1 stycznia 2016

[FILM] Podróż na sto stóp, reż. L. Hallström

podróż na sto stóp film
Tytuł oryginalny: The Hundred-Foot JourneyPremiera: 2014 •
Produkcja: Indie, USA, Zjednoczone Emiraty Arabskie

Podróż na sto stóp

Film, który kupiłam za grosze w jakimś markecie, a który zdecydowanie zasługuje na to, by znajdować się w domowych zbiorach. Piękna i pełna ciepła opowieść osadzona w malowniczych francuskich plenerach, opowiadająca o losach indyjskiej rodziny na wygnaniu, która próbuje zjednać sobie serca mieszkańców pewnego miasteczka, a szczególnie prowadzącej "konkurencyjną" restaurację Madame z naprzeciwka.

Co poszło nie tak?

  • Jedynym problemem jest okrutnie banalna i przewidywalna fabuła, w filmie brakuje jakichkolwiek zaskoczeń.

Zbiór zalet

  • Zdecydowanie największym atutem Podróży na sto stóp są powalająco piękne zdjęcia. Ten film jest przepięknym obrazkiem, prezentującym takie plenery i wnętrza, że aż dech zapiera.
  • Tematyka okołokulinarna to kolejny ważny element produkcji. Przez cały seans miałam wrażenie, że wokół unoszą się wspaniałe aromaty. Musiałam też bezustannie podjadać, żeby, no, nie rzucić się na telewizor.
  • Mocno przemówił do mnie humor ukazany w Podróży. Postać seniora rodu, w którą wcielił się Om Puri, jest absolutnie wyjątkowa i przezabawna. Prawda jest jednak taka, że film ma raczej wymowę słodko-gorzką i zabawne momenty wcale nie są tutaj dominujące. Trudno byłoby mi jednak stwierdzić, że przeważa tutaj dramat. Tak naprawdę Podróż na sto stóp jest po prostu bardzo dobrą obyczajówką z nutą i komedii, i dramatu.
  • Bardzo miło ogląda się na ekranie zarówno elegancką Helen Mirren, uroczą Charlotte Le Bon, jak i przystojnego Manisha Dayala (pamiętam go z 90210). Aktorsko film stoi na naprawdę przyzwoitym poziomie.
  • Choć przyznać trzeba, że fabuła jest mocno przesłodzona (i przewidywalna, jak wspomniałam wcześniej), to wcale nie umniejsza temu filmowi. Są historie, które właśnie takie mają być - słodkie, miłe, ciepłe, niewymagające i proste.

Podsumowując

Miły, bezpretensjonalny i niezwykle smaczny film, do obowiązkowego obejrzenia w zimowy wieczór, w towarzystwie dobrego jedzenia. Polecam, bardzo przyjemnie spędziłam przy nim sylwestrową noc.

Moja ocena: 7,5/10
Film obejrzany w ramach wyzwania '1000 filmów, które muszę obejrzeć'.

5 komentarzy:

  1. Przejmuję od tego roku Wyzwanie biblioteczne od Marty. Zapraszam Cię do zabawy!
    http://monweg.blog.onet.pl/wyzwanie-biblioteczne/

    OdpowiedzUsuń
  2. Chyba mogłabym przecierpieć tę banalną fabułę, skoro zbiór zalet, jaki przedstawiasz, baaaardzo kusi. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. czasem można obejrzeć film który niczym nie zaskakuje :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Od dawna chciałam obejrzeć ten film. Dziękuję, że mi o nim przypomniałaś :).

    OdpowiedzUsuń