31 października 2015

[FILM] Puls pod stopami a.k.a. Rytm moich kroków, reż. J. Williams

puls pod stopami
Reżyseria: J. Williams • Premiera: 2014 • Produkcja: Wielka Brytania

Puls pod stopami/Rytm moich kroków

Tom jest zagubionym chłopakiem z problemami. Odrzucony przez ojca, nierozumiany przez matkę i wyśmiewany przez kolegów, skrycie marzy o zaistnieniu na scenie muzycznej. Kiedy jego sąsiadem zostaje uznawany za martwego były gwiazdor rocka, skorupa, w jakiej skrył się Tom, zaczyna powoli pękać...

Na tę niepozorną propozycję natrafiłam przerzucając kanały. Dostrzegłszy nazwisko Luke'a Perry'ego w obsadzie, nie mogłam sobie odmówić spędzenia dziewięćdziesięciu minut z tą produkcją. I nie żałuję, bo choć nie jest to kino szczególnie zaskakujące, to i tak kilka razy zapłakałam ze wzruszenia.

Co poszło nie tak?

  • Gdybym miała doszukiwać się w Pulsie... wad, zwróciłabym uwagę na brak większych zaskoczeń fabularnych. To prosta, ciepła historia, która nie ma na celu powalać na kolana, a jedynie dać chwilową rozrywkę.

Zbiór zalet

  • Muzyka, oczywiście! Dobre gitarowe brzmienia, ciekawy wokal odtwórcy głównej roli, Nicholasa Galitzina oraz parę naprawdę ciekawych tekstów. Na dokładkę przyjemny głos Verity Pinter (polecam posłuchanie jej na youtube) i cała ta muzyczna otoczka, obok której nie da się przejść obojętnie.
  • Ciekawie napisane role, szczególnie ta dla Luke'a Perry'ego. Na podstawie życiorysu jego bohatera można by stworzyć jeszcze jeden bardzo dobry film. Sam aktor miał przed sobą ciekawe wyzwanie i wyjątkowo wiarygodnie odegrał rolę wycofanego neurotyka, chociaż w kilku momentach dało się zauważyć u niego szereg gestów i min doskonale znanych z jego aktorskiej przeszłości.
  • Sama historia, choć nie zaskakuje, chwyciła mnie za serce i wzruszyła. Na zakończenie uroniłam sporo łez przejęcia i stanowi to dla mnie najlepszy dowód na to, że film jest wartościowy i na swój sposób wyjątkowy.
  • Kilka ciekawych zabiegów technicznych (wmontowanie w fabułę nieco abstrakcyjnych scen teledyskowych), które przywodzą mi nieco na myśl klimat znany z Across the Universe.
  • Prawda ukryta w tej historii. Obraz szkoły średniej i wyobcowania nierozumianej jednostki przedstawiony został wiarygodnie i poruszająco. Jest w tym jakiś banał, owszem, ale fałszu absolutnie brak - i za to szczególnie ten film polubiłam.

Podsumowując

Jeżeli lubicie dobre dramaty muzyczne, które urzekają ciepłem i autentycznością przekazu, koniecznie obejrzyjcie Puls pod stopami. To poruszająca, niegłupia i bardzo przyjemna propozycja, która choć na chwilę oderwie Was od Waszej codzienności.

Moja ocena: 7,5/10

3 komentarze:

  1. Dotychczas nie oglądałam żadnego dramatu muzycznego. Muszę więc z czystej ciekawości przekonać się, czy połączenie tych gatunków przypadnie mi do gustu. Zatem jak nadarzy się okazja to chętnie obejrzę powyższy film.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli lubisz i dramaty, i muzyczne, to z pewnością odnajdziesz się w tym połączeniu gatunkowym :)

      Usuń
  2. Chyba kolejny film do obejrzenia, dzięki :D

    OdpowiedzUsuń