1 czerwca 2015

Jakim byłam dzieckiem?


Dzień dziecka to idealna pora na to, by trochę się na blogu wyluzować i poruszyć temat łatwy, lekki i przyjemny. Oddaję się zatem wspomnieniom na swój własny temat i zapraszam do sentymentalnej wycieczki w przeszłość, pod hasłem: "jakim dzieckiem byłam". Może po lekturze podzielicie się swoimi opowieściami?

  • Mały geniusz - nie miałam skończonych czterech lat, gdy nauczyłam się płynnie czytać, grać w szachy i rozwiązywać zadania matematyczne. Zamiast godzinami oglądać bajki, wolałam odpalać na Commodore gry edukacyjne, czytać encyklopedie i słowniki, "bawić się" mikroskopem itd.
  • Wojownik - regularnie tłukłam się z bratem, raz nawet odgryzłam mu kawałek skóry z przedramienia. Podobno wszczynałam również awantury o to, kto jest panią piaskownicy. Oczywiście miałam nią być ja, a nie jakieś małolaty.
  • Łobuz - wspinanie się na drzewa i płoty, wkradanie na działki i pola budowy, podkradanie gum w sklepach, straszenie dzieci satanistami i "diabłem z czarnej limuzyny" - mhm, tak, to wszystko ja.
  • Poszukiwacz przygód - organizowanie zabaw w podchody, przeszukiwanie "niezbadanych" terenów, budowanie szałasów, poszukiwanie zwierzątek, którym można nieść pomoc - wymyślałam tego całe mnóstwo, o nudzie nie mogło być wtedy mowy.
  • Kaczkofan - od gazety "Kaczor Donald" byłam wręcz uzależniona. Kiedy wyjechałam na wakacje w kioskach pojawił się numer z mapą układu słonecznego i rodzice zapomnieli go dla mnie kupić. To, że do dziś pamiętam szczegóły tego okrutnego zdarzenia niech będzie dowodem na to, jak bardzo Donald był dla mnie ważny.
  • Człowiek z misją - w którymś momencie swego dziecięcego życia nabrałam przekonania, że dorośli potrzebują przygody i radości. Wtedy też zaczęłam tworzyć mapy osiedla z oznaczonymi na nich miejscami, w których ukrywałam małe skarby. Te mapy podrzucałam ludziom na balkony i do skrzynek na listy, licząc, że ochoczo wyruszą na poszukiwania skarbów.
  • Tancereczka - moje wywijanie w rytm przedstawionej poniżej piosenki stało się w rodzinie już legendarne:


    A poza tym to z miłości do tańca nie wyrosłam nigdy - na szkolnych i kolonijnych dyskotekach zawsze robiłam megashow!
  • Przedsiębiorcza bestia - już w podstawówce dorabiałam sobie handlem perfumami własnej roboty (woda, trawa, płatki roślin, odrobina maminych perfum i takie tam) albo wydawaną przez siebie gazetką. Kasę trzeba było trzepać od małego, a co!
  • Zbieracz - jak większość wychowanych w cudownych latach dziewięćdziesiątych zbierałam, co się dało: karteczki z notesików i karteczki do segregatorów, naklejki z lizaków, historyjki z gum, karty telefoniczne, bilety i wiele innych cudów.
  • Marzycielka - na przestrzeni lat wymarzyłam dla siebie różne zawody: projektantka mody, archeolog, botanik, piłkarka, nauczycielka polskiego, dziennikarka - coś tam z tego w głowie zostało, skoro skończyłam polonistykę i robię to, co robię.
  • Ściemniacz - miałyśmy z przyjaciółką dość dziwne zajęcie. Notowałyśmy w kalendarzach mnóstwo aktywności fizycznych w stylu zawodów jeździeckich, turniejów piłkarskich/siatkarskich/tenisowych itd., po czym opowiadałyśmy o nich na głos w tłumie ludzi. Tak, jakby ktokolwiek miał uwierzyć w prawdziwość dialogu: "Karolino, musimy się dziś spakować, coby jutro o 10 być na korcie tenisowym, o 15 na turnieju siatkówki, a wieczorem zaliczyć ten zaległy trening karate", "Masz rację Klaudyno, szczególnie, że w środę o 12 czeka nas nasz wielki wyścig kolarski, a o 16 zajęcia z szermierki". Hihi, haha!
  • Kibic - miłość do sportu jest u nas rodzinna, zatem kibicowaniem trudniłam się od małego. Mieszkanie w sąsiedztwie stadionu żużlowego pozwalało na ciągłe bywanie na treningach i meczach. Niesamowite, ale do dziś pamiętam, jak zachowywałam się na stadionie i jak silne emocje już wtedy to u mnie wywoływało.
  • "Pływak" - do dziś nie mam pojęcia, dlaczego weszłam do gigantycznej kałuży i pływałam w niej, m.in. by podawać ludziom rzucane przez nich puszki... /w tym momencie zaśmiewam się i przybieram pozę 'facepalm'/

A teraz jestem mamą... Dzieciństwo uleciało tak błyskawicznie i teraz może być już tylko wspomnieniem. Mam nadzieję, że moja Zońka za kilkanaście-kilkadziesiąt lat będzie mogła z podobnym sentymentem i uśmiechem błąkającym się po twarzy wspominać swoje dziecięce lata. Bardzo żałuję, że świat zmienił się aż tak bardzo, bo każdemu życzyłabym wychowywania się w barwnych latach dziewięćdziesiątych, kiedy dzieciaki spędzały 2/3 doby na podwórku - bez laptopów, tabletów, ajfonów i innych cudów, które tak bardzo je teraz absorbują. Mogę chcieć wychowywać dziecko bez współczesnych bajerów, ale wiem, że to się nie uda - tak jak ja byłam dzieckiem swoich czasów, tak i Zońka będzie dopasowana do miejsca i czasu, w którym przyjdzie jej dorastać. Mam tylko nadzieję, że odziedziczy po mnie choć odrobinę ciekawości świata i chęci nieustannego poszerzania wiedzy, a po tacie niebywałe umiejętności rysunkowe. To takie fajne móc chłonąć wszystko, co oferuje nam świat...

Jeżeli chcecie więcej sentymentalnych wycieczek w przeszłość, przypominam o bardzo dawnym rankingu: Top 10: ulubione symbole dzieciństwa i przygotowanej przeze mnie playliście Best of '90 - najlepsze piosenki lat dziewięćdziesiątych.

Teraz Wasza kolej! Jakimi byliście dzieciakami?

21 komentarzy:

  1. Bardzo pomysłowy post! :)
    Jakim ja byłam dzieckiem? Prawdę powiedziawszy nadal nim jestem, bo mam dopiero szesnaście lat. Jednak już, bym mogła powiedzieć, co robiłam te siedem lub dziesięć lat temu :)
    Na pewno byłam wielką marzycielką, naprawdę ogromną i pozostało mi to do dziś. Potrafiłam wyłączyć się na świat i żyć w świecie stworzonym w głowie. Ta umiejętność również pozostała, teraz gdy czytam umiem się wyłączyć, by w spokoju poczytać. Nie straszny mi hałas i chaos ;)
    Na pewno byłam pisarką od urodzenia, jestem tego pewna, bo pisałam mnóstwo rzeczy. Nie ważne, czy pisałam dobrze czy z błędami. Zawsze miałam miliardy historii do opowiedzenia ludziom.
    Z tego, co mi wszyscy mówią to jestem bystra, jednak tego nie jestem taka pewna.
    Z pewnością czytanie książek mam we krwi, bo uwielbiałam zaczytywać się w książkach.
    Zdecydowanie zawsze rozśmieszałam innych, czy to żartami, czy swoim głupkowatym zachowaniem.
    Żywa również byłam, cały czas rower, ganianie się z rodzeństwem, czy też walki z nimi - podobnie jak ty.

    Miło sobie przypomnieć jakim dzieckiem się było (nawet jeśli nadal się nim jest).
    Naprawdę świetny post! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, ileż fajnych wspomnień :) Widzę, że pisarstwo, żywotność i rozśmieszanie innych mocno nas łączy.

      Zazdroszczę Ci trochę tych szesnastu lat. Niby wolę dorosłą wersję siebie, ale czasem aż chciałoby się cofnąć trochę w czasie.

      Usuń
  2. Ale z ciebie gagatek był... :D
    Diabeł z czarnej limuzyny? :)
    Sprzedawałaś perfumy? To dobrze, ze nikt z dorosłych tego nie odkrył...
    U mnie kolega na początku podstawówki sprzedawał śliczne książeczki z domu - niemalże za darmo, a że ja uwielbiałam książki od zawsze, to wszystkie od niego kupiłam. Dowiedzieli się o tym nauczyciele i rodzice. Wylądowaliśmy z rodzicami u dyrektorki i mieliśmy straszne nieprzyjemności. Ale była jazda...
    Do dziś pamiętam ten mój wstyd. Byłam czerwona jak burak!
    :D

    Ale tak ogólnie, to byłam na początku normalna, spokojniejsza, tak do 7 klasy SP. Później byłam wichurą, bardzo przebojową i fajną dziewczyną, no i tak mi zostało. Chociaż teraz jestem już bardziej... stonowana :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z siostrą (o 2 lata starszą i niestety ode mnie silniejszą) ciągle się tłukłyśmy. Miałyśmy wspólny pokój i spałyśmy razem na wersalce, na waleta. Raz, w nocy podczas snu, tak mnie kopnęła w nos, że potem przez kolejne 6 lat miałam krwotoki z nosa :D. Ach, rodzina... bezcenne.

      Usuń
    2. Ależ Cię urządziła! :-)

      Swoją drogą, nie dziwię się, że uległaś tym książeczkom. Kolega miał niezłe pomysły, nie ma co!

      Usuń
  3. Jakbym o sobie czytała, czytać nauczyłam się przed trzecimi urodzinami, parę miesięcy później nauczyłam się pisać i bardzo, ale to bardzo nudziłam się w przedszkolu i zerówce.
    Szachy to też i moje dzieciństwo, dużo starszy brat nauczył mnie grać jak miałam niecałe pięć lat.
    Dodałabym do zestawienia jeszcze małą artystkę, bo zawsze interesowałam się sztuką, lubiłam rysować, rzeźbić i malować, zostało mi to do dziś, tylko czasu brak.
    Dekadę temu, w pięknych, licealnych czasach, gdzie wszystko było jeszcze całkiem proste marzyło mi się, że mając lat dwadzieścia-parę będę zarabiać na życie malowaniem obrazów w Paryżu, a miniaturowe, "ciasne ale własne" mieszkanko na poddaszu starej kamienicy gdzieś na Montmartre będę dzielić z jakimś równie rozmarzonym młodym człowiekiem, nieziemsko przystojnym, oczywiście, który rozumiałby moją artystyczną duszę :D
    Nic nie wyszło ani z pięknego Paryża, który nie był ani odrobinę taki, jakim zapamiętałam go z dzieciństwa, ani z rozmarzonego przystojniaka, bo ten, z którym jestem od kilku lat jest z tych twardo stąpających po ziemi i do artysty mu bardzo daleko, ani z malowania, ani z pisania, bo mój zapał jest często słomiany, ale gdzieś po drodze zakochałam się w kinie.
    Właśnie gdzieś w liceum na zabój zakochałam się w starych filmach i nowszych, niezależnych produkcjach, od tamtej pory pochłaniam filmy w ilościach hurtowych i z odrobiną wstydu przyznaję, że owszem, kocham książki i staram się czytać sporo, ale jednak bardziej kocham kino.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma wstydu! Miłość do kina rozumiem całkowicie, sama czasem wybieram film ponad książkę i nie widzę w tym niczego złego :)

      Co do umiejętności artystycznych - ja akurat miałam ich niewiele. Aż żal, że Twe marzenia się nie spełniły, taka piękna to wizja była...

      Usuń
  4. Człowiek z misją mnie rozczulił :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Hej, nominowałam Cię właśnie do pewnego tagu, który znajduje się na moim blogu. Przeczytaj o co chodzi i liczę na to, że na niego odpowiesz :) Pozdrawiam :*

    http://gabrysiekrecenzuje.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :-) Chociaż to raczej nie moje klimaty.

      Usuń
  6. Człowiek z misją jest rozbrajający. :D
    Ja byłam zdecydowanie grzeczniejsza, ale niemal równie kreatywna i ciekawa świata. I też lubiłam tańczyć (co nie znaczy, że umiałam :D). Nie chciałabym się wychowywać w innych czasach.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja na każdym przyjęciu śpiewałam, brałam mój dziecięcy mikrofon, stawałam na kanapie i się darłam wniebogłosy, głownie hity typu: "Puszek, okruszek". Poza tym wierzyłam, że jak śpiewam, to wychodzi słońce :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, jaka to piękna myśl z tym słońcem :))

      Usuń
  8. Byłaś uroczym dzieckiem :-) U mnie zgadza się łobuz,człowiek z misją,tancereczka i kibic ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super, to duże podobieństwo! :D
      Myślisz, że ludzie te nasze mapy znajdowali? Chciałabym wierzyć, że ktoś kiedyś ruszył po skarb...

      Usuń
    2. Może ktoś tam znalazł ;DD Chociaż nie wiem,czy ktoś ucieszyłby się z takich skarbów po intensywnych poszukiwaniach ;3 ;-)

      Usuń
  9. Hehe, słodki dzieciaczek z Ciebie z iskierką w oku :D

    Ja jako najmłodsza (5 lat) dostałam własną kartę w bibliotece, bo uwielbiałam czytać od zawsze :)
    Lubiłam też rysować, ale zaprzepaściłam talent, niestety.
    I też miałam smykałkę do interesów - kiedyś na wsi były takie worki nylonowe (czy coś w ten deseń) splecione z takich pasków/nitek, a ja w mieście w szkole sprzedawałam właśnie te nitki twierdząc, że to specjalne materiały do robienia bransoletek :D O dziwo dzieciaki to kupowały :D
    No i oczywiście szał zbieractwa :D
    Kiedyś miałam mnóstwo pomysłów, wierzyłam w swoje ideały, ale życie to wszystko zweryfikowało niestety. Póki co przygniata mnie szara i ponura rzeczywistość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto pielęgnować w sobie dziecko i nie dać się tej szarej rzeczywistości :)

      Niezły miałaś pomysł z tymi workami, podziwiam i przyklaskuję :D

      Usuń
  10. Wojownik, łobuz, poszukiwacz przygód, zbieracz, marzycielka... cóż, chyba połowa dzieciaków tak ma, ale czuję się podobnie wyjątkowa jak Ty :D No i tylko tego kibica mi żal, bo zostałam nim chyba z Małyszomanią (czyli w sumie jeszcze w podstawówce), ale na dobre dopiero, gdy na studia trafiłam do Olsztyna, a tam na pierwsze mecze siatkówki ligowej na żywo.

    OdpowiedzUsuń