka ciekawa dyskusja wywiązała się na naszym forum- nie śledziłam go regularnie chyba już ze dwa miesiące:(

    Mnie najbardziej irytuje weryfikacja obrazkowa- wtedy od razu rezygnuję z komentarza. Przyznaję, że jestem leniwa i nie chce mi się rozszyfrowywać tych obrazków.Cóż taka jest prawda w moim przypadku:(

    Co do innych grzeszków tez są irytujące. Ale ja zapewne tez popełniam ich wiele dlatego na niektóre rzeczy przymykam oko. Pewnie jak większość z nas- nikomu na nic osobiście nie zwróciłam uwagi. I sama takowej tez nie otrzymałam. Może to źle- bo gdybyśmy byli szczerzy(poza tymi dyskusjami oczywiście- bo i tak główni zainteresowani do nich nie zaglądają) to nasza część blogosfery byłaby lepsza.

    Klaudyna- po raz kolejny brawo za odwagę:)

    1. A i zapomniałam- ja bardzo lubię oglądać fotki stosików. Cieszy mnie widok nowych książek u innych. I pewnie dlatego u siebie też umieszczam takie posty.

      I co do współpracy- na początku przyznaję że byłam tym bardzo zachwycona. Brałam każda książkę która mi zaproponowano- co było sporym błędem. Teraz mam mniej czasu na czytanie i mocno ograniczyłam współpracę z wydawnictwami. Zostałam przy 4 ulubionych i tak już pozostanie. Dlaczego? Bo w pewnym momencie zatraciłam gdzieś radość z czytania.Stosy ciągle rosły, terminy goniły a ja nie miałam juz czasu na czytanie nic ponad egzemplarze do recenzji. A teraz jest mi lepiej- mam czas na książki z własnej biblioteczki, na książki polecane i pożyczane od znajomych.I tak jest mi bardzo dobrze.

    2. Ja akurat nigdy nie miałam problemów ze zwracaniem uwagi, zwłaszcza w przypadku powyższych grzechów. O dziwo, bardziej się krępuję wytykać błędy ortograficzne czy literówki. Mam wtedy sposób, że "normalny" komentarz dodaję osobno, a uwagę nt ortografii osobno, żeby taki komentarz autor mógł w razie czego usunąć. Nie są potrzebne tam moje uwagi, kiedy autor poprawi błąd 🙂

    3. Klaudyna świetny sposób znalazłaś.:) Zapamiętam.
      Ja bardzo sobie cenię konstruktywną krytykę- więc jak coś wal śmiało:P No ale sama często boję się odezwać, bo nie chcę żeby ktoś odebrał to jako atak…

  26. Znalazłam kolejny problem dotyczący konkursów. Ostatnimi czasy zaczęłam zauważać, że niektóre osoby potrafią zostawić na niektórych blogach komentarz o treści: "Kiedy zorganizujesz jakiś konkurs". Najczęściej ma to miejsce pod postami stosikowymi, a osoby zostawiające tego typu wypowiedzi, wcale się z tym nie kryją. Na całe szczęście dość rzadko spotykamy tego typu sytuacje, jednak stopniowo zaczyna wrzeć. Dwukrotnie zwróciłam na to uwagę bezpośrednio pod komentarzem takiej osoby i zobaczymy, czy czymś to poskutkuje.

    1. no tego to jeszcze nie widziałam…

    2. Ola widziałam ten komentarz i wiem dokładnie o kogo Ci chodzi. Ta sama osoba u mnie na blogu tez dopominała się o konkurs, a potem jak on już był natrętnie dopytywała się i przypominała że pora umieścić wyniki.:( Strasznie mnie to denerwuje- bo to sprawa indywidualna czy chcemy zorganizować konkurs czy rozdanie. Ale tak szczerze to w przypadku tej konkretnej osoby nie sądzę żeby zwracanie uwagi cokolwiek pomogło…

    3. Ja również się z tym jeszcze nie spotkałam.

    4. Faktycznie, zapomniałam o tym! :))) Te nagminne pytania o konkurs zauważyłam już na kilku blogach, coś strasznego!

    5. Coś takiego, jeszcze się na to nie natknęłam:/

    6. Ja też jeszcze tego nie widziałam nigdzie… bezczelność! Odpisałabym na taki tekst na pewno coś chamskiego 😛 ;D

    7. Mnie było szkoda czasu, ale odnotowałam sobie tę osobę i ją ignoruję 😉

    8. Magda – akurat chodziło mi bardziej o zjawisko, niż konkretne osoby. Tak, czy inaczej jest to naprawdę smutne.

    9. Domyślam się, że chodzi Ci o zjawisko. Ale tak szczerze mówiąc-poza tym jednym konkretnym przypadkiem nie natrafiłam na tego typu komentarze. Więc nie wiem, może to jest cecha indywidualna tej osoby a nie zjawisko i problem ogólny, który być może niedługo obejmie blogosfere.

    10. Szkoda, że nie widziałyście mojej miny, gdy o tym przeczytałam 🙂 Nic tylko czekać aż w komentarzach zostaniemy poinformowane, które książki mamy obowiązek podarować…

    11. Z koleżanką postanowiłyśmy podpuścić jedną taką osobę, żeby wskazała książkę, którą z chęcią widziałaby w konkursie. Oczywiście odpisała, że byłaby chętna na jakąś z książek dwóch zaproponowanych autorów.

    12. Jesteś już bardzo blisko genialnego pomysłu – konkurs w którym sam wybierasz sobie nagrodę z wszystkiego, co posiadam! Setka nowych obserwatorów murowana 😉

    13. Pamietam kilka dni temu na jednym z blogów napisałaś panience co myślisz o takim namolnym pytaniu, i bardzo dobrze.

    14. alison2 – myślę, że tego typu konkursy byłyby idealnym rozwiązaniem. Najlepiej jeszcze, gdyby ilość nagród była nieograniczona.

      anetapzn – no troszkę mnie tam poniosło…

    15. Lena jeśli wcielisz w życie, zażądam prowizji w postaci 10 procent wystawionych do konkursu książek 😉

    16. masz to jak w banku… 😉

      Swoją drogą intryguje mnie jeszcze inne zjawisko, które dotyczy wymiany książek. Być może nieco ono nie pasuje do tego wątku, jednak zauważyłam, że sporo osób podczas wymiany, kieruje się objętością książki. Miałam kilka sytuacji, w których osoba żądała dwóch książek, w zamian za jedną ofiarowaną przez nią, bo jej ma X stron, a ta ode mnie tylko połowę mniej.

      Doszło do tego, że wiele osób zaczęło się tym teraz przejmować. na LC wymieniłam się z jedną użytkowniczką na dwie książki, na których mi zależało. Suma sumarum, gdy przesyłki dotarły na miejsce, owa dziewczyna napisała do mnie z lekkim poczuciem winy, bo nie wiedziała, że te książki ode mnie kilkukrotnie przewyższają gabarytem te od niej. Przy okazji zapytala, czy może to jakoś zrekompensować. Dodam jeszcze, że napisała do mnie w tej kwestii, ponieważ już kiedyś nadziała się na podobne podejście do tego typu spraw.

      Jak dla mnie patrzenie na ilość, a nie jakość książki jest trochę śmieszne, jednak coraz częściej spotykane. A wy co sądzicie na ten temat?

    17. Jeszcze się z czymś takim nie spotkałam – według mnie to jest co najmniej chamskie…

    18. Na swój sposób naprawdę słodkie, że się tak przejęła 🙂 Wracając do pytania, z reguły cieszy mnie, gdy książka jest grubsza – dłuższa przyjemność czytania ale nigdy, przenigdy nie wpadłabym na pomysł żeby używać czegoś takiego jako argumentu – moja książka jest grubsza więc musisz mi za nią dać dwie??? Mój ty Boże, moje biedne serce chyba nie wytrzyma większej ilości rewelacji w jednym dniu…

    19. Miałam ostatnio podobną sytuację – oferowałam na wymianę książkę o znacznej objętości, w zamian wybrałam cieniutką książkę Hanny Krall – dziewczyna miała poczucie winy, że książkę cieniutką wysyła, co dla mnie nie było problemem, w końcu nie o objętość chodzi, ale zawartość:) Naprawdę ludziom zależy na gabarytach, nie na książce? ;/

    20. Dlatego właśnie napisałam dziewczynie, że jak dla mnie nie jest to żadnym problemem, ponieważ dla mnie liczy się sama książka, a nie objętość. Idąc tego typu rozumowaniem, to za którąkolwiek z książek Larssona, powinno się wziąć 3-4 powieści od kogoś, żeby wyrównać gabaryty. Podejście niektórych osób patrzących na objętość mnie śmieszy. Owszem, jeśli na jakiejś książce mi zależy, a wiem, że dość trudno ją zdobyć, to sama proponuję, aby ktoś wybrał sobie w zamian dwie książki ode mnie. No ale to jest zupełnie inna sytuacja, niż te, które obecnie spotykamy na co dzień.

    21. Może widzą problem np. w kosztach wysyłki i generalnie liczą wagowo? 😀

    22. Tak i często na okładce, serio, serio. Nie do uwierzenia, ale wygląd i "grubość" książki dla niektórych są najważniejsze.

  27. W stu procentach zgadzam się z Kingą. Klaudyno- ja również chylę czoła. Każdy napisany przez Ciebie grzech jest bardzo zauważalny na blogosferze. Niestety muszę się przyznać, że podobnie jak Ty również zaobserwowałam spadek liczby komentarzy na moim blogu w przypadku gdy przez kilka dni nie mam na nic kompletnie czasu i nic nie komentuje u innych. Trochę to smutne. Mnie najbardziej jednak denerwują głupie komentarze zachęcające do odwiedzenia jakiegoś bloga. Żenada. Na samym początku prowadzenia bloga miałam 15 obserwatorów i nie przeszkadzało mi to. Nie przypominam sobie również, żebym zasypywała kogoś komentarzami w stylu: "Ciekawa książka. Wejdź do mnie." Teraz coś takiego jest nagminne.
    Zaś co do proszenia innych o kontakty do wydawnictw i treść maili jakie powinno się im wysłać mam jedno słowo. Żenujące. Myślę jednak, że nie ma co się rozwodzić nad takimi tematami tylko dać jasno do zrozumienia takiej osobie, że jeśli sama nie potrafi znaleźć sobie maila na internecie, a założenie bloga miało służyć tylko darmowym książkom niech zastanowi się nad prowadzeniem bloga.

    Pozdrawiam,
    Stayrude (Kasia Synal)

    1. A ja jakoś w ogóle nigdy nie zwracam uwagę na obserwatorów. Ani nie liczę ich u siebie, ani u innych. I klikam u innych tylko przypadkiem, jak mnie najdzie, bo ważniejsze jest dla mnie dodanie linku do listy odwiedzanych blogów, niż do listy obserwowanych, bo z tej w ogóle nie korzystam.

    2. To też interesujące spostrzeżenie, które ostatnio mnie zainteresowało. Raz, że właśnie brak komentarzy moich u innych sprawia, że u mnie robi się pusto, a dwa – doświadczenie przeprowadzone dwukrotnie i się sprawdziło – jak nie podaję oceny książki, to automatycznie mniej osób w ogóle interesuje dana recenzja. A to pozwala przypuszczać, że najczęściej komentarz bierze się stąd, że podana ocena jednoznacznie określa status książki, a nie ważne już, co napisałam w samej recenzji. Kilka razy miałam recenzję z oceną np 4/6, gdzie książka nie była w moim guście, ale nie oznaczało to, że jest gniotem – czytałam potem komentarze "mnie tez się bardzo podobała". WTF?! czy ja gdzieś napisałam, że mi się ta książka podobała????????

    3. Znam to, znam doskonale! 🙂
      Ludzie czytają wyrywkowo, posiłkują się oceną, a potem nagle piszą coś zupełnie sprzecznego z moją opinią, którą rzekomo popierają.

    4. Trafiłam gorzej. Jedna z blogerek zjechała książkę od góry do dołu,nawet ocena była niska, a w trzech pierwszych komentarzach była napisane "Super, z chęcią przeczytam" itd. Byłam w takim szoku, że musiałam raz jeszcze przeczytac całą recenzję, aby upewnic się, że coś mi nie uciekło! Dramat!

    5. Również się z czymś takim spotkałam!

      Chociaż np. kiedyś zdarzyło mi się przeczytać krytyczną opinię o jakiejś kontrowersyjnej książce i uznałam wtedy, że z ciekawości do niej zajrzę, ale wtedy swój wybór 'na pewno przeczytam' stosownie uzasadniłam 🙂

    6. Ważne, że nie napisałaś "super, że Ci się podobało" przy ostrej krytyce ;P
      Ludzie zadziwiają nieustannie.

    7. Mi raz się zdarzyło, że osoba napisała, w komentarzu że AUTORKA tej pozycji ma fajne korzenie (bo coś na ten temat pisałam). Wszystko fajnie, tylko że w mojej recenzji, nawet w TYTULE, było jak byk imię męskie, którego z żeńskim pomylić się nie da 😀

    8. Z tym się nie spotkałam u nikogo,ale po przeczytaniu o tym zjawiskku niezle się uśmiałam.Na razie samą dyskusję tylko obserwuję, brak mi doświadczenia by się merytorycznie wypowiadać.Podglądam Was jednak z przyjemnością.

  28. O mamo, chyba zdarzyło mi się kilkakrotnie nagrzeszyć w punkcie 4… Czuję się teraz lekko zażenowana, więc akurat tego punktu komentować nie będę, za to co do innych dorzucę swoje trzy grosze.
    Nie miałam pojęcia, że aktualizacjami można przesuwać swojego bloga na listach, ale teraz rozgryzłam jedną oglądaną przeze mnie blogerkę, która niemal codziennie rano pojawia się na pierwszym miejscu, mimo że jej post czytałam już poprzedniego dnia…
    Co do pisania "laurek" wypowiadałam się dzisiaj nawet na ten temat w komentarzu na jednym z blogów. Sama staram się pisać szczerze, w końcu podpisuję się pod daną opinią i byłoby mi zwyczajnie wstyd zachęcać ludzi do czytania jakiejś słabizny. Ostatnio nieco się zdziwiłam, bo dostałam pewien kryminał do przeczytania. Okazał się gniotem i cóż, mogłam wystawić jedynie 2/6. Ale jakie było moje zdziwienie, gdy potem poszukałam w necie i znalazłam entuzjastyczne zachwyty nad książką i kunsztem pisarskim autora, który według mnie okazał się zwykłym grafomanem.
    I jeszcze słówko na temat zachęcania do odwiedzin nowo powstałego bloga. Miałam ostatnio przykład ekstremalny. Mój blog ma stronę na FB i wrzucam na nią linki nowych postów. Niedawno pod takimi notkami na FB znalazłam wpisy innej dziewczyny "nowy wpis zapraszam http://@@@.blogspot.com/&quot;. TO już było prawdziwe przegięcie…

    1. Hhah, miałam kiedyś podobny przypadek u siebie na fejsbuku 🙂 Ale zwyczajnie ignoruję takie nachalności.

      Co do książek – tak już jest. To tak, jak z komentarzami na Allegro – ludzie boją się wystawiać negatywy, by nie dostać podobnego w odwecie. Efekt jest taki, że pałęta się tam pełno oszustów i naciągaczy.

    2. Niestety tak to już jest, jak sama powiedziałaś. naprawdę jestem pod wrażeniem tego, jak trafnie wypunktowałaś największe błędy blogerskiego światka. Nie działam tu zbyt długo, niedługo minie 6 miesięcy i na początku popełniałam różne błędy, ale zauważyłam, że im dłużej tu jestem, z tym większym dystansem do tego podchodzę. Na początku też bałam się nieco nadmiernie skrytykować jakąś książkę od wydawnictwa, teraz mi to szczerze mówiąc wisi i powiewa, trzeba pisać w zgodzie z samym sobą 🙂

    3. Ja tez w punkcie 4 troszkę mam na sumieniu, ale nie aż tak bardzo – organizując konkursy nigdy nie mówiłam, że ktoś musi mnie obserwować, czy to na blogu, czy gdziekolwiek, bo to bez sensu. Ale prosiłam o wklejenie banerka – nie obowiązkowo, ale dla chętnych. To nigdy nie był warunek wygranej – po prostu im więcej osób dowiedziało się w ten sposób o konkursie, tym ciekawsza rywalizacja. Niemniej teraz będę miała na uwadze, że nie każdy lubi banerki – obiecuję poprawę ^^

    4. Widzisz – 'dla chętnych' to jednak coś innego, niż 'podstawowy warunek'. Póki ktoś nie stawia chorych wymagań, niech robi co chce – dobrą wolą biorącego udział w konkursie jest to, czy wstawi u siebie taki banner czy nie 🙂

  29. I jeszcze chciałabym dodać – VIDEORECENZJE!!! Kto to wymyślił?

    1. Ej, a ja lubię videorecenzje – tzn. u zagranicznych blogerów, bo dzięki temu słucham o książkach i uczę się języka 🙂

    2. Pewnie ktoś bardzo próżny, kto chciał się pokazać przed kamerką 😛

    3. Szczerze przyznam, że recenzję wolę czytać, niż słuchać, dlatego jestem na nie – drażni mnie to.

    4. Jeszcze nie widziałam takiego "dziwu"…

    5. A ja lubię taki recenzje do słuchania i oglądania:P Zwłaszcza u Balianny. Podziwiam takie osoby- bo ja nie potrafiłabym tak składnie opowiedzieć swoich wrażeń po lekturze książki.
      Zagraniczne videorecenzje też oglądam aby się obyć i osłuchać z językiem-podobnie jak Klaudyna.Traktuję to jak oglądanie filmów bez polskiego lektora i napisów he he

    6. Może zagraniczne są na lepszym poziomie niż te, które widziałam u polskich blogerek: pannice, kręcące się przed kamerką, jakieś głupie gadki-szmatki typu "ej, słuchajcie, kochani, ta książka jest na prawdę suuuper". Żal.

    7. Hahaha, ojoj, podpadłam komuś, bo ja zrobiłam ostatnio 😀 I jestem próżna 😀 😀 😀

      Ale tak na serio, to mnie video bardzo się podobają i dalej będę tworzyć – cały czas pracuję nad długością filmików i wartością merytoryczną. Staram się mówić poprawnie i nie powtarzać ciągle tego samego, robić mało 'yyy' – to BARDZO trudna robota, dziewczyny. Dla mnie już chyba pisanie jest łatwiejsze 🙂

    8. O, nawet nie wiedziałam, że dodawałaś recenzję video. Ostatnio tak pochłonęły mnie magisterka z Euro, że blogosfera bardzo się ode mnie oddaliła. Ja bym się do tego nie nadawała. Już pomijając mój niestosowny zgryz, który niektórych razi, zwyczajnie momentami brakuje mi języka w gębie i musiałabym czytać z kartki 😀

    9. Co videorecenzji widziałam już kilka . Drażnią mnie okrutnie.

  30. Nie będę się produkować, bo na bieżąco brałam udział w dyskusji na forum, ale muszę Ci pogratulować, że chciało Ci się ująć to wszystko w taką wspaniałą notkę na blogu. *bije brawo*
    *bije brawo*
    *wciąż bije brawo*

    Pozdrawiam!

    1. 😉

      Dziękuję! Faktycznie chciałam zebrać wszystko, o czym pisaliśmy na forum. Temat i tu, i tam rozrósł się dosyć poważnie.

  31. Po pierwsze – świetna dyskusja, do której z chęcią się włączę.
    Wskoczę od razu w poruszony przez Tirideth temat "Ale jeśli chcemy, żeby nas ludzie czytali i doceniali – zastanówmy się, czy sami siebie byśmy czytali. Tak obiektywnie ;)". Zadaję sobie to samo pytanie ciągle. Zarówno pod względem treści, jak i wyglądu.
    Mam wykształcenie polonistyczne, i zwracam uwagę na jakość tekstów, taka językową. Miałam okazję czytać kilka "paskudnych" recenzji, gdzie zdanie w połowie zmieniało swoją strukturę i wychodziła dziwna zlepkowata paplanina, z której dodatkowo nic nie wynikało. Musze zaznaczyć, że to nie jest tak, że jestem nieomylna i nie "walę baboli" sama – poprawianie siebie jest najgorsze. Tylko czasami zastanawiam się, czy osoby, które piszą tak mało spójnie, nie robią tego właśnie dla darmowych książek?
    Jako blogerka raczkuję (kolejny raz), mając pod nosem kilka bibliotek, nie widzę powodu, dla którego muszę koniecznie mieć współpracę z wydawcami. I teraz trochę hipokryzji, książki do recenzji dostaję z portalu Unreal Fantasy, z którym współpracuję już kilka lat, a bloga potraktowałam jako bardziej subiektywny punkt widzenia, gdzie nie będę się bała napisać luźnego tekstu "Dlaczego czytam Harlequiny". Cóż, traktuję moją "Trzecia Stronę Lustra" jako moje małe królestwo, gdzie mogę nieco więcej.
    I tradycyjnie odbiegam od tematu – bywam straszna gadułą.
    Wracam więc na tor. Chyba najbardziej boli mnie u blogerów zmienianie godzin i dat. Denerwuje mnie, gdy co chwila ten sam blog, z ta sama notką ląduje mi na początku listy.
    I zdecydowanie, gdy widzę n-tą recenzję tej samej książki bywam zawiedziona – bo chciałabym przeczytać o czymś "nowym".

    Pozdrawiam wszystkich ciepło 🙂

    1. Odnośnie kilkudziesięciu recenzji jednej książki – mnie też to irytuje, ale sama nie jestem bez winy. Po prostu decydując się na tę a nie inną książkę nie kieruję się jej popularnością, lecz faktem, że wpasowuje się w mój czytelniczy gust. Tak było np. z powieścią "Skrzydła z Delft" czy "Cień gejszy". Przyznam, że odechciewa mi się pisać na temat takiej popularnej książki cokolwiek, kiedy widzę dziesiątki podobnych opinii, ale z drugiej strony nie będę rezygnować ze świetnej książki tylko dlatego, że oprócz mnie podoba się ona jeszcze co najmniej kilkunastu innym blogerom…:/

    2. Isadora,
      też nie lubię pisać o książce, którą przede mną przerobiło kilkunastu/kilkudziesięciu blogerów w jednym tygodniu. Ale czasem akurat tak się trafia i nic się nie poradzi – kiedyś dany tytuł zrecenzować trzeba, a że akurat zdobył wielką popularność, to już nie wina blogera 😉

      Kali,
      masz rację – nie ma nic gorszego, niż poprawianie samego siebie. Magisterkę swoją znam na pamięć, poprawiałam ją kilkanaście razy, a po wydrukowaniu i oprawieniu i tak znalazłam parę baboli. Swoje błędy wyłapać trudno, kiedy zna się tekst zbyt dobrze 🙂

      Błędy ortograficzne/stylistyczne czy inne u blogerów to temat dobry na kolejną wielką dyskusję. Raz zresztą był już poruszony, ale większość oburzała się, że mamy prawo pisać tak, jak chcemy. Niby tak, ale obowiązują pewne zasady 'przyzwoitości', jeśli chce się być 'recenzentem' 😉

    3. Isadora,
      ja miałam również podobną sytuację z książką "Skrzydła nad Delft". Gdy do mnie dotarła były może ze dwie jej recenzje (tyle czytałam), a gdy ja już chciałam pisać swoją, nagle w blogosferze się zaroiło od opinii na temat tej książki. Ale cóż – zrecenzowałam, no i tyle ;))

  32. Uff, na żadną wadę się nie łapię 🙂 I też mnie wkurzają, najbardziej konkursy w których trzeba dodać blog do obserwowanych – nigdy nie biorę udziału w takich konkursach, dla mnie to żenujące: kolekcjonowanie fanów dla samej tylko ikonki czy o co chodzi???
    Mnie osobiście OKROPNIE drażnią błędy w recenzjach. Jak ktoś pisze o literaturze, to niech nie kaleczy przy tym języka! I bezmyślne komentarze, byle tylko zostawić ślad… I ogniskowanie całego bloga wokół współpracy z wydawnictwami.

    A z tymi aktualizacjami, to nie miałam pojęcia, czemu niektóre posty wskakują na górę. Sama czasem poprawiam literówki po fakcie i się zawsze zastanawiam, czy też się tak dzieje? Zaczęłam już poprawiać tuż przed zamieszczeniem nowego posta, żeby nie wprowadzać ludzi w błąd.

    1. Jeżeli nie zmienisz ręcznie godziny, to podczas edycji posta nic się nie zmienia i post nie wyskakuje na szczyt 🙂

      A w konkursach tego typu również nie biorę udziału. Szkoda czasu.

    2. I jeszcze po doczytaniu dyskusji chciałam się podpisać pod opinią orchiss: smutne są blogi, na których znajdziemy książki wyłącznie od wydawnictw, wyłącznie nowości. Jak jeszcze wszystkie pozytywnie ocenione (pozytywnie to powiedzmy od 7/10 w górę), to już w ogóle nie zaglądam w takie miejsce. Po takich polecankach pluję sobie w brodę, że zmarnowałam czas, jeśli nie daj Boże sięgnę po jakąś książkę.

    3. Książkozaurze, po tym co powiedziałaś, aż mi się zrobiło głupio. Moje trzy ostatnie recenzje to tylko te od wydawnictw, bo nie miałam czasu napisać o żadnej innej, a tu jednak zobowiązania… 🙂

    4. Książkozaurzyco – Ty się na pewno do tych blogów nie zaliczasz 🙂 Twojego bloga czyta się z ogromną przyjemnością 🙂 Oficjalna, publiczna pochwała 🙂

    5. Ja tez czuję się zawstydzona 🙁 Ech u mnie też prym wiodą recenzję książek od wydawnictw. Bo zwyczajnie nie mam czasu na czytanie innych książek. Własnie dlatego ograniczyłam ostatnio współprace z wydawnictwami- zrezygnowałam z kilku zostawiając tylko te ulubione. Bo brak mi czytania książek z własnej biblioteczki- zwłaszcza,że ciągle dokupuję nowe książki(korzystając z kuszących promocji) a nie mam czasu na ich czytanie. Dlatego gdy wywiążę się z zaległych zobowiązań będzie u mnie więcej recenzji książek własnych.

    6. U mnie też najwięcej recenzenckich… na swoją obronę mam to, że sama je sobie wybieram i w przeważającej części są to pozycje, które i tak miałam zamiar przeczytać:)

    7. Każdy pisze o czym mu się podoba – ja tylko mówię, że osobiście wolę blogi, na których obok nowości znajdzie się coś starszego, niereklamowanego, oryginalnego. Wiadomo, że łatwo dojść do momentu, w którym książek od wydawnictw jest tyle, że na nic innego nie starcza czasu. Mnóstwo blogerów wpada w taką pułapkę i właśnie szkoda.

      orchisss, bardzo Ci dziękuję, zarumieniłam się 🙂

    8. Isadora, ale u Ciebie to są bardzo różne i często mniej znane książki, to zupełnie co innego niż przewijające się wciąż na wszystkich blogach popularne tytuły. Poza tym oceny są rzetelne, recenzje wyczerpujące i ciekawie napisane – naprawdę nie ma na co narzekać 🙂

  33. Znakomita dyskusja się tu rozpętała i chyba oczyszczająca atmosferę. Jako jeden ze "świeżaków" mogę tylko potwierdzić, że wiele blogerzy wielu z poruszanych kwestii naprawdę nie są świadomi. Sama niedawno wyłączyłam na swoim blogu weryfikację obrazkową, będąc święcie przekonana, że przecież u mnie jej nie ma, dopóki ktoś życzliwy nie zwrócił mi na to uwagi… a sama klnę w żywy kamień, kiedy zmuszona jestem wypełniać piętrowe formularze, by napisać coś, co mam na duszy. A zdarza się, że są to nie tylko hieroglify, ale i pięć rubryczek z podawaniem strony, adresy mailowego itp. Prawdę mówiąc, często mi się wtedy odechciewa cokolwiek komentować.

    Odnoszę wrażenie, że jest w blogosferze coś w rodzaju towarzystwa wzajemnej adoracji, blogerów wpadających na sekundę, by napisać "nie dla mnie" albo "muszę koniecznie przeczytać", z premedytacją oczekujących tego samego pod ich sztampowymi reklamami książek (słowo recenzja po prostu nie chce przejść mi przez klawiaturę…). Na początku mego blogowego szału nawet brałam w tym udział, ciesząc się z każdego, najgłupszego komentarza, ale z czasem obraz mi się wyostrzył i wykrystalizowały osoby, których opinie naprawdę cenię, a recenzje czytam z przyjemnością. Po innych nawet już mi się nie chce prześlizgiwać, bo po piątej takiej samej zawierającej achy i ochy po prostu nie mam siły i ochoty. I wcale nie chodzi mi o to, by na siłę krytykować, ale o własne zdanie. A mało kto je ma.

    Ja wciąż się uczę, pewnie sama nie jestem bez grzechu, dlatego z ożywieniem śledzę tę polemikę:-)

    1. To jest właśnie ten problem, że weryfikacja obrazkowa jest ustawiona automatycznie, ale w ten sposób, że sam autor bloga jej nie widzi, więc pozostaje tylko zwracanie uwagi przez kogoś 😉

      Co do komentarzy – temat rzeka, każdy początkujący bloger cieszy się, kiedy ktoś do niego zagląda, ale z czasem te bezwartościowe 'komęciki' stają się naprawdę problemowe.

    2. no ja stara wyjadaczka niby, dzisiaj, po Twojej notce zajrzałam do ustawień i co ja widzę: weryfikacja włączona. Cyk, popiół na głowę, wyłączyłam, grzeszyć więcej (w tym aspekcie) nie będę 🙂

    3. O proszę, fajnie, że zajrzałaś i zmieniłaś, nie dziwię się, że o tym nie wiedziałaś, skoro autorowi weryfikacja się nie wyświetla.

  34. Ojej! Coś czuję, że teraz zaserwuję potężny komentarz ;P
    Grzech 1 spotkałam dotychczas jedynie u jednej blogerki – właściwie mi on nie przeszkadza, a jedynie zastanawia.
    Z grzechem 2 natomiast sprawa wygląda już zupełnie inaczej. Oszalec można od tych dziwnych krzaczków! W początkowej fazie prowadzenia bloga nie zdawałam sobie sprawy, że coś takiego mam włączonego, jednak gdy tylko się zorientowałam posłałam krzaki w diabły! Sama życia sobie nie ułatwiłam, jednak innym zapewne – dlatego ładnie proszę: wyłączcie je!
    3. mnie irytuje, jedna zdaża mi się rzadko (I chwała!). Niestety w takich przypadkach nie umiem się pochamowac i odwiedzam blogera, aby powiedziec mu co myślę o jego "komentarzu". Najgorsze, że taki spam trafia również do mnie na maila. Przykładowo napisała do mnie dziewczyna (z grzeczności nie podam nicku) z prośbą abym polecała moim czytelnikom jej bloga, gdyż dopiero zaczyna, a co za tym idzie nie ma wyświetleń. Prosiła także o dodanie jej "tworu" do obserwowanych i listę blogów, choc sama ze swojej strony nic z tych rzeczy nie zrobiła – o to akurat mi się specjalnie nie rozchodzi. Zadziwiają mnie takie osoby!
    Odnośnie konkursów ośmielę się miec jednak inne zdanie (Zapewniam, że nie organiuzuję konkursu – żeby nie było, że się bronię). Zazwyczaj zamieszczane po blogach bannery sprawiają, że trafiam na świetne i później na nich zostaje. Wbrew pozorom nie jest nas wcale tak mało i przez rok nie udało mi się jeszcze poznac, czy nawet odwiedzic wszystkich blogów o książkowej tematyce.

    Z egzemplarzami recenzyjnymi jest już zupełnie inna zabawa. Jednak wszystkim mogę potwierdzic, że jeszcze żadne wydawnictwo nie zerwało, ani nawet nie miało do mnie pretensji o to, że nie wystawiłam ich książce wysokiej oceny.

    Na koniec dodam, że niestety znam jeszcze inne "grzechy blogerów". Przy większości nie dowierzam…

    1. Tak jak napisałam – temat się jeszcze nie wyczerpał, na forum wskazane były jeszcze inne grzechy, ale jeśli masz kolejne propozycje – dawaj śmiało, podyskutujemy 🙂

      Co do konkursów – jeśli przyjmiemy, że bannery są okej [ale tylko pod warunkiem, gdy ich umieszczenie nie jest obowiązkowe], to w porządku, ale wciąż pozostają chore wymogi typu "obowiązek dodania do obserwowanych" albo "polecenia bloga pięciu osobom". To jest naprawdę wybitnie słabe.

      O weryfikacji nie każdy wie, więc mam nadzieję, że ta dyskusja otworzy im oczy.

      A podobną prośbę o reklamowanie cudzego bloga też dostałam, ale całkowicie zignorowałam. Nie mam czasu na pierdoły 😉

    2. Oczywiście zgadzam się z tobą z tymi konkursami, obserwatorami i lajkami! A polecenie 5 osobą?! Co to w ogóle ma znaczyć?

      A z tymi innymi grzechami miałam na myśli nowy blogowy trend: zamieszczanie postów, jak udało się wyłudzić nowe współprace, pochwalić się ile wydawnictw im odpisało na maile, a ile nie i oczywiście jakie książki im przyślą. Nie mówię, że czymś złym jest zamieszczanie na w zakładkach, czy gdzieś tam informacji o współpracy, a jedynie, że drażnią mnie tego typu posty pojawiające się u mnie na blogrollu.

      PS. Świetny wątek – zapraszam do mnie 😉 Muhahahahaha ;]

    3. O rany, dobrze, że jeszcze się na coś takiego nie natknęłam 😀 Może dlatego, że ostatnio przez Euro i pisanie magisterki byłam mniej aktywna w blogosferze 😉

    4. Tylko pozazdrościc!
      Pierwszy tego typu post potraktowałam dośc łagodnie i nawet grzecznie pogratulowałam, w końcu cześć z nas jest jeszcze bardzo młoda – zarówno w sensie blogowym, jak i wiekowym – dlatego dużo rzeczy przepuszczam przez palce. Zaraz później jednak pojawiały się następne i następne. Dochodziło nawet do 2-3 na dzień tego typu postu. Swoją drogą zastanawia mnie, czym w takim wypadku kierują się wydawnictwa.

      Aaa i bym zapomniała. Pisałam, że odnośnie negatywnych recenzji nie miałam nieprzyjemności, jednak zdarzyło mi się coś zupełnie innego. Jedno wydawnictwo zerwało ze mną współpracę, gdy nie chciałam zgodzić się na przesłanie wpychanej na siłę książki. Na szczęście takie sytuacje są rzadkie.

    5. O rany, takiego wciskania ludziom książek nie lubię, nie popieram i nie rozumiem. Kiedy takowe dostaję, a mnie nie interesują, traktuje je jak prezent i nie czuję się zobowiązana recenzować.

    6. A ja znowu niekoniecznie się zgodzę 😉 Dla osób, które prowadzą bloga nieco dłużej i od dawna współpracują z wydawnictwami jest to może trochę irytujące ale np. ja osobiście dokładnie pamiętam jak się czułam, gdy zupełnie niespodziewanie napisał do mnie autor książki, bo na którymś blogu wypatrzył mój komentarz, w którym napisałam, że bardzo chętnie zapoznałabym się z jego twórczością. Na blogu tego co prawda nie obwieściłam ale już chwilę później pisałam maila do rodzeństwa by z kimś podzielić się moją radością. Gdy widzę takie notki, wychodzę z założenia że to też taki przejaw radości i po prostu cieszę się z ich właścicielami – że zostali docenieni i że będą mieli okazję poznać ofertę nowych wydawnictw. Uważam że akurat tego typu rzeczy to już prawo właściciela bloga, tak samo jak chwalenie się stosami czy nagrodami – kto tego nie lubi, niech po prostu te posty omija.

    7. Miałam tak samo jak Gosiarella- na siłę wciskano mi książkę której nie chciałam. Raz się zgodziłam, przeczytałam i zwyczajnie zjechałam w opinii. Wysłałam link i nawet chcieli dać mi kolejna książkę, nawet zapytali co bym chciała. Więc odpisałam co- i odpowiedź, że tą pozycję chcą akurat wszyscy blogerzy więc proponują mi tą i ta pozycję;/ Odpisałam, że nie dziękuję w takim razie bo szkoda mi marnować swój ograniczony mocno wolny czas na czytanie czegoś co mnie nie interesuje. Od tamtej pory cisza- zero odpowiedzi na moją wiadomość. Uznałam współpracę za zakończoną i nawet nie żałuję- bo braku szacunku nie trawię. A to ewidentnie był brak szacunku.

    8. alison2 ja także bardzo się cieszę, gdy ktoś mnie wypatrzy, czy nawiąże współprace, bo to naturalne. Niestety argument "kto tego nie lubi, niech omija" można zastosować do każdego z wymienionych poniżej grzechów. Nie lubisz, gdy blogerzy wypisują Ci komentarze lub maile z prośbą o promowanie – omiń lub usuń wiadomość, to wiadomo. Jednak skoro jesteśmy przy temacie blogowych grzeszków, to zwracamy na nie uwagę. Wiadomo, że to sprawa indywidualna. Ja z niektórymi wyżej wymienionymi się nie zgadzam i też to zaznaczam:)

      Z głową w książce – Do mnie też po tym incydencie przestali się oddzywac. Właściwie nie byłam specjalnie zaskoczona, bo jakby nie patrzeć na moje miejsce jest sto innych osób. Co ciekawe potraktowało mnie tak jedno z wydawnictw bardzo dobrze oceniane przez blogerów pod względem współpracy.

    9. Gosiarella niekoniecznie 😉 Jeśli ktoś np. kombinuje z czasem, żeby być na szczycie, wstawia streszczenia a książek nie czyta, wystawia oceny niezgodne z prawdą itp postępuje nie fair w stosunku do mnie, czytelnika. Myślę że warto zwrócić na to uwagę, powiedzieć – hej, nie jestem ślepa, szanuj mnie!
      Chwalenie się osiągnięciami w niczym mi nie szkodzi i stanowi po prostu element pewnego wyobrażenia jakie ustalił sobie konkretny bloger. Nie tak dawno brałam udział w innej dyskusji, w której pewna osoba krytykowała długie recenzje – że nie chce jej się ich czytać i w ogóle nie mają sensu. I w tamtym i w tym przypadku jestem zdania, że istnieje tyle blogów, że każdy może sobie wybrać takie, które mu odpowiadają i nie psuć sobie nerwów na takie, które go w jakiś sposób drażnią. Jeśli ktoś jest dumny z tego, że wydawnictwo wybrało właśnie jego to jakie ja mam prawo pisać mu, że nie wolno mu się tą wiadomością dzielić w sposób, który najbardziej mu odpowiada? Oczywiście masz prawo pozostać przy swojej opinii, ja tylko wyrażam moją 😉

    10. alison,
      ale tu chodzi o nagłe, niespodziewane przysłanie komuś książki, o którą nie prosił, albo której wręcz nie chciał. Póki wydawnictwo pyta i dostosowuje się do odpowiedzi, wszystko jest okej, ale wciskania na siłę naprawdę nie rozumiem.

      * * *

      Co do długości postów i innych aspektów "technicznych" – każdy ma prawo budować swoje teksty, jak chce, dlatego czy opinie są króciutkie czy szalenie długie – dla mnie w ogóle nie podlega to dyskusji. Czytam tych, których chcę i których styl czy dobór literatury odpowiada mi najbardziej. Nie widzę więc sensu zarzucać komuś, że pisze za długie lub za krótkie teksty. Niektórzy żeby wyrazić swoją opinię potrzebują wiele słów, inni potrafią coś streścić w paru zdaniach. Oba wybory uważam za "prawidłowe" 🙂

    11. Moja droga, ja na temat wciskania książek się nie wypowiadałam bo zgadzam się z przedmówczyniami (min Tobą) Zareagowałam jedynie na krytykę faktu, że niektóre osoby chwalą się nowymi współpracami czy książkami, które mają otrzymać w postach. Moim zdaniem nic w tym złego i jeśli kogoś to irytuje, może spokojnie taki post pomijać. 😉

  35. Wymieniłaś prawie wszystko co denerwujące w blogosferze, ale o pierwszym punkcie nie miałam zielonego pojęcia. Myślałam, że aktualizowane posty nie wyświetlają się jako nowe i u góry 😉

    1. Zaktualizowane nie. Chyba, że ktoś majstrował przy dacie i godzinie 😉

    2. Oh to dobrze, chociaż nawet nie umiem przekombinować tej daty i godziny 😉

  36. Mnie też zaskoczył punkt pierwszy. Nie zwróciłam nawet uwagi, zdarza mi się znaleźć błąd, czy coś, i wtedy oczywiście poprawiam, ale rozumiem, że jak nie zmieniam nic w dacie i godzinie, to "winduję" sztucznie bloga wyżej?

    Na pewno kwestie, o których piszesz są irytujące mniej lub bardziej. Staram się selekcjonować blogi, które mam w czytniku rss i tyle. O niektórych z nich dowiedziałam się w ogóle właśnie z komentarza pod jakąś notką. Komentowanie, nawet takie "przeczytam / nie przeczytam" mnie nie mierzi. Na pewno jest to jakiś sposób promowania bloga' Kiedy pojawia się tego typu komentarz, rzucam po prostu okiem na takiego bloga, i jeśli jest interesujący, obserwuję. Jeśli nie, to nie. Odkąd nie komentujemy innych regularnie, liczba komentarzy u nas spadła. Było to dla mnie od początku oczywiste, blogowanie funkcjonuje troszkę (nie zawsze oczywiście) na zasadzie "scratch my back, and I'll scratch yours", ale tak chyba było, jest, i będzie 🙂 Ja tam nie zamierzam szarpać sobie tym nerwów.

    1. miało być "nie winduję" oczywiście!

    2. Bez obaw – póki nie kombinujesz z datą i godziną, nic się nie dzieje 🙂

      Czasem dzięki komentarzom faktycznie można trafić na ciekawy blog, ale z reguły ci, którzy zostawiają marnej jakości komentarze nie mają wybitnych blogów 😉

  37. O, dziękuję za wyjaśnienie mi, dlaczego kilka razy dziennie wyskakują mi na szczycie listy te same blogi, skoro powinna się ona automatycznie aktualizować. Głupia ja, myślałam, że to błąd strony, a nie tani chwyt blogerów. 😉 Co do weryfikacji obrazkowej to zlikwidowałam ją natychmiast, jak tylko zorientowałam się, że coś takiego u mnie istnieje. Mi to przeszkadza, często zniechęca do napisania komentarza, dlatego postanowiłam nie utrudniać pisania innym. Odniosę się jeszcze tylko do punktu 5, bo tak na szybko piszę ten komentarz, a chętnie rozpisałabym się nieco więcej, jednak czasu brak. Faktycznie jest to dosyć denerwujące zjawisko, szczególnie, że nie wiadomo czy ufać takiej recenzji, czy może jednak nie. Według mnie jednak jest to kwestia sumienia danych osób, które takie laurki popełniają, ja się czuję szczęśliwa, że tego nie robię. Miałam przygodę z pewnym wydawnictwem, które po wysłaniu mi jednej książki (pierwszej i ostatniej :D) oraz otrzymaniu ode mnie niezbyt pochlebnej recenzji zwrotnej, uprzejmie podziękowało za dalszą współpracę. Nie czuję się zła, rozżalona ani smutna, napisałam to, co myślałam i naprawdę czułam. Troszkę szkoda, że wydawnictwo nie potrafiło przyjąć tej recenzji "na klatę", bo jak sama napisałaś, nie wszystkim dana książka będzie się podobać, ale cóż… Trudno. 🙂

    1. Miałam podobną sytuację z jednym wydawnictwem, o czym przypomniałam sobie dopiero przed paroma minutami. Jakoś nie żałuję, po co mam współpracować z tak wybitnie nieprofesjonalnymi ludźmi?

    2. Hehe, ja w takiej sytuacji dostałam obrażalskiego maila, że zniechęcam ludzi do czytelnictwa xDDD

    3. Mnie to nawet dwa wydawnictwa, których ksiażkom wystawiłam słabe 3-, nie odpowiedziały. To się dopiero obraziły:)

  38. Ja dodam do tej listy cytaty z kodeksu karnego na temat praw autorskich i groźby odpowiedzialności karnej. Bardziej to śmieszne niż straszne przy takiej popularności blogosfery z recenzjami. Zwłaszcza w połączeniu z kilkoma kontami na portalach recenzenckich gdzie pojawiają się te same recenzje.

    To samo tyczy się zasad komentowania na danym blogu. Komentarze są dla czytelników a nie dla blogera! Jeśli coś mu się nie podoba może komentarze moderować albo je zablokować. Nawet wklejanie linków w komentarzu jest dla blogera niegroźnie, one są nieklikalne i niewidoczne dla robotów google a najczęściej informują o pojawieniu się nowej twarzy w blogosferze 😉

    Obydwa zjawiska, specjalne zasady i fochy po ich złamaniu świadczą o niezrozumieniu zasad jakimi rządzi się internet 🙂

    1. Mimo to komentarz świadczy o blogerze – czasem mam wrażenie, że próbując obskoczyć jak największą ilość blogów kopiuje i wkleja te same lakoniczne komentarze z serii "przeczytam na pewno":)

    2. Czasami trudno napisać długi komentarz o książce której się nie czytało i nie zna się autora. Jeśli recenzja i książka mnie interesują zostawiam coś jakiś znak po sobie, często właśnie lakoniczne "przeczytam" 😉

      Robię to po to, żeby blogerowi było miło, żeby miał znak, że ktoś przeczytał jego tekst. Czasami od razu daję książkę do listy zakupów ale najczęściej notuję w pamięci. Może mi się przypomni jak zobaczę okładkę w bibliotece 😉

      Może się zdarzyć, że nigdy nie trafię na tą książkę albo o niej zapomnę ale to chyba nie grzech 😉

    3. Jasne, mnie też się to zdarza – zwłaszcza, jeśli recenzja jest wyczerpująca i rzetelna, a książka budzi moje zainteresowanie – w końcu trzeba docenić czyjś wysiłek; chodzi mi o nagminne komentarze tych samych, konkretnych osób:)

    4. Dariuszu,
      tylko jeśli ktoś stale zostawia takie komentarze, to osoba, która non-stop je otrzymuje po pewnym czasie może dojść do wniosku, że ludzie jej nie czytają, skoro nie potrafią w żaden sposób odnieść się do treści recenzji.

  39. Hihi, wielu ciekawych rzeczy tu się dowiedziałam i muszę przyznać, że wiele elementów bardzo mnie zaskoczyło.
    Przede wszystkim rozbawiła mnie informacja o osobach dopominających się o konkursy. serio, są takie? co za tupet trzeba mieć 😉
    nigdy nie zauważyłam tez żeby ktoś specjalnie zmieniał datę publikacji posta…
    Co do komentarzy to najbardziej nie lubię "raczej nie dla mnie", "Nie przeczytam". Zawsze wtedy mam ochotę odpisać: "to po co to piszesz?" 😉
    Co do ocean blogerów to osoby wiecznie wystawiające 4/5, 5/5 już dawno straciły dla mnie jakąkolwiek wiarygodność. Nie ufam tez tym recenzentom, którzy potrafią dzień w dzień publikować 2 lub 3 recenzje. Nawet zakładając, że czytają super szybko, to chyba mają jeszcze jakieś życie codzienne no i samo napisanie posta tez zajmuje trochę czasu – coś mi tu zdecydowanie nie gra… nie chcę tu rzucać oskarżeń, ze nie czytają recenzowanych książek, ale dziwny trafem wszystkie recenzje są bardzo ogólnikowe i napisane według stałego schematu, na podstawie informacji, które można wyczytać z okładki…
    Co do mniejszej ilości komentarzy po książkami nie należącymi do nowości czy klasyki to raczej się z tym nie zgadzam; ostatnio sporo szperam i wyszukuję w mojej biblioteczce pozycje nieco zapomniane, mniej rozreklamowane i wcale nie zauważyłam spadku ilości komentarzy. Wręcz przeciwnie, mam wrażenie, że posty te cieszą się większą popularnością niż recenzje świeżynek. 🙂
    Klaudyno, świetny pomysł miałaś z tym postem, zwłaszcza, ze każdy może prześledzić te punkty i sprawdzić czy przypadkiem nie jest jednym z grzeszników. Pozdrawiam serdecznie! 🙂

    1. Generalnie się z Tobą zgadzam, irytują mnie komentarze z cyklu "Nie przeczytam". Ale trochę zaprotestuję odnośnie częstotliwości publikowania recenzji. Jeśli ktoś umieszcza 2-3 teksty dziennie to faktycznie jest to co najmniej podejrzane, choć ja się z taką sytuacją nie spotkałam. Natomiast na moim blogu niemalże codziennie można znaleźć recenzję książki i nie jest to żadne "oszustwo", ponieważ
      1. mam szybkie tempo czytania i sporo czasu wolnego
      2. często mam zaległe recenzje, tzn. czasem czytam szybciej niż publikuję posty, więc mam niejako kilka tekstów "w zapasie" albo też mogę w końcu opublikować recenzję, którą pisałam dla portalu, z którym współpracuję (w tym przypadku muszę czekać nawet ok. 2 tygodni od napisania tekstu do jego publikacji, a regulamin nie pozwala mi na umieszczenie tekstu zanim nie pojawi się na oficjalnej stronie).
      I podejrzewam, że wiele osób ma podobnie 😉
      Pozdrawiam!

    2. Kasiu,
      mi też zdarza się publikować recenzje niemalże codziennie, zwłaszcza, teraz, kiedy mam wakacje i pewnie będę to robiła do października. 🙂
      Ale wierz mi, są takie blogi, gdzie 3 recenzje dziennie występują (o jednej z takich osób pisze gdzieś niżej Asia) i to nie jako ewenement w ramach nadrabiania zaległości (bo to też mi się zdarzało), ale jako codzienna norma, przez cały rok. Być może krzywdzę takie osoby, może one faktycznie czytają i piszą tak szybko i jeszcze znajdują czas na życie prywatne. Nie wiem, ale trochę mało to jest dla mnie wiarygodne.
      Ale absolutnie nie chodziło mi o osoby piszące, tak jak Ty czy ja kiedy mam czas, po jednej, czy czasami nawet więcej recenzji dziennie. Absolutnie nie traktuję tego jak "oszustwo" 🙂
      Pozdrawiam 🙂

    3. Nie trafiłam jeszcze na ten blog, ale skoro tak przedstawiasz sprawę, to nie pozostaje mi nic innego, jak tylko się zgodzić i w pełni podpisać się pod opinią, że coś jest nie tak…
      Pozdrawiam 🙂

    4. Annie,
      masz rację, również zauważam ten problem. Nie wierzę, że ktoś jest w stanie tyle płodzić. Musiałby nie robić nic, poza czytaniem i pisaniem. Zresztą po stosowaniu wspomnianych schematów widać, że się dane jednostki w ogóle nie wysilają w tym, co robią.

    5. Jakbyś mogła wyjaśnić dlaczego mie ufasz osobom oceniającym ksiażki,jak się domyślam, wysoko w skali? Mnie raczej nie zdarza się dać mniej niż 4 i nawet nie zamierzam. Po prostu czytam a tym bardziej opisuję i polecam dalej tylko książki,które naprawdę mi się podobają i mnie wciągnęły. Jeśli przeczytana historia nie podobała mi się co zadarza się rzadko, z prostego powodu o którym za moment,to po prostu o niej nie piszę,bo po co?Zwykle uważam że książka która mnie irytuje i aż mnie korci do krytyki nie zasluguje na mój czas, wolę w tym czasie sięgnąć po inną.Po co mam się męczyć? Żeby napisać złośliwą krytykę i mieć pewność że zatem ktoś mi ufa? A co jeśli z tym kimś nadajemy na innych falach i mamy inne gusta?

    6. Ale czemu od razu mówimy o złośliwej krytyce? Przeciwwagą dla wysokiej oceny wcale nie musi być czysta złośliwość. I ja się z tym brakiem zaufania do takich osób zgadzam, bo nie potrafię uwierzyć, że ktoś, kto płodzi 50 recenzji miesięcznie trafia na same wybitne książki. Zwłaszcza, że potem na portalach stawia im zupełnie inną ocenę.

  40. Futbolowa- świetny pomysł na dyskusję!

    1. Cieszę się, że ktoś w końcu napisał o zmienianiu daty w postach. Na początku swojego pisania na Bloggerze, gdy to zauważyłam, to myślałam, że może to wynik jakieś ważnej aktualizacji i czytałam wpis jeszcze raz. Po kilku takich przypadkach zrozumiałam, o co chodzi i byłam wściekła. Po co korzystać z takich sztuczek? Nie lepiej pisać więcej wartościowych postów, by być na tym upragniony szczycie blogrolla?

    2, 3. Kolejny równie ważny temat. Nieraz nie mam czasu komentować,więc gdy widzę: "wpisz kod z obrazka", to nieraz rezygnuję z komentowania, bo nie mogę rozszyfrować tych znaczków. A co do komentarzy, często komentuję: "planuję przeczytać", "przeczytałam i książka mi się podoba", itd. Chcę pozostawić jakiś ślad, że byłam i, co ważniejsze, przeczytałam posta. Nigdy jednak nie pisałam "zapraszam do mnie", gdyż uważam to za "trochę" nachalne.

    4. Z tymi konkursami- masz rację. Wolę pójść do sklepu i kupić książkę niż spełniać tysiąc warunków uczestniczenia w losowaniu. Nie widzę sensu ze sztucznym tworzeniem obserwatorów. Co z tego, że ktoś doda Cię do obserwowanych, skoro nie będzie potem bloga odwiedzać i czytać?

    5.Według mnie przy ocenianiu książek należy, tak jak zauważyłaś, zachować szczerość. Na moim blogu jest wiele pozytywnych opinii, ale pewnie wynika to z faktu, że nie lubię marnować czasu na gnioty (może z małymi wyjątkami).

    6. Na ten punkt nie mam słów. Pamiętam jak raz przeczytałam pewną "recenzję" i poznałam całą treść powieści. 🙁

    7.Jeśli chodzi o współpracę z wydawnictwami- myślałam, że tego uniknę. Nie mam kilometrowej listy współprac, a coraz częściej otrzymuję pytania: jak dostać darmowe książki? Nieraz mam ochotę napisać, że to nie są darmowe egzemplarze! Trzeba dać coś w zamian- opinię. I nie mam tu na myśli dwóch zdań, ale opisanie swoich uczuć towarzyszących podczas lektury.

    Oprócz wymienionych przez Ciebie grzechów warto dodać m. in. plagiatowanie. Zauważyłam, że ostatnio to jakaś plaga.

    1. Tak, plagiatowanie czy też 'inspirowanie się' to ogromny problem (na który kilka osób zwróciło w tej dyskusji uwagę), sama zaczynam odhaczać sobie takich podejrzanych blogerów, bo coś mnie trafia, kiedy widzę, że ktoś zżyna ze mnie lub słyszę od innych, że zżyna z nich.

  41. Przeczytałam post, przeczytałam wszystkie komentarze pod nim… I w sumie cieszę się, że sobie już od ponad trzech lat (właśnie odkryłam, że w ubiegły czwartek miałam rocznicę) funkcjonuję sobie na obrzeżach blogosfery. Nie dotyczą mnie te wszystkie gierki i to głaskanie po głowach, które uskuteczniają blogerzy. I właśnie ta wzajemna adoracja chyba najbardziej mnie wkurza. A poza tym – miałam o tym napisać dopiero jutro na swoim blogu – napisałam o Was pracę magisterską. A konkretnie o komunikacji w książkowej blogosferze. I wiecie co wyszło? Że komunikacja tak naprawdę jest szczątkowa. Tzn. bardziej pozostaje jako postulat i przekonanie o tym, że istnieje (bo przecież w takim medium istnieć powinna) niż rzeczywiście można ją odnaleźć. Głównie właśnie przez takie krótkie, nic nie wnoszące do dyskusji komentarze jak "przeczytam", "nie przeczytam", "fajna recenzja". To tyle ode mnie 🙂

    1. Wrr. Zapomniałam jeszcze dodać, że denerwuje mnie kiedy piszę u kogoś w komentarzu jakąś negatywną opinię na temat książki, którą ten ktoś się zachwyca, a on się prawie (albo wcale nie prawie) obraża, że śmiem mieć inną opinię od niego i wszystkich innych komentujących.

    2. Właśnie, to jest to. Niby się komunikujemy, a jednak nie bardzo. Tak jest w ogóle w dobie Internetu, portali społecznościowych, gdzie możesz odnaleźć swoich znajomych, obejrzeć ich najnowszy samochód i tropikalne wakacje na zdjęciach pojawia się coraz więcej. Komunikatory prześcigują się w bajerach lub/i pozornej "prostocie", gadżetowy świat zapełnia się smartfonami, pękającymi w szwach od wodotrysków i innych wlotów opcji, a im więcej proponują do tego "by być bliżej, tych, których kochasz", tym mniej ich jest blisko Ciebie.

      Troszkę zobaczyłam z głównego tematu i z samej komunikacji na blogu, ale to dla mnie jeden z poważniejszych problemów XXI wieku, o którym też warto kiedyś porozmawiać.

      Temat na pracę magisterską tym bardziej ciekawy i sama chętnie bym ją przeczytała. Przez to, że goni się za sukcesem, szybkimi efektami itp. przeocza się najistotniejsze. Gromadzi się więc coraz więcej takich, którzy wszelkimi możliwymi sposobami ignorują treść postów, zostawiając głupkowate komentarze, walą drzwiami i oknami do wydawnictw, chociaż nadal twierdzą, że słowo "wiewiórka" pisze się przez "u", i tak dalej, i tak dalej.

      To się ociera o głupotę, ale mówią na to też "cwaniactwo". I tylko od nas zależy, czy będziemy doceniać prawdziwych artystów, dobrych pisarzy i przyciągających swoim stylem bloggerów, zostawiając płytkość tych "cwańszych" tylko im podobnym.

    3. Schizma – a można będzie ją gdzieś przeczytać? Jakoś zdobyć? Bo bardzo, ale to bardzo mnie zaciekawiłaś i z wielką chęcią bym Twą pracę przeczytała!

    4. Praca będzie dostępna na Wydziale Ekonomiczno-Socjologicznym Uniwersytetu Łódzkiego. Nie udostępniam jej przez net, bo prawa autorskie i takie tam 😉 Nie żebym Wam nie ufała, ale strzeżonego i tak dalej 😉

    5. To chociaż może zarysujesz ogóle wnioski [poza wyżej przedstawionymi] 🙂 I mnie bardzo ten temat zaciekawił, sama pisałam o blogerach, ale tych, zajmujących się Postcrossingiem 😉

      Masz całkowitą rację, jeżeli chodzi o naszą komunikację, choć faktem jest, że to po prostu znak czasów. Powinniśmy się jakoś od tego odcinać, ale nie wychodzi… Chociaż powyższa dyskusja jest raczej tego zaprzeczeniem.

    6. Badania obejmowały okres ostatnich trzech miesięcy 2011 r. i tak naprawdę próba była niewielka. Postaram się napisać jakieś strawne podsumowanie i wrzucić je na bloga (zapraszam do mnie zatem ;P ), ale to jak już trochę opadną emocje (i zmęczenie) po obronie 🙂

      Swoją drogą przeczytanie całej tej dyskusji zajmuje jakieś dzikie ilości czasu 😉

  42. Temat rzeka:) Jak widzę nie jestem jedyną osobą, której pewne rzeczy w blogosferze przeszkadzają, cieszę się, chociaż nie wiem czy jest z czego…Bloguję dopiero 7 miesięcy, zatem własciwie zaczynam, a już mnie to dosyć zmęczyło, tzn. nie samo blogowanie, ale ta cała jego otoczka. Zauważyłem wszystkie wymienione przez ciebie grzechy główne. Myślę, że wiele dziwnych ruchów i akcji niektórych blogerów wynika z tego, że postawili sobie inny cel niż zapisywanie swoich wrażeń i przemysleń z przeczytanych książek. Celem są darmowe egzemplarze i współpraca z wydawnictwami, a te często, niestety, zależą od popularności i statystyk danego bloga. Czasami dla wydawcy nie liczy się nawet czy recenzja jest dobrze napisana, wystarczy, że blog na, którym się ukazała ma dobre statystyki. Do wymienionych przez ciebie grzechów dorzuciłbym jeszcze stosiki, które niewiele wnoszą nowego i mnie już trochę nudzą oraz notki oklicznościowe, bo blog skończył właśnie 3 miesiące. Być może sam popełniam jakieś błędy, grzechy, bo tylko ten ich nie popełnia kto nic nie robi. Zawsze jednak przyjmę konstruktywną krytykę:) Nie chcę przynudzać, ale obawiam się, że nie zmienimy świata blogosfery i ludzi, ale chciałbym się mylić…

    1. Podobnie jak Ty, początku nie przepadałam za "stosikami" 😉 Ale notki okolicznościowe są ok, o ile nie pojawiają się zbyt często. Fajnie jest "poznać" trochę lepiej osobę, którą się zna tylko wirtualnie.

      Myślę, że większości z nas zdarza się robić jakieś drobne rzeczy, które irytują innych. To naturalne, w realnym świecie też pewnie kogoś irytujemy 😉

    2. hej, ja robiłam notkę z okazji 3 miesięcy i bardzo się spodobała 😉 uznałam to za dobrą formę przedstawienia mojej osoby niż od razu w pierwszym poscie bo co tu kryć, jak na blogu jeszcze nikogo nie ma, to nikt tej pierwszej notki nie czyta 😉
      stosiki początkowo omijałam ale z czasem polubiłam, szczególnie cieszą mnie te, w których znajdują się książki, które znam i mogę od razu coś na ten temat napisać 😉

    3. Muszę się nie zgodzić w sprawie stosików. Tak jak alison2, polubiłam je. Poza tym, gdy w domu, nie mam się z kim podzielić radością, że "książki przyszły!" wrzucam zdjęcie na bloga i jeśli ktoś napisze coś prócz "świetny stosik", wyszczególni niektóre pozycje to czytam o tym z przyjemnością i na sercu jakoś milej się robi.

