14 maja 2015

Dlaczego tak Was wkurza cudze szczęście?


Jestem dziwnym człowiekiem. Ktoś wygrywa w teleturnieju - popłakuję. Ktoś odniósł spektakularny sukces - popłakuję. Ktoś odnalazł swojego zaginionego psa - to samo. Cudze szczęście od zawsze wywołuje u mnie łzy przejęcia i wzruszenia. Kocham podziwiać radość, raduję się szczęściem innych - i bliskich, i dalekich. Tymczasem sama nie mogę mówić głośno, że jestem szczęśliwa. Bo nie wypada. Bo to przykre dla innych. Bo wywołuje złe reakcje. Ludzie wolą, gdy innym jest równie źle jak im. Albo jeszcze gorzej. W innym przypadku takiego szczęśliwego człowieka wpędzają w wyrzuty sumienia, odwracają się od niego plecami, po cichu obdarzają gromami niechęci i życzą wszystkiego najgorszego.

Naiwnie pytam: dlaczego?

Zawiść jest rzeczą ludzką?

Znam rodziców, którzy życzą jak najgorzej (no, albo chociaż niezbyt dobrze) swoim dzieciom. Bo jeśli nie ułoży im się w związkach, przyjdą wypłakiwać się na rodzinne łono. Znam kobiety, które mają nadzieję na niepowodzenie swoich przyjaciółek. Bo jak ma być źle, to solidarnie. Znam osoby, które chętnie wpędziłyby znajomych na minę. Bo nie jest dobrze, jak innym jest za dobrze. Przykłady można by mnożyć, bo takie historie zna się z życia. Jak już się człowiek chce dzielić swym szczęściem, nie ma z kim. Zaraz pojawia się zazdrość w parze z zawiścią i zniechęceniem. Ludzie wolą ściągać innych w dół, zamiast mierzyć wyżej i starać się żyć lepiej.

Szczęście jest w zasięgu ręki

Jestem przeciętnym człowiekiem i wiodę przeciętne życie. Moje szczęście nie kryje się w wypchanym portfelu czy wysokiej pozycji społecznej. By być tak szczęśliwą jak jestem ja, nie potrzeba majątku, powodzenia, urody czy wysoko postawionych rodziców. Jeżeli ktoś zapragnie osiągnąć ten sam poziom szczęścia, nie potrzebuje niczego ponad zmianę myślenia. Bo wszystko siedzi w głowie...

Ktoś ma pretensje o to, że zbudowaliśmy z mężem naprawdę udany związek. Z tego powodu wytwarza wokół aurę nienawiści. No bo jak to tak? On/ona dusi się w nieszczęśliwym związku, więc jakim prawem ktoś inny może być szczęśliwy?

Ktoś ma pretensje o to, że brat odniósł sukces zawodowy, siostra założyła rodzinę, sąsiad sprawił sobie większy telewizor, a kuzyn wyjechał w podróż dookoła świata. No bo jak to tak? On/ona tkwi na tyłku w czterech ścianach i jakoś jej/jemu szczęście z nieba nie spada.

No bo sorry bejbe, ale masz problem z cudzym szczęściem? Masz problem ze swoim życiem? To je zmień. Nie biadol, nie płacz, nie obgaduj, nie wyzywaj, nie rób min. Ruszaj tyłek, bo za chwilę dobiegniesz dwudziestki/trzydziestki/czterdziestki i obudzisz się z ręką w bagnie. Wszyscy wokół nauczą się żyć po swojemu, będą spełniać marzenia, podróżować, rozwijać się, zakładać rodziny, cieszyć się z każdego dnia, a Ty dalej będziesz stał w miejscu obrażony na cały świat. Szczególnie na tych, którzy ruszyli naprzód, kiedy Ty zamiast cieszyć się życiem użalałeś się na lewo i prawo, ciskałeś gromy we wszystkich dookoła i marnowałeś każdą z danych chwil. Łatwo jest przegrać życie, nie widzisz tego?

Zmień się, człowieku!

Tyle jest nieszczęścia dookoła. Tyle chorób, katastrof, niebezpieczeństw. Tymczasem zdrowi, dorośli ludzie wolą tkwić w nieszczęśliwych związkach, przyklejać się do telewizora i komputera, marnować czas na gorzkie żale do Boga, ojca i matki, sąsiada i sąsiadki. Są rzeczy, na które nie mamy wpływu, ale są i takie, które zależą wyłącznie od nas samych. Oszczędzaj pieniądze, zdrowo się odżywiaj, szukaj swoich pasji, rozwijaj się, eliminuj z życia ludzi, na których nie możesz polegać i - przede wszystkim - ciesz się z rzeczy małych. To właśnie szukanie szczęścia w drobnostkach poprawia nastrój i jakość życia, a przy tym napędza do działania.

Powiesz, że to banał. Że Tobie jest wyjątkowo ciężko. A ja na to odpowiem: gówno prawda. Ci, którym jest naprawdę źle, nie mają czasu o tym opowiadać na fejsbukach, spotkaniach z przyjaciółmi czy rodzinnych spędach. Biadolenie jest luksusem tych, którzy mają czas na to, by zamiast żyć, zajmować się taplaniem w wytworzonym przez siebie szambie.

Któregoś dnia tym szambem się udławią. Bo taką drogę wybrali, że zamiast szukać szczęścia dla siebie, wolą szukać nieszczęścia dla innych. Tyle tylko, że nie każdego da się pociągnąć na dno. Za to samemu się przy tym utopić - prościuteńko...

Nikt za nas życia nie przeżyje. Więc żyjmy jak najlepiej i szukajmy swojego szczęścia.
Bo warto być szczęśliwym człowiekiem. Nawet jeśli innych to wkurza.

28 komentarzy:

  1. Zgadzam się z tym, co napisałaś. A to przykre, bo chciałabym móc powiedzieć "Wcale tak nie jest". Niestety- jest. Póki co nie spotykam się z tym osobiście (a może tylko tego nie słyszę, nie wiem), ale widzę to, obserwując otoczenie. Wiele osób nie potrafi się cieszyć sukcesem i radością drugiego człowieka. Za "Gratuluję." kryje się mnóstwo niedobrych myśli, jadu, zawiści. Zamiast radować się razem z kimś szczęśliwym (albo nawet być obojętