28 grudnia 2015

[FILM] Gwiazd naszych wina, reż. J. Boone

Tytuł oryginalny: The Fault in Our StarsPremiera: 2014 • Produkcja: USA
© foto: Twentieth Century Fox Film Corporation

Gwiazd naszych wina

Zmagająca się z rakiem tarczycy Hazel trafia do grupy wsparcia, gdzie poznaje Gusa, niegdyś utalentowanego koszykarza, dziś nastolatka z amputowaną nogą, który marzy o tym, by nie zostać zapomnianym. Między bohaterami rodzi się niezwykła więź, nad którą stale unosi się widmo śmierci.

Mam wielki problem z ocenianiem filmów, które powstają na kanwie książek. Trudno jest mi oddzielić ewentualne "przewinienia" twórców filmu od "przewinień" autora. Z tą produkcją problem jest dodatkowo taki, że film opowiada o nastolatkach zmagających się z rakiem. Gdzieś kończą się granice dobrego smaku, a zaczyna tanie "jechanie" na emocjach widza, czego ja przy takiej tematyce właściwie nie potrafię dostrzec. Dlatego tak naprawdę nie wiem, co sądzić o Gwiazd naszych wina.

Z jednej strony podczas seansu szczerze się uśmiechałam i wspaniale bawiłam. Z drugiej - tam, gdzie teoretycznie powinnam się wzruszyć - wzruszeń nie było. Sama historia jest ciekawa, podobają mi się ujęte w niej nawiązania do literatury, podobają relacje rodzinne Hazel. Z drugiej jednak strony, sama główna bohaterka drażniła mnie od pierwszej do ostatniej minuty - nie lubię takich drewnianych, beznamiętnych postaci. Trudno było mi jej współczuć czy choćby obdarzyć ją sympatią, kiedy po prostu wydawała mi się sztuczna, nieprawdziwa i przezroczysta. Problem z nią uwidaczniał się jeszcze bardziej w scenach, w których występowała z odtwórcą roli Gusa - słodkim chłopakiem z każdą emocją odmalowaną na twarzy. Ani do siebie nie pasowali, ani nie wypadali wspólnie dobrze na ekranie. Ot, fajny on i beznadziejna ona. To nie mogło się udać.

Tym, co przekonuje mnie do Gwiazd naszych wina jest sam scenariusz i próba oswojenia nieco tego podłego raka. Film pokazuje okrucieństwo choroby, ale nie można powiedzieć, że jego celem jest wzbudzanie litości wobec niesprawiedliwości losu. Widz po seansie nie ma wcale płakać nad tym, jakie to nieuczciwe, że młodzi, piękni i zakochani chorują i umierają. Dzięki postawie bohaterów, już w trakcie oglądania filmu godzimy się z tym, że śmierć, nawet przedwczesna, to naturalna kolej rzeczy. Doskonale podkreślają to pełne dystansu i emocji sceny z przygotowywaniem przez młodych bohaterów mów pogrzebowych.

Gwiazd naszych wina to dobry film. Nie jest wybitny, nie jest rewelacyjny, ale prezentuje dobry poziom. Na tyle, że chętnie będę go polecać i z wielkim zaciekawieniem sięgnę kiedyś po książkę.

Moja ocena: 7/10
Film obejrzany w ramach wyzwania '1000 filmów'.

Przeczytaj również:

8 komentarzy:

  1. Oglądałam już kilkakrotnie, bo ostatnio ciągle emitują go w tv. Mi się podobał, nawet uroniłam łezkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie przez to, że ciągle w TV leci, postanowiłam nareszcie obejrzeć :)

      Usuń
  2. Mam w planach zarówno książkę, jak i film.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie miłej lektury i miłego seansu :)

      Usuń
  3. Oglądałam. Zgadzam się z tym, że nie jest to wybitny film jednak dobrze pokazuje, że śmierć jest częścią życia.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mnie ten film całkiem wzruszył, szczególnie relacja Gusa i jego przyjaciela oraz próby radzenia sobie rodziców głównych bohaterów z chorobą ich dzieci. Mam wrażenie, że wiele osób pomija ten wątek, a mnie szczególnie on zainteresował.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeszcze nie oglądałam, ale bardzo się wzruszam na takich filmach...

    OdpowiedzUsuń