kochane kłopoty rok z życia

Kilka miesięcy temu Kasia z bloga Książki & filmy zainspirowała mnie do tego, by nareszcie obejrzeć wszystkie odcinki serialu Gilmore Girls, znanego w Polsce pod tytułem Kochane kłopoty. Kiedy byłam w połowie oglądania, okazało się, że na koniec listopada zaplanowano emisję dodatkowego sezonu serialu, zatytułowanego Gilmore Girls: A Year in the Life. Dlatego też przez ostatnie tygodnie „Gilmorki” gościły w naszym domu każdego dnia i był to uroczy czas, ale prawda jest taka, że jednocześnie kocham ten serial i go nienawidzę…

Gilmore Girls – sezony 1-7

gilmore girls

Czy jest na sali ktoś, kto nie spotkał się nigdy z osobami Lorelai i Rory Gilmore? Sądząc po niemałym zainteresowaniu wpisem „Kochane kłopoty” i literatura, czyli co czytywała Rory Gilmore – wątpliwe. Serial Gilmore Girls ma status kultowego – nie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale na całym świecie, w tym również w Polsce. Nie będę się więc skupiać na streszczaniu Wam fabuły, wystarczy, że będziecie znali podstawowe dane – serial opowiada o perypetiach matki samotnie wychowującej dorastającą córkę. Mieszkają one w uroczym miasteczku Stars Hollow i borykają się z typowymi problemami dnia codziennego – co zamówić na kolację, z kim umówić się na randkę, jak zdobyć pieniądze na ważny cel itd. itd. Jednak pomimo tego, że ich problemy są typowe, a produkcja ma charakter dosyć życiowy, zarówno główne bohaterki, jak i rzeczywistość w jakiej żyją są mocno oderwane od rzeczywistości.

Ale po kolei…

Lorelai Gilmore

lorelai gilmore

Wychowana w bogatym domu postanowiła odciąć się od rodziny, kiedy w wieku szesnastu lat urodziła córkę. Zupełnym przypadkiem na jej drodze pojawiło się urocze miasteczko pełne ekscentryków i życzliwych ludzi, w którym życie płynie powoli i do którego nie docierają bolączki „wielkiego świata”, w stylu kryzysów gospodarczych, afer korupcyjnych, włamań czy napadów. Sielska okolica przyjęła nastoletnią Lorelai z otwartymi ramionami, a jej córeczka stała się córeczką wszystkich i ulubienicą całego miasta.

Gdybym miała wybór, nie chciałabym nigdy spotkać Lorelai Gilmore na swojej drodze. Bo niby kreowana jest na sympatyczną, wyluzowaną i zabawną fajną mamuśkę, ale tak naprawdę jest zadufaną w sobie pańcią, która zawsze musi stawiać na swoim, nie przejmuje się uczuciami innych, jest niedojrzała i niepoważna, nie potrafi się zachować i ma fatalny gust. Jakby tego było mało, przypieczętowaniem jej wizerunku fajnej mamuśki ma być totalne olewanie zasad zdrowego żywienia i dobrego wychowania – tutaj pojawia się pojenie nastoletniej córki hektolitrami kawy, karmienie chrupkami i burgerami oraz odrywanie od nauki na rzecz ploteczek i całonocnych maratonów filmowych.

Nie ma co – ideał i wzór z tej Lorelai.

Rory Gilmore

rory gilmore

Niby ma być dobrą dziewczyną, kujonką, maniaczką literatury i wzorem cnót, a tak naprawdę jest osobą o wątpliwym kręgosłupie moralnym. Wykorzystuje innych ludzi, nie dba o to, że łamie innym serca, podobnie jak matka – jest przekonana, że wszystko jej się należy i wszyscy wokół mają tańczyć, jak im zagra. Stroi fochy jak księżniczka, jest rozpuszczona i zapatrzona w siebie.

