13 listopada 2015

[FILM] McFarland, USA, reż. N. Caro

Reżyseria: N. Caro • Premiera: 2015 • Produkcja: USA

Film sportowy. Bach! Miałam o tym nie wspominać na wstępie, żeby Was nie zniechęcać (bo wiem, że większość z Was od razu skrzywi się i wyłączy przeglądarkę), ale postanowiłam zaryzykować. Dałam temu filmowi rzadką u siebie ocenę 10/10 i chciałabym tym samym zachęcić Was, żebyście chociaż przeczytali tych parę słów ode mnie - dopiero wtedy, jeśli Was nie zaintryguję, możecie sobie ten film skreślać. Wcześniej - nie pozwalam.

Rety, jakie to było dobre...

To nie jest film (tylko) dla kibiców

McFarland ma w sobie coś z kina familijnego. Być może dlatego, że film ten wyprodukowało studio Disneya. Już to powinno być dla Was jakimś sygnałem, że nie warto z góry go przekreślać. Historia tutaj opowiedziana oparta jest na rzeczywistych wydarzeniach. Ci ludzie istnieli i istnieją, te wydarzenia zdarzyły się naprawdę. Być może dlatego film nie zaskakuje. Ale za to z drugiej strony - wzrusza, rozczula i dostarcza mnóstwa emocji. A kiedy weźmie się pod uwagę autentyczność tej opowieści - McFarland jeszcze mocniej, jeszcze silnej i jeszcze bardziej porusza.

© foto: Disney Enterprises, Inc.

Film Niki Caro opowiada o grupie latynoskich dzieciaków, których życie kręci się wokół pracy na polu, pomocy rodzinie i snuciu pesymistycznych wizji przyszłości - bo tej części Kalifornii nie dotyczy słynny "american dream". Kiedy w ich świecie pojawia się nowy wuefista - Jim White (Kevin Costner), życie chłopaków zaczyna nabierać sensu - oto bowiem ktoś mówi im, że mogą wyrwać się z biedy, że mogą pójść na studia, że mogą zdobyć uznanie jako sportowcy. White zachęca ich do pracy, organizuje mordercze treningi i z podziwem patrzy, jak jego podopieczni nabierają wiary w siebie.

Życie nie jest jednak sielanką. A przypominam, że to film o prawdziwym życiu właśnie. Dlatego też bieganie musi zejść o bohaterów na dalszy plan. Bo w tym świecie już dziesięciolatkowie muszą tyrać na polu od świtu, aby pomagać rodzicom. I - jak się pewnie domyślacie - nawet jeśli rodzice marzą o lepszej przyszłości dla swoich dzieci, to i tak ciężką pracę stawiają na pierwszym miejscu. "Książki na polach się nie przydają", więc i do nauki nikt specjalnie nie zachęca.

Ale Jim White ma wizję. Po zesłaniu do absolutnie beznadziejnego miejsca pełnego biedy i przestępczości, nareszcie odnajduje cel w życiu - chce grupę uzdolnionych biegaczy wyprowadzić na prostą. Dlatego też robi wszystko, by swojego teamu nie stracić i by wciąż krzewić w dzieciakach sportowego ducha.

© foto: Disney Enterprises, Inc.

W filmie znajduje się wiele scen sportowych - przedstawiających emocjonujące wyścigi i ciężką pracę młodych zawodników. Jednak to nie tematyka sportowa okazuje się w McFarland najważniejsza. W przeważającej mierze jest to film poruszający problematykę życia imigrantów. W piękny sposób zostaje tu przedstawiona kultura latynoska - podkreśla się wartość rodziny, celebracji rodzinnych posiłków, przyjaźni i życia w społeczności. Tutaj ludzie są sobie życzliwi, wspólnie spędzają czas, dzielą się tym, co mają. Ta ciemniejsza strona też się pojawia - dlatego nie brak w filmie dramatu rozgrywającego się gdzieś w tle. Ale to tło, zaledwie, bo McFarland to nieco ckliwa opowieść, która przede wszystkim ma nieć nadzieję, dawać ukojenie i udowadniać, że Ameryka rzeczywiście jest błogosławiona i że "amerykański sen" może spełnić się każdemu.

Przepłakałam 1/4 tego filmu. Jest dobry, jest wzruszający, mądry i ciepły. Nie zaskakuje, to prawda. Miejscami popada w patos i przesadę, ale w swojej kategorii absolutnie zachwyca. Warto dać mu szansę - dla tych emocji, wzruszeń i pięknych momentów. I dla tej różnobarwnej kultury - i nie mówię tu o kulturze sportowej - którą warto poznać bliżej.

Moja ocena: 10/10

4 komentarze:

  1. Skutecznie mnie zachęciłaś do obejrzenia tego filmu. I nie ważne, że to film sportowy. Najważniejsze, że są emocje, że jest to mądra i ciepła historia. Poza tym jest Kevin Costner, którego bardzo cenię jako aktora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jakoś nigdy wielką Costnera nie byłam, ale jest tutaj świetny - taki normalny :)

      Usuń