3 stycznia 2017

KKD#25: O zdrajcach, co ebooki czytają i tych prawdziwych czytelnikach, co wierni papierowi pozostają

latające książki

Spośród wielu jałowych dyskusji, jakie toczą ze sobą blogerzy książkowi i czytelnicy w ogóle, niezmiennie najzabawniejszą jest dla mnie ta, dotycząca wyższości książki papierowej nad elektroniczną. No, bo wiecie - to jest zdrada czytać te książki, co nie walą farbą drukarską, nie szeleszczą, nie zaginają się i nie są odpowiednio ciężkie. Prawdziwy miłośnik literatury jest wyznawcą papieru, a nie jakimś tam niewolnikiem nowych technologii!

Książka to książka, co nie?

Nie dam sobie wmówić, że ebook czy audiobook to książka niepełnowartościowa. Że czytanie na czytniku albo słuchanie na słuchawkach to odzieranie literatury z duszy. Nie przekonują mnie te wszystkie gadki o ciężarze woluminu, o potrzebie zmacania papieru, o niepowtarzalności zapachu. Oczywiście, uwielbiam podziwiać książki, mogłabym rozbić namiot w jakiejś księgarni i upajać się samym kontaktem z nimi, ale te półtora tysiąca książek w domowej biblioteczce zaczyna mnie przyduszać. Niby spoglądam na te swoje regały z czułością, niby uwielbiam buszować wśród nich, a jednak myśl, że miałabym przeczytać na papierze coś, co posiadam już w wersji elektronicznej, jest dla mnie jakaś... nieprzyjemna. Taki ze mnie zdrajca, taki wygodnicki leń, że dużo łatwiej jest mi sięgnąć po ebooka niż po książkę drukowaną.

I czy naprawdę z tego powodu ktoś zyskuje prawo, by nazywać mnie zdrajcą? By mówić, że żaden ze mnie prawdziwy czytelnik? Że rasowy miłośnik książek nie wyrzeka się papieru? No przepraszam ja Was bardzo, ale to są takie żenujące bzdury, że aż nie wiem, czy tu trzeba śmiać się czy może jednak płakać.

czytnik kindle

Dlaczego wolę ebooki?

Zainwestowałam w czytnik z wygody. Jest lekki, mogę w nim zmieścić tysiące książek, dużo łatwiej jest mi znaleźć odpowiednią pozycję do czytania. Książka papierowa wymaga doskonałych warunków oświetleniowych, jest mniej wygodna podczas czytania i przemieszczania się i nigdy nie dostosowuje się do mnie i moich potrzeb. Wersję elektroniczną mogę dopasować do siebie w stu procentach - zmniejszam i zwiększam czcionki, reguluję odstępy i marginesy, mogę poprawić kontrast albo lepiej podświetlić ekran.

Dzięki czytnikowi czytam więcej. Bo sam ten proces jest dla mnie dużo łatwiejszy. Książki papierowe muszę ratować przed ciekawskimi rączkami córki, z kolei inkBook nieszczególnie ją interesuje. Bez problemu mogę zabrać czytnik wszędzie, dokąd idę i nie czuję się z jego powodu jak wielbłąd. A musicie wiedzieć, że jak człowiek przemieszcza się gdzieś z dzieckiem, to targa ze sobą jeszcze 5 kilo innych rzeczy - wodę, przekąskę, chusteczki, pieluchy, zabawki i inne bardzo niezbędne badziewia. Kiedy masz dorzucić do tego jeszcze ciężką knigę albo leciutki czytnik - wybór jest prosty.

Czytanie jest też dużo łatwiejsze z tego względu, że doskonałe światło nie jest już koniecznością. Mogę nocą czuwać przy dziecku i czytać, mogę też czytać, kiedy mąż obok robi coś innego. Dawniej niezbędne było dla mnie zapalenie górnego światła, które wieczorami utrudnia drugiej osobie korzystanie z telewizora albo spanie.

Sam proces nabycia książki, choć może mniej magiczny, jest też dzięki czytnikowi dużo łatwiejszy. Klikam, płacę, ściągam. Albo nie płacę wcale, bo darmowych ebooków jest całe mnóstwo, a inwestycja w abonament Legimi umożliwia mi pobranie na czytnik kilkunastu tysięcy naprawdę dobrych książek. Czy może być piękniej?

książka czytanie pisanie

Tak, wiem - molom książkowym nie wypada odwracać się od literatury wydawanej na papierze. Mole książkowe powinny przede wszystkim kultywować tradycję i podniecać się samym kontaktem z szeleszczącym papierem, zapachem farby drukarskiej (a raczej kleju...) i dotykiem okładki. Moja definicja uwielbienia wobec książek jednak poza takie sztywne ramy wychodzi - bardzo cenię sobie literaturę samą w sobie, nawet jeśli przedstawiona jest w formie elektronicznej czy audio. Bo ebook czy audiobook to książka jak każda inna - być może porusza inne bodźce, ale przede wszystkim dostarcza tych samych wrażeń, co klasyczne wydanie papierowe. W końcu o słowo przede wszystkim tutaj chodzi, nieprawdaż?

Zmniejszam swoje kurzące się zbiory i nigdy nie rozstanę się z niektórymi drukowanymi książkami, ale kocham czytanie na czytniku i kochać tego nie przestanę. Nie interesuje mnie, czy to zdrada, czy gwałt na duszy literatury i nawet jeśli ktoś wypisze mnie z wyimaginowanego Klubu Prawdziwych Miłośników Książki, to mam to, za przeproszeniem, w dupie, bo czytam dla siebie i czytam tak, by mi było dobrze, a nie dla popisu, pokazu czy etykietki lepszego i wierniejszego mola książkowego. Ja tam nikomu nie mówię, że jest konserwą albo ma myślenie przedpotopowe, bo czytnika nawet nie dotknął, a z góry zakłada, że jest do kitu. Niech sobie każdy robi co chce i co lubi, nikomu nic do tego.

Ludzie kochający literaturę stanowią w społeczeństwie drastyczną mniejszość, dlaczego więc tworzymy podziały i kłócimy się o to, kto lepszy, kto wierniejszy, kto bardziej książce oddany? Kiedy wyłączę czytnik, a Ty odłożysz książkę na półkę, i tak dyskutować będziemy o tym, co ukryte w słowach. No bo przepraszam bardzo, ale jak żyję, nie zdarzyło mi się jeszcze z nikim mówić o tym, czyje wydanie Dumy i uprzedzenia pachnie lepiej.

A Tobie?

Przeczytaj również:

48 komentarzy:

  1. No bo tak jest, że są osoby, które muszą na siłę wszystkich przekonać do e-booków/do książek tradycyjnych.
    A ja z ebookiem znalazłem jedną dużą wadę. Brak możliwości posiadania książki z dedykacją autora. No bo jak to zrobić? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja akurat nie kolekcjonuję dedykacji i autografów, ale jest paru autorów, których chciałabym kiedyś spotkać i dostać od nich taką pamiątkę. Ich książki mam jednak na półkach i zawsze mieć je będę :)

      Usuń
  2. Jakbym miała kupić książki w każdej wersji językowej, którą chcę to bym zbankrutowała (ściąganie ich dla mnie lub latanie specjalnie po książkę to droższy interes niż kupienie tej samej książki w formie ebooka w księgarni internetowej) a mój kręgosłup wyglądałby jak paragraf ;) Kidla kupiłam nie tylko sobie ale i swojemu partnerowi i wychodzi na to, że to jeden z najlepszych prezentów ever ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fantastycznie, że dzielicie pasję czytania. U nas Mar ma Legimi na komórce i miał czytać w codziennej drodze do i z pracy (prawie 1,5h), ale coś mu nie idzie :)

      Usuń
  3. Śmieszne. Jaka to różnica czy książka jest papierowa czy elektroniczna. Liczy się treść. Ja dosyć długo nie używałam czytnika, w domu wolę czytać papierowe wydania a jedynie na wyjazdach czytałam ebooki. Teraz coraz częściej sięgam po ebooki właśnie ze względu na wygodę, lekkość i zbędność oświetlenia. I zauważyłam, że takie książki czytam szybciej:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście też mam tak, że czytanie ebooków idzie mi dużo sprawniej. Nie trzeba przewracać stron, obok mniej rozpraszaczy - same plusy :)

      Usuń
  4. Tego typu dyskusje lubię, kiedy są toczone w żartobliwy sposób, a nie całkiem serio. Osobiście wolę książki papierowe, ale w życiu nie przyszłoby mi do głowy nawracać użytkowników czytników na Jedyną Słuszną Drogę Czytania. xD Poza tym póki co nie mam czytnika, a czytanie na telefonie/monitorze jest dla mnie niewygodne.
    Lubię trzymać książkę w ręku i jeździć palcami po okładce, jeśli jest ładna i ma różne wypukłe albo inne ciekawe elementy (np. "Podatek" Mileny Wójtowicz ma puchate napisy, a "Smokologia" Dr Drake'a to w ogóle świetnie wydana książka - tego w e-booku nie uświadczysz), ale, tak jak słusznie zauważyłaś, czytnik waży ZNACZNIE mniej. Nieraz rezygnowałam z zabrania książki w drogę, bo była za gruba. Obie formy mają swoje wady i zalety, każdy powinien czytać tak jak mu wygodniej. I zachować dla siebie wszelkiego rodzaju złośliwości względem preferencji innych. Nie od dziś wiadomo, że "o gustach się nie dyskutuje" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam podobnie - już dawno przestałam zabierać ze sobą książkę papierową, bo to zbyt dużo tachania, na starość człowieka ramiona i plecy bolą, cóż zrobić :D

      I mam tak samo jak Ty - posiadam własne zdanie, ale innym go nie narzucam i nikogo nie nawracam. Co najwyżej mogę uświadamiać :)

      Usuń
  5. Ja sama od pewnego czasu mam czytnik i jest to o wiele przyjemniejsza i wygodniejsza sprawa, niż książka papierowa. Jako, że chodzę do liceum i mam plecak załadowany po brzegi wolę czasem wrzucić tam czytnik, który a nuż się przyda, niż targać kolejne obciążenie. Czytam w większości w papierze, ale dlatego, że głównie czytam w domu, choć i tak coraz częściej wybieram czytnik.
    Wyżej wymienione dyskusje są dla mnie śmieszne, ale jeśli to prawda to sama wypisuję się z KPMK :D
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, dzięki, że nie tylko ja jestem poza klubem :D

      Usuń
  6. powiem tak, zdrajca nie jestes, ale ja najzwyczjaniej nie czytam e bookow ani nei slucham audiobookow. Ale mam ku temu powody a nie dlatego ze uwazam to za GORSZE. Wazne ze czytasz. Ja nie zmienie predko zdania i nie zaczne sie zaczytywac w ebookach. Tak lubie zapach skiazek, lubie ich ciezar, lubie szorstkosc papieru. Ale nie mam nic do czytnikow. Sa jakei sa. Nawet slyszalam ze moga nie szkodzic na moje oczy. Ale moje oczy meczy wszystko wiec juz awet nie srpawdzam iel w tym rpawdy. Wiec czytaj i sluchaj rob co lubsiz byle "czytac" ::) pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tymi oczami to Ci powiem ciekawostkę. Mniej-więcej raz na rok chodzę na badania wzroku. Przez lata wada się powiększała, ból oczu był bardzo częsty. Odkąd korzystam z czytnika wada przestała się pogłębiać, a i ból oka towarzyszy rzadko :)

      Usuń
  7. Zbierałam się do kupna czytnika kilka lat, w końcu się udało - mam czytnik od roku i uznaję go za jeden z lepszych 'wynalazków': wygodny, lekki, mieści wiele książek, książki dostępne od ręki, nigdzie nie muszę wychodzić ani czekać na kuriera z paczką, ogółem dla mnie same plusy
    Czasami kiedy dopada mnie tęsknota za 'prawdziwą' książką to nabywam taką, której nie ma w formie elektronicznej lub trzeba by na nią zbyt długo czekać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Inną opcją jest ewentualnie biblioteka :) Mam tysiące książek w domu i na czytniku i wciąż nie mogę powstrzymać się od latania do biblioteki.

      No i zgadzam się z tym, że czytnik to jedna z najlepszych inwestycji jakie można poczynić :)

      Usuń
  8. Serio ktoś na poważnie tak się burzy o to, że niektórzy wolą audiobooki i e-booki od książek papierowych. Jak może pamiętasz, czytam w zasadzie tylko na tradycyjnym papierze, ale nie przyszłoby mi do głowy, żeby kogoś obrażać czy nazywać zdrajcą. To absurd jakiś. Raczej spotykam się z pogardliwymi stwierdzeniami, że jestem niedzisiejsza, ze nie doceniam nowych możliwości itd., ale ja akurat też mam takie opinie gdzieś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O widzisz, to mnie z kolei nie przyszłoby do głowy, aby komuś powiedzieć, że jest niedzisiejszy. Kocham książki i dla mnie one zawsze będą wieczne :)

      Usuń
  9. Ach! Przypomniałaś mi obronioną w 2016 (w ramach podsumowań ;) pracę magisterską - poruszałam tam wątek tej i innych książkowych wojenek. Nawet na obronie o tym mówiłam. Osobiście czytam książki papierowe, ale moja biblioteczka nie jest jeszcze tak imponująca, by zajęła całą ścianę, a taka mi się marzy (do tego potrzebuje zmiany mieszkania ;). Kiedy uznam kolekcję za wystarczającą, jest wielce prawdopodobne, że złoże zamówienie np. u Świętego Mikołaja na takie cacko jak czytnik. PS: Jakby ci jednak brakowało zapachu, to w sieci można znaleźć odświeżacze powietrza o zapachu książki (do wyboru nowej lub starej) :P
    /Pozdrawiam,
    Szufladopółka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, zapachu to mi nie brak, jednak jeszcze trochę ponad 1500 książek papierowych mi zostało ;)

      Bardzo jestem ciekawa tej Twojej pracy, można ją gdzieś przeczytać?

      Usuń
    2. W całości nie, ale zastanawiam się nad cyklem postów na jej podstawie ;)

      Usuń
    3. Super! Bardzo chętnie przeczytam :)

      Usuń
  10. Ja ostatnio zaczynam wracać do audiobooków. Kiedy wracam zmęczona, a muszę przeczytać jakąś książkę, wolę zamknąć oczy i ją słuchać albo w tym czasie rozmawiać z kimś innym. Zaczęłam tę możliwość słuchania doceniać podczas ostatniej sesji, kiedy ilość tekstów do przeczytania na egzamin była odwrotnie proporcjonalna do czasu, a oczy zmęczone w pewnym momencie zaczęły się zamykać. Co się dało, to kazałam Ivonie czytać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też lubię audiobooki - przydają się podczas sprzątania, gotowania i innych prac domowych. Natomiast nie wiem czy umiałabym słuchać na spokojnie, z zamkniętymi oczami, gdy jestem padnięta. Chyba zbyt łatwo byłoby mi przysnąć :)

      Usuń
    2. No mnie się ostatnio przy Bator przysnęło, już nie byłam pewna, co było w powieści, a co mi się śniło ;-)

      Usuń
    3. To musiało być ciekawe doświadczenie :)

      Usuń
  11. Szczerze? Lubię audiobooki, które są wybawieniem dla migreników :) Ebooki czytam. Ostatnio częściej, niż papierowe, bo jestem leniwą bułą (księgarnie nie są pod drodze, a czekać, a nie zawsze jestem w stanie czekać, aż przyjdzie paczka). Jednak za nic się do tego nie przyznam i z papierowym wydaniem na piersi krzyczę: Papier! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, sorry bejbe, ale już się przyznałaś, poszło w eter :))

      Usuń
  12. Dla mnie to jest tak - owszem, fajniejsza jest papierowa, ale nie czuję się gorsza bo sięgam po czytnik :) W wielu, naprawdę wielu sytuacjach lepiej się sprawdza czytnik i tyle. Choćby kiedy tramwaj przejeżdża pod estakadami/jezdniami rond itp., bo jest wtedy ciemniej i czytnik jest podświetlony :)
    Liczy się treść, która jest przecież taka sama...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to - treść jest wszędzie taka sama. A nawet czasem ebooki czymś się wzbogaca, o! :)

      No i celna uwaga z tymi estakadami - czytnik w każdych warunkach sprawdza się lepiej.

      Usuń
  13. Dla mnie książka to treść, a nie jej opakowanie. Przecież te same słowa są w wersji papierowej i te same w elektronicznej, więc co za różnica? Ostatnio czytam głównie na czytniku i nie czuję się z tym wcale gorzej. W ogóle dziwi mnie, jak niektórzy mogą z tym w ogóle mieć problem, gdy ktoś lubi czytnik.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też to dziwi, zwłaszcza, że dyskusje na ten temat toczą się od ładnych paru lat. Niektórzy chyba jednak wciąż nie wyciągnęli z nich wniosków.

      Usuń
  14. Ten temat już jest tyle lat wałkowany, że stał się nudny ;) Aż się prosi napisać, "sooooo 2000!" ;)

    Rzekła Agnieszka, zakochana w swoim czytniku od 2010 roku :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A, i to nie zarzut do powyższego tekstu, tylko do ludzi, że ciągle tworzą takie sztuczne podziały po nic.

      A nie, wróć, oczywiście po to, by poczuć się lepszym od tej drugiej strony :P

      Usuń
    2. Otóż to. Jak się nie ma pomysłu na dowartościowanie, znajduje się takie bzdurne powody. Cóż zrobić, z pewnych rzeczy blogerzy książkowi nie wyrosną :)

      Usuń
    3. Myślę, że to akurat cecha ogólna, nie tylko blogerska :D

      Usuń
  15. Nie mam czytnika, na laptopie mało wygodnie mi się czyta, audiobook mi nie odpowiada- jestem wzrokowcem, więc bardziej mnie przekonuje wersja papierowa książek. Ale ważne by poznawać nowe powieści- a w jakiej formie, to już jak komu wygodniej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na laptopie to w sumie niezdrowo, więc lepiej i tak stawiać na papier :)

      Usuń
  16. Ja osobiście bardzo lubię książki w wersji papierowej, ale podejrzewam, że taki czytnik też by mi się spodobał, bo to naprawdę fajna sprawa. Moim zdaniem nieważne czy czytamy książkę w wersji papierowej czy elektronicznej. Ważne, że w ogóle czytamy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I o to właśnie w tym wszystkim chodzi :)

      Usuń
  17. Ja długo byłam sceptycznie nastawiona do czytników, mimo to mąż parę lat temu sprezentował mi Kindla i przepadłam. Tyśiące darmowych pozycji ( wcześniej musiałam kupić min. 3 książki/miesiac), leciutki, zawsze pod ręką. Nadal kupuje papierowe książki ale ograniczyła się do tych ulubionych i których nie ma w wersji cyfrowej :-p bo miejsca na kolejne regały w domu brakuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam ten ból - mieszkanie z gumy nie jest, w pewnym momencie już tego wszystkiego pomieścić nie da rady.

      Usuń
  18. Bardzo trafna puenta! Ja osobiście bardziej wolę tradycyjne, papierowe książki, ale nie przyszłoby mi nawet do głowy, by nazywać kogoś czytelnikiem gorszego sortu, bo preferuje audiobooki. Nie popadajmy w skrajności i jakieś dziwne paranoje!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, szkoda, że nie wszyscy tak myślą.

      Usuń
  19. I książki papierowe i ebooki mają swoje wady i zalety. Uważanie jednego typu za prawdziwszy czy wręcz jedyny słuszny jest śmieszne i świadczy moim zdaniem o jakimś ograniczeniu umysłowym.
    Ebooki pozwalają posiadać książki niezależnie od pojemności domowej biblioteczki i czytać wszystko i wszędzie, wygodnie i lekko. Mimo to wiem, że niektóre książki będę chciała mieć w wersji papierowej, dla samej przyjemności ich posiadania - jest to na przykład seria "Świata Dysku". Także wszelkiego rodzaju książki rozwojowe czy podręczniki wolę mieć na papierze - łatwiej mi się je wertuje, zaznacza informacje itp. Wiem, że czytniki też mają takie funkcje, ale jednak wygodniej mi z papierem w tym przypadku.
    Tak jak powiedziałam - każda forma ma swoje wady i zalety :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to - każde rozwiązanie ma plusy i minusy. Podoba mi się Twoje stwierdzenie o "ograniczeniu umysłowym" - bardzo trafne!

      Usuń
  20. Ja pójdę nawet o krok dalej i powiem, że wszyscy ci, którzy twierdzą, że ebooki to nie prawdziwe książki, bo bez zapachu papieru i szeleszczenia kartek się nie liczy, to zdrajcy i nieprawdziwi czytelnicy. Ha! Czyżby wąchanie kleju drukarskiego i jakieś szelesty były dla nich ważniejsze niż treść? Zmarli pisarze przewracają się w grobach. Tyle ślęczenia nad kompozycją, tyle głowienia się nad doborem słów, a tu, w XXI wieku, przyjdzie taki i będzie kręcił nosem, że nieeeee, to się nie liczy, bo zamiast przewracać karti trzeba naciskać przyciski. No proszę Was ^^.

    Tak trochę bardziej na poważnie, to odrzucanie ebooków jako "nieprawdziwych" zalatuje mi fetyszyzacją czytelnictwa. Nagle nie chodzi o to, żeby czytać, poszerzać horyzonty, rozwijać wyobraźnię (czy jakie inne dobrodziejstwa czytania sobie wynajdziemy), ale też o to, żeby... Być otoczonym przez stosy książek? Po co? Żeby wyglądać inteligentnie? Żeby każdy w autobusie mógł podziwiać, jak trudną lekturę właśnie czytamy? Żeby salon mądrze wyglądał?

    Zastanawiam się czasem, czy przynajmniej część z tych ludzi nie odrzuca ebooków, bo zmuszają ich one do mniej stereotypowego myślenia. Jeszcze parę lat temu było prościej: człowiek siedzący z książką = mądry, człowiek wpatrzony w ekran = głupek, zombie, dziecko neostrady. A tu nagle się okazuje, że można patrzeć w ekran i wykorzystywać go do czytania. I jak tu teraz oceniać na pierwszy rzut oka?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę, trzy krótkie akapity, a tyle w tym prawdy! Zgadzam się całkowicie z Twoją wypowiedzią - od początku do końca. Cieszę się, nie tylko dlatego, że się zgadzamy, ale też dlatego, że ubrałaś to wszystko w naprawdę mądre słowa.

      Usuń
  21. Podchodzę do tego tak: jeśli jakaś historia do mnie przemawia, pobudza wyobraźnię, wyzwala emocje, to nie ma znaczenia na jakim nośniku jest ona zapisana ani w jakiej formie się z nią zapoznaję. Jeśli mam wybór zawsze wybiorę papierową wersję, a jeśli nie to trudno, pragnienie poznania jest silniejsze niż chwilowe ograniczenia. :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Zgadzam się z każdym Twoim słowem :) Mam tak samo i kocham czytać na moim kindelku :)

    OdpowiedzUsuń