7 maja 2015

Dlaczego wciąż noszę trampki? Czyli o tym, jak nie dorosłam i dorosłam...

Gówniarą jestem i to się nigdy nie zmieni. Serio. Mam duszę nastolatki. Nie tej, którą byłam - mrocznej, zakompleksionej, rozmyślającej o szybkim końcu, tylko tej, którą być nie zdążyłam - radosnej, wygłupiającej się, żyjącej marzeniami. Mając -naście lat, snułam wizje końca świata, dla poklasku zgrywałam klasowego pajaca, pisałam smutne piosenki i marzyłam tylko o tym, by dorosnąć i udowodnić wszystkim wokół, że mogę być Kimś. Poznałam smak prawdziwych tarapatów i realnych traum, pozwoliłam sobie na wiele szaleństwa i byłam stanowczo zbyt głupia i zbyt zapatrzona w swoją niechęć do samej siebie. Mam dzięki temu za sobą etap "wyszumienia się" i tego rodzaju aktywność już nie jest dla mnie, ale wtedy, kiedy powinnam, nie pozwoliłam sobie na normalność, przeciętność i beztroskę.

No i teraz nadrabiam. Bo choć dorosłam, to jednak nie dorosłam i wciąż kryję w sobie tę dziwaczną duszę, którą gdzieś po dziesiątych urodzinach schowałam głęboko wewnątrz siebie.

I wiecie co? Pierwszy raz od dawna dobrze mi ze sobą.

To nie jest tak, że robię to świadomie. Ten luz, jaki towarzyszy mi na co dzień, ta radość z jaką płatam innym dziecięce figle i ta ciągła potrzeba uśmiechania się do świata wypełzają ze mnie same. Po latach ciężkiego użalania się nad sobą nabrałam dystansu do tego, co widzę w lustrze i uświadomiłam sobie, że w dupie mam to, co sobie publika wokół myśli.

Więc tak - chodzę w trampkach, z dumą przywdziewam koszulkę Manchesteru United i bujam się po ulicach w luźnych spodniach moro. Już dawno pozbyłam się idiotycznego przekonania, że jako poważna licealistka/studentka/żona/matka powinnam przeobrazić się w paniusię w garsonce. Nie dość, że natychmiast taki babski garniaczek by mnie zadusił i zabił, to jeszcze nie taką mnie wybranek za żonę brał, żebym teraz pozwalała sobie na udawanie kogoś, kim nie jestem.

Ktoś mówi, że nie dorosłam. Że pielęgnuję tę gówniarę w sobie i jestem niepoważna. A ja będę na bakier i powiem, że to właśnie jest oznaka dorosłości - świadomość swojego ciała (i duszy swojej), pewne kroczenie przez życie i odwaga, by nie uciekać w konwenanse. Przez całe życie otoczenie wtłacza nas w niewygodne ramy, czemu nigdy poddawać się nie chciałam i czego robić wciąż nie mam zamiaru. I Wam polecam to samo, bo zdrowie psychiczne i własne samopoczucie jest pierdyliard razy ważniejsze niż to, co zdaniem innych jest dla nas najlepsze.

Fajnie jest mieć nastolatkę w sobie. Ba, fajnie jest mieć w sobie dziecko. Ja jakiegoś urwisa w duszy skrywam, bo z rzucania głupich żartów, strojenia min i robienia sobie jaj z innych jeszcze nie wyrosłam. Gdzieś kiedyś przeczytałam, że aby być szczęśliwym, trzeba codziennie zrobić coś dziecinnego. Więc robię, a nastrój od tego wszystkim się poprawia. Może powinnam była robić to wszystko, gdy nastolatką byłam, ale, cholera, nie zdążyłam.

Więc nadrabiam.

I dlatego trampki w kąt nie pójdą, a ja dalej będę pokazywać dowód podczas kupowania piwa. Może to już kryzys wieku "prawie średniego", może chęć nadrobienia straconych lat. Cokolwiek by to nie było, fajnie jest nie dorosnąć i dorosnąć jednocześnie.

Polecam,
ja.

Przeczytaj także:

56 komentarzy:

  1. zazdroszczę i młodego ciała młodej duszy... ja chyba urodziłam się stara i nic na to nie poradzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, Kasiek, ale Ty pitolisz, kochana :*

      Usuń
    2. Zgadza się pitoli na amen. Taka fajna dziewczyna z niej, tylko jeszcze do siebie nie dotarła, nie odkryła tego!

      Usuń
    3. Dokładnie, trzeba to zrobić za nią!

      Usuń
  2. Ładnie wyglądasz na drugim zdjęciu :)

    Ja mam to samo, może mam trochę inny styl i trampki rzadko zakładam, ale ciągle słyszę, że mam prawie 30 lat i powinnam dorosnąć, nie wygłupiać się, przestać nosić zwariowane kolczyki, malować paznokcie na różne kolory itd. A ja to olewam, mam tyle lat na ile się czuję i metryka nie będzie mnie ograniczała. ;) Spasuję jak zacznę wyglądać w stylu "z tyłu liceum, z przodu muzeum" :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, kto powiedział, że w XXI wieku do metryki powinny być odpowiednie spodnie i lakiery do paznokci dopasowane? Nago nie chodzimy, żeby ludzie mieli prawo się czepiać ;))

      Usuń
  3. I tak trzymaj, bo najważniejsze to być sobą, nie zwracać większej uwagi na komentarze i porady innych, bo nikt za nas życia nie przeżyje :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny tekst, który idealnie pasuje do moich ostatnich przemyśleń nad samą sobą :D

    Ostatnio, obserwując nastolatki z gimnazjum, ich ubiór, zachowanie doszłam do wniosku, że... chyba nie 'dorosłam' do ich poziomu wyglądu.

    Kończę studia magisterskie, za chwilę wychodzę za mąż, czeka mnie kilka poważnych życiowych decyzji i chyba wypadałoby się do takiej zmiany stanu rzeczy w końcu wizualnie ustosunkować.
    Nie wyobrażam sobie siebie w ołówkowej spódnicy, idealnie wyprasowanej koszuli i z idealnie pomalowanymi paznokciami.
    Nie wyobrażam sobie siebie, jak idę do warzywniaka po kilogram marchewki w perfekcyjnym makijażu i szpilkach na nogach.
    A przecież jakiś głos krzyczy mi do ucha, że tak trzeba, bo jestem dorosła i pewien wiek tego wymaga.
    Wymaga abym wyrzuciła ulubione trampki, abym przestała przesiadywać w domu w dresie, bo przecież w każdej chwili może zapukać sąsiadka i poprosić o pomoc w jakiejś drobnej sprawie domowej i co sobie pomyśli, jak mnie taką zobaczy.
    Powinnam z racji wieku i z okazji przejścia na inny etap życiowy wymienić całą garderobę, zacząć ubierać się w tych droższych sieciówkach, a nie cieszyć się z łupów w SH. Powinnam wymienić całą swoją kosmetyczkę, perfumy i zainwestować w drogie i regularne wizyty u kosmetyczki i fryzjera. Powinnam... powinnam przewrócić całe swoje dotychczasowe życie do góry nogami tylko dlatego, że... wypada.


    Ale nie chcę. Dalej będę ubierała trampki, bluzy z kapturem i niedopasowany T-shirt. Dalej będę nosiła na głowie artystyczny nieład, nie organizując międzynarodowej akcji ratowania moich suchych końcówek. Na makijaż dalej będę poświęcała maksymalnie 15 minut, bo przecież i tak nikt mi się nie przygląda. Bo szkoda mi pieniędzy i czasu na rzeczy, które absolutnie nic nie wniosą do mojego życia i nie wzbogacą mojej osobowości.

    Chcę być sobą :)
    Bo taką lubią mnie Ci, co prawdziwie chcą mnie lubić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest tak, że teraz wszyscy pielęgnują w sobie młodość, bo jest kult młodości ;) Więc nikt raczej już nie chce być poważną panią w garsonce, tylko nawet 40-latki chodzą w trampkach. Taki jest trend; nie ma czegoś takiego, że "powinnaś wyglądać nobliwie" - to już nie te czasy. Tylko, że kiedyś przychodzi taki moment, że się patrzy w lustro i...coś tu nie pasuje. Są zmarszczki, przybywa ciała i chcąc nie chcąc trzeba jednak w siebie zainwestować trochę więcej, już t-shirt i krem nawilżający nie wystarczają..

      Usuń
    2. Nie chodziło mi o robienie z siebie poważnej pani z biura, ale o promowanie takiej idealnej estetyki :)
      Już od gimnazjum dziewczyny robią sobie hybrydy, ubierają w H&Mach i innych sklepach z nieco wyższej półki i nie wyobrażają sobie wyjścia z domu bez idealnego makijażu, choć często nie mają czego pod nim ukrywać :)
      Po prostu gdzieś odgórnie tworzy się schemat jak powinna wyglądać kobieta w określonym wieku, na co ja zupełnie nie przystaję.
      I to wszystko nie ma nic wspólnego z dbaniem o siebie, bo tu nie chodzi o to, by stosować taką samą pielęgnację jak za czasów nastolatka :)

      Nie wiem, może ktoś uzna, że nie mam gustu czy stylu, ale ja po prostu do szczęścia nie potrzebuję żakietu i szpilek na kawę z koleżanką ;)

      Zawsze mam przed oczami mamy spacerujące z dziećmi po galerii w szpilkach, z naładowanymi nieporęcznymi torbami i akrylem na paznokciach.
      No nie widzę siebie w tym... A też nie chciałabym, aby ktoś mi zarzucał to, że o siebie nie dbam. Bo dbam, ale na swój własny sposób.

      Usuń
    3. Masz rację, mam wrażenie, że teraz młodzież tak błyskawicznie dorasta i tak błyskawicznie chce się postarzyć, że aż strach. Mnie nigdy nie zależało na dodawaniu sobie lat makijażem czy drogim wdziankiem - a teraz to norma. Obserwuję czasem gimnazjalistki czy licealistki i aż biję się z myślami, czy to ze mną czy z nimi jest coś nie tak, a może to po prostu naturalna kolej rzeczy, że każde kolejne pokolenie żyje w zupełnie innym świecie... W każdym razie cieszę się, że ja do tej bajki nie należę i że wychowałam się w latach dziewięćdziesiątych i jakoś tak jeszcze z nich nie wyrosłam.

      Joly_fh,
      coś może w tym być, ale mam wrażenie, że od zawsze kobiety w pewnym wieku lubiły się odmładzać. Dawniej za pomocą krótkiej spódniczki i wysokich koturnów, teraz bardziej na tę modłę sportową. Jeszcze dziesięć lat temu widywałam wiele czterdziestolatek ubranych jak na dyskotekę, dziś widzę, że panie stawiają na luz. Może to takie czasy, że ten ciągły pęd od roboty do domu wymaga od nas wrzucenia na luz i odrzucenia uciemiężaczy w stylu szpilek i garsonek? ;)

      Usuń
  5. Też noszę trampki i dobrze mi z tym. Mając naście lat na siłę się postarzałam, a teraz już nie muszę. :) Nawet do pracy kilka razy wyskoczyłam w takim obuwiu. Przyznam, że też jest mi dobrze ze sobą, tą dzisiejszą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najwyższa pora dojść do tego, że naprawdę dobrze nam ze sobą :)
      Ja strojem nigdy się nie postarzałam. Ale już NAstrojem bardzo, aż za bardzo.

      Usuń
  6. Ja tam też noszę ciągle trampki, najlepsze buty :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ...i wciąż dzięki nim można czuć się młodo :)

      Usuń
  7. Człowiek ma tyle lat na ile się czuje. Ja mam 40+, duże dzieci, a też chodzę w trampkach i szaleję na koncertach. Doceniam takie małe chwile radości. Pielęgnuj tę nastolatkę w sobie i ciesz się życiem - masz dla kogo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, mam nadzieję, że u mnie przy 40+ też zostanie po staremu :))

      Usuń
  8. W sumie odnoszę wrażenie, że z wiekiem człowiek zaczyna mieć dystans do siebie i pozwala sobie na różne szaleństwa. Ja zauważyłam, że paradoksalnie wraz z osiągnięciem wieku staropanieństwa przestałam być zmierzła i marudna, do tego stopnia, że szalenie irytują mnie ludzie, którzy wiecznie narzekają na wszystko (aż taka skrajna nigdy nie byłam - chyba).
    Natomiast młodzieżowo właściwie nigdy się nie ubierałam - to bardziej mojej mamie się podoba, a ja z kolei wolę kostiumy i stroje dla statecznych panien, które wiekowo bardziej pasowałyby np. do mamy. Czuję się tak dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I o to chodzi - by odnaleźć dla siebie coś odpowiedniego, co sprawi, że będziemy czuć się ze sobą doskonale. W końcu z kim jak z kim, ale z sobą spędzamy bite dwa cztery na dobę :-)

      Ja też nie lubię narzekaczy. Aż dziw, że ludziom nie szkoda życia na takie ponuractwa.

      Usuń
  9. Mam 33 lata. nosze trampki. I zawsze będę je nosiła. Kropka :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Wiesz, ze podpisuje sie pod Twoim tekstem rekami i nogami, wszak i ja jestem w grona trampkowych ksiezniczek, ktore za cholere nie chca stac sie wymuskana paniusia w garsonce ;)

    Don't grow up, it's a trap! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hihih, team trampek stworzymy niebawem :))

      Usuń
  11. Trampki z tej strony. A nawet kilka par wszelkiego koloru i modelu ;D
    Jeszcze zdążę wyglądać dojrzale w drugiej połowie życia. Gdybym teraz, w wieku dwudziestu kilku lat zaczęła "poważnieć" w kwestii garderoby i niektórych zachowań/nawyków, to w końcu zabrakłoby mi skali w byciu Stateczną Panią :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, dokładnie! Twoje podsumowanie tego zjawiska jest jak najbardziej warte zapamiętania :)

      Usuń
  12. Trampki gora!!! chodze w tramkach w wygodnych spodnia, lekko wymietolonej bluzce i tak mi dobrze. Usmiecham sie do smutnego przehodnia, zaskakuje staruszkow omijajacac ich ruchlo oraz zatrzymuej dla nich multi samocchodow na przejsciu. Mnie tam tak dobrze i gdzies wszystkich ktorym to przeszkadza. Neich ich zgryzota zje a ja i Ty nadal ebdziemy zyc wesolo ;) tratatata :D takie tam przemyslenie nijakie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie nijakie - wesołe, w sam raz wpisujące się w klimat dzisiejszego posta :)

      Usuń
  13. A ja w pracy (korpo, kancelaria, sąd) przywdziewam garsoneczki, sukieczneczki, żakieciki, szpileczki, ale w dni wolne i weekend pomykam tylko w trampkach :)

    Długo tak nie miałam - tylko elegankie ciuszki, jakbym chciała się postarzeć. A teraz im bliżej magicznej trójki z przodu chcę się chyba odmłodzić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, czyli jednak może się okazać, że u mnie to też jakiś lęk przed zbliżającą się trzydziechą ;))

      Usuń
  14. No i dobrze, tak trzymaj. Każdy ma tyle lat na ile czuje sie :)
    A trampki ja też noszę i nie zamierzam tak szybko zrezygnować z nich.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jednak trochę przerażające będzie, jeśli do końca życia zostanę mentalną szesnastką ;))

      Usuń
  15. Propsuję ten post w koszulce Adventure Time.

    OdpowiedzUsuń
  16. Świetny post, kocham Cię za niego <3

    Ostatnio miałam taki kryzys: łoboże, zaraz wydaję powieść, zaraz kończę magisterskie, jestem dorosłą, poważną panną, czas przestać latać do sklepu w postrzępionych galotach, nosić na torebce durne przypinki typu "Piwa, wódki i pacierza nigdy nie odmawiam" (ba, zainwestować w skórzaną torbę), śmiać się ciszej, mówić mniej...
    A potem stwierdziłam, że mam to gdzieś. Że jak zacznę tłumić w sobie to, że jestem narwana, to kiedyś wybuchnę. Że koniec studiów to nie starość, a skoro moi wykładowcy potrafią z żarem dyskutować o wątkach gnostycznych w "Harrym Potterze" (!!!) i o interpretacji fenomenologicznej "Szybkich i wściekłych", i nie wciskać co drugie zdanie słowa "dyskurs", to ja też nie muszę. Będę dalej słuchać popu na przemian z klasyką, oglądać durne seriale i pisać moje niepoważne brednie. I przeklinać, kiedy moi ulubieni żużlowcy przegrywają na kresce.
    (A propos: Matula ostatnio mi powiedziała, że mam sobie wybić z głowy przegląd piosenki rosyjskiej, bo przyszłej pani doktor nie wypada robić z siebie idiotki na "wiejskich spędach").

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, zaraz się okaże, że niczego nikomu nie wypada - nie ten wiek, nie ta płeć, nie to wykształcenie. Fajnie, że kryzys u Ciebie minął, to bardzo budujące :)

      Powodzenia w realizacji planów, dużo Ci teraz czeka!

      Usuń
  17. Zawsze pochwalam bycie sobą- w końcu to nasze życie, po co udawać kogoś innego? A odnajdywanie w sobie wewnętrznego dziecka- bezcenne, to akceptowanie siebie i wsłuchiwanie się w potrzeby.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak :)
      Szkoda, że o bycie sobą tak trudno, gdy jest się nastolatką. Rety, życie byłoby wtedy piękniejsze, gdybym tylko wiedziała to, co teraz wiem ;)

      Usuń
  18. Świetny post!
    Zgadzam się z tobą całkowicie. Sama lubię nosić swoje znoszone trampki, ale czasem również lubię ubrać koturny. Lubię czasem ubrać się nieco elegancko, a czasem ubiorę się bardzo luźno.
    Już dawno przestałam się martwić opinią innych (w większości, nadal nad tym pracuję). Śmieje się głośno, czasem krzyczę z ekscytacji i się uśmiecham.
    Nie warto się przejmować różnymi opiniami "trzeba dorosnąć", "jesteś kobietą, więc zachowuj się jak kobieta".

    Naprawdę świetny post! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to to - jak nie czepiają się, że coś do wieku nie przystoi, to zawsze mogą się do płci dowalić ;)

      Usuń
  19. Świadomość swojego ciała to jest właśnie oznaka dorosłości,a nie trzeba udawać kogoś,kim się nie jest.Motywujący wpis :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że się zgadzamy. No i że motywuję, to bardzo fajne :)

      Usuń
  20. Parę razy naszła mnie taka myśl, że może powinnam to czy tamto, bo trójka z przodu, bo mężatka, bo coś tam... A potem sobie myślę, że jestem jaka jestem - szczęśliwa z sobą samą, a i mąż nie narzeka. Więc taka pozostanę, dopóki sama nie poczuję chęci zmian i nie wymienię symbolicznych dżinsów na takie same garsonki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się - aż żal marnować czas na takie rozważania :)

      Usuń
  21. A ja bym najchętniej w garsonce chodziła, bunt nastoletni przechodzę teraz a i tak dokończę to co muszę :P Najważniejsze to się dobrze czuć samej ze sobą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No co Ty, garsonka taka niewygodna ;))

      Usuń
  22. Wazne ze ejstes soba :) a to w zyciu moim zdaniem najwaniejsze :)

    OdpowiedzUsuń
  23. No i bardzo dobre - ja na przykład uwielbiam tenisówki w kwiatki :) Poza tym ostatnio namiętnie ubieram się w ciuchy z postaciami z bajek - mam bluzę z Tweetym i ją po prostu kocham :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, nie dziwię się! Jak tu nie kochać Tweety'ego? :D

      Usuń
    2. Ja ostatnio kupiłam sobie koszulki, na których jest Tweety, Muminek i Smerf. Usłyszałam komentarz, że ubieram się jak gimnazjalistka, a w wieku 22 lat nie wypada :)

      Usuń
    3. Hahah, ja to samo słyszę, gdy wkładam koszulkę z pac-mana :D Cóż, życie... ;)

      Muminki i Smerfy też bym brała <3

      Usuń
  24. Siostro! Szkoda, że tak wiele osób traci młodzieńczą radość, stając się poważną kobietą pracującą / żoną / matką itd. - a przecież ta wewnętrzna młodość wcale nie oznacza niedojrzałości!

    OdpowiedzUsuń
  25. Zamiast trampek idę przez życie w glanach. Ostatnio doszłam do wniosku, ze wyglądam jak zbuntowany gimbus, ale hola... Gimbusiary teraz wyglądają inaczej-koszulowe półprzejrzyste bluzki, koniecznie beżowe (bleh), koczek na czubku głowy i torebka na łańcuszku (brrr) i make-up tak profesjonalny, że nie znam nazw polowy kosmetyków, których należy do niego użyć! Ja wiem, że w tym wieku chce się dodać sobie lat, też tak robiłam, ale cholera, w tamtych czasach chciało się wyglądać jak studentka, a nie jak zblazowana trzydziestoparolatka z korpo...
    A ja tak czasem sobie lubię wyskoczyć w dżinsach i glanach i co chwila mi ktoś chce strzelić prztyczka, ze to już nie ten czas, ze to już nie wypada, bo wiek, bo ślub i inne cuda. Ale na szczęście widzę, że jest coraz wiecej takich buntowniczek przeciwko odzieżowo-wiekowym konwenansom. Na Loubotiny przyjdzie jeszcze czas :P

    OdpowiedzUsuń
  26. Jakbym czytała o sobie <3 Świetnie ujęłaś w słowa moje myśli :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Trampki to najwygodniejsze buty po za glanami. Sama mam kilka par trampek i nie zamieniłabym je na żadne nawet najdroższe szpilki. Ja od prawie dwóch latach pomykam sobie w glanach ale czasem robię sobie przerwę bo przy 30 stopniach w cieniu to trochę niezbyt wygodnie

    Mój blog

    OdpowiedzUsuń