    4. Ależ ja nie postuluję, żeby ich nie było 🙂 Stosiki to kwestia osobistych preferencji. Jedni lubią i zamieszczają, a inni nie. Chyba nikomu do głowy by nie wpadło, żeby nie zaglądać do kogoś, bo zamieszcza stosiki albo tego nie robi.

    5. Również należę do fanów stosików – widok książek wywołuje u mnie przyspieszone bicie serca. Uwielbiam podziwiać biblioteczki innych.

  43. Nawet nie wiedziałam, że aktualizacje powodują, iż mój blog sobie skacze na wyższe pozycje. Wykorzystuje je tylko wtedy, gdy nie podoba mi się coś w moim wpisie, najczęściej tuż po jego publikacji (choć tutaj pewnie to niezauważalne, chyba, że mój blog byłby śledzony bez przerwy, a to raczej niemożliwe). Weryfikacja obrazkowa też mnie denerwuje, lecz staram się to szanować. Nie każdy wie gdzie co jest i właśnie nie zdaje sobie sprawy z tego, że utrudnia innym blogowanie.
    Denerwuje mnie nieco połączenie weryfikacji z moderowaniem. Po co aż takie zabezpieczenia?
    Reklamowanie bloga! O zgrozo! Jak ja tego nie lubię. Ale przyznać muszę, że kilka razy mi się zdarzyło, niestety. Na szczęście, tylko kilka, na palcach jednej ręki by tego wyszło. Uf..!
    Pod postami czasem zdarza mi się napisać jedno zdanie. Nie zawsze wiem, co mogę powiedzieć i dlatego zostawiam jakikolwiek ślad po sobie. Staram się jednak dodać coś od siebie. Więc nawet jeśli wyjdzie jedno zdanie, to mam nadzieję, że nigdy nie jest za krótkie.
    Co do konkursów, niektóre są naprawdę ciekawe i przemyślane, ale u innych od razu widać nabijanie sobie licznika obserwatorów. Ja jestem zadowolona z tego, co mam, bez takich udziwnień. Co prawda biorę udział w kilku konkursach, ale wybieram takie, których nagrody mi się naprawdę podobają.
    Ze streszczeniami książek się nie spotkałam, ale za to spotkałam się z blogiem, który ma dużo recenzji książek. Kiedyś trafiłam tak na jedną pozycję, która nawet mnie zainteresowała. Recenzja była krótka, ale dość zachęcająca. Jaka szkoda, że nie spojrzałam na opis z okładki! Przecież to było niemal to samo! Najbardziej zdumiało mnie to, gdy po wstawieniu mojej recenzji, osoba z owego bloga napisała u mnie słowa: "nie, dziękuję". Jakby o książce nie słyszała!

    1. Aktualizacje nie podbijają pozycji, tylko ręczna zmiana daty posta ma taki efekt 😉

    2. Haha, niezła sytuacja 🙂 pamięć ludzka zawodna jest 😉

      Być może część blogów prowadzona jest przez "zawodowców" trudniących się marketingiem. W końcu istnieją specjaliści od marketing szeptanego i niektóre blogi podejrzewam o ten proceder 😉

    3. Hahah, a to mocne, jak widać niektórzy "producenci" recenzji są w stanie posunąć się do wszystkiego 🙂

      Co do aktualizacji – blog pojawi się na szczycie tylko jeśli ręcznie zmienisz datę i godzinę publikacji posta.

    4. 🙂 cudowna sytuacja 🙂

      A z tą aktualizacją to też na początku nie byłam pewna jak to działa. Nawet literówki bałam się poprawiać, żeby czegoś nie namieszać. Teraz wreszcie mam jasność 🙂

    5. Aktualizacja posta, bez ręcznej zmiany daty posta, nie powoduje jego "wyskoczenia" na wyższe pozycje.

    6. Czyli mnie to podbijanie nie dotyczy! Uff! Już się bałam, że komuś śmiecę w blogrollu.
      Mało komputerowa jestem, niestety. Podstawy tylko znam 😉

  44. Aktualizowanie swoich postów, dziwaczne 'komcie' i pisanie pozytywnych opinii książkom, które się nie podobały, to dla mnie coś niezrozumiałego. Jeszcze walenie drzwiami i oknami do wydawnictw – porażka! Cholera jasna mnie bierze, gdy widzę bloga, na którym są 2-3 recenzje, a już ma zakładkę współpraca. Wczoraj natrafiłam na takiego, który miał tylko notkę powitalną, a zakładka… już była. Chęć zdobycia 'darmowych' książek jest po prostu przytłaczająca.

    Osobiście zdarzyło mi się nagrzeszyć z tymi konkursami – bannerki, lajki na fejsbuku itp. to niestety pewien element reklamy, ale właśnie doszłam do wniosku, że to tani chwyt i obiecuję, więcej już tak nie zrobię. Dałaś mi do myślenia.

    Świetna dyskusja, dziękuję Ci bardzo za podrzucenie tego tematu :).
    Pozdrawiam!

    1. Wiesz, reklama jest fajna, póki nie nosi znamion sztuczności i nachalności. Według mnie nie ma sensu na chama zdobywać obserwatorów czy fanów, skoro mają to być tylko bierni czyhacze na książki, a nie rzeczywiści odbiorcy.

  45. Zgadzam się z większością zarzutów, chociaż podbijanie swoich postów mnie nie drażni. Sama tego nie robię, ale nie uważam żeby było to zbrodnią. Jeżeli chodzi o recenzje książek od wydawnictw i portali to nie mam skrupułów przed napisaniem niepochlebnej, jeżeli książka na to zasługuje. Poruszyłaś jednak problem ocen na blogu i na LubimyCzytać. Na blogu stosuję sześciostopniową skalę, na LC jest chyba dziesięć gwiazdek, ostatnio przeczytaną książkę oceniłam na 4/6, a na LC jako dobrą. Moim zdaniem to jest adekwatna ocena, chociaż czasami trudno mi te gwiazdki z LC dostosować do mojej skali. Mam nadzieję, że nikt nie odbiera tego negatywnie.

    1. Ja też mam pewien problem z ocenianiem na LC, ponieważ szczerze mówiąc nie odpowiada mi to, w jaki sposób opisane są kolejne gwiazdki. Tak przykładowo 6/10 to dla mnie ocena raczej przeciętna, natomiast wg skali LC już "dobra". Dlatego w moich ocenach na tym serwisie nie patrzę na opisowe oceny tylko staram się przeliczać moją blogową skalę 1-6 na skalę 1-10

    2. Również nie patrzę na te ich opisy gwiazdek, bo są raczej nieadekwatne. Ale czyjeś 5/5 powinno się przekładać raczej na 8/10, 9/10 czy 10/10 na LC, a nie na 4 czy 5, bo od razu da się wyczuć pewien fałsz w tym wszystkim.

  46. Co za dyskusja 🙂 Przyznam szczerze, że chętnie podpiszę się pod wszystkim co napisała, Klaudyna. O niektórych zaś "grzeszkach", o których piszecie w komentarzach, nie miałam pojęcia! Głowa boli, co to się dzieje…

  47. Klaudynko, po prostu dzięki za tę dyskusję.
    Nie tylko zmusza do myślenia, ale i otwiera oczy na pewne rzeczy.

    Ze wszystkimi podpunktami zgadzam się w 100%. Z komentarzami w 90%:)

    Czasem po prostu siedzę i wzdycham tęsknie do czasów, gdy na onecie miałam kilkanaście osób z którymi wymieniałam komentarze i nie były one typu: "Z chęcią przeczytam". Wtedy nawet słowa: "Zapraszam na nowego posta" tak nie denerwowały, tylko świadczyły, że będzie znów jakaś ciekawa opinia (nie zawsze pochlebna). Oczywiście nie mówię, że u wszystkich tak było, jednak w większości. Potem wpadłam w ten wir blogowania. Było coraz więcej książek od wydawnictw, coraz więcej osób, które komentowały, coraz więcej zobowiązań. Wtedy pewnie i u mnie pojawiły się różne "grzeszki". Od jakiegoś czasu, krok po kroku staram się z tego wyplątać. Nie komentuje po to by komentować, zadałam sobie pytania: "Czy na prawdę chcę przeczytać tę książkę?", zrezygnowałam z kilku współprac i po prostu staram się choć po części przywrócić tę onetowską atmosferę też tu. Na razie skutek tego wszystkiego jest dość mierny, jednak mam nadzieję, że niedługo złapię szczyptę tej Radości (inspiracja Lewisem).

    Ach, i (to niestety muszę powiedzieć, chociaż wiem, że powtórzę za wieloma osobami) jeśli macie pisać jakieś głupstwa nie czytając recenzji, patrząc tylko na ocenę, to ja dziękuję. Agnesto, Twój przykład jest świetny! I niestety, smutny za razem…

    Klaudynko, jeszcze raz dzięki za świetną dyskusję i poprawianie czasem moich błędów (ech, zdarzają mi się…).

    Pozdrawiam,
    Mery

    1. Mery,
      dziękuję za miłe słowo 🙂

      Fakt jest taki, że każdy z nas zmienia się wraz z nabieraniem doświadczenia w blogosferze. Dlatego łatwo przychodzi przymykanie oczu na pewne uchybienia czy problemy innych osób. Jednak niektóre zjawiska są już maksymalnie irytujące i odbierające przyjemność z blogowania [też z nostalgią wspominam 'dawne' czasy ;)]. Fajnie, że ten temat może komuś otworzyć oczy – na to właśnie liczyłam.

  48. Myślę, że dzięki temu wpisowi niektórzy z blogerów zmienią pewne irytujące zachowania. Albo i nie ^^
    Nagminne podbijanie postów irytuje, ale skłamałabym twierdząc, że sama tego nie robię 🙂 Zdarza się, zwłaszcza gdy recenzję napiszę późno w nocy i najzwyczajniej w świecie chcę trafić do większej liczby odbiorców. Nie podbijam jednak jednego posta milion razy w ciągu tygodnia, bo to już by była lekka przesada. Nie czuję jednak abym specjalnie zaśmiecała blogrolle innych, a przynajmniej nikt mi na to uwagi nie zwrócił 😀

    Weryfikacja irytuje, jeśli znajomy bloger,którego wyjątkowo komentuję ma to ustrojstwo to uprzejmie proszę o wyłączenie: często jest tak jak piszesz: ludziska nie mają o tym pojęcia, bo blogspot ustawia krzaczki domyślnie…
    A właśnie, komentowanie! Co prawda nie narzekam na jakąś wielką liczbę spamowych komentarzy, ale i sama takich nie piszę. Ogólnie komentuję rzadko i u znajomych recenzentów piszących o książkach z mojego targetu, więc często (na szczęście!) wywiązuje się z tego choć krótka dyskusja. Na upierdliwe nakłanianie do wizyty nie reaguję, a czasem wręcz taki komentarz usuwam.
    Nie każdy komentarz "coś dla mnie!" itp traktuję jak spam, ale to zależy od tego, kto taki kwiatek na mym blogu zamieści.

    Wygląd bloga: nienawidzę pstrokacizny, dziwnych czcionek i miliona dodatków spowalniających ładowanie się strony. Do niedawna(a raczej do dzisiaj) musiałam nad wyraz szanować swój transfer,więc takie odpustowe blogi wyłączałam jak tylko widziałam, że zjedzą mi internet. Nie lubię też gdy ktoś ma "grającą" reklamę czy muzyczkę dokoptowaną do swojej strony: piszę w ciszy i nieraz mało zawału bym dostała 😛

    Z konkursami bywa różnie, ale nie razi mnie to zbytnio, bo nieczęsto w konkursach z "wymaganiami"można wygrać coś dla mnie wartościowego^^

    Blogi laurkowe omijam,czasem poczytam by się pośmiać.Ja rozumiem, każdy ma swój gust (i tak ostatnio okazało się, że "Łowca Złodziei", który mi nie podpasował bardzo przypadł do gustu innemu czytelnikowi, a z kolei podobająca mi się "Nieśmiertelność zabije nas wszystkich" zanudziła jednego z moich ulubionych blogerów), ale serio, są przypadki osób, u których pewne na bank jest, że książkę od wydawnictwa wychwalą pod niebiosa. Ja tam nie boję się napisać że coś mi się nie podobało i jak na razie nikt z "góry" mi uwagi nie zwrócił, a moje skromne współprace trwają nadal.

    Zakładka "współpraca"- fajna sprawa, dzięki niej często na starcie wiem, jakie książki czytuje bloger i wiem, czy obserwować czy też nie 🙂 U mnie takowa połączona jest z kontaktem i uważam ją za sposób promocji zarówno portalu, wydawnictwa, jak i mojego bloga 🙂

    Streszczanie: mam z tym problem. Tzn. ostatnio najchętniej o treści bym nie pisała, ale w przypadku recenzji portalowej wypada wspomnieć chociaż trochę o głównym zarysie fabuły. Chyba tylko przy Kosikowym "Marsie" nieco mnie poniosło, ale korekta nie krzyczała, więc nie było źle ^^
    Recenzje "od linijki" to nuuuda, jeśli takową czytam to ograniczam się do wniosków końcowych ;p

    O wydawnictwach się nie wypowiem, bo mi jest dobrze tak, jak jest 😀

    Na szczęście nie ma przymusu obserwowania i czytania blogów,które nas wkurzają, bywam regularnie na powiedzmy 20, resztę ottak przeglądam i dobrze mi z tym 😀

    1. O rany, muzyka na blogach to coś strasznego! Generalnie na blogach książkowych spotykam ją rzadko, ale jak już się trafi, również strasznie temat przeżywam i natychmiast w panice wyłączam przeglądarkę.

      Co do reszty Twojej wypowiedzi – właściwie nie muszę nic dodawać, całkowicie się zgadzamy.

  49. Jak dla mnie, największym grzechem bloggera są błędy interpunkcyjne i ortograficzne. Te drugie irytują mnie najbardziej, bo to z nimi najczęściej się spotykam, a jako wzrokowcowi, najbardziej przeszkadzają mi w czytaniu. Na te pierwsze często przymykam oczy – sama często nie jestem pewna, czy w danym miejscu trzeba postawić przecinek.

    Następnym mankamentem bloggera jest dla mnie ta przeklęta weryfikacja obrazkowa. sama wyłączyłam ją już dawno temu – ustawiłam jedynie moderowanie komentarzy, co by jeszcze rzucić na nie okiem.

    Też nienawidzę streszczenia książki w recenzji. Zresztą, nieczęsto nawet czytam fragment, który poświęcony jest opisowi fabuły. No chyba, ze o książce słyszę pierwszy raz. Sama u siebie piszę tylko króciutką notatkę, czasami nawet mniej, niż na odwrocie książki…

    1. Każdy ma własny styl – jedni potrzebują 200 słów inni 2000, aby wyrazić to, co czują po lekturze danej książki. Obie wersje są "prawidłowe" i "słuszne", do obu blogerzy mają prawo 🙂

      Z interpunkcją też mam problemy – dawniej nadużywałam, teraz staram się nie. No i przestawianie szyku zdania – mam od dziecka, taki mój styl, nigdy się tego nie wyzbędę.

  50. Co do komentarzy -myślę, że rzeczywiście nawet napisanie "fajna recenzja", "Sięgnę po tę książkę" czy " nie, to nie dla mnie" to pozostawienie po sobie śladu, dzięki temu można przypadkiem trafić na fajną osobę, odkryć ciekawy blog. Jasne, że nie musimy zaglądać do każdego, kto tylko coś wpisze, ale przynajmniej mamy taką możliwość.
    Zgodzę się, że mało jest dyskusji, wymiany wrażeń pod tekstami.

    Stosiki- ja akurat lubię i traktuję jako formę dzielenia się z innymi radością z nowych nabytków, sama też po prostu lubię oglądać książki, nawet wirtualnie 😉 Nie można postów stosikowych, rocznicowych, czy konkursowych traktować jako coś nieodpowiedniego, wystarczy omijać, jak komuś nie pasuje.

    Nowości- o zmasowanym ataku tej samej okładki na kilkunastu blogach naraz – już nieraz była mowa. Dlatego niektórzy jak mają nowość( która ich interesuje nie dla faktu bycia nowością jeno) przeczekują z lekturą/wypowiedzią gorący okres 😉

    Negatywne opinie dotyczące egzemplarzy recenzyjnych – jestem żywym dowodem na to, że można- brałam udział w konkursie na recenzję "Płatków na wietrze", napisałam o tematyce, o motywach itp. czyli neutralnie i merytorycznie, zaznaczyłam, że nie gustuję w takich i nie sięgnę po kolejne części – i co? Wygrałam 😉 Nie myślcie, że chciałam się pochwalić, tylko to akurat dobry przykład, że nie trzeba słodzić i tworzyć apoteozy na cześć książki, która nam akurat niezbyt po drodze…

    Przy okazji przyznam się, że "mam na sumieniu" długaśne wypracowania, ale staram się pilnować i krótko a treściwie rzecz ujmować (no chyba, że nie mogę inaczej 😉 )

    1. Ja to się Agnesto zgadzam z Tobą w zupełności:) czy to aby nie za krótki komentarz i nie za mało merytoryczny hihi
      Pozdrawiam!

    2. Też lubię stosiki – dla mnie oglądanie cudzych biblioteczek jest czystą przyjemnością 🙂

      A jeżeli chodzi o te krótkie komentarze – czasem faktycznie nie da się inaczej, a chce się zostawić jakiś znak, że poświęciło się recenzji chwilę czasu. Jednak jeśli ktoś nagminnie wrzuca tylko takie 'komcie' – jest to problemowo.

  51. 1) Długo nie miałam o tym pojęcia. Jeżeli zdarza się to sporadycznie, bo trzeba było coś poprawić – ok (tylko po co przy poprawianiu majstrować w dacie i godzinie, hę?), ale jeżeli ktoś to robi specjalnie, to jest to dla mnie zwykłe oszustwo.

    2) Aaaaach, ja ja tej weryfikacji nie lubię! Reaguję na nią, jak byk na czerwoną płachtę! Jestem półślepa, w związku z tym, gdy tylko zdarza się taka weryfikacja, to w 99% rezygnuję z komentarza, choćby nie wiem, jak był dla mnie ważny.

    3) Wychodzę z założenia: jeśli nie masz nic do powiedzenia, to po co się odzywasz? Naprawdę nie ma obowiązku komentowania ;P

    4) Kolejna rzecz, której mocno nie lubię – wszystkie te akcje wymuszania obserwowania, lajkowania, banerki-pierdołki wkurzają mnie mocno. Często zrażają w ogóle to bloga, przechodzą przez taką próbę tylko te, które mocno lubię.

    5) Głupota. Prawdziwa opinia i tak wychodzi w praniu – czy to między zdaniami, czy na forach czy portalach internetowych…

    6) Streszczenie bardzo ogólne jest ok. Przepisywanie książki i spojlerowanie – grrrrr…

    7) Może nic na ten temat nie powiem, co? Odkąd czytam takich maili kilkadziesiąt tygodniowo, to lekko mi się podniósł poziom nietolerancji 😉

    A co powiecie na maile od osób, które bloga nawet nie założyły, a dopiero o nim myślą? :P:P:P

    Można jeszcze wiele, ale odkąd mało się udzielam w blogosferze, to i motywacja do dyskusji mi spadła 😉

    1. Aga, rzeczywiście dostawałam takie maile! Parę osób pytało, co zrobić, żeby blog był popularny, bo marzą się komuś "darmowe książki". Potem zakładał bloga z przytwierdzoną już do niego zakładką "współpraca" 😉 Komentarz raczej zbędny, prawda?

  52. Świetny pomysł na temat dyskusji i świetnie, konkretnie opracowany :). Mimo że bloga czytelniczego prowadzę od jakichś siedmiu miesięcy, zdążyłam zauważyć wymienione wyżej "grzechy".
    Nad "działaniem" pierwszego głowiłam się do dziś, bo wydawało mi się (i słusznie, na szczęście), że zwyczajne aktualizacje postów nie powodują wypychanie ich "na samą górę".
    Drugi problem – weryfikacja obrazkowa – jest dość uciążliwy, ale raczej nie zniechęca mnie na tyle, by porzucić pisanie komentarzy. Sama przez dłuższy czas miałam tę opcję włączoną, nie wiedząc o tym. Wprawdzie nikt nie zwrócił mi na to uwagi, ale po głębszej analizie opcji Bloggera rzuciło mi się to w oczy.
    Trzeci punkt – jak najbardziej znajomy, jeśli chodzi o "zapraszanie" do odwiedzin czyjegoś bloga (a bo "nowy post", a bo "konkurs, który może Cię zainteresować"), natomiast jeśli chodzi o krótkie komentarze typu "nie przeczytam", "nie moja bajka" – czasami ociupinkę mnie irytują, mam nadzieję jednak, że moja recenzja, pod którą taki komentarz został opublikowany, została przez osobę komentującą przeczytana, a nie dlatego, że ta osoba zobaczyła tytuł książki, której po prostu nie zamierza przeczytać. Jeśli mnie jakaś książka najzwyczajniej w świecie nie interesuje, wolę nie zagłębiać się w recenzje jej dotyczące i podarować sobie pisanie "nie dla mnie". Ciężko jednak jest szerzej wypowiedzieć się na temat utworu, który mnie interesuje, a którego nie czytałam, dlatego moje komentarze nie zawsze są rewelacyjnie długie, ale ciągle się rozwijam w tym blogowym świecie i mam nadzieję, że swoje niedoskonałości będę… udoskonalać ;).
    Co do kwestii konkursów – na początku brałam w takowych udział, ale szybko mnie to znudziło i jakoś zniechęciło. Warunki wzięcia udziału w konkursach typu "obserwuj", "polub" itp. są rzeczywiście irytujące, tym bardziej, że ich głównym zadaniem jest promocja bloga. Po co męczyć się przez ponad rok, publikując tylko recenzje, jak można od razu "walnąć" megakonkurs z warunkami, dzięki którym za jednym zamachem zyska się setkę "obserwujących" i "lubiących" osób i furorę w czytelniczej blogosferze…
    Choć czy rzeczywiście to takie istotne, by mieć tę wielką "publiczność" (częściowo na pewno pozorną)? Może dla tych, którzy jak najszybciej chcą wypromować swojego bloga w celu nawiązania współprac recenzenckich z wydawnictwami, portalami etc.? Z racji tego, iż na nawał takich współprac nie narzekam, nie spotkałam się z pytaniami o nawiązanie takowych. Sama też nie wypytuję innych; jeśli chcę zorientować się w sytuacji, szukam informacji na ten temat na różnego rodzaju forach portali literackich, a jest ich naprawdę mnóstwo. Ważne jednak, by pamiętać, że blog, jaki zakładamy, nie ma służyć zdobywaniu "darmowych" książek, lecz dawaniu czegoś od siebie z własnej woli. To nie tylko opiniowanie nowości, lecz także tych wyszukanych, mniej znanych tytułów, choć na te może być mniejsze zainteresowanie czytelników. Swoboda przede wszystkim. Jeśli ktoś usilnie pragnie nawiązania współpracy recenzenckiej, niech próbuje tego dokonać, ale szczerze. By potem szczerze ocenić otrzymaną do recenzji książkę. By nie doprowadzić do tego, że w ciągu tygodnia będzie otrzymywał dwadzieścia tytułów od wydawnictw i potem narzekał na goniące go terminy i pisał opinie "na odczepnego". Skoro czytanie dla większości z nas jest naszym hobby, nie sprawiajmy, by stawało się ono nieprzyjemnym obowiązkiem.
    Pozdrawiam :).

    1. Właśnie problem w tym, że młodzi blogerzy nawet sobie nie wyobrażają, ile problemów może nastręczać taka współpraca. Wydaje im się, że dostaną "za darmo" kupę książek i będą je czytać miesiącami. Tymczasem często terminy gonią, wydawcy mają swoje wytyczne, wymarzone książki nie chcą się czytać, a bloger tonie w zalewie egzemplarzy recenzenckich. Wielu już z współprac rezygnowało, wielu znikało z blogosfery – to nie jest więc taka prosta i przyjemna sprawa 😉

      Podobno są wydawnictwa, które wymagają określonej liczby wejść/obserwujących, co jest bardzo przykre, bo niektórzy zbyt nachalnie próbują się do tych wytycznych dostosować.

  53. Jako świeżynka powiem, że ta dyskusja jest bardzo przydatna. Dzięki przeczytaniu jej na forum już na starcie udało mi się wyłączyć weryfikację obrazkową, która naprawdę irytuje i zniechęca do komentowania. Czasem po napisaniu komentarza klikam w wyślij i nie sprawdzam, czy się wysłało, a potem zastanawiam się, gdzie się podział mój komentarz…
    Skoro już jestem przy komentowaniu, jestem na takim etapie blogowania, że cieszą mnie wszystkie odpowiedzi pod notką. Myślę, że nawet krótki komentarz może być motywujący, bo oznacza, iż ktoś zainteresował się notką. Czasem nie da się powiedzieć nic więcej niż chcę/ nie chcę przeczytać, to też trzeba zrozumieć.
    Nie lubię nachalnych reklam i zdobywania obserwatorów na siłę, np. na zasadzie rewanżu. Wypraszanie konkursu też wydaje mi się nie na miejscu.
    Nie lubię odwiedzać pstrokatych blogów. Może być i kolorowo, ale jakoś z sensem, czytelnie. Nieprzejrzyste blogi są u mnie niestety skreślane, bo trudno mi się je czyta.
    Ale także z mojej strony jest jeszcze wiele do zrobienia. Dziękuję za ten post, Kreatywo! Myślę, że ta dyskusja może przynieść dobre owoce! 🙂

    1. Zapomniałam jeszcze o jednym- starszych, mało znanych książkach. Zdarzyło mi się opisać kilka takich i choć recenzje nie cieszyły się dużą popularnością, pozycje zainteresowały kilka osób. Miło się wyłapuje takie perełki, dużo trudniej jest je znaleźć. Nowości są łatwo dostępne, ale gdy recenzji jest mnóstwo, nie ma tej radości, że to właśnie dzięki mojej ktoś sięgnął po daną pozycję.

    2. Z tymi komentarzami też tak czasem mam 🙂 A przynajmniej miałam, bo teraz nie wyłączam przeglądarki, póki nie mam realnego dowodu, że mój komentarz się dodał. Ale wcześniej zdarzało mi się nieopatrznie kliknąć 'x', po czym okazywało się, że nie przeszłam weryfikacji obrazkowej 😉

  54. Po namyślę stwierdzam, że łatwo ulec pokusie blogowym grzechom. Czasami nawet nie ma się świadomości, że kogoś takie działania irytują.

  55. Jest dla mnie dużym zaskoczeniem, że przy każdej aktualizacji zmienia się data i wpis wskakuje jako świeży na pierwszą pozycję. Hmm ja dość często robię aktualizację, zwłaszcza zaraz po opublikowaniu, bo często literówki widać dopiero w tekście po jakimś czasie. Zdarza mi się także aktualizowanie tekstów starszych, bo sobie podczytuje i zauważam jakiś błąd.
    Chcę powiedzieć, że pewnie nie jestem jedyna i nie chciałabym żeby moje ewentualne czy też kogoś aktualizację wynikające z chęci poprawienia tekstu, a powodujące skakanie posta do góry były traktowane opacznie. To naprawdę jest tak,że wystarczy zwykła aktualizacja, czy coś jeszcze trzeba zmieniać w datach?
    Pozdrawiam serdecznie:)

    1. Przeczytałam komentarze i znalazłam już na swoje pytanie odpowiedź:) Znaczy się, że moje posty nie skaczą:) uff

    2. 🙂

      Możesz być spokojna.

  56. Ojoj, jeszcze nie widziałam takiej dyskusji na blogu książkowym – wsadziłaś kij w mrowisko. Szkoda że – jak zauważyła "schizma" – ta komunikacja jest szczątkowa. Ja też sobie funkcjonuję tak na marginesie, bloga prowadzę raczej intuicyjnie, więc przeczytałam Twoją notkę uważnie – czasem człowiek nawet nie zdaje sobie sprawy, że robi coś nie tak. Sama znasz mój "grzeszek", bo zwróciłaś mi ostatnio uwagę. Podobnie jak wielu innych blogerów ze zdumieniem zauważyłam "przesuwające" się wpisy – też czasem coś edytuję w notkach, ale nie myślałam, że to daje efekt "windowania". Najbardziej denerwują mnie chyba bezsensowne komentarze, typu "nie w moim stylu" lub "chyba się skuszę" – "chyba sobie odpuszczę" (najbardziej popularne). Ja mam zasadę, że jak nie mam nic ciekawego do powiedzenia – to nie piszę, ale niestety nie zauważyłam w komentarzach specjalnych dyskusji nt. książek, a jak wpisuję coś merytorycznego pod mnóstwem komentarzy ww. typu to się zastanawiam, czy nie brużdzę. I kwestia nowości – zauważyłam, że też ostatnio głównie czytam nowości i robię to właśnie pod wpływem blogów, bo są pozytywne recenzje. Kiedy szperałam sobie po bibliotece, w moje ręce mogły trafić różne książki, starocie też, a teraz głównie typuję sobie co chcę przeczytać, więc ta "przypadkowość" się znacznie zmniejszyła.
    Generalnie jestem zwolenniczką poglądu, że każdy ma prawo prowadzić swojego bloga jak chce, a jeśli mnie się nie podoba czyjś blog – to po prostu nie czytam…

    1. To, na co zwróciłam Ci uwagę grzechem nie było – miałaś prawo nie wiedzieć, że taka niedogodność istnieje 🙂

      Wywiązanie się tak intensywnej dyskusji bardzo mnie cieszy – mogłam poznać wiele punktów widzenia, spojrzeć na sprawę oczami innych. Generalnie większość z wypowiadających się ma zbliżone poglądy, jednak zjawili się i 'grzesznicy', którzy potrafili przyznać się do błędów albo wytłumaczyć z nich.

  57. Moja mała spowiedź 🙂

    1) Nawet jak aktualizuję to nigdy nie zmieniam daty, bo tak jak sama już stwierdziłaś irytuje mnie to u innych i wprowadza mi małe zamieszanie na blogrollu, dzięki któremu obserwuje blogi innych.

    2) Wyłączyłam od razu, gdy ktoś w komentarzach zwrócił mi na to uwagę na początku prowadzenia bloga. U innych jakoś to znoszę, ale wkurzam się gdy tysiąc razy muszę wpisywać na nowo komentarz, bo miałam wbite źle hasło ;/

    3) Nigdy nikogo do siebie nie zapraszam w komentarzach! Żal.pl Jednak zdarza mi się zostawić krótkie odpowiedzi pod recenzjami innych, zwłaszcza wtedy, gdy moim zdaniem są wyczerpujące (o czym już ktoś w tej dyskusji wspomniał). Traktuje swój komentarz wtedy raczej jako znak dla autora opinii, że byłam i ją przeczytałam 🙂

    4)Dobra robię konkursy 😛 Al lajkowanie czy umieszczanie banera nigdy nie jest wymogiem. Rozdawanie książek traktuję bardziej jak formę uwolnienia swoich półek z ciężaru czegoś, do czego już nie wrócę, a co może się spodobać komuś innemu 🙂 Nigdy konkursów nie reklamuje po innych blogach, jedynie sygnalizuje na LC i NK w odpowiednich tematach na forum. A co do słabych banerków- jakoś mi nie przeszkadzają 😉

    5) Zdecydowanie nie wystawiam ocen na blogu- jeżeli chodzi o gwiazdki czy cyferki :P(na LC wystawiam i wtedy, kto mnie zna to je widzi- jednak nie różnią się one od moich pisemnych wrażeń). Nie jestem też za tylko pozytywnymi opiniami, bo nie wszystko mi się podoba. Zawsze szczerze uprzedzam wszelkie podejmujące współprace ze mną wydawnictwa, że jak mi się nie spodoba to o tym napiszę i tyle. Niestety nie każdy to rozumie i miałam już sytuacje ze po skrytykowaniu jednej lektury- jej wydawca przestał się ze mną kontaktować. Ja nie żałuję 😛 Nie będę się kryła i zmieniała pod kogoś innego!

    6) Nie znoszę tego, że jednak wypada czasem napisać coś o treści 😛 Wg mnie najchętniej pisałabym tylko punktami: mocne strony, słabe strony, podsumowanie 😀 Prostota przekazu przemawia do mnie bardziej niż kilometrowe teksty.

    7) Najważniejszy temat jaki poruszyłaś. Nie znoszę i nie odpowiadam na maile z pytaniami jak się do kogoś dobić itp. Swego czasu zasypały mnie ich dziesiątki bo wszyscy pytali o fabrykę słów. Fakt miło jest dostawać egzemplarze recenzenckie, ale nawet gdybym ich nie miała to sama też kupiłabym sporo spośród książek które czytam (A w ogóle to dalej sporo książek kupuję sama :P). Inną sprawą jest, że do tej pory wyśmienicie dawałam sobie radę bez darmowych lektur, bo istnieje coś takiego jak biblioteka z której nagminnie od 5 roku życia korzystam 🙂

    Ogólnie podziwiam Cię za poruszenie tego tematu i wielkie WOW dla wszystkich, którzy się tutaj rozpisują. Zajęliście mi około godziny czasu zanim dobrnęłam do końca, żeby sama coś napisać 😀

    1. Również sporo czasu poświęcam na śledzenie tematu, aż ciężko nadążyć za wszystkimi 🙂 Ale fajnie, że blogerzy się zaktywizowali i włączyli do szczerej i otwartej dyskusji.

      Książki też wciąż kupuję – i to całe mnóstwo. Kolejny regał ostatnio zapełniłam i wciąż półek za mało.

      Podoba mi się Twój pomysł z wypunktowywaniem. Spokojnie mogłabyś tak robić, to w końcu Twój blog i Twój pomysł na recenzje 🙂

  58. Wielu z Was ma na myśli osobę i recenzje znanej chyba wszystkim Kasandry_85 z bloga o tej samej nazwie, nieprawdaż? To ona publikuje parę recenzji dziennie, pisze ciągle te same komentarze, ma masę współprac etc.
    Nie bójmy się podawać nicków!
    Buziaki
    Asia (Anna)

    1. Oj, Asiu, nie tylko. Chociaż, tak, rzeczywiście – Kasandra jest mistrzem w pisaniu (bądź publikowaniu) tylu recenzji dziennie i, cóż, produkowaniu bardzo krótkich komentarzy. Ale z drugiej strony… dziwne, że wszystkie książki jej się podobają, natomiast nie zmienia to faktu, że potrafi zauważyć także i "uniwersalne" wady i zalety powieści i robi to dość zwięźle 😉 Jej recenzje nie były dla mnie nigdy decydujące, ale dodawały jakąś małą cegiełkę.

    2. Ja nikogo wskazywać palcem nie będę, bo to problem ogólny, który nie dotyczy jednej, konkretnej osoby.

  59. To ja jeszcze słowo odnośnie komentarzy. Ktoś tu (przepraszam, ale już nie pamiętam kto) stwierdził, że irytujące jest odpisywanie autora bloga na komentarze, jakie pozostawiają pod postami goście. Akurat to mi się podoba i to lubię, sama także staram się odpowiadać na komentarze zamieszczane pod moimi notkami. Nie ukrywam też, że najchętniej wchodzę na blogi, których autorzy reagują na pozostawiane u nich uwagi. Nie dotyczy to naturalnie tekstów typu "To coś dla mnie" albo "Nie przeczytam", bo ciężko mi na to konstruktywnie odpowiedzieć. Uważam jednak, że jest to w pewien sposób wyraz szacunku i sympatii do swoich czytelników. Patrząc na to z drugiej strony, jeśli komentuję czyjś post, zadaję w komentarzu pytanie dotyczące treści notatki, ale jestem ignorowana, to nie mam ochoty wracać więcej na tego bloga.
    Rzekłam 🙂

    1. Zgadzam się. Również staram się odpowiadać, a nuż jakaś dłuższa wymiana zdań się wywiąże?

    2. No właśnie, choć niestety zauważyłam, że jeśli wywiązuje się jakaś mini-dyskusja to tylko z bodajże trzeba osobami, które do mnie zaglądają…

    3. Podpisuje się pod tym, reakcja na komentarzy jest dla mnie oznaką, że autor bloga żyje, ma się dobrze i jeszcze interesuje go moja wypowiedź. Sama nie zawsze tak robię , wynika to raczej z braku czasu, ale staram się jak mogę.

    4. Jeszcze nie doczytałam tego wątku powyżej, ale być może chodziło o sytuację, w której bloger na każdy komentarz odpowiada "pozdrawiam" albo "polecam", w ogóle nie podejmując dyskusji. Ostatnio taki przypadek był dosyć szeroko komentowany 😉

    5. Ja pozdrawiam, i to serdecznie, za każdym razem. To o mnie chodzi? Pytam z ciekawości:)

    6. Możliwe, że o mnie, bo miałam taki okres euforycznego zachwytu, że ludzie tak chętnie komentują moje posty, że starałam się każdego odpisać, a że na niektóre komentarze naprawdę nie dało rady odpisać nic konstruktywnego, to pozostawało "Nie/Polecam" 😉

    7. Teraz cóż, doszłam do wniosku, że na lakoniczne komentarze po prostu nie odpisuję, choć i tak zawsze mi miło, że ktoś zostawił swój ślad.

    8. O, właśnie. Też chciałam o tym powiedzieć. Nie wymagam, żeby autor bloga odpowiadał na każdy wpis, ale miło jest, gdy czasem to robi, nawet jak zbiorowo odezwie się do komentatorów pisząc chociażby zdawkowe "dzięki, pozdrawiam" czy coś w tym rodzaju. Nie mówiąc o sytuacjach, gdzie ktoś o coś pyta, czy stwierdza, próbuje nawiązać dyskusje. Podjęcie dialogu ze strony blogowicza sprawia, że jakoś bardziej chce mi się odzywać. Czasem bowiem mam poczucie, że piszę sobie a muzom (czyli mam podobne odczucia jak szanowne przedmówczynie).
      Przyznaję, sama nie zawsze na wszystko odpowiadam, ale staram się to czynić w miarę możliwości.

    9. Isadora,
      przykładowo: pod pochlebną recenzją ktoś pisze komentarz 'na pewno przeczytam', na co autor odpowiada jednym słowem: 'polecam'. To samo robi z piętnastoma kolejnymi komentarzami. Potem ktoś pisze dłuższy komentarz, autor jednym słowem odpowiada: 'pozdrawiam', a potem chwali się, że ma 'dużo komciów' 😉 O takie sytuacje chodzi, więc temat Ciebie z pewnością nie dotyczy.

    10. O ile nie trzeba odpowiadać na wspomniane w poście trzywyrazowe zdania ^^

    11. Tyle tylko, że fakt, iż autor daną książkę poleca jest oczywisty po przeczytaniu recenzji 😉 Po co samemu sobie dodawać kilkanaście komentarzy, a potem chwalić się innym, że jest się ultrapopularnym? 😉

      W niektórych przypadkach takie klepanie bez sensu jest kompletnie nieuzasadnione i śmieszne.

    12. Ja czasem odpowiadam czasem nie. Wiem , że może to nieładne ale co odpowiedzieć na komentarz typu raczej spasuje to nie dla mnie tym razem odpuszczę itp itd?.

  60. Ja od niedawna dopiero poruszam się w sferze blogowej, mam nadzieję że teraz uda mi się uniknąć błędów … samą mnie denerwuje ta weryfikacja obrazkowa, mam nadzieje że u mnie jest to włączone … a co do komentowania postów, to tam gdzie zaglądam to czasami zostawiam wiadomość, że przeczytałam, czy mi się podobało, czy też recenzja mnie zachęciła … a czasami zbyt długa recenzja mnie zniechęca … no chyba że jest dobrze napisana i mimo że długa jest zachęcająca.
    A co do punktu pierwszego to nawet nie wiedziałam że takie rzeczy mogą się dziać … będę dalej śledzić co tu piszecie żeby sama unikać takich błędów.

  61. Chyba jestem całkowicie aspołeczny, ale dostaję drgawek na widok komunikatu: "zostałeś nominowany do wymienienia 14 swoich wad i podzielenia ich przez swój numer buta". Poza tym na prostej drodze do wypadnięcia z mojej listy obserwowanych są blogi, gdzie tygodniami nie ma ani pół recenzji, natomiast co chwila "9 i pół książki, która zmieniła moje podejście do smażenia na smalcu" albo "129 bohaterów literackich, których bieliznę chciałbyś przymierzyć":P

    1. ZWL – kocham Cię 😀

      A po tej wiekopomnej deklaracji dodam tylko, że mnie też denerwuje przerost akcji nad treścią. Owszem, fajnie jest się pobawić od czasu do czasu, ale czasami mam wrażenie, że ostatnio krąży tylko wiele zabaw, a mało treści.

    2. hahahahahhahahahahahhahahaha xD Mam szczęście, że nic nie piłam bo jak nic mój komputer padł by ofiarą…. xD "9 i pół książki, która zmieniła moje podejście do smażenia na smalcu" <— mój typ forever 😀 Czekam aż ktoś zrobi taki post <3

    3. A ja od czasu do czasu lubię te rankingi Top10, bo pozwalają lepiej poznać daną osobę i są zwyczajnie ciekawe. Nie wszystkie tematy mi odpowiadają, ale w większości jestem zdecydowanie na "tak" 😛

    4. Kluczowe jest tu określenie "od czasu do czasu" :> Zapewne jednak i ono jest subiektywne. Dla mnie to będzie raz na pół roku, a dla kogoś raz na tydzień.