Nie znoszę Rory i uważam, że jest jedną z najbardziej irytujących bohaterek w historii telewizji. Oczywiście, z przyjemnością ogląda się ją na ekranie, Alexis Bledel jest przecież prześliczną dziewczyną, ale nie zmienia to faktu, że urok osobisty nie wystarczy tej postaci, by można ją było uznać za sympatyczną i wartą polubienia.

Zawsze myślałam, że Rory to milutka szara myszka, tymczasem wyrachowana z niej zawodniczka. Oj, żal mi wszystkich facetów, których spotkała na swojej drodze!

Relacja matki z córką, czyli dlaczego tak bardzo kochamy Gilmore Girls

rory gilmore lorelai gilmore

Co z tego, że i jedna, i druga mnie wkurzają, skoro stanowią wspaniały, niezapomniany duet, od którego nie można oderwać oczu? Uwielbiam je razem i uwielbiam to, jak w produkcji tej przedstawiona jest bliska relacja matki z córką. Mają swoje wzloty i upadki, ale ich więź jest niesamowita, przyciągająca. Aż chce się widzieć te ich wspólne akcje, mimo że dialogi na linii Lorelai-Rory bywają totalnie bezsensowne.

Ten serial kocha się właśnie za tę matczyną miłość, za tę przyjaźń i niezwykle silną relację. Osobno obie mogły mnie doprowadzać do szału, ale i tak nie mogłam przerwać oglądania, bo zawsze miałam ochotę wiedzieć, co wydarzy się u nich dalej i co jeszcze nam zaprezentują.

A prezentowały wiele – śmieszne stylizacje, dziwaczne dialogi, zabawne akcje i bliskość, którą dało się dostrzec z kilometra. Twórcy serialu dobrali ten duet znakomicie!

Stars Hollow

gilmore girls cast

To miejsce jest magiczne, specyficzne, mocno oderwane od rzeczywistości. Jego mieszkańcy są totalnymi dziwakami i jedynego normalnego faceta w okolicy uważają za odmieńca. Mimo tego wzbudzają wiele pozytywnych odczuć i trudno byłoby nie myśleć z sympatią o ich wspólnych inicjatywach i ciekawych pomysłach na uatrakcyjnienie życia w miasteczku.

Prawda jest jednak taka, że kiedy ogląda się jeden odcinek za drugim, a jest ich przecież ponad 150, pewne zachowania stają się irytujące. W którymś momencie ten sam gag już nie śmieszy, a dziwaczne zebrania społeczności nie wzbudzają już uśmiechu, tylko lekki niesmak. Całe Stars Hollow zaczyna drażnić i jego urok powoli zanika, kiedy człowiek uświadamia sobie, że jest tam trochę zbyt bajkowo i zbyt fajnie.

I niby lubi się tych wszystkich freaków – „wielobranżowego” Kirka, wszystkowiedzącą Miss Patty, zasadniczą panią Kim czy rozgorączkowaną Sookie, ale nadmierna ekspozycja na ich zachowania naprawdę szkodzi.

I chyba to jest właśnie mój największy problem związany z Kochanymi kłopotami. Znając kilka odcinków, widzianych kilkanaście lat temu, miałam w głowie obraz ciepłego, zabawnego, sympatycznego serialu, który przyciąga urokliwymi postaciami i milusim klimatem. Oglądając wszystkie sezony na raz, trochę za bardzo przytłoczyłam się specyfiką Stars Hollow i jego mieszkańców. W takiej dawce jest tego za dużo, człowiek zauważa powielanie schematów i zaczyna dusić się tą samą scenerią, tym samym poczuciem humoru, tymi samymi problemami. Prawdopodobnie gdybym rozłożyła oglądanie „Gilmorek” w czasie, z pewnością trochę inaczej odebrałabym teraz ten serial.

Nie zmienia to faktu, że kiedy 24 listopada obejrzałam ostatni odcinek siódmego sezonu, niecierpliwie wyczekiwałam dnia następnego, kiedy na Netfliksie miały pojawić się nowe odcinki…

Gilmore Girls: A Year in the Life

netflix gilmore girls a year in the life

Na Gilmore Girls: A Year in the Life składają się cztery półtoragodzinne odcinki, pokazujące rok z życia Lorelai i Rory 10 lat po wydarzeniach zaprezentowanych w poprzedniej produkcji. Nagle w Stars Hollow pojawiają się wszyscy dawni bohaterowie opowieści o „Gilmorkach” – niektórzy na chwilę, inni na dłużej. Miłym zaskoczeniem jest dopięcie niektórych rozpoczętych w przeszłości wątków, ale całość wypada raczej średnio.

Brak zmian w świecie Lorelai i Rory

Stars Hollow nie zmienia się ani o jotę, bohaterowie też nie przechodzą żadnej większej rewolucji, poza Miss Patty, która po zrzuceniu kilkudziesięciu kilogramów jest absolutnie nie do poznania. Na twarzy Lorelai widać interwencję chirurga plastycznego, a jej matka, Emily, to już starowinka, ale ogólnie trudno byłoby doszukać się tu jakichś większych zmian.

A przez to, że nie ma zmian, to niektóre z nowych wątków okazują jeszcze bardziej oderwane od rzeczywistości niż wszystkie poprzednie. Ot, np. Lorelai wyruszająca w podróż śladami bohaterki Dzikiej drogi – trochę to śmieszne, trochę straszne, ale przede wszystkim zupełnie niepasujące do bohaterki.

Za to w wizerunku Rory wszystko gra – dalej nie umie się odnaleźć w dorosłym życiu, dalej popełnia te same błędy, dalej zachowuje się jak nieodpowiedzialna gówniara. Wątek jej nowego związku, który z założenia miał być śmieszny, okazuje się smutny i niesmaczny, podobnie jak wszystkie jej relacje z byłymi – tu nic się nie zmienia, księżniczka dalej księżniczkuje i jeszcze jest wielce zdziwiona, że inni ruszyli z życiem do przodu.

Swoją drogą czas bardzo dobrze przysłużył się całej trójce dawnych miłości Rory – i Dean, i Jess, i Logan wyglądają naprawdę smakowicie!

netflix gilmore girls a year in the life

A Year in the Life najlepiej poprowadzono wątek rodziców Lorelai. Ponieważ aktor odgrywający rolę jej ojca zmarł przed kilkoma laty, bardzo zgrabnie i elegancko wpleciono do scenariusza wątek jego śmierci. Samą Emily Gilmore uwikłano w kilka bardzo ciekawych zdarzeń i jestem pod wielkim wrażeniem, że można było tak ciekawie pokierować losami tej postaci.

Duży zachwyt wzbudził we mnie również motyw „In Omnia Paratus” i pojawienie się w Stars Hollow Brygady Życia i Śmierci. W przekroju całej historii Gilmore Girls nie kojarzę równie fantastycznego wątku. Mogłabym go odtwarzać wciąż na nowo i wciąż bawiłabym się równie dobrze.

Mimo tego ten czteroodcinkowy powrót do świata „Gilmorek” nie do końca mnie przekonał. Sporo wątków upchnięto tutaj na siłę, sporo bohaterów zaprezentowano zupełnie bez sensu. Za to zakończenie stanowi piękną kropkę nad „i” i mam wielką nadzieję, że twórcy serialu nie pokuszą się o stworzenie jeszcze jednego sezonu. Ta historia jest skończona, znakomicie spuentowana i dobrze poprowadzona. Niczego więcej tutaj nie potrzeba.

Dziewczyny, i tak Was kocham…

netflix gilmore girls a year in the life

Choć po tylu cierpkich słowach pod adresem Gilmore Girls mogliście pomyśleć, że nie darzę tej produkcji zbyt wielką sympatią, tak naprawdę jest to jeden z moich ulubionych seriali w historii i jeszcze wiele razy będę do niego wracać. Mimo mnóstwa uchybień ma w sobie coś przyciągającego i kojącego. Dobrze się przy nim bawię, wspaniale odprężam, zupełnie zapominam o całym świecie.

Szkoda, że dzisiaj już takich seriali się nie tworzy. Stawiam go na jednej półce z One Tree Hill i do obu będę teraz wzdychać z sentymentem i tęsknotą.

Przeczytaj również:

, , , ,
Klaudyna Maciąg

Copywriter, marketingowiec, redaktor i korektor książek, właścicielka Agencji Kreatywnej Espelibro. Prywatnie mama energicznej trzylatki, właścicielka dzikiego psa, żona pewnego poety i wierna fanka Manchesteru United.

20 Comments

  1. Ja jednak obstaję przy nieamerykańskich produkcjach, wolę nasze krajowe, choć wszędzie można trafić na gnioty i tu i tam.

    1. Jak ze wszystkim – i tu, i tam trafisz na to co dobre, i co słabe 🙂

  2. Ja tez od czasu do czasu lubię cos lekkiego, zabawnego i trochę wykurzającego do pooglądania:) A wtedy to taki film jest jak znalazł:)

    1. Przy czym 150 odcinków to nie tak łatwo obejrzeć, gdy najdzie ochota 😉

  3. Miałam taki Gilmorkowy maraton w liceum, obejrzałam chyba z 5 sezonów ciągiem, a później już na bieżąco 🙂
    Kiedyś lubiłam Rory, ale jej dorosła wersja mnie mierzi. Jest niedojrzała, nie wie czego chce i jest zwyczajnie irytująca (wątek z biednym Paulem zamiast śmieszny był żałosny, zresztą romansem z Loganem bardzo mnie zawiodła).
    Lorelai – chyba nie zwróciłam wcześniej uwagi, jak samolubna jest (szczególnie zachowanie względem matki), wątek z Dziką drogą totalnie do niej nie pasował. Aktorka faktycznie wyglądała jakby przesadziła z operacjami (botoksem?).
    Logan, Jess i Dean – mniam!
    Zawiodłam się na zakończeniu…

    1. Dlaczego się zawiodłaś? Mnie nie podobało się to nagłe ucięcie, nie rozumiem też dlaczego nie mogli wziąć normalnego ślubu, ale ogólnie uważam, że historia w ciekawy sposób się zapętliła i nie byłam zaskoczona tymi ostatnimi słowami Rory.

      A Rory była zawsze niedojrzała i głupiutka, liczyłam jednak, że z wiekiem jej to minie. Często nawet miałam wyrzuty sumienia, że ją tak surowo oceniam, że przecież to jeszcze uczennica, że ma czas spoważnieć, a tu dupa blada – trzy dychy na karku i jeszcze większy poziom głupoty. Co udowadniają właśnie wątki z Paulem i Loganem.

    2. Zdenerwowało mnie, że tak to urwali. Z jednej strony wiem, że historia zatoczyła koło, ale wkurzyło mnie, że tak to urwali. Poza tym Lorelai miała jednak 16 lat, a Rory ma dwa razy więcej.

    3. I to jest właśnie mój problem – ma dwa razy więcej lat, a zachowuje się dokładnie tak, jakby wciąż miała szesnaście lat. Na pewno będzie jej dużo łatwiej niż Lorelai, ale mimo wszystko równie mocno nie dojrzała do macierzyństwa, co jej matka przed paroma dekadami.

  4. "Kochane kłopoty" oglądałam wraz z rodzicami lata temu i właśnie w tym miesiącu postanowiłam odświeżyć sobie ten serial. Niestety obejrzenie wszystkich sezonów zajmie mi pewnie dłuuugie miesiące – "Gotowe na wszystko" oglądałam… dwa lata. 😉 Zawsze mam coś ważniejszego na głowie, a i Jaśko nie zajmie się jeszcze sam sobą. Do tego nawet kiedy oglądam serial, to muszę w tym czasie coś robić – komentować blogi czy przynajmniej malować antystresową kolorowankę, bo szkoda mi czasu na bezczynne siedzenie. 😛 Aktualnie jestem dopiero na trzynastym odcinku pierwszego sezonu, więc na razie jest to etap, kiedy Lorelai zachowuje się jak nieopierzona i niezwykle nieodpowiedzialna nastolatka, a jej córka wydaje się o niebo rozsądniejsza. Jestem też ciekawa tego nowego czteroodcinkowego serialu, ale przyjdzie na niego czas dopiero, kiedy obejrzę właściwe sezony… czyli pewnie za jakieś 1,5 roku. 😀

    1. Haha, w razie czego to będzie bardzo miłe 1,5 roku, nie ma co się spieszyć 🙂 Ja też mogę oglądać tylko wieczorami, bo Zo rzadko na cokolwiek pozwala, ale i tak jest lepiej niż było, gdy była młodsza 😉

      Miłego oglądania!

  5. Latem zrobiłem to samo co Ty, czyli maraton z Gilmore Girls, wcześniej obejrzałem ten serial jakoś z 5-6 lat temu. Uwielbiam Gilmorki za całokształt, niepowtarzalny klimat i piękno rodzinnych relacji. Co Year in the Life obejrzałem póki co jeden odcinek i niestety przynajmniej w nim jest mniej relacji matki z córką (Rory i Lorelai), Rory jest ciągle gdzieś zalatana, i wydaje mi się, że w jakimś stopniu będzie dążyło to oprócz wszystkich innych rzeczy do odbudowy relacji Lorelai i jej matki (wizyta u psychologa).

    1. Rzeczywiście, te cztery nowe odcinki pokazują, jak każda z bohaterek bardziej skupia się na sobie, swoim życiu i ewentualnym rozwoju. Tego cudu wzajemnej bliskości nie ma tu zbyt wiele.

  6. Czy tylko ja nie obejrzałam ani jednego odcinka tego serialu? 😀
    Do chwili ogłoszenia wyemitowania dodatkowego sezonu, chyba mi wstyd, nie wiedziałam o istnieniu tego serialu, a te 25 lat na karku mam…

    1. Mógł Cię ten szał ominąć, wcale się nie dziwię 🙂 Zawsze możesz nadrobić, lepiej późno niż wcale.

  7. Muszę w końcu zacząć nadrabiać zaległości w serialach 😛

  8. A ja tam uwielbiam Lorelai – serio 😀 Serial jest świetny – więź z mamy z córką oczywiście jest prześwietnie pokazana itp. Ale przede wszystkim uwielbiam poczucie humoru Lorelai, to, że nie idzie utartą ścieżką w życiu i po prostu jest sobą. I uwielbiam te momentami absurdalne dialogi. Odnalazłabym się w tym miasteczku 😉

    1. O, ja pewnie też świetnie bym się tam odnalazła. Uwielbiam dziwaków i ekscentryków 🙂

  9. Dobra, w końcu mogę skomentować, bo obejrzałam te nowe odcinki 🙂 Cieszyłam się, że Gilmore Girls wracają, ale jestem rozczarowana tym jak zagrana jest Rory. Była jakaś taka… drewniana. A że postaci też już nie lubię to inna sprawa 😉
    Plus za Life&Death Brigade, minus za zbyt długie sceny w odcinku musicalowym. No i po tylu latach ciągle jestem #teamJess 😀

    1. TeamJess jak najbardziej! 🙂

      Musical wynudził mnie strasznie. Mam wrażenie, że wątek wcisnęli mocno na siłę i jeszcze kosmicznie rozciągnęli.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *