31 stycznia 2017

Wpis urodzinowy: co powiedziałabym nastoletniej sobie?

birthday cake

Mam wrażenie, że dopiero co świętowałam swoje dwudzieste ósme urodziny, tymczasem znów kończy się styczeń i znów zdmuchuję dodatkową świeczkę na torcie. Jako dziecko uważałam, że ludzie dobiegający trzydziestki są strasznie starzy, stateczni, mają trójkę dzieci i poukładane życie. Dziś widzę, że dziecięce wizje mają niewiele wspólnego z rzeczywistością. Wciąż czuję się jak nastolatka i niby założyłam rodzinę, ale do stateczności i stabilizacji jeszcze mi daleko.

Kiedy patrzę wstecz, czytam stare pamiętniki i oglądam setki zdjęć zrobionych w czasach, gdy miałam "naście" lat, zastanawiam się, czy dziś zrobiłabym coś inaczej. Staram się niczego nie żałować i wiem, że bez konkretnych przeżyć nie byłabym dziś sobą, ale czasem myślę, że chciałabym uratować tamtą siebie, pocieszyć, rozbawić, popchnąć do działania. Tylko czy dziś byłabym w tym samym miejscu, z tymi samymi ludźmi, z podobnym bagażem doświadczeń?

Co chciałabym powiedzieć nastoletniej sobie?

Jestem pewna, że gdybym miała okazję porozmawiać z kilkunastoletnią Klaudyną, pierwszym, co bym jej zakomunikowała, byłoby: wyjdziesz za mąż i będziesz szczęśliwie zakochana (a potem urodzisz piękną córkę!). To potwornie małostkowe, ale rzeczywiście jako nastolatka przejmowałam się głównie tym, że nikt nigdy mnie nie zechce, że będę skazana na samotne życie, że trafię do klasztoru albo do końca swoich dni będę zatruwać życie rodzicom.

Oczywiście, nie wzięło się to z niczego, a wyjaśnienie znajdziecie we wpisach:

Nieco młodszej wersji siebie, powiedziałabym: nie bój się marzyć! Od wczesnych lat podstawówki spędzałam całe dnie na boisku, grając z kumplami w nogę. Zapisanie się do lokalnego klubu piłkarskiego było moim ogromnym marzeniem, ale tak bardzo wstydziłam się poprosić o to rodziców, że po prostu ignorowałam to, czego chcę i zajmowałam się czym innym. Czyli głównie szkołą i książkami.

klaudyna gąsior maciąg
Klaudyna, lat 16.
Szkołą, tak swoją drogą, przejmowałam się bardzo. A właściwie konsekwencjami tego, że łapałam kolejne pały z fizyki. Pamiętam, że któregoś dnia (miało to miejsce w czasach gimnazjum), gdy mama wracała z wywiadówki (zapewne wściekła z powodu tego, jak zawalałam przedmioty ścisłe), zrobiłam sobie (oczywiście powierzchowną i niegroźną) ranę w czole, byle tylko rodzicielka skupiła się na tym a nie na karteczce z ocenami. Podziałało. Pewnie dziś powiedziałabym tamtej Klaudynie, że była głupia i lekkomyślna i że powinna przestać przeżywać tę fizykę, bo i tak szybko zniknie z jej życia, ale tego już nie będę miała okazji naprawić. A najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że mogłam za złe oceny dostać co najwyżej lekki ochrzan, więc kompletnie nie rozumiem, czego aż tak bardzo się wtedy obawiałam.

Na pewno jednak nie zmieniłabym tego trudnego okresu, w którym dużo wagarowałam, dużo piłam i zadawałam się z dziwnymi ludźmi, bo wiem, że wyszumiałam się w czasach gimnazjum i że dzięki temu na późniejszych etapach życia nie potrzebowałam żadnego balowania, chadzania do klubów, próbowania używek czy ładowania się w kłopoty.

Jednym z najtrudniejszych momentów mojego nastoletniego życia były osiemnaste urodziny, podczas których dwie bliskie mi osoby postanowiły mnie zdradzić. Przez lata miałam do nich o to ukryty żal, ale dziś powiedziałabym dorastającej Klaudynie: stara, podziękuj za to, że masz łatwe koleżanki, bo gdyby nie jedna z nich, mogłabyś nie poznać parę miesięcy później swojego przyszłego męża.

Podsunęłabym też Klaudynie parę imion i nazwisk, których powinna się trzymać. Bo choć staram się nie żałować niczego, to żal mi, że w pewnym momencie swojego życia postanowiłam zmienić środowisko, a przez to straciłam najbardziej wartościowe przyjaźnie, jakie w całym swoim życiu zawiązałam.

Czy podałabym jej numery Lotto?

klaudyna gąsior maciąg
Klaudyna, lat 19.
Podałabym, pewnie że bym podała. Mam wokół siebie ludzi, którym bardzo przydałby się porządny zastrzyk gotówki, by mogli wyjść na prostą. Sama też chciałabym żyć bardziej niezależnie - mieć dom lub mieszkanie, nie martwić się o wynajmowane lokum, móc pozwolić sobie na wystartowanie z własną firmą, pokazać córce trochę świata, nie martwić się o przyszłość w wyludniającym się mieście.

Jestem szczęśliwa i bardzo doceniam wszystko, co mam, ale mam też z tyłu głowy myśl, że wszystko to postawione jest na bardzo kruchych fundamentach. Wiem też, że poradzilibyśmy sobie, gdybyśmy musieli nagle zrewolucjonizować swoje życie, ale wiele bym oddała za stabilizację i pewność co do tego, co czeka nas za następnym rogiem.

Czego sobie życzę?

Nie mogę skontaktować się z Klaudyną z przeszłości (może to i dobrze?), więc pozostaje mi żyć dniem dzisiejszym. Na ten kolejny rok mogę więc życzyć swoim bliskim i sobie przede wszystkim zdrowia. To może jest banał, ale ono naprawdę jest najważniejsze.

Powiązane wpisy:

22 komentarze:

  1. Przede wszystkim, wszystkiego najlepszego!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Sto lat! I mnóstwa zdrowia, bo to jest najważniejsze ;) Ja w tym roku skończę 25 lat i zostanę żoną. Nie wiem kiedy czas zleciał od tej nieszczęsnej 18tki czy 20tki. I nadal czuję się jak dzieciak, chociaż od ponad roku mieszkam z narzeczonym i zajmuje się domem itp. I też zawsze miałam wrażenie, że w wieku 23-15 lat człowiek już jest ułożony, wie czego chce. Guzik! ;)

    Ale nie warto się starzeć psychicznie, bo trzeba zachować tę cząstkę dzieciaka w sobie. Wtedy człowiek jest szczęśliwszy. ;)

    A do siebie w wieku nastoletnim powiedziałabym wiele ale niczego bym nie zmieniła, bo te przeżycia mnie uwarunkowały i nie byłabym sobą ;) Nastoletniość po to jest, aby się stresować i przejmować pierdołami! ;)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pięknie powiedziane - to o tym "starzeniu psychicznym". Muszę to sobie zapamiętać :)

      Powodzenia w tym roku, czeka Cię wiele wspaniałych momentów!

      I bardzo dziękuję za życzenia :)

      Usuń
  3. Wszystkiego najlepszego :) Dużo zdrowia, uśmiechu i wielu wspaniałych chwil spędzanych z mężem i córeczką.

    Na 30 urodziny nie zrobiłam podsumowania dobrych i złych rzeczy, które spotkały mnie w życiu. Ale gdy byłam w ciąży dopiero rozmyślałam nad tym czy coś bym zmieniła i czy miałoby to dobry na mnie wpływ. Dzisiaj jestem pewna, że nawet tych gorszych doświadczeń nie unikałabym, bo to pociągnęłoby lawinę zmian i dzisiaj nie cieszyłabym się z mężem i synkiem. Nie pracowałabym w zawodzie, dzięki któremu się poznaliśmy i pewnie nie kochałabym tak książek, żeby zacząć przebywać z osobami o podobnych zainteresowaniach.

    Pozdrawiam Cię serdecznie i jeszcze raz życzę zdrówka i uśmiechu! Olimpia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję!

      Ilekroć myślę o tym, zawsze dochodzę do podobnych wniosków, co Ty - jesteśmy tymi ludźmi i znajdujemy się w tym miejscu, bo wiele czynników miało na to wpływ. Nie ma sensu zmieniać przeszłości, bo bez niej moglibyśmy nie być już sobą. I nie mieć wokół siebie tych samych ludzi, których mamy.

      Aczkolwiek chciałoby się kilkanaście lat temu mieć tę samą wiedzę, którą ma się dziś :)

      Usuń
  4. Na tych zdjęciach nie widzę żadnej brzyduli- co najwyżej bardzo atrakcyjną nastolatkę :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Klaudyno! Na początek chciałabym złożyć Ci bukiet najserdeczniejszych i osłodzonych promiennym uśmiechem życzeń wszystkiego, co Najpiękniejsze i przez Ciebie upragnione! <3 Oby to był kolejny owocny rok, pełen zachwytów i ubogacających doświadczeń, którymi tak hojnie się dzielisz.

    Dalej,pragnę Ci podziękować za ten wpis. Przeczytałam go z wielką uwagą, a w miarę upływu słów wypełniał mnie łagaodny spokój. Cudnym oznajmieniem otworzyłaś to wyznanie i muszę przyznać, że marzę (staram się nie bać swojej wyobraźni ani jej nie wstydzić), bym za jakiś czas mogła odezwać się tak do Przyszłej Ja.
    Ujęło mnie różnież to, że nie zamierzasz boleć nad biegeiem czasu, ale afirmujesz życie w jego kształcie, czerpiąc z jego nieprzebranej różnorodności i w gruncie rzeczy wykorzystując każde doznanie - czy to przelotne, czy wieloletnie. Młodość i lata szkolne to ciężka próba i rzeźba tożsamości, która niezależnie od naszej woli nas kształtuje. Dlatego w każdym ogniwie Twojej biografii widzę zalążek teraźniejszej empatii, otpymizmu, tolerancji i asertywności.

    Przesyłam raz jeszcze tysiąc urodzinowych powinszowań i wyrazy wdzięczności! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo!
      Każdy Twój komentarz sprawia, że serce mi się raduje. Mocno mnie podbudowują Twoje słowa :)

      Masz rację, że młodość to naprawdę ciężka próba - dla psychiki, siły charakteru. Dobrze jest wynieść coś wartościowego z tych lat, nawet jeśli mocno dawały w kość. A może zwłaszcza dlatego?

      Usuń
    2. Klaudyno, to ja jestem zobowiązana do wdzięczności <3
      Po pierwsze jako ukradkowy, a teraz już ujawniony czytelnik mogę czerpać z Twojego doświadczenia pełnymi garściami i zarazem dzielić się własnymi spostrzeżeniami. Po drugie - w Twoich słowach odnajduję wspólnotę doświadczeń i z przyjemnością słucham głosów innych Czytelników, którzy uświadamiają mi, że wartki nutr życia, choć niekiedy męczący, jest swoistą skarbnicą inspiracji i urzeczeń :) Dziękuję Ci za każdy uśmiech, jakim rozkwita moja buzia, kiedy czytam Twoje słowa i za każdy rumieniec, jaki mnie oblewa, gdy spotykam się z Twoją życzliwością :)

      Tak, myślę, że walor młodości polega na brzemieniu doświadczeń, jaki zeń wynosimy. Grunt, to nie popadać w starczą zgorzkniałość, lecz sprytnie wykorzystać ofiarowany nam przydział, nawet, jeżeli jest cięższy niż narzutowe głazy. Wydaje mi się, że siła dojrzałości zasadza się właśnie na wykorzystaniu tego, w co nas wyposażyła młodość :)

      Usuń
    3. Miło mi bardzo, ogromnie raduje mnie, kiedy mogę dostarczyć komuś choćby odrobiny uśmiechu :)

      Cieszę się też, że dzielimy pewne doświadczenia, bo dzięki temu możemy lepiej się zrozumieć, co nie z każdą osobą się udaje :)

      Mam nadzieję, że wspomniana starcza zgorzkniałość nigdy nas nie dopadnie. Ja wciąż pielęgnuję dziecko w sobie i mam nadzieję, że nigdy z tego nie wyrosnę :)

      Usuń
    4. Uważam, że uśmiech to najsłodszy i najlepszy podarunek, jaki możemy sprawić, dlatego te od Ciebie zagarniam w siebie z wielką przyjemnością i wdzięcznością :)

      Tak, wspólnota doświadczeń często stanowi i węźle porozumienia, nawet zawiązywanego podświadomie, a dzięki temu ludzie są dla siebie pięknymi, odbijajacymi prawdę zwierciadłami. Z kolei dzielące ich różnice tylko ubogacają.

      Klaudyno, jestem pewna, że Tobie starcza demencja emocjonalna i optymistyczna nie grozi i ocali Cię od niej światło życzliwości i rozkochania w życiu, którym emanujesz <3

      Usuń
  6. Serdeczne życzenia urodzinowe - wszystkiego dobrego, mnóstwa wspaniałych książek, inspirujących spotkań i chwil oraz radości z życia!

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie zdążyłam wczoraj, więc piszę dziś. Guru Ty moje blogowe i nie tylko, niech Ci się spełnią marzenia nie tylko te o zdrowiu, ale i wszelkie inne też. Dużo dużo szczęścia, zapału, pomysłów, kasy na wszystko to, co można kupić, a co sprawi, że będziesz szczęśliwa, własnej firmy, świetnych ludzi wokół, mnóstwa miłości, nieco szaleństwa, trochę spokoju, samych fantastycznych wspomnień, satysfakcji z tego, co robisz, inspirujących książek, filmów, spotkań i nigdy niezachwianej wiary w siebie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci Aniu - za każde miłe słowo i za wszystkie życzenia. Wierzę, że choć część z nich się spełni :*

      Usuń
  8. Wszystkiego najlepszego! Sukcesów w życiu i w blogowaniu :* również nie zdążyłam wczoraj :)
    Świetny wpis :)
    Zapraszam: http://allixaa.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Wszystkiego naj! Jaka Ty młoda jesteś.... :)
    Ja wciąż czuję się na jakieś 10 lat mniej niż mam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, młoda, jak miło, że ktoś dla odmiany nie nazywa mnie "starą dupą" ;)
      Dziękuję!

      A że czujesz się na 10 mniej to bardzo dobrze. Mam dokładnie tak samo!

      Usuń