28 maja 2015

Dlaczego wciąż prowadzę pamiętnik?


Wieść, że niezmiennie od czternastu lat prowadzę pamiętniki, nieodmiennie zdumiewa wszystkich moich rozmówców. No bo jak to tak, w dwudziestym pierwszym wieku? Blogerka i pamiętnik? Coś tu jest nie halo... A ja powiem, że to bardzo halo i że nieraz te moje pamiętnikowe zwierzenia uratowały mi życie. I jakkolwiek kocham swoje blogerskie życie, które rozpoczęłam mając trzynaście czy czternaście lat, klasycznego diariusza nie zamieniłabym na nic innego. I Was również zachęcam do odręcznego przelewania myśli na papier. Na to nigdy nie jest za późno.

Jak to się zaczęło?

Pierwsze pamiętniki (część z nich widzicie na zdjęciu powyżej) kupowali mi rodzice. Zapełnienie każdego kolejnego notatnika i otwarcie pierwszej strony nowego zawsze stanowiło dla mnie niesamowite przeżycie, wywoływało dreszcz ekscytacji i zwiastowało kolejną porcję przygód. Okej, dziś wiem, że nikomu, nawet przybyszom z obcej planety, zupełnie nie przyda się materiał poglądowy na temat rozkładu dnia ziemskiej jedenastolatki, ale wówczas opisywanie zdarzeń dnia codziennego pozwalało mi porządkować myśli, rozliczać się z dokuczliwym bratem czy złośliwymi koleżankami, a także ubierać marzenia w słowa.

Z tego ostatniego nigdy nie wyrosłam.

Przegląd notatek z dawnych lat pozwala mi bardzo dokładnie poznać samą siebie i odkryć jak różne etapy życia mam za sobą. Początkowe odcinki tej drogi naznaczone są beztroską i niepohamowaną radością, po to by powoli skręcić do krainy mroku. Najbardziej płodna byłam właśnie wtedy, gdy moim sercem rządził bunt, a do umysłu zaczęły wkraczać myśli i pragnienia, które dorosłą wersję mnie wprawiają w osłupienie, wywołują nieprzyjemne dreszcze i poczucie odrętwienia. Gdybym nie była sobą, nigdy nie uwierzyłabym, że z takiego bagna można było wydostać się na powierzchnię i zacząć żyć. Paradoksalnie, wtedy kiedy zaczęłam najszczęśliwsze lata życia, pisanie przestało sprawiać mi frajdę. Nawet jeśli na moją codzienność składało się dużo mniejszych i większych radości, nie znalazłam dla nich miejsca na papierze. W moim przypadku papier musiał wiecznie przyjmować same żale.

I tak jest do tej pory.

O czym pisać w pamiętniku?

Takie pytanie kierowano do mnie wielokrotnie. Jak na nie odpowiedzieć, kiedy pisanie po prostu przychodzi naturalnie, samo z siebie, a strumień świadomości wypływa z głowy i nie da się go ująć w sztywnych ramach? Pamiętnik jest jak osobisty spowiednik, jak przyjaciel, któremu trzeba się wygadać. Każdy sam najlepiej wie, czy pragnie temu przyjacielowi opowiedzieć o zabawnej sytuacji z pracy, o problemach małżeńskich, o wątpliwościach dotyczących przyszłości czy po prostu o poglądach na najbardziej ważkie tematy.

Własny dziennik/notatnik przyjmie wszystko: radości i smutki, żale i gniew, wiersze i piosenki, cytaty i wspomnienia, zdjęcia, pamiątki, wycinki z gazet i ulotek. Z pewnym smutkiem zauważam, że jako uczennica podstawówki prowadziłam pamiętniki kolorowe, radosne, pełne maleńkich symboli wartych upamiętnienia. Z czasem w notatnikach pozostały już tylko słowa - wiersze, zwierzenia, opowieści, wspomnienia. Dużo treści. Dużo dobrej treści.

Co daje prowadzenie dziennika?

Na co dzień, podczas pisania - przynosi ulgę, daje ujście emocjom, pozwala pozbierać myśli, uporządkować swoje życie. Po latach - pozwala inaczej spojrzeć na dawne problemy, przypomina o sytuacjach i emocjach, które już dawno mogły ulecieć z pamięci. Notatki tworzone na przestrzeni kilku lat umożliwiają także dostrzeżenie zmian we własnym światopoglądzie, podejściu do życia czy w samym sposobie pisania, opowiadania o rzeczywistości. To można dostrzec zarówno jeśli prowadzi się klasyczny pamiętnik, jak również i blog.

Długie lata prowadziłam blogi o swoim życiu równolegle z papierowymi dziennikami, jednak zawsze ta oldskulowa wersja wypierała tę bardziej nowoczesną. Być może chodzi o to, że papier wiele przetrwa, że nawet najwięksi spisywali w ten sposób swe przemyślenia, a być może po prostu jestem takim typem osoby, co to lubi usiąść w ulubionym fotelu i po cichu skrobać długopisem po papierze.

Mam obawy, co stanie się z moimi zapiskami. Sejfem nie dysponuję, zbiory rozrastają się z roku na rok, a żale Klaudyny raczej nie nadają się dla oka przypadkowego czytelnika (np. dorastającej córki). Nie należę jednak do tych osób, które rytualnie puszczają z dymem swoje wspomnienia albo traktują je niszczarką. Co ciekawe, jeszcze kilkanaście lat temu sądziłam, że zostaną one wydane, bo tak wielką osobą będę, że świat zapragnie te głupociny czytać. Tak, tak, fantazją ogromną to ja dysponowałam od dawna...

Dlaczego polecam?

Bo warto. Po prostu. Pisanie samo w sobie jest wspaniałym zajęciem, a oddawanie się wspomnieniom może dostarczyć niebywałej radości. Jeżeli brak Wam przekonania do papieru - postawcie na prywatny blog. Wspaniałe są też publikacje w stylu "5-year journal" - przez pięć lat z rzędu każdego dnia odpowiadasz na jedno pytanie, a po latach masz niesamowitą dokumentację, jak zmieniały się Twoje poglądy, pragnienia, zachowania. We wpisie [DIY] Dziennik wieloletni możecie zobaczyć, jak ja "ugryzłam" ten temat.

Opcji jest wiele, jeżeli tylko ktoś ma ochotę dzielić się swymi przemyśleniami, bolączkami i radościami z przyjacielem, który nie ocenia, nie nie zadaje zbędnych pytań i zawsze jest dostępny.

41 komentarzy:

  1. Prowadziłam pamiętniki, ale ja z tych co dokona nie rytualnego zniszczenia. Po prostu po latach bylam zażenowana tym co pisalam... A teraz tego bardzo żałuję. Moja przyjaciółka ma pamiętniki od 1 klasy podstawówki, to niesamowite czytac jej dziecięce przemyslenia :)
    Chyba znowu zacznę. Takie małe wakacyjnie postanowienie :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o właśnie, tak samo u mnie - pisałam (nawet pamiętam jeszcze te strony) a po kilku latach je darłam, paliłam i w ogóle - miałam taki rytuał oczyszczenia :)

      Usuń
    2. Na to bym się nie porwała z pewnością, żałowałabym bardzo bardzo :)

      Usuń
  2. Masz rację, pisanie pamiętnika przynosi ulgę, daje ujście emocjom, pozwala pozbierać myśli, uporządkować swoje życie. ja prowadziłam pamiętnik od 5 klasy podstawówki aż do 2011 roku. Dopiero jak zaczęłam prowadzić bloga, i powiększyła mi się rodzina, zaprzestałam pisania, gdyż nie mam na to czasu, ani ochoty. Ale może kiedyś zmienię zdanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brak czasu to największy problem, niestety. Szczególnie, kiedy się regularnie bloguje i prowadzi dom :)

      Usuń
  3. Zawsze pisałam, zaczęłam w pierwszych latach podstawówki i z przerwami robię to do dziś, chociaż dziś mam do tego oddzielny plik w komputerze... Ale nie raz zastanawiam się, czy nie wrócić do zwykłego pisania na papierze...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja preferuję klasyczny pamiętnik, ale taka wersja komputerowa też nie jest zła - najważniejsze jest pisanie samo w sobie :)

      Usuń
  4. Och, jak ja kocham papierowe pamiętniki! Uwielbiam wręcz :) Mam kilka grubych zeszytów, najwcześniejszy chyba z czasów gimnazjum albo końca podstawówki. Jest w nich tyle emocji, przemyśleń, żali i radości, ale też pełno zdjęć, naklejek, pocztówek, zasuszonych kwiatów i innych dupereli, które w danym momencie decydowały o moich nastrojach. (znajdzie się nawet plastikowe mieszadełko do herbaty, w kształcie serca, która zabrałam z restauracji z pierwszej randki z moim aktualnym mężem:) Teraz nadal piszę, może nie tak często jak kiedyś, ale też wylewam żale i łzy na papier. ;)
    Miałam też taki okres w życiu, kiedy chciałam to wszystko zniszczyć, potargać, spalić, unicestwić. Ale wtedy wkroczyła moja przyjaciółka, która mi wręcz zagroziła, że będę tego potwornie żałować i że zamiast palić i niszczyć mam zachować i przekazać w spadku jej dzieciom ;) Teraz jestem jej ogromnie wdzięczna, bo wiem, że miała rację z tym żałowaniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mądra przyjaciółka, fajnie, że interweniowała. Chociaż ja tam swoim dzieciom w spadku tych cudów bym nie dała, drastycznie zmieniłyby zdanie o swojej mamie ;))

      A dupereli i ja mam mnóstwo w środku. Strasznie fajne z tego pamiątki wychodzą.

      Usuń
  5. Przez dobrą dekadę, jak nie dłużej, sama pisałam pamiętniki. Mam je wszystkie do dziś zamknięte pod kluczem. Obecnie jednak nie czuję już potrzeby zapisywania swych myśli w dziennikach. Może kiedyś jeszcze do tego wrócę. Zobaczymy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie, że masz je zachowane. To naprawdę ciekawa pamiątka na lata :)

      Usuń
  6. Prowadziłam pamiętniki w podstawówce, w liceum, troszkę na studiach i troszkę jak zaczęłam pracować, ale sukcesywnie je unicestwiałam. Czy żałuję - może trochę tak, ale z drugiej strony cieszę się, że je powywalałam bo zbyt wiele w nich było negatywnych emocji, żali i narzekań oraz dziwacznych fanstasmagorii z podawaniem nazwisk osób dramatu. Teraz bym może coś popisała, ale nie wiem czy to by było dobre, żeby przelewać smutne rzeczy na papier.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, to u mnie trochę inaczej - z nazwisk nikogo nie wymieniam i teraz zastanawiam się, co to w ogóle za ludzie, o których tyle pisałam ;))

      Usuń
  7. Sama prowadzę pamiętnik. Jeden już mi się skończył i schowałam go w bezpiecznym miejscu, aby po jakimś czasie przeczytać to, co tam powypisałam. Aktualnie również piszę, jednak nie zawsze zdarza się mnie to systematycznie, jednak piszę - lubię to.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie z systematycznością również bywa różnie - ale najważniejsze to czasem móc się wygadać.

      Usuń
  8. Pisałam pamiętnik w liceum. Miałam osiem zeszytów 96-kartkowych zabazgranych moim drobnym pismem. Na studiach, bez żalu spaliłam je w kominku. Teraz nie czuję potrzeby pisania i nie znalazłabym na to czasu. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, pewnie spalenia żałowałabym bardzo :)

      Usuń
  9. Kiedyś próbowałam - nawet spisałam cały jeden zeszyt, ale potem coraz więcej zajęć i jakoś to uleciało
    http://chcecosznaczyc.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Normalna sprawa, ja też przez wiele lat miałam epizody, że pamiętników nie tykałam, bo nawet mi się nie chciało.

      Usuń
  10. Też kiedyś prowadziłam pamiętniki,ale później wszystkie poniszczyłam.Teraz troszkę żałuję i szczerze zastanawiam się,czy nie zacząć na nowo ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Próbuj, zaczynaj - warto :) Może akurat znów Cię to urzeknie.

      Usuń
  11. Próbowałam nieraz prowadzić dziennik, ale stwierdziłam, że te moje zapiski są tak żenujące, że miałam ochotę wyrzucić od razu po napisaniu do kosza. Wszelkie próby zresztą tak się skończyły. Pisanie o sobie to ciężka i strasznie nudna sprawa,a poza tym nie chciałabym żeby "to" trafiło w niepowołane ręce, choćby przypadkiem.
    Czasami zanotuje gdzieś jakąś myśl, ale zasadniczo się nie uzewnętrzniam. Prowadzenie pamiętników nie wszystkim leży i ja jestem tego przykładem. Nie mam za to nic przeciwko czytaniu dzienników innych, to znaczy tych, które wydano.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to w takim razie Tobie może by odpowiadały kalendarze-pamiętniki, w których zapisuje się jedno zdanie dziennie - jakąś myśl, cytat, coś istotnego. Skondensowana forma, a jakże wiele można dzięki niej przekazać :)

      Usuń
  12. Kiedyś pisałam pamiętniki, pomagały mi. W 1 liceum założyłam ponownie, pod wpływem chwili, bo wydarzyło się w moim życiu coś, czego nie rozumiałam i do tej pory nie potrafię zrozumieć. Pisałam przeważnie o tym, co mnie martwi, czego nie rozumiem, co potrzebuje przemyśleń, rzadko o radosnych chwilach. Owszem, w tym pamiętniku są rzeczy miłe, wesołe, ale jest ich znacznie mniej, raczej takie krótkie notatki, by mi kiedyś przypomniały, że taka chwila miała miejsce i jak dokładnie przebiegła ;) Ale od 3 lat przestałam tam cokolwiek pisać... Ostatnio mam potrzebę wyżalenia się pamiętnikowi, biorę go do ręki, ulubione pióro również i... Pustka. Wszystko, co chciałam przelać, nie chce się ze mnie wydostać.

    Pamiętniki są naprawdę dobre, ale nie każdy ma potrzebę w nich pisania. Nie każdemu pomaga. Dla mnie wadą i jednocześnie zaletą pisania w zeszytach czy notatnikach jest fakt, że wszystko, co napisane, staje się bardziej rzeczywiste. Zaleta, bo łatwiej w to uwierzyć, pogodzić się z tym, zrozumieć. Łatwiej na chłodno spojrzeć na zapisaną sprawę po pewnym czasie. Ale też niekiedy powstrzymujemy się, by napisać coś, co nas boli, bo wiemy, że jak zobaczymy to czarno na białym to nadzieja minie... ;) Tak czy siak, pisanie uczy skupienia, patrzenia chłodno, wyrzucania z siebie wszystkiego na papier a nie na drugiego człowieka, uczy też lepszego pisania. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To uczucie pustki znam doskonale. Kiedyś już gdzieś tu wspominałam, że powinno istnieć narzędzie, które automatycznie przelewa myśli na papier - bardzo by się w takich chwilach przydało :)

      Masz rację, że nie każdemu pisanie pisane i że papier jest trochę zbyt namacalny, ale w moim przypadku to zawsze okazywało się zaletą.

      Usuń
  13. Pisałam kilka pamiętników za młodu, ale kilka lat temu otworzyłam je i zamarłam z zażenowania, porwałam i popaliłam, gdyby ktokolwiek to przeczytał, miałabym przerąbane :D Od 2 lat prowadzę w kalendarzu notesikowym mini pamiętnik, jakieś luźne myśli, kilka zdań co się zdarzyło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajną formę sobie wybrałaś, żałuję, że ja nie umiem się tak streścić :)

      A zażenowana swoją dawną pisaniną to i ja jestem. Czasem aż trudno uwierzyć w te nastoletnie głupoty :)

      Usuń
  14. Pamiętniki pisałam od chyba piątej klasy podstawówki do drugiej gimnazjum. Potem przestałam, bo założyłam pierwszego bloga. :D Ale mam te wszystkie dzienniki do dziś, schowane głęboko w szufladzie. Kiedy chcę się pośmiać, czasem odgrzebuje je i czytam - uczucie rozbawienia z domieszką zażenowania gwarantowane. :P

    OdpowiedzUsuń
  15. Zawsze podziwiałam i nadal podziwiam osoby, które prowadzą pamiętniki....
    Ja zaczynałam kilka razy, jednak po kilku stronach wszystkie trafiły do kosza.
    Najlepszą formą pisania dla mnie chyba jest blog. Tu żaden z domowników nie zajrzy, a i dzięki niemu można nawiązać e-znajomości.
    I przymierzam się do napisania tam czegoś, ale przez gorący okres związany z pracą magisterską nie mam na to czasu. Tzn. czas jest, ale jak tylko biorę się do pisania czy czytania czegoś poza materiałami do pracy, to od razu robi mi się jakoś tak nie przyjemnie ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O widzisz, to ja zawsze miałam na odwrót - wszystko, co odrywało mnie od pisania prac wydawało mi się cholernie przyjemne i kuszące :) Nie tylko pisanie i czytanie, ale nawet sprzątanie.

      Usuń
  16. Piszę pamiętnik od ostatniej klasy podstawówki. Zaczęłam równo w pierwszy dzień nowego roku szkolnego, na otwarcie szóstej klasy... I tak piszę do teraz. Nie w jakimś szalonym tempie, ale uzbierało mi się jakieś 8-10 zeszytów.
    Ja akurat jestem najbardziej płodna, kiedy jestem zakochana ;). Początki związku z moim obecnym mężem mam opisane w najdrobniejszych szczegółach: każde ważne słowo, każdy gest, każdą moją reakcję. Na drugim miejscu są, niestety, żale, więc nieraz jak czytam te stare pamiętniki, to jestem aż przerażona. Wygląda to, jakby moje życie było pasmem nieszczęść, a przecież pamiętam, że właśnie w tamtym okresie byłam stosunkowo zadowolona z życia i mam z niego wiele pięknych wspomnień. A z kolei z okresu, kiedy było ze mną źle nie mam prawie żadnych notatek... Chyba nie miałam wtedy siły na pamiętnikarstwo.

    Ostatnio piszę rzadko, jakoś nie mogę się zmobilizować, a nawet jak zdarzy mi się otworzyć pamiętnik to zastygam z ręką w powietrzu. Bo o czym mam pisać? O pracy? Staram się jak mogę nie myśleć o niej w ciągu tych kilku wieczornych godzin, które mogę poświęcić czemu innemu. Wielkich dramatów brak, wielkich radości również. Z rodzicami dawno już nie mieszkam, więc główne źródło sporów i złych uczuć, które musiałam z siebie wyrzucić wyschło. Jakoś tak... Pusto mi w środku.

    Ja zamierzam na stare lata spisać historię mojego życia na podstawie tych pamiętników ;). Taką oficjalną wersję, bardziej wyważoną niż w pamiętnikach (bo ta pamiętnikowa jest tylko w połowie prawdziwa...). I tę drugą wersję chętnie bym prawnukom zostawiła ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo ciekawy pomysł, mam nadzieję, że go zrealizujesz - to mogłaby być naprawdę wspaniała pamiątka.

      Pamiętam czasy zakochania i również znajdowałam dla nich miejsce w pamiętniku, ale już dużo, dużo mniej, aż w końcu wcale. Nie wiem, chyba pisanie o szczęściu mi nie wychodzi.

      Usuń
  17. Kiedyś, jako dziecko, chętnie pisałam. Najlepiej w ukryciu. Cztery lata temu znów się to zaczęło. Pomogło mi się rozstać ze wspomnieniami, uleczyć serce... Jednak zniszczyłam oba. Pierwszy był przepełniony głupim umysłem dziecka, które patrzyło na wszystko nie tak, jak trzeba. Drugi był przepełniony nienawiścią, buntem... Co później przerodziło się w depresję. O ile się nie mylę - od 2012 lub 2013 prowadzę dzienniki, które sama ozdabiam. Na każdym jest mandala na szarym papierze. I do dziś piszę do Przyjaciela, choć ostatnio - przez trudny czas - jakoś go opuściłam. Jednak wiem, że zawsze będę wracać.

    Rozpoczęłam teraz pewien projekt - zaznaczam najważniejsze dla mnie fragmenty (wiadomości na przyszłość) i zapisuję to osobno, wraz z komentarzem po trzech latach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo ciekawy pomysł, te wiadomości na przyszłość. Rozwijające i intrygujące :)

      Być może pomogło Ci to pozbycie się starych pamiętników, to też jakaś forma oczyszczenia i zapomnienia o tym, co było złe...

      Usuń
  18. Też przez wiele lat prowadziłam pamiętnik, ale w okolicach 18-stki przestałam. Teraz czasem mam ochotę do tego wrócić, ale to już nie do końca ta forma autoekspresji, która najbardziej mnie kręci. Obecnie poszukuję ;) jakiegoś lepszego sposobu. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A może dziennik wieloletni, w którym zapisujesz jedną linijkę dziennie? Fajna, skondensowana forma, która pozwala skupić się na tym, co najważniejsze.

      Usuń
  19. Wow, temat dla mnie. :) Mam 12 brulionów. Piszę pamiętniko-dzienniki od 10 lat. Ostatnio coraz rzadziej mam na to czas i tak samo jak Ty piszę głównie wtedy, gdy chcę wylać z siebie jakieś żale albo kiedy wydarzy się coś nieoczeliwanego. Rozbawiło mnie to, że chciałaś wydać swoje pamiętniki, bo mam zupełnie tak samo - kilka lat temu myślałam, że zostanę pisarką i pamiętniki także kiedyś wydam, ale raczej nie nadają się do tego. Są zbyt osobiste i zbyt chaotyczne. Ale córce pozwoliłabym je czytać.
    Również polecam pisanie. To świetny sposób na uporządkowanie myśli czy na "wygadanie się". Raz w roku poświęcam na pisanie więcej czasu i robię coś w stylu podsumowania - mam urodziny w grudniu, więc jest to czas około urodzinowy i przed końcoworoczny. :) Ciekawie jest czytać to po kilku latach.

    OdpowiedzUsuń
  20. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  21. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  22. Ja swoje zapiski prowadzę od 11 lat. Początkowo pisałam je w zeszycie, ale potem zaczęła archiwizować w komputerze, a stare zeszyty poszły w atmosferę. Dzisiaj tego trochę żałuje, bo z tamtego czasu między 2005 rokiem do początku 2009 roku ostał mi się jeden pamiętnik. W 2009 roku wróciłam do systemu zeszytowego, ale swoje zapiski nadal archiwizuje na pendrivie, ale mam je też w formie zeszytowej. Ile razy wylanie z siebie jadu do pamiętnika mi pomogło, to nawet nie zliczę. Przynajmniej nie zatruwam tym innych, a i dzięki temu radzę sobie sporo lepiej, niż gdybym nie pisała.

    http://dziewczyna-z-humana.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń