To my (2000)
reż. W. Szarek

Młodość, świeżość, imprezy, szaleństwo. Miłość, seks, wolność, muzyka. Matura. Matura. Matura. Oto luźny ciąg skojarzeń, związanych z produkcją To my. Grupa młodych ludzi kradnie maturalne testy – każdym z nich kierują inne pobudki – raz jest to miłość, innym razem strach, a jeszcze innym chęć udowodnienia całemu światu, że jest się kimś więcej, niż tylko miernym uczniem. Rzeczywistość młodych bohaterów To my jest barwna i nieskomplikowana – królują tu wielkie balangi, ciągła zabawa i miłość. Piękna i niewinna miłość. Gdzieś na margines zepchnięte zostają ich problemy – wymagający rodzice, brak pieniędzy, brak akceptacji. Liczą się tylko wolność i szaleństwo. Ot, uroki młodości…

Lubię czasami wracać do filmów i książek, które miały dla mnie znaczenie, kiedy jeszcze byłam tzw. ‘piękna i młoda’. Bo nie dość, że jestem sentymentalna, to jeszcze lubię porównywać wrażenia, które zmieniają się w zależności od wieku i nabywanych doświadczeń. Dziś już zupełnie inaczej postrzegam i odbieram kulturę, sztukę i świat w ogóle, toteż nie można się dziwić, że dawne sentymenty czasem muszą zejść na dalszy plan. Bowiem z perspektywy czasu nie wszystko da się docenić w takim samym stopniu, jak doceniało się to jeszcze dekadę wcześniej. I tak właśnie jest z filmem To my – kiedyś był to dla mnie hit. A teraz? Cóż…

Do niewątpliwych plusów To my należy zaliczyć:
√ genialną ścieżkę dźwiękową, w której króluje Myslovitz;
√ obsadę, w której prezentują się jeszcze młodzi i świeżutcy: Cieszyński, Socha, Chochlew i Toczek + zapomniana Marta Dąbrowa, w której krył się spory potencjał;
√ klimat lat ’90 – ostatnich lat świetności polskiej komedii (później to już tylko pojedyncze wzloty zauważyć można);
√ dobry (choć miejscami nieco naciągany) scenariusz i dobry pomysł wzięty z życia – zwrócenie uwagi na istotne problemy, wierne odzwierciedlenie świata młodych.

Obok plusów funkcjonować muszą jednak minusy, wśród których prym wiodą:
↓ przytłaczająca sztywność niektórych ‘aktorów’ – miejscami aż się ich oglądać nie dało;
↓ nieco fałszu i naciągania w przypadku niektórych wątków;
↓ jakość dźwięku – można odnieść wrażenie, że film jest dubbingowany – tak to wszystko dziwacznie brzmi;
↓ niewielki wpływ na widza – ja lubię, kiedy obraz jakoś na człowieka oddziałuje, kiedy odkrywa przed nim nieznane horyzonty – niestety w To my odkrywczości nie ma i nie będzie…

Są sentymenty, które każą ten film traktować ulgowo.
Jest rozum, który nakazuje umieścić go w dziale ‘poniżej przeciętnej’.

Z perspektywy czasu prawie-obiektywnie potraktuję go prawie-ulgowo:

Moja ocena: 6/10

Eh, maturalne czasy… Gdzie odleciałyście? 🙂

Zdjęcia z roku 2007 – na kilka dni przed maturą. Bardzo radosny czas – ostatnie takie wagary 🙂

Jak to się kiedyś człowiek radować potrafił…

, , , ,
Klaudyna Maciąg

Copywriter, marketingowiec, redaktor i korektor książek, właścicielka Agencji Kreatywnej Espelibro. Prywatnie mama energicznej trzylatki, właścicielka dzikiego psa, żona pewnego poety i wierna fanka Manchesteru United.

8 Comments

  1. Nie oglądałam tego filmu, ale Twoja recenzja mnie mimo wszystko zaciekawiła.

  2. ja oglądałam… sentyment faktycznie jest 😛

  3. Maturalne czasy nie nadciągajcie 😀

  4. Muszę obejrzeć 😉

  5. Również lubię ten film, również (pomimo minusów, z którymi się zgadzam) traktuję go ulgowo i oglądam z sentymentem. Chociaż maturę zdawałam o wiele wcześniej – coś w nim jest.

  6. zapowiada się ciekawie.. 🙂 jeśli się z filmem spotkam to na pewno będzie to spotkanie miłe.

  7. Nie słyszałam o tym filmie, z racji tego, że w polskich film, a tym bardziej starszych, mam poważne braki, bo nie przepadam za bardzo za polskim kinem, ale ten brzmi ciekawie.

    Świetne zdjęcia 😀

  8. Ja oglądałam podobny film, ale był produkcji amerykańskiej lub brytyjskiej 🙂
    A po filmy z młodości, a szczególnie po bajki z dzieciństwa dość często wracam 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *