26 maja 2015

[FILM] Snajper/American Sniper, reż. C. Eastwood

Reżyseria: C. Eastwood • Premiera: 2014 • Produkcja: USA

Snajper

Przeniesiona na ekran biografia Chrisa Kyle'a - najskuteczniejszego snajpera w historii amerykańskiej armii. Obraz bezwzględnych działań wojennych oraz trudnych żołnierskich powrotów do rzeczywistości i życia rodzinnego. Sześciokrotnie nominowany do Oscara, wyróżniony za montaż dźwięku.

Co poszło nie tak?

  • Słaba scenografia, fatalne zdjęcia i kiepski montaż - pod względem jakości wykonania Snajper wygląda jak film nakręcony w późnych latach dziewięćdziesiątych.
  • Dość schematyczne i przewidywalne splatanie ze sobą wojennych retrospekcji oraz zdarzeń z życia w Stanach. Pod tym względem nie zaserwowano widzowi żadnych zaskoczeń, same oczywistości.
  • Bardzo jednostronny obraz głównego bohatera. Clint Eastwood widzi w Kyle'u wyłącznie legendę amerykańskiej armii z ranami na psychice, nie zaś bezwzględnego żołnierza, który wsławił się obsesją na punkcie zabijania wrogów.
  • Zupełny brak dynamiki i większych emocji. Jak na tyle wybuchów, wystrzałów i pogoni widz powinien odczuwać tu więcej napięcia i adrenaliny.
  • Całkowite olanie pozostałych bohaterów tej historii. Mamy tylko Kyle'a, Kyle'a, Kyle'a, a gdzieś obok niego paru przezroczystych żołnierzyków.
  • Słabe zakończenie. To wybitne pójście na łatwiznę - zapodać długie ujęcie zmartwionej twarzy żony, a potem wrzucić tekst na temat tego, jak skończył bohater.
  • Pominięcie kilku naprawdę bardzo ciekawych faktów z biografii prawdziwego Chrisa Kyle'a, które mogłyby dodać całej tej historii charakteru.

Zbiór zalet

  • Dosadne pokazanie spustoszenia, jakie w psychice człowieka pozostawiają działania wojenne. Co prawda tych scen ujawniających problemy psychiczne tytułowego snajpera mogłoby być więcej, ale i tak cieszę się z tego, co widzowi zaserwowano, bo w ten sposób problem zostaje choć trochę zasygnalizowany.
  • Dobra kreacja naczelnej postaci. Obraz ten jest co prawda jednostronny, ale za to stworzony z wielu fragmentów składających się na większą całość. Poznajemy Chrisa Kyle'a jako syna, brata, zwykłego chłopaka, żołnierza, ojca, męża, przyjaciela, autorytet itd.
  • Wierne odzwierciedlenie brutalnej rzeczywistości wojennej pełnej okrucieństw, cierpienia, bolesnych dylematów, tęsknot i dramatów.
  • Dołączenie archiwalnych nagrań z chwil, w których oddawano hołd Kyle'owi - mocny, poruszający akcent.
  • Całkiem przekonująca rola Bradleya Coopera - jest autentyczny i poruszający, postarał się także o fizyczne upodobnienie do pierwowzoru.

Podsumowując

Snajper jest typowym filmem kręconym pod publiczkę. Ameryka błogosławi swych bohaterów i szczyci się patriotyzmem i oddaniem obywateli. Sporo tu efekciarstwa, które z pewnością przyciągnie wielu widzów, ale plątanie ze sobą kilku wątków zgubiło reżysera i uczyniło ten obraz dość miałkim. Nie brak tu dobrych, przyciągających uwagę elementów, ale miłośnicy kina wojennego z pewnością nie uznają Snajpera za czołowego przedstawiciela gatunku, zaś osoby zafascynowane samym Chrisem Kyle'em z pewnością po seansie pozostaną ze sporym uczuciem niedosytu.

Nie żałuję tych stu trzydziestu minut poświęconych na seans, ale też nikogo do oglądania specjalnie zachęcać nie będę.

Moja ocena: 5/10

Film obejrzany w ramach wyzwania 'Oglądamy filmy wyreżyserowane przez Clinta Eastwooda'.

9 komentarzy:

  1. Obejrzę dla Coopera ♥ ,ale spodziewać się wiele po filmie nie będę .. ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słuszne podejście :)
      Też lubię Coopera, tak swoją drogą. Fajną ścieżką teraz podąża, myślę, że jeszcze sporo osiągnie.

      Usuń
    2. Mam taką nadzieję :)

      Usuń
  2. Jakoś mnie nie zachęca ten film. Jeżeli będzie akurat w telewizji to obejrzę :p

    OdpowiedzUsuń
  3. Chciałam obejrzeć ten film, jednak widząc tyle wad, myślę, że chyba go sobie odpuszczę.
    Świetna recenzja.

    OdpowiedzUsuń
  4. Szału nie ma, zwłaszcza jak na Eastwooda. Na Filmwebie oceniłam bodajże na 6/10.

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak się obawiałam, że to będzie taki przeciętniak - ale i tak mam w planach...

    OdpowiedzUsuń