      A ja naprawdę nie widzę problemu z poznaniem interesujących nas osób i bez tych akcji 😉

    5. Raz na tydzień to przesyt i dla mnie 😉
      Oj tam, czepiasz się szczegółów 😛

    6. Rzecz w tym, aby wszystko stosownie zrównoważyć, bo jeśli blog ma traktować o książkach, a faktycznie opiera się na niemal samych zabawach, coś istotnie jest nie tak 😉

  62. *padłby oczywiście zrobiłam byk z emocji 😀

  63. Nieźle, nieźle, o naiwności! zakładając bloga sadziłam, że to będzie mój wirtualny metrażyk, a tu się okazuje, że zasady blogowe górą ;).
    Bądźmy jednak poważni, czytałam na forum wątek o błędach blogowiczów i oczywiście niektóre rażą po oczach że hej, ale większość mnie w ogóle nie rusza, ewentualnie taki blog mijam szerokim łukiem.
    Zmiana daty postów… wolnoć Tomku;
    Weryfikacji nie znoszę, jako profesjonalny krótkowidz wszelkich duperszmitów nie trawię;
    Komentarze podpadające pod spam, lekceważę, ale bywam wyrozumiała jeśli ich treść jest bardzo lakoniczna;
    Konkursy z informacja o dodaniu do obserwowanych i polubieniu na fejsbuku unikam,bo z miłości na siłę nic nie będzie, za to banery toleruję w końcu delikatna promocja bloga to nic złego;
    Dawanie dobrych ocen, to jest bardzo delikatna kwestia, przynajmniej w moim przypadku, rzadko trafiam na złą książkę, zazwyczaj piszę stonowaną recenzję z zaznaczeniem jej plusów i minusów, i mimo że nie walę autora po łbie zniewagami to nie raz już mi się dostało od wydawnictwa i pisarza, ale cóż, było minęło;
    Streszczenia książki – staram się nie przeginać, ale mam boja jeśli chodzi o ten punkt :/
    Do wydawnictw nie pukam, wręcz miałam problem z porzuceniem współpracy, na szczęście udało się 🙂

    Podsumowując, mam swoich stałych ulubionych blogerów i zdarza mi się do nich wpadać codziennie, w końcu przywitać się trzeba. Jeśli to grzech to wybaczcie 🙂 Podczytuje też wiele innych, bez potrzeby skomentowania czegokolwiek i dobrze mi z tym.
    Lubie jeśli ktoś czyta to co piszę, może to głupie, ale jeśli ktoś zwróci mi uwagę, że popełniłam błąd, doceniam to, bo to oznacza, że w miarę dokładnie rzucił okiem. Niestety robię to samo, za co dostaję najczęściej łomot, bywa jednak, że autor przybije ze mną piątkę. Denerwuje mnie jeszcze nadmierne napacianie grafiką na blogu, kółka wzajemnej adoracji i brak dyskusji, swego czasu łapałam wenę do dialogu, ale jak kilka razu ostro zafukano na mnie dałam sobie spokój. Niech żyje rozmowa!
    Lekko się rozpisałam, ale temat rzeka, na szczęście czekają na mnie naczynia i książka Hanny Cygler. Do miłego…

    1. Tak, jak pisałam – każdy ma prawo dysponować swoją przestrzenią, jak tylko mu się podoba. Ale skoro jest częścią społeczności, z którą wchodzi w interakcję, wypadałoby zachować minimum "przyzwoitości" 😉

      Co do zwracania uwagi na błędy – lepiej oberwać za to, że się kogoś chce czegoś nauczyć, niż żyć w świecie pełnym błędów.

    2. Zgadzam się z Tobą, ale warto też zwrócić uwagę na sposób w jaki się kogoś poprawia. Wskazówka tak, ale nie pouczanie (a zdarzyło mi się czytać na blogach mnóstwo pouczeń, niestety;-(

    3. Oczywiście, trzeba to zrobić delikatnie i taktownie, ja zawsze się strasznie krępuję. Dlatego – tak jak wspomniałam wyżej – najpierw piszę komentarz na temat książki i dodaję go, po czym dodaję kolejny z jakąś uwagą nt błędów, aby autor po poprawieniu ich, mógł mój komentarz spokojnie usunąć 🙂

  64. O wilku mowa, a wilk tuż tuż…
    Po opublikowaniu książki dla dzieci znalazłam pod nią zaproszenie do przeczytania recenzji "Gry o tron" 😛
    Dobrze, że chociaż najpierw było kilka skreślonych zdań na temat posta…

  65. Z całością się zgadzam. Mogę jedynie podsunąć, że kody, które trzeba przepisywać na stronach to tak zwana CAPTCHA, która pomaga zdigitalizować książki. Dwa słowa – jedno jest odczytane przez komputer, drugie nie. Dzięki ludziom, którzy wpisują te drugie słowo książki mogą być dostępne w internecie (chodzi mi o takie stare). Zachęcam obejrzenie filmiku, gdzie twórca CAPTCHA opowiada o tym (http://www.ted.com/talks/lang/pl/luis_von_ahn_massive_scale_online_collaboration.html?source=facebook#.T7eyjzVZ5xd.facebook)

    1. Tylko co mi po tym, jak ja nie widzę tych słów i płaczę, jak próbuje to rozcyfrować? Dla mnie to narzędzie szatana i tyle.

  66. Może nie rozwinęłaś wszystkich wątków, już powstały dwie podstrony komentarzy 🙂

  67. Przepraszam za usunięcie komentarza, ale się pogubiłam i czegoś nie mogłam odnaleźć. Już znalazłam, więc komentarz stał się nieaktualny.
    Pozdrawiam.

  68. Jestem z Was wszystkich po prostu dumna! Tak ciekawej dyskusji dawno nie prowadziłam i nie śledziłam. Aż mi się ciepło na sercu zrobiło. I ta świadomość, że są w bloggerze ludzie inteligentni, którzy nie gonią ślepo za książkami, którzy są szczery i uczciwi.
    🙂

    1. Mnie również bardzo cieszy tak silnie rozwinięta dyskusja. Nie sądziłam, że ten temat przyjmie się aż tak bardzo 🙂

  69. Właśnie tak Kasi, a jak już rozwinęłam, to dostałam oczopląsu;-).
    Dzięki za wskazówkę.

  70. Chyba nie dam rady przeczytać wszystkiego, co napisali inni, więc tylko napiszę co sądzę. Powiem krótko. Zgadzam się. Sama nie wiedziałam do niedawna, jak sprawić, żeby mój post pojawił się jeszcze raz, a zdarzają się osoby, które robią to po 10 razy dziennie, co przyznaję jest denerwujące. Ale przyznam się, że zdarzyło mi się raz, czy 2, gdy np. opublikowałam posta o 24, a potem rano. Jednak od dawna już tego nie robię.
    Weryfikacja obrazkowa… Czasami szlag mnie trafia, ale dzielnie wpisuję. Pomyłki zdarzają mi się bardzo rzadko, więc nie narzekam, ale osobiście uważam za marnowanie czasu, więc nie mam.
    Bardzo rzadko piszę coś w stylu "wpadnij do mnie". Ale zdarzało się. ;D Sama odwiedzam innych, gdy tak piszą i piszę tak samo. Mój blog właściwie raczkuje, więc nie uznaję tego za aż tak złą rzecz, ale nie robię tego nagminnie. Co to, to nie.
    Co do konkursów, mi to nie przeszkadza i sama dałam taki warunek(no poza facebookiem, bo mi się samej wchodzić nie chce. xD). Dlaczego nie? Nie wszystkie blogi są aż tak popularne, a jakoś czytelników zdobywać trzeba… Wydaje mi się więc, że nie grzeszę.
    Jak dotąd dostałam tylko jedną książkę do recenzji, więc nie zauważyłam, żeby ktoś coś innego tu, a coś innego tam… Miałam takie szczęście, że książka, którą dostałam była świetna, więc tak ją oceniłam. Jednak uważam, że jestem też zdolna do "pojechania" pozycji, jak mi się nie podoba. Jak trafi się od wydawnictwa, to nie mam zamiaru kłamać.
    Streszczenia! Bardzo się staram sama opisy pisać(oczywiście w miarę krótkie), ale kocham po prostu opis książki na stronę worda, a potem 2 słowa recenzji! Mój faworyt! xD Ale teraz serio. Niektórzy nie umieją pisać. Uważam, że jeszcze mi wiele brakuje do pisania naprawdę dobrych recenzji, ale staram, więc nie jadę innych. 🙂
    No i ostatnie… Zapytałam dobrą koleżankę recenzentkę, ale sama do wszystkiego dochodziłam. Uważam, że zapytać można, ale po to aby dostawać darmowe książki? Piszę, bo kurcze to jest po prostu ŚWIETNE! Można przeczytać książkę, powiedzieć co się o niej myśli(tj. napisać) i ktoś inny też po nią sięga, ponieważ poczuł się zachęcony! Dla mnie super! Więc książki do recenzji to miły dodatek, sama większość kupuję, więc sio mi z głupimi oskarżeniami!(z którymi już się niestety spotkałam. 🙁 jednak sądzę, że tak tu nie będzie. ^^) No chyba tyle tego będzie. xD

    1. Rzecz w tym, że takimi konkursami wcale nie zdobywa się czytelników. Większość zgłaszających się i dających nieprawdziwe dowody sympatii [w postaci 'lajka' czy czegoś w tym stylu] robi to tylko dla nagrody, a potem o danym blogu zapomina.

  71. Dobra, odklikuję obserwowanie komentarzy, bo mi się skrzynka zapchała:)))
    Dyskusja bardzo ciekawa do pewnego momentu.
    Bardzo dobrze, że wspomniałaś o tych dupnych komentarzy, ja też ich nie cierpię, zwłaszcza gdy zadaję komentującemu pytanie, a odpowiedzi ni hu hu, bo już zapomniał o mnie i moim poście:))) Dlatego na luzie podchodzę, na ogromnym luzie.

    1. Ojej, dobrze, że ja nie dostaję powiadomień, bo bym chyba oszalała 🙂

  72. To idealny moment, że właśnie trafiłam u Ciebie na ten post, bo dopiero swoją przygodę z blogiem zaczynam, a już, jak się okazało ze dwa przewinienia udało mi się popełnić. W każdym razie biorę sobie te rady do serca i może uda mi się już więcej nie zgrzeszyć 🙂 Pozdrawiam!

    1. Świetnie, bardzo się cieszę – życzę wszystkiego dobrego 🙂

  73. Również odpowiadam i lubię jak ktoś mnie odpowiada na swoim blogu. Mam kilka swoich ulubionych blogów, na których autorzy recenzji odpowiadają zawsze lub wtedy gdy zadam jakieś pytanie, to rozumiem 🙂 Na początku odpowiadałam na wszystkie komentarze, nawet te niemerytoryczne, ale przestałam. Czasami mi się zdarzy, ale to w stosunku do blogerek, do których najczęściej zaglądam. Taki dowód sympatii z mojej strony 🙂

    Przypomniała mi się jeszcze sytuacja, która mocno mnie zirytowała. Pod jedną z recenzji blogerka napisała mi, że moja recenzja jest słaba, bo używam wyświechtanych frazesów i coś tam jeszcze. Odpisałam, że chciałabym, żeby konkretnie wskazała mi te fragmenty, które są jej zdaniem kiepskie, no bo jak inaczej mam wziąć jej refleksję pod uwagę? Sama przy pisaniu nie zauważyłam tego, więc oczekiwałam, że mi podpowie co dokładnie jest nie tak. Nie doczekałam się odpowiedzi. I zezłościło mnie nie to, że jej się mój styl nie spodobał, ale to, że zabrakło konstruktywnej krytyki.

    Kolejny blogowy grzech, ale to raczej polskich pisarzy niż blogerów jest wtrącanie się do recenzji. Miałam raz nieprzyjemną wymianę zdań z pewnym panem, który twierdził, że totalnie nie zrozumiałam przesłania jego książki i ośmieliłam się ją skrytykować. Później zasugerował, że przez mój tekst jego książka się nie sprzedaje i nazwał mnie "niszczycielką marzeń". Naprawdę niemiło mi się zrobiło, bo w końcu nie chcę nikomu zaszkodzić, ale nie mogę pisać peanów na cześć powieści, która mi się nie podobała. Na szczęście to był jednorazowy incydent.

    1. Z tymi rodzimymi twórcami, to zapraszam do dyskusji 'czy boimy się czytać polskich autorów', sprzed paru miesięcy. Nie cierpię tego, podobnie jak Ty. Skoro ktoś chce być literatem, powinien liczyć się z konstruktywną krytyką i obiektywizmem odbiorców.

      Mnie też kiedyś zarzucono coś na temat stylu. Że za bardzo się wybija i jest za mało zwyczajny 😀

    2. Chętnie włączę się do dyskusji, dzięki za informację o tym temacie 🙂

  74. Ja w opozycji, ale powtórzę się z którejś z wcześniejszych podobnych dyskusji u Ciebie – mnie nic nie denerwuje u innych blogerów, takie rzeczy nie są w stanie mnie zirytować nawet, oby tylko takie problemy ludzie mieli.

    1. Widocznie albo masz anielską cierpliwość, albo nikt nie zalewa Cię milionem wiadomości z głupimi pytaniami 😉

  75. To i ja może dorzucę swoje trzy grosze.;)

    Co do punktu pierwszego, to kiedyś robiłam to nagminnie, z prostej przyczyny. Często korzystałam z publikowania automatycznego, a przez długi czas opcja ta zawierała błąd, który jako datę publikacji traktował datę utworzenia kopii roboczej. Potem różne cuda się działy, zanim doprowadziłam ten aspekt do normalności. Teraz po prostu nie korzystam z publikowania automatycznego.;)

    ad. 2. O to, to – nienawidzę weryfikacji obrazkowej, bo często nie mogę rozszyfrować obrazka, co przy moim wolniuśkim połączeniu często kończy się skasowaniem komentarza… Na marginesie, z tego samego powodu (wolny internet) nie przepadam za videorecenzjami – ładują się i ładują, i ładują, i ładują…

    Co do konkursów, to strasznie mnie irytuje ustalanie jako niezbędnego warunku uczestnictwa polubienia bloga na FB. Czuję się w takiej sytuacji autentycznie dyskryminowana, bo konta na FB nie posiadam, więc nie mogę wziąć udziału. Trochę to przykre.

    Co do streszczania książek, to chyba coś niecoś w tym temacie grzeszę, bo nie wyobrażam sobie, żebym miała pisać o książce, nie wspominając, o czym ona właściwie opowiada. Twojej metody, Futbolowo, nie mogę zastosować, bo często jest tak, że opis z okładki ma się nijak do treści.;) Z drugiej strony staram się jednak nie spoilować – co czasem sprawia mi wielką trudność, bo bardzo chcę się odnieść do konkretnego wydarzenia, no ale jak to tak?

    I od razu zaznaczam, że jak ktoś wypatrzy u mnie literówkę, to niech pisze, nie pogryzę.;) Nie lubię mieć błędów w notkach.

    To chyba tyle chciałam powiedzieć.:)

    1. Mnie też czasem zdarzyło się, że opis w ogóle nie oddawał tego, co zastałam w książce, o czym wspomniałam w recenzji. System nie jest doskonały, ale generalnie się sprawdza 😉

      Czym innym jest streszczanie całego tekstu od początku do końca, a czym innym zarysowanie treści czy portretów bohaterów. Ale Ty wiesz, jak postępować, bo Twoim recenzjom nie można nic zarzucić.

      Nie masz FB? A Twoi znajomi nie myślą, że – przepraszam – nie żyjesz? Bo u mnie się tacy cudacy z podobnymi opiniami zdarzają 😉

  76. A ja kiedyś przestawiłam godzinę 🙁 Ale nie żeby się wybić tylko przypadkiem, po dodawaniu linka do komentarza. Od razu jak zobaczyłam to mi się głupio zrobiło i zmieniłam datę ręcznie na jakąś starszą 😀 Także da się zmienić nieświadomie…
    Jestem jeszcze świeża w blogosferze więc nikt mnie o nic nie pyta, ale osobiście nie wyobrażam sobie napisać z prośbą o kontakt po darmowe książki.
    I zdarzyło mi się zapraszać w komentarzach gdy ktoś recenzował jedną książkę autorki, a wspominano przy okazji o innej, o której ja pisałam wcześniej. Nie zapraszałam bezpośrednio, ale pisałam, że ją recenzowałam.
    Poza tym moim grzechem jest słowotok co widać 🙁

  77. Juz nie mam nic do dodania 😉 Temat chyba przewalkowany zostal na wszytskie strony 😉
    Jesli grzesze, prosze mnie upomniec, nie obraze sie.
    Czlowiek cale zycie sie uczy – wylaczylam "obrazki", nawet nie wiedzialam, ze komentujacy zanim cos u mnie napisza, musza cos odcyfrowywac.
    Mnie akurat nie draznia krotkie komentarze, albo tylko "tez mi sie podobalo". Z grubsza moge sie zorientowac, kto czyta podobne ksiazki, a jak mnie ktos zainteresuje, to po nicku i do bloga trafie i jesli mi sie nie spodoba, to i potem drugi raz nie zajrze. No ale komentarzy tez nie mam zbyt duzo i nie mam z tym duzo roboty.
    Sama rzadko komentuje – wole raczej wolny czas przeznaczyc na czytanie, czytanie, czytanie i skakanie po blogach. A czasu ciagle malo …

    Nawet do glowy mi nie przyszlo, ze ktos moze wystawiac pod jednym nickiem dwie rozne oceny tej samej ksiazki … oj nieladnie, nieladnie.

    Pozdrawiam wszytskich

  78. Poruszyłaś temat ważny, ale mam wrażenie, że w tym przypadku powiedzenie uderz w stół a nożyce się odezwą, nie ma swojej rację bytu. Przeczytałam komentarze i większość wypowiadających się osób/ blogerów kojarzę, jako osoby, które takich grzechów nie popełniają. To że nie łamiemy zasad podanych przez Ciebie daje mam pole do popisu i krytyki innych, a chyba nie tak powinno być. Oczywiście mogłabym się podpisać pod tym co napisałaś, ale wychodzę z założenia, że jeżeli czyjś blog mnie denerwuję, a właściciel irytuje to po prostu takiego bloga nie odwiedzam. Pamiętajmy, że każdy blog jest unikatowy, a ja bynajmniej nie mam zamiaru wstydzić się za inne blogi – te najczęściej szybko giną śmiercią naturalną.

    1. To już jest trochę inna sprawa. Łatwo ignorować tych, którzy nie wpływają na nas bezpośrednio. Co innego, jeśli ktoś zalewa innych wiadomościami, których odczytanie czy usunięcie trochę jednak zajmuje. Ba! Ja nawet tym mailowym nagabywaczom nie potrafię nie odpisać – uważam, że byłoby nieeleganckie pozostawić nawet głupiego maila bez odpowiedzi.

      Co do 'uderz w stół' – jednak się nożyce odezwały. I tu, i prywatnie. Więc sukces jakiś jest 🙂

  79. czy jestem blogowym grzesznikiem? zadałam sobie to pytanie i moja odpowiedź brzmi – owszem, jestem! 🙂 na szczęście znalazłam się tylko w jednym punkcie i to też udało mi się zrozumieć i zmieniłam na czas 🙂
    Jestem tu od niedawna – od niespełna 3 miesięcy – i ktoś mi poradził, że świetnym sposobem na promocję bloga jest KONKURS! 🙂 owszem, zorganizowałam go i jednym z punktów było dodanie bloga do obserwowanych i umieściłam taki punkt dlatego, ponieważ na większości konkursów taki warunek spotykałam i uznałam za całkowicie normalny! Zmieniłam to jednak i owszem mam warunki za które zdobywa się dodatkowe losy, ale nic nie jest obowiązkowe, każdy ma wolną wolę! :)- mam nadzieję, że mi wybaczycie ten grzech – szczerze żałuję 🙂 a w związku z konkursem pierwszego dnia po ogłoszeniu zdarzyło mi się nabyć jeszcze jeden grzech i w kilku komentarzach zaprosić na konkurs – wybaczcie! młoda byłam głupia, nieobeznana w środowisku… :)- chłosta mi się należy 🙂
    Jednak inne promocje typu, baner czy blogroll uważam za ok 🙂 no w końcu trzeba coś zrobić, żeby blog w ogóle został zauważony pośród setek podobnych! trzeba być zauważonym, a potem po prostu zostaną ze mną Ci, którzy chcą.
    Z komentarzami typu "ja obserwuję i czekam na rewanż" lub "zapraszam na nowy post" -spotkałam się i nie reaguję, bo to rzeczywiście wkurza 🙂 weryfikacja obrazkowa? wrrr… o zgrozo! nie cierpię i proszę – wyłączcie to wszyscy, bo czasem cierpliwości brak! :)A wydawnictwa? zakładając bloga nie wiedziałam, że w ogóle istnieje coś takiego jak taka współpraca! i szczerze mówiąc nie byłam tym nawet zainteresowana, ponieważ nie lubię czytać na czas, lub czegoś co mnie nie pociąga… Ale widziałam takie sępiki, o których tu wspominacie 🙂 Ja ostatnio nawiązałam jednak jedną współpracę z wydawnictwem i powiem, że zrobiło mi się bardzo miło, że ktoś mnie dostrzegł, docenił moją pracę…!:)a najbardziej cieszy mnie to, że wydawnictwo to wydaje książki zgodne z moimi zainteresowaniami 🙂 i też się pochwaliłam w poście nawiązaną współpracą – bo to jest jednak sukces 🙂 tak uważam 🙂
    Książki oceniam zgodnie z moimi odczuciami, ale staram się znaleźć te pozytywne strony, które mogą się podobać, chyba tylko raz byłam tak zniesmaczona i zawiedziona, że już nawet tego nie umiałam zrobić :)dużo można pisać… i choć sama zgrzeszyłam – żałuję 🙂

    1. Bannery są w porządku, o ile umieszczanie ich nie jest obowiązkowe 😉 Po co kogoś zmuszać do czegoś, na co ewidentnie nie ma ochoty?

      Jak już wspomniano wcześniej – z najlepszej strony pokazują się ci, którzy mądrze komentują, od razu zwraca się na nich uwagę.

  80. Heh, czytałam wczoraj tę dyskusję pół nocy i nie przeczytałam całej, musiałabym w ogóle nie spać… nie sądziłam że się rozrośnie do takich rozmiarów, chociaż można było podejrzewać 🙂 To i klika zdań ode mnie, chociaż już się ogólnikowo gdzieś tam wypowiedziałam, ale ta dyskusja tak mnie zaintrygowała jak mało co 🙂
    1. Co do zmieniania daty i godziny sama nie wiedziałam na początku jak to się dzieje, że niektóre stare notki wskakują na sam szczyt listy, całkiem niedawno do tego doszłam… i tego kompletnie nie rozumiem, sama na coś takiego bym nie wpadła…
    2. O weryfikacji obrazkowej też dużo już zostało powiedziane, ja sama ją wyłączyłam, jak tylko doszłam, że i u mnie ma miejsce… mnie samą strasznie to irytuje i czasem po prostu nie chce mi się takich blogów komentować… ale fakt, wiele ludzi po prostu o niej nie wie (tak jak sama nie wiedziałam na początku), więc warto wspomnieć czasem w komentarzu, że takie coś jest i żeby zmienić ustawienia…
    3. Hm, i właśnie dlatego sama moderuję sobie komentarze i nie zamieszczam tych, które nic nie wnoszą. Powiem szczerze że wcale to nie zachęca do odwiedzenia bloga, a wręcz przeciwnie – i ktoś, kto taki komentarz pozostawi u mnie może być pewny, ze na bloga nie wejdę, albo wejdę i zaraz wyjdę… Ja sama sobie nie wyobrażam, żeby tak zdobywać czytelników, żal.
    4. Konkursy… powiem szczerze, że fajnie jest mieć bloga z dużą ilością obserwatorów, sama tak myślałam na początku, bo skoro wiele ludzi nas czyta, to tym bardziej chce się robić to co się robi. Ale od jakiegoś czasu również przedkładam jakość nad ilość. Fakt, mój pierwszy konkurs miał warunek obserwowania, nie każdy go spełnił, ale i tak każdy wziął udział w losowaniu, bo sama zrozumiałam, że nie ma co narzucać ludziom tego, co mają lubić, ja sama tego nie znoszę 🙂
    5. Z tymi egzemplarzami recenzenckimi to jest tak, że naprawdę niektórzy piszą maile do wydawnictw tylko po to, żeby dostać darmową książkę, co jest smutne. Ale to jest temat na oddzielną dyskusję. Wystawianie jednak samych pozytywnych recenzji mija się z celem. Po co? Żeby się podlizać? Co innego gdy sami wybieramy sobie książki, które chcielibyśmy przeczytać (tak jest ze mną), wtedy wiemy, co nas zainteresuje i ocena pewnie będzie pozytywna. Ale jeśli coś mi kiedyś nie przypadnie do gustu, to nie będę się na pewno podlizywać pochwalną recenzją… chyba nie na tym rzecz polega, prawda?
    5. O streszczaniu książek już nic nie mam do dodania, tacy ludzie powinni sobie najpierw przeczytać, na czym polega recenzja. Może moje teksty nie są od góry do dołu takie jakie powinny być, ale piszę je głównie dla siebie, ale o fabule zawsze staram się napisać co najwyżej kilka zdań. A streszczanie książek z masą spoilerów po drodze – szkoda gadać, ja na takiego bloga wejdę raz i ostatni.
    7. Na ten temat dużo można pisać… Jak na razie mam nawiązaną współpracę z trzema i mam dosyć, bo doszłam do wniosku, że czasem nie mam czasu na książki, które c h c ę przeczytać, bo najpierw muszę przeczytać te do recenzji… Poza tym trzeba mieć coś do zaoferowania, bo nic za darmo nie ma.

    Tak na marginesie, świetny temat i świetna dyskusja 🙂

    1. Również nie sądziłam, że dyskusja rozrośnie się do takich rozmiarów, ale to dobrze – widać, że blogerzy chcą zmian w swoim środowisku, zauważają powtarzające się problemy i – wbrew temu, co sądzą niektórzy – potrafią ze sobą rozmawiać.

      Z tymi konkursami, to jest tak, że liczba obserwujących wcale nie stanowi o popularności bloga, więc naprawdę nie ma sensu się o nią spinać. Obserwować można byle kogo, do linków dodawać kogoś innego, a odwiedzać jeszcze tylko jakąś część z tego. Lepiej więc szukać popularności na inne sposoby 🙂

  81. Myślę że mój komentarz zniknie wśród wielu, ale napiszę bo mnie gniecie.
    Futbolowa – mój szacunek ślę łączami dla Ciebie. Po raz pierwszy czytałam notkę będącą przyczynkiem dyskusji i nie byłam zażenowana. Do tej pory takie dyskusje pojawiały się najczęściej pod wpływem konieczności ośmieszenia jakiegoś blogera. Zasiadały stare blogowe wygi i pastwiły się nad jedną – dwiema osóbkami. Dopiero dalej powstawała dyskusja. Oczywiście, że te dwie osóbki mnie też wkurzały ale nie brałam udziału w dyskusji bo w komentarzu zmieszałabym prowodyrki z błotem. (Najczęściej zdarza się to na fejsie gdzie w Klubie Anonimowych Książkoholików jedna z dziewczyn non stop narzeka i podchodzi do życia na nie. Jej wpisy działają na mnie jak płachta na byka)
    A dalej serdecznie dziękuję. Pierwsze co zrobiłam to sprawdziłam, czy u mnie na blogu działa weryfikacja obrazkowa. I – o jeżu kolczasty – działała! Szybciutko wyłączyłam – dzięki.
    Z tej dyskusji należałoby zrobić broszurkę i rozsyłać po chętnych blogerach. Mnóstwo wskazówek i cennych uwag. A przy okazji ile ciekawych blogów znalazłam :-)))
    Pozdrawiam

    1. Dzięki, Maleństwo, to miłe, że dostrzegasz wielki pozytyw w całej dyskusji 🙂

      Pomysł z broszurką jest świetny – jeżeli jakiś bloger nieopatrznie znów się do mnie zgłosi, podeślę mu link do tej dyskusji i będę miała go z głowy. Pozostawiać maila bez odpowiedzi nie lubię [bo sobie ktoś pomyśli że nadęta jestem ;)], ale produkowanie się po sto razy też mnie nie bawi.

  82. Dyskusja już się powoli wyczerpała, bo chyba faktycznie temat został przewałkowany w każdą możliwą stronę, ale jeszcze jedna myśl mi się nasunęła. Ktoś(i ponownie przepraszam, bo znowu nie pamiętam, kto to był) powiedział, że niektóre z tych błędów wynikają po prostu z niewiedzy początkujących blogerów. Zgadzam się z tym całkowicie (sama niektóre na początku popełniałam, a i do tej pory "popełniam" konkursy, choć teraz chyba zmienię ich formę, bo mi trochę wstyd). Czasem wystarczy zwrócić uwagę, ale nie w sposób napastliwy czy obraźliwy, i wszystko się "prostuje". Taki przykład "z życia":
    Trafiłam pewnego razu na młodziutkiego bloga z recenzjami założonego przez 12-latka, który chyba nie do końca wiedział, czym taka recenzja jest, bo jego pierwsze wpisy były streszczeniami książek od pierwszych do ostatnich rozdziałów – łącznie z dosyć szczegółowym opisem zakończenia… Doradziłam mu, że nie tędy droga. I co? Wchodzę przed chwilą ponownie na jego bloga i widzę, że od czasu tamtej rozmowy, jego wszystkie teksty obróciły się o 180 stopni (360 jakby powiedziała pewna znajoma blogerka :P). Nie są może super rewelacyjne, ale jak na tak młodziutką osobę, całkiem przyzwoite i o niebo lepsze niż wcześniej, bo opisuje swoje wrażenia, a nie treść.
    Czasem wystarczy więc delikatnie zwrócić uwagę 🙂

    1. Cofam! Cofam, co powiedziałam. Coś mi się nie zgadzało, "wygooglałam" i się okazało, że dziecko to popełnia plagiat za plagiatem :/

    2. Fajnie, że chciałaś go pchnąć do zmian, szkoda tylko, że tego nie wykorzystał w dobry sposób.

  83. WIEM CO MNIE JESZCZE WKURZA!!! KOLEJNY – MOIM ZDANIEM – GRZECH GŁÓWNY to umieszczanie notek na prośbę wydawnictw. Strasznie tego nie lubię i nie umieszczam ich (choć z kilkoma wydawnictwami od lat współpracuję). Pewnego dnia – policzyłam – na jedenastu blogach była ta sama informacja, na dodatek w większości żywcem przekopiowana z maila wydawnictwa. (sama również dostałam tego maila więc dokładnie porównałam) Dla mnie jest to gorsze od tandetnych komentarzy.

    1. A o jakiego rodzaju notatki chodzi? Bo chyba się nie spotkałam z tym jeszcze.

    2. Np. informacja o konkursie, spotkaniu autorskim lub czymś takim. Ja z reguły ich nie umieszczam, bo po co, skoro i tak widzę ją na stu innych blogach, więc do publiki wiadomość z pewnością dotarła. Czasem coś wybitnie mnie zainteresuje i wtedy o tym piszę, ale tylko w jakiejś notce zbiorczej, a nie tworząc specjalny post dla jednej akcji 😉

    3. zgadzam się z Tobą! bardzo denerwują mnie takie notki informacyjne od wydawnictw… Mam chyba szczęście, że wydawnictwo i księgarnia, z którymi ja współpracuję, nie wymaga ode mnie publikowania, żadnych notek informacyjnych 🙂

      kolejna rzecz, która strasznie wkurza mnie w blogerach jest krytykowanie wydawnictw lub pozycji tematycznych, tylko dlatego, że nie należą one do grona czyiś zainteresowań… nie interesuje się astrologią, tarotem czy innymi zjawiskami paranormalnymi, to skrytykuje całe wydawnictwo, które takie książki wydaje, skrytykuje wszystkich blogerów, którzy z tym wydawnictwem współpracują… :/ nie rozumiem tego! ja od lat interesuję się parapsychologią! lubię astrologię, uczę się kart tarota i bardzo sobie cenię współpracę z wydawnictwem, które wydaje książki zgodne z moimi zainteresowaniami! ale to nie znaczy, że mam krytykować poradniki o gotowaniu, sporcie czy nauce języków tylko dlatego, że ja interesuję się czymś innym… :/

  84. Moim zdaniem najcięższym "grzechem" wielu blogerów piszących o książkach jest niewystarczająca znajomość zasad ortografii, interpunkcji i zupełny brak wyczucia stylistycznego.

    Na temat konkursów, współpracy z wydawnictwami i komentarzy wypowiadałam się już parę razy, więc nie będę się powtarzać.

    Weryfikację obrazkową uważam za pewną przesadę, ale właściwie mi ona nie przeszkadza – zwykle kopiuję swój komentarz przed wysłaniem go, więc jeśli coś pójdzie nie tak, mogę go wysłać raz jeszcze.

    Nie lubię natomiast moderowania komentarzy (poza naprawdę uzasadnionymi przypadkami), bo utrudniają dyskusję pod wpisem. Jako potencjalna komentatorka nigdy nie mam pewności, czy aby ktoś już nie napisał tego, co ja zamierzam właśnie napisać. To się okazuje dopiero, kiedy właściciel blogu opublikuje komentarze.

    1. Tak, z tym moderowaniem to faktycznie jest problem, bardzo utrudnia to dyskusję. Sama mam ją włączoną dla postów starszych niż kilka tygodni, bo pewnie by mi umknęły w zalewie komentarzy. Rozumiem jednak, że niektórzy mają ogromną potrzebę cenzurowania treści i nie wnikam w to.

      PS. Elenoir, to chyba u Ciebie ktoś walnął w komentarzach jakiegoś kwiatka przy książce Orwella, dobrze pamiętam? 🙂

    2. A nie chodziło Ci może o pierwszy komentarz pod wpisem o "Pałacu Ostrogskich" Piątka?

    3. O tak, faktycznie! Gdzieś dzwoniło, ale nie w tym kościele, co trzeba – nie wiem czemu zapamiętałam tego Orwella u Ciebie 🙂

  85. O Matko Boska, ależ nam się rekolekcje zrobiły i publiczna spowiedź 😉
    Nie dałam rady przeczytać wszystkich wypowiedzi, ale z tego co się orientuję, chyba nie ma osoby, która nie popełniałaby żadnego błędu, błądzić jest rzeczą ludzką 🙂
    Nie mam właściwie już nic do dodania, może wspomnę tylko, że te laurki są wystawiane nie tylko wydawnictwom, ale też niektórym polskim autorkom, więcej nie powiem, bo nie znam książek tych pań, być może są to słuszne laurki? Oby.

    1. O tak, to też jest problem, przez który niektórzy zaczęli unikać rodzimych twórców współczesnych. Nachapały się takie panie wspaniałych recenzji swoich fanek i teraz każdą krytykę znoszą tak źle, że atakują każdego, kto ośmieli się skrytykować ich twórczość.

    2. Dokładnie, brak dystansu do siebie i swojej twórczości to zła cecha.

  86. Jak ja nienawidzę, jak ktoś z blogerów pisze do mnie komentarze w stylu "Zapraszam do siebie na nowego posta" itp.! Denerwuje mnie to. Jeżeli chcę wejść na czyjegoś bloga, to z własnej chęci, a nie z przymusu… Nie przepadam też za bardzo krótkimi komentarzami, np. "Może przeczytam". Czasami także tak pisałam, bo nie mogłam wymyślić jakiegoś sensownego komentarza. Ale od dzisiaj, dzięki Tobie, będę pisała dłuższe 😀

    Co do streszczania książek, to wręcz nie lubię spoilerów. Pewnego razu czytałam recenzję powieści, w której był duży spoiler. Ale na szczęście jeszcze przed tamtą recenzją, przeczytałam tę książkę, więc i tak już wiedziałam, co się wydarzyło.

    Bardzo dobrze, że podjęłaś taki temat 🙂 Może niektórym to przemówi…

  87. Pamiętam, że jakoś w styczniu-lutym (może później, nie wiem) rozegrała się taka dyskusja na pewnym blogu i wówczas również było tyle komentarzy, ile teraz pod Twoją notką. Bo to zawsze będzie żywe, tak myślę, nigdy na dobrą sprawę się tego nie wypleni. Tak sobie czytam komentarze i widzę, że mam podobnie. Np. w ogóle nie miałam pojęcia o tym całym "rankingu", mam na myśli aktywność bloggerów. Jestem świeżynką z Onetu, u "nas" wyskakiwało wiele literówek, zresztą na blogspocie czasem czegoś nie zauważę, coś źle wkleję, zapomnę się, a tak bardzo chciałabym opowiedzieć o danej pozycji czytelnikowi, że faktycznie mogę zrobić aktualizację bloga nawet 5 razy w ciągu dnia. Dopiero gdzieś dwa miesiące temu zorientowałam się, że taka funkcja istnieje i, co więcej, jest całkiem interesująca. Więc dlatego z kolei piszę tak mało, żeby, jak już napiszę, to porządnie.
    Co do blogowania za książki, to trochę to naciągane, według mnie. Obecnie, owszem, współpracuję z kilkoma wydawnictwami i czasem też dam im wysokie oceny, ale… myślę, że sporo osób z blogosfery zaczynało również pisać np. opowiadania, jakieś ff do "Harry'ego Pottera" (chociażby ja). I jak sobie wyobrażę, że w tych czasach ktoś próbuje pisać, wydawać, a przecież teraz chyba nawet trudniej niż kiedykolwiek przedtem, bo ciężko się wybić z czymś, co nie jest skrzyżowaniem wcześniej wymienionej serii ze "Zmierzchem"… to aż żal wstawić tylko kilka gwiazdek. Nawet, jeśli jest to autor nie z tego kraju. Czasem wchodzę na strony anglojęzyczne i widzę, że są tam polecane nasze tłumaczenia ich, tj. autorów, książek, nasze recenzje… To jest fantastyczne 🙂
    Co do samej treści, to zgadzam się z nimi stuprocentowo. W zasadzie nie umiałabym wymyślić czegoś jeszcze. Podczas czytania robiłam sobie taki "rachunek sumienia blogera" i jednak coś mnie gryzie, to z tym "zachłyśnięciem się darmowymi książkami i ciszą" (nie cytat:)). Mówiłam już o tym wcześniej, ale nie umiem się zorganizować, czasem zrobię błąd tu i tam, a czasu również mam niewiele, więc jak już czytam i piszę, to tak naprawdę, porządnie, z zachwytami, krytyką, odpowiedziami na komentarze, wszystkim. Szkoda więc, że tacy blogerzy psują trochę opinię o takich osobach jak ja chociażby.
    A co do spamu, to przeniosłam się na ten portal z myślą, że będzie go tu mniej niż na Onecie. No cóż, pokemony pojawiają się wszędzie:)
    Komentuję rzadko, ale naprawdę to lubię, tym bardziej na takich blogach jak u Ciebie, mówiłam już, ale się powtórzę – tu jest taka prawdziwie sympatyczna, wręcz rodzinna atmosfera. Po prostu szybko łapiesz kontakt z czytelnikiem. Niewielu ludzi to umie, potrafię wymienić takowe na palcach jednej dłoni. Więc to pewnego rodzaju dar. Trzymasz poziom:)
    Pozdrawiam serdecznie, Herma.

    1. Onet zawsze przodował w kumulowaniu przygłupich komentatorów [choć generalizować oczywiście nie wolno] i tutaj faktycznie nie jest lepiej, ale ja staram się po prostu takich "producentów komciów" ignorować, bo szkoda na nich mojego czasu i zdrowia 😉

      Dziękuję za miłe słowo, to bardzo budujące!

  88. Aj, mój komentarz! Muszę się powtórzyć. Uważam, że odpowiadanie nawet na najkrótszy komentarz jest w porządku. To taka mała oznaka, że się go przeczytało. Bo innym odpowiesz, a ten zostawisz… taka moja opinia. 🙂

  89. Och moja wypowiedź jest niedopuszczalna ;P Oto jaki komunikat mi wyskoczył: Twój kod HTML nie może zostać zaakceptowany: Wartość musi mieć co najwyżej 4 096 znaków 😉

    Zaraz podzielę ją na dwie części ;P

  90. Och, ale się rozpisaliście! Wczoraj zaczęłam czytać komentarze (nie chciałam wchodzić „z buciorami” w dyskusję nim nie zapoznam się ze zdaniem każdego, kto dołożył swoje trzy grosze) i przy stu zrobiłam sobie przerwę. Kiedy znów usiadłam do komputera zobaczyłam, że mam do przeczytania drugie tyle i postanowiłam tworzyć mój komentarz na bieżąco. Ale nie w tym sęk – przejdźmy do konkretów 😉

    Choć bloga prowadzę już dwa i pół roku, cały czas czuję się tu jeszcze „nowa”, bo są osoby starsze stażem i o wiele bardziej doświadczone. Tak jak wypowiadało się kilka osób w biegu rozmowy – cały czas uczę się na własnych i cudzych błędach. Nigdy nawet nie śmiałam uważać siebie za weterankę, ale mam kilka takich blogów, których twórczynie są dla mnie inspiracją i nawet jeśli zdarzy się, że nie skomentuje ich recenzji, czy po prostu nie znajdę czasu by odwiedzić ich bloga, staram się to nadrobić 😉 I tak: po kilkudniowej nieobecności nie udaje mi się nadrobić wszystkich recenzji moich „znajomych”. choć przykładam do tego wiele starań. Niestety z powodu takich moich absencji, zauważyłam identyczne zjawisko jak Lena – nagle niektórzy czytelnicy opuszczają mojego bloga, z powodu braku komentarzy z mojej strony. Kiedy tylko nadrobię zaległości – wracają…

    Z kolei przechodząc do kwestii weryfikacji obrazkowej – jak dla mnie katorga. Zazwyczaj pomieszam literki czy cyferki i kilkakrotnie wpisuję kod… A ostatnimi czasu (patrząc te dwa lata do tyłu) te „hieroglify” są nie tylko coraz dłuższe, ale również coraz bardziej niewidoczne lub „posklejane” ze sobą….

    Niestety muszę się też przyznać, że na moim blogu recenzje dla wydawnictw pojawią się dość często z racji, że zazwyczaj brakuje mi czasu między szkołą, odrabianiem lekcji i obowiązkami domowymi. Te „ubytki” staram się nadrobić w wakacje, sięgając po masy pozycji z biblioteki oraz moja własne lub pożyczone od znajomych lektury. Często są to wiekowe publikacje, ale wydaje mi się, że taka lektura (pomięta okładka przez poprzednich czytelników; charakterystyczny zapach; zaznaczone cytaty) sprawia o wiele więcej radości (przynajmniej mi) niż pozycja świeżo wypuszczona z drukarni.

    Ach i już bym zapomniała, gdybym nie zobaczyła nicka Ani (orchisss) – nasza poznańska Debata (Ale to ładnie brzmi) i sprawa egzemplarzy recenzenckich 😉 Ile razy oglądam ogromne stosy i zastanawiam się: „Kiedy on/ona to przeczyta” albo „Ależ ona/on musi mieć tępo czytania. Chyba tylko ja tak wolno czytam”. Po debacie (która swoją drogą była naprawdę udana i niezwykle ciekawa) zrozumiałam ból i niemoc takich recenzentów. Kiedy pierwsze wydawnictwo napisało do mnie z propozycją współpracy bardzo się cieszyłam. Po drugiej wiadomości byłam już oniemiała z wrażenia. Jednak obiecałam sobie, że nie wdam się w współpracę z przykładowo: dziesięcioma, piętnastoma wydawnictwami, bo nie będę miała czasu nie tylko na naukę, ale nawet czytanie (z satysfakcją i radością!) Przyznam więc, że nie dziwię się osobą, które współpracując z masą wydawnictw, chcą powrócić do początków. Oczywiście (!) przy recenzji egzemplarza recenzenckiego jestem w pełni tak samo szczera jak przy innej pozycji, ponieważ nie powinno być różnicy nawet jeśli publikacja została Nam w pewnie sposób „darowana”(czasem zdarzają się wysokie oceny, gdyż zawsze wybieram lekturę samodzielnie). Wracając do debaty – szkoda, że nie było nas więcej i szkoda (przepraszam za powtórzenie, sama ich nie lubię!), iż przez moje zdenerwowanie nie powiedziałam tyle, ażeby w pełni usatysfakcjonować słuchających.

  91. Co do konkursów – z jednej strony się zgadzam, z drugiej nie. Również uważam, że „nabijanie” sobie obserwowanych to niepotrzebna zasada. Wg mnie – jeśli komuś spodoba się Nasz blog – doda go z własnej woli do obserwowanych. Przyznam, że jednak, w jednym z pierwszych organizowanych przeze mnie losowań, też była taka zasada – przejrzawszy kilka blogów, byłam pewna, że tak robią wszyscy. Z czasem zauważyłam, że to nie tylko uciążliwa zasada, ale również bezsensowna. Bo można mieć ciekawego bloga i niewiele obserwowanych lub mieć bloga średniego (że się tak ładnie wyrażę), a „obserwujących” mieć na pęczki. Ze swojej strony – damą mnie takie coś denerwuje, więc z pewnością sytuacja z pierwszych konkursów organizowanych na moim blogu już się nie powtórzy. Z kolei idea banerków wydaje mi się ciekawa. Nie łatwo jest dotrzeć do mas blogerów książkowych, a taki baner nie tylko informuje Nas o konkursie, ale również zachęca do zapoznania się z blogiem danej osoby. Dzięki temu odnajdujemy kolejnych genialnych ludzi z pasją. Więc: Jestem za za banerkami, oczywiście dobrowolnego „użycia”, byleby nie były jakoś wymyślnie pstrokate. Poza tym można je umieścić po prostu na osobnej podstronie 😉

    Przy okazji konkursów przypomniała mi się sprawa poruszona przez Olę (Lena 173) – dopominanie się o konkursy. Pamiętam tą sprawę, o której wspominała i przyznam, że to trochę kuriozalna sytuacja. Dla mnie to znaczy to samo co: „A może by Pani przeceniła te spodnie, bo chcę je kupić” ;P

    Czytam te wszystkie komentarze, czasem się uśmiecham, czasem, aż załamuję studiując te niedopuszczalne wybryki niektórych osób (o których opowiadacie). Historia z komentarza Ceishy powoduje, że ręce się po prostu człowiekowi załamują nad ludzką nieuczciwością…

    I przechodząc do kwestii podbijania swojej pozycji w blogrollu – sama przez długi czas zastanawiałam się jak oni to robią, kiedy na początku zaczął mi tak „przeskakiwać” jeden blog. Z czasem zaczęło mnie to po prostu denerwować, zwłaszcza, że codziennie staram się wejść na bloga, przeczytać choć kilka recenzji, których link „nie zmienił jeszcze koloru”.

    Chyba już powiedziałam co chciałam 😉

    Ach, a jednak nie ;P

    Jeśli chodzi o te „krótkie” komentarze jestem wobec nich neutralna. Z jednej strony stanowią o jakimkolwiek zainteresowaniu drugiej osoby naszą pracą, ale z drugiej strony – z chętniej wymieniłabym kilka spostrzeżeń z kimś, kto zadał jakieś pytanie lub sama zauważył jakieś ciekawe aspekty pozycji.

    Co do walenia drzwiami i oknami do wydawnictw – wydaje mi się, że tu wszyscy mamy chyba podobne stanowisko, więc przemilczę tą sprawę.

    1. Generalnie pod całą Twoją wypowiedzią mogłabym się podpisać. Zgadzamy się w prawie każdej kwestii 🙂 Co do banerków – również nie miałabym nic przeciwko, gdyby ich wklejanie nie było obowiązkowe, ale jednak mało który bloger pozostawia taką ewentualność. Swoją drogą, z perspektywy uczestnika konkursu taki baner nie jest korzystny – napędza konkurencję 😀

  92. Ufff… Przeczytałam dyskusję praktycznie od deski do deski 🙂
    Wiecie z czym mi się skojarzyła…?

    Parę lat temu, na trzecim roku studiów odbywałam sześciomiesięczne praktyki. Okazało się, że w miejscowości, w której mieszkałam są jednostki doświadczalne uczelni, na której studiowałam, fermy różnych zwierząt. Tam właśnie postanowiłam odbyć większość czasu moich praktyk. Okazało się, że oprócz mnie na ten sam pomysł wpadło 6 innych dziewczyn z tej samej uczelni, których wcześniej nie znałam. Zaprzyjaźniłyśmy się.
    Jak wiadomo, praktyki są darmowe, ale miłym gestem naszego szefa było umożliwienie nam darmowej nauki konnej jazdy w należącej do nich stadninie. Dostałyśmy nauczyciela i dwie godziny tygodniowo.
    Okazało się, że przy stadninie od kilku lat działa klub jeździecki skupiający miłośników tego sportu. My byłyśmy swoistą nowością, więc parę osób przychodziło obserwować naszą naukę. Zaczęły nawiązywać się między nami nowe znajomości.
    Po pewnym czasie pojawiła się grupka "starych bywalczyń", którym nie spodobało się zainteresowanie, którym ich znajomi zaczęli nas obdarzać. Zaczęły się konflikty, pojawiła się zazdrość i zawiść, głupie i niepotrzebne gierki.
    Mi było bardzo szkoda, bo miałam nadzieje, że będę mieć możliwość nauczenia się jazdy konnej, za którą po skończeniu darmowych lekcji chciałam normalnie płacić. Kocham te zwierzęta i zawsze chciałam mieć z nimi bliższy kontakt. Jednak dzięki niemiłej atmosferze, która się pojawiła, więcej tam nie poszłam. Po latach żałuję, że tak to się skończyło, zwłaszcza, że początkowo zaczęły się rozwijać ciekawe znajomości, które mogłyby przerodzić się w przyjaźnie, gdyby nie nasze głupie zachowanie.

  93. Po co to piszę?
    Chcę Wam uświadomić, że czasami otwarcie się na innych, próba wpuszczenia ich do "naszego" świata i pomoc im w odnalezieniu się w nim może przynieść naprawdę dobre owoce.
    Może warto nauczyć się cierpliwości i tolerancji i sięgnięcia po ich głębsze pakiety?

    Wiele osób, które dopiero zakłada blog, nie potrafi się w tym wszystkim odnaleźć i połapać. Nie jest świadoma wielu rzeczy. Mam na myśli chociażby weryfikację obrazkową, która jest automatycznie aktywna przy zakładaniu nowego bloga. Może dobrym pomysłem byłoby sięgnięcie jeszcze raz po pokłady cierpliwości, wytężenie wzroku przy odszyfrowywaniu kodu z obrazka i dodanie komentarza, że blogger, którego wpis nas zainteresował ma "coś" takiego? Jestem pewna, że wiele z tych osób po prostu nie ma o tym najmniejszego pojęcia i zaraz po przeczytaniu takiego komentarza uda się na podbój ustawień swojego bloga. Ja takiego pojęcia nie miałam.

    Jeśli chodzi o bombardowanie Was pytaniami o współpracę z wydawnictwami, o sposoby na zdobycie darmowych książek…
    Wiele z osób (moim zdaniem), które zakładają blog jest zachwycona taką możliwością i próbuje dowiedzieć się wszystkiego na ten temat. Nie mam tu na myśli niegrzecznego domagania się kontaktu do osoby, która jest za to odpowiedzialna w danym wydawnictwie. Chodzi mi o pytania na czym to polega, co trzeba zrobić, żeby taka współprace nawiązać.
    Może warto odpowiedzieć kilka słów na takie pytanie, pomóc takiej osobie, nawet jeśli będzie to odesłanie jej na stronę konkretnego wydawnictwa.
    Wydaje mi się, że większość tych, którzy zakładają blog tylko po to, żeby zbierać darmowe książki zniknie szybciej niż się pojawiło. A może taka podpowiedź pomoże wielu osobom z potencjałem?
    Wiem wiem, musi to być irytujące, zwłaszcza jeśli powtarza się to nagminnie. Ale czy gdzieś tam w środku nie czujecie pewnego zadowolenia, że osoby te kierują te pytania właśnie do Was, z góry zakładając, że jesteście "znawcami tematu"?
    A z drugiej strony może warto byłoby przypomnieć sobie Wasze początki? Pierwsze dni istnienia Waszego bloga, niepewność, zażenowanie, próby odnalezienia się w tym świecie? Zwłaszcza, że w wielu komentarzach pisaliście, że niektórzy z Was również zachłysnęli się na początku możliwością otrzymywania darmowych egzemplarzy, ich ilością? Wielu z Was pisze, że na samym początku popełniało błędy, których teraz nie popełnia.

    Tak więc, podsumowując…
    Spróbujcie spojrzeć na ten temat z innej strony, od strony tych, którzy zaczynają.

    Jeśli ktokolwiek poczuł się w jakikolwiek sposób obrażony tym co napisałam – przepraszam. Nie to było moim zamiarem.
    Uważam tą dyskusję za bardzo potrzebną. Ja również dowiedziałam się z niej wiele nowych rzeczy, o których nie miałam najmniejszego pojęcia.

    Dziękuję 🙂
    Paulina D.

    1. Wydaje mi się, że z otwartymi ramionami przyjmujemy nowych blogerów, o czym świadczy chociażby błyskawiczne zapraszanie ich do zamkniętej grupy na fejsbuku czy na forum, na którym blogerzy udzielają sobie nawzajem pomocy, dyskutują itd. Wśród nas są tacy, którzy prowadzą blogi od lat, i tacy, którzy dopiero raczkują. I póki mają do tematu zdrowe podejście, wszystko jest w porządku, ale kiedy pierwszym ich poleceniem [często nawet nie prośbą i nie pytaniem] jest "podaj mi maile do osób zajmujących się blogerami", "napisz jak mam dostawać darmowe książki" [i tak po kilka razy w miesiącu…], nie jestem w stanie wykrzesać w sobie ani odrobiny sympatii czy cierpliwości. Tak jak wspomniałam wyżej, na tyle szanuję cudzy czas i uwagę, że na każdy mail odpisuję, podając wskazówki i rady – nigdy nie odpowiadam "nie podam, bo nie", "odczep się" czy "zajmij się czym innym", więc nie uważam, aby można było mówić, że jako "stara wyjadaczka" wymądrzam się nad czyimiś głowami. Doskonale pamiętam swoje początki, które oparte były na prawidłowej kolejności -> czytam innych, piszę, komentuję. A teraz ludzie nie zdążą jednej recenzji spłodzić, a już proszą o darmowe książki. I jak tu traktować ich poważnie?

  94. To się rozpisałam…

  95. Oczywiście, że nie ma sensu takich bloggerów traktować poważnie. Jesteśmy dorosłymi ludźmi (raczej większość z nas) i tak się zachowujmy. Nie twierdzę też, że świat blogów książkowych jest zamkniętym kręgiem, w który, aby wejść należy przejść szereg niemożliwych do realizacji zadań 🙂
    Bardzo polubiłam ten świat, zaczynam się w nim odnajdywać i czuję się tutaj dobrze.

  96. Przepraszam, jedno słowo w obronie tych ludzi, którzy podle przesuwają swój blog wyżej w wyszukiwarkach, edytując wpisy. Mówię, bom smutny i sam pełen winy, zdarza mi się.
    Po pierwsze: tłumaczenie poprawianiem błędów do mnie akurat trafia. Może dlatego, że jestem korektorem i to niejako moje skrzywienie zawodowe. A za pierwszym razem niekiedy trudno wszystko wyłapać (uwierzcie, najtrudniej poprawiać samego siebie).
    Po drugie: jest jeszcze coś takiego, jak blogi informacyjne (określenie robocze). Polityczne, sportowe, różnie bywa. Autor zamieszcza jakąś informację na podstawie materiałów, które ma do dyspozycji w danej chwili. Jakiś czas później pojawiają się informacje uzupełniające, które nieco zmieniają obraz całej sprawy. Przecież naprawdę trudno umieszczać nowy wpis z dwoma zdaniami (który zresztą również przesunąłby blog w górę listy).
    No, to tyle, nie sądzę, żebym tu kiedyś jeszcze trafił, zajrzałem przez przypadek, a i tak jestem tępym trollem, który spuszcza się z radości na samą myśl o tym, że jego blog będzie wyżej na jakiejś durnej liście.
    Przepraszam, że komentuję anonimowo, ale nie mam konta na guglu, na łordpresie, na blogerze, czy gdzie tam jeszcze swoje konta mają ci wspaniali i oświeceni, którzy pouczają innych.
    PS. My naprawdę często w dupie mamy to, czy w wyszukiwarce coś się przesunie, czy nie, po prostu zależy nam na przekazaniu rzetelnych i pozbawionych błędów wiadomości.
    Ale co ja się będę kopał z koniem, skoro mądrzy i dostojni wiedzą lepiej i nie tylko osądzili, ale nawet wydali wyrok.

    1. Po 1: temat dotyczy blogów o książkach, których specyfika wygląda jednak nieco inaczej.

      Po 2: poprawienie literówki to normalna rzecz, ale po co od razu zmieniać po 5 razy na dzień datę publikacji posta, kiedy za każdym razem poprawia się tę samą literówkę? 😉

    2. Po 1. Nigdzie nie zostało to zaznaczone. Wrzuciliście wszystkich blogerów do jednego wora, na co wskazuje już tytuł dyskusji.
      Po 2. Owszem, to już jest przesada.

  97. Napiszę tylko jedno zgadzam się w 100%. Kiedy pojawi się kolejny temat do dyskusji?.

  98. Przeczytałam cały post wszystkie komentarze i powiem Wam jedno. To się nazywa prawdziwa dyskusja taka przez duże D. Gratuluję pomysłu. Mam nadzieję , że wniesie ona coś pozytywnego i nastąpią pewne zmiany w blogosferze. Zmiany na lepsze.

  99. "1) Nagminne zmienianie daty/godziny w postach, które nie ma na celu rzeczywistego zaktualizowania treści, a jedynie wskoczenie na szczyt listy linków na pozostałych blogach." Czyli każda aktualizacja pokazuje się na blogach u innych?! Cholibka, a ja strasznie często aktualizuję… Nie po to, żeby ludzie do mnie zaglądali, ale dlatego, że jestem perfekcjonistką i posty muszą wyglądać tak, jak sobie wymyśliłam, więc często coś zmieniam. Jak w takim razie poprawić to i owo w poście tak, żeby aktualizacja nie wyświetlała się u osób, które mnie obserwują? Wystarczy kliknąć opcję "zapisz" i będzie działało?

    1. Przy edytowaniu posta data się nie zmienia, spokojnie 🙂 Tylko jeśli sama wejdziesz w edycję godziny publikacji.

  100. Brawo ja 😀 Tak teraz patrzę i widzę, że nie ma opcji "zapisz". Musiało mi się pomylić z "zamknij" 😀 W takim razie jestem tym bardziej podłamana :<

  101. Muszę przyznać, że chyba pierwszy raz w życiu z przyjemnością czytałam dyskusję pod blogowym postem.
    Mój blog istnieje dopiero miesiąc i jeszcze długa droga przede mną, żeby się w miarę pewnie na nim poczuć. Książek czytam sporo, jednak pisanie okazało się być znacznie trudniejsze niż mi się na początku wydawało. Najwięcej problemów sprawia mi właśnie kwestia "streszczeniowa". Nienawidzę spojlerów, czasem drażnią mnie nawet osobiste opinie, które niechcący zdradzają jakiś szczegół – stąd każdą "recenzję" piszę i kasuję z milion razy ze strachu, że zdradzam zbyt wiele. Do tego, gdy włączam edytor, mój zasób słów gwałtownie się kurczy (czary ;)) i sklecenie paru sensownym zdań graniczy z cudem.
    Mam cichą nadzieję, że są to jedynie problemy początkującego i z czasem moje teksty staną się bardziej atrakcyjne.

    Jeśli chodzi o rozbieżność z ocenianiem – u siebie na blogu mam skalę 0-10, a na goodreads oceniam w skali 1-5, w związku z czym ciężko czasem zachować spójność. Dlatego stworzyłam sobie roboczy opis każdej z moich ocen, co może pozwoli uniknąć części nieporozumień. Zreszta tak jak ktoś wyżej wspomniał, same cyferki niewiele znaczą bez zapoznania się z treścią opinii o danej książce.

    Chciałabym też zwrócić uwagę na jedną sprawę. Wszyscy tak narzekają na wymóg dodawania do obserwowanych w konkursach (które są przecież dobrowolne), a nikt nie pomyślał o komentowaniu postów samych w sobie. Na Kreatywie akurat ten problem nie występuje, ale już nie raz spotkałam się z sytuacją, że aby w ogóle skomentować, muszę mieć konto na bloggerze/wordpressie i nie ma nawet opcji komentowania jako nazwa/URL (co przecież też nie jest anonimowym komentowaniem).

    I rzeczywiście coś jest w tym, że odwiedzane są blogi, których autorzy dali się zauważyć komentując ciekawie innych. Sama w ten sposób zapełniłam swoją listę obserwowanych (wielu wypatrzonych w tej dyskusji :)).

    Cieszę się, że w książkowej blogosferze są normalni ludzie, którzy potrafią na spokojnie dyskutować, a także nie mają problemu z przyznaniem się do błędów. Od razu jest tu jakby przyjaźniej. 🙂

    1. Niestety, ostatnio wiele osób zmieniło ustawienia komentarzy, bo bloggera zalała fala spamu. Sama z nim walczę, usuwając codziennie po kilkadziesiąt komentarzy jakichś zagranicznych botów, ale jest to wybitnie irytujące.

      Cieszę się, że wśród 'świeżaków' trafiła się blogosferze tak ciekawa osoba, mam nadzieję, że dalej będziesz rzucać się w oczy, jako osoba, która potrafi ciekawie komentować, a nie tylko serwować głupoty, gdzie popadnie [jak to u niektórych, niestety, bywa] 🙂

  102. You must always check out the internal heat of a casserole make certain this particular becomes 165 amounts S for
    certain actually free from danger we can eat. For
    the purpose of entrance doors you should purchase or even a of
    doors scribble stopper to suit with the garage door optionally , in other words a real hand
    towel from the doorstep. grew just about yet Toshiba gave country the primary color scheme player smart
    phone.

    Also visit my web page; toaster oven reviews

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *