Wydawnictwo: ZnakRok wydania: 2015 • Stron: 320

Ostatnie słowo

Harry dostaje zlecenie – spisać biografię intrygującego pisarza, Mamoona, słynącego z głośnych romansów i zdrad, ekscentrycznych zachowań i licznych skandali. Na jakiś czas przenosi się do jego posiadłości, gdzie powoli odkrywa siebie i próbuje manipulować otoczeniem dla własnych korzyści. Jako że jednak życie bywa przewrotne, on sam staje się pionkiem w czyjejś wysublimowanej grze, a wszystko to w wiejskiej scenerii i otoczeniu pięknych kobiet.

Co poszło nie tak?

  • Sama pracuję jako redaktor i korektor książek, więc wiem, że to ciężki kawałek chleba i robota niezwykle trudna i niewdzięczna, ale nawet mnie nie zdarzają się takie babole jak tutaj. Ot, np:
  • Historia dość długo się rozkręca, przez co przez pierwszych kilkadziesiąt stron mocno nudzi.

Zbiór zalet

  • Najmocniejszym punktem Ostatniego słowa są wyraziści, pełnokrwiści i niezwykle barwni bohaterowie. Każdy z nich odznacza się niesamowitym temperamentem i absolutnie niepodrabialną osobowością. Jednak mimo tej autonomiczności, myślę, że w każdym z nich czytelnik znajdzie jakąś cząstkę siebie.
  • Językowo powieść stoi na wysokim poziomie – autor doskonale operuje słowem, potrafi być ironiczny i zabawny, inteligentny i błyskotliwy. Swoją historię przedstawia z wielu perspektyw i stawia przede wszystkim na żywe, pełne ognia dialogi, które sprawiają, że Ostatnie słowo, po początkowych perturbacjach, pochłania się dosłownie jednym tchem.
  • Tym, co w najnowszej powieści Kureishiego urzeka, są liczne nawiązania do historii literatury – wielkich pisarzy, wielkich bohaterów. W usta Mamoona autor wkłada głośne i nieco skandalizujące sądy, które z pewnością niejednego zaskoczą i wgniotą w fotel.
  • Podoba mi się sam pomysł na tę powieść oraz to, w jaki sposób zostaje ona opowiedziana. Zakończenie okazuje się bardzo przewrotne. Na tyle, że aż chce się Ostatnie słowo zgłębić raz jeszcze i poszukać tropów sugerujących to zaskakujące rozwiązanie fabularne.

Podsumowując

Ostatnie słowo nie jest być może takim fenomenem literackim, jak zapowiadano, ale z pewnością jest to jedna z najlepszych powieści, z jakimi miałam do czynienia w ostatnim czasie. Sprawdzi się szczególnie w biblioteczce każdego faceta, więc jeżeli szukacie książkowego prezentu dla kogoś bliskiego – ze spokojnym sumieniem możecie inwestować w Hanifa Kureishiego.

Moja ocena: 8/10

, , , ,
Klaudyna Maciąg

Copywriter, marketingowiec, redaktor i korektor książek, właścicielka Agencji Kreatywnej Espelibro. Prywatnie mama energicznej trzylatki, właścicielka dzikiego psa, żona pewnego poety i wierna fanka Manchesteru United.

7 Comments

  1. chętnie przeczytam 😉 mnóstwo było książek,które na początku nudziły, więc i tą będzie dało się przeżyć 😉 teraz czytam świetną, ale niestety ilość błędów mnie przeraża…

  2. Bardzo chętnie bym się zapoznał z tą książką. Opis mnie naprawdę zainteresował. Co do literówek… Ostatnio mam nieprzyjemność spotykać je coraz częściej i irytują mnie wciąż tak samo. Jednak zalety, jakie wymieniłaś, przebijają minusy książki 🙂

    1. Mnie też irytują, ale na szczęście rzadko psują przyjemność z lektury, a ta jest dla mnie najważniejsza 🙂

  3. Nie wiedziałam, że pracujesz jako redaktor i korektor książek. Fajnie, chciałabym mieć taką uzdolnioną osobę w swoim bliskim gronie, by mogła sprawdzać moje recenzje, gdyż największy problem mam z przecinkami. To moja pięta achillesowa 🙂
    Co do samej książki, jednak spasuje, ponieważ jej tematyka nie wzbudziła mojego zainteresowania.

    1. Ja z przecinkami też miewam problemy, niestety 😉 Uczono mnie na studiach inaczej niż to widzę w niektórych podręcznikach, więc działam głównie na wyczucie.

      Wiem, że kiedyś zastanawiałaś się nad przeczytaniem jednej z moich książek – "Ladacznicy". To mój redaktorski debiut, pewnie też parę gaf tam popełniłam 😉

  4. O kurcze. Ten błąd śmieszy i zasmuca jednocześnie. Nie pamiętam jaka to była książka (chyba Niebo jest wszędzie, czy coś takiego – najwyżej później poprawię), ale naliczyłam mnóstwo błędów… Jakby do niej nie zaglądano przed wysłaniem do druku.

    "Ostatnie słowo" sobie odpuszczę. Może kiedyś. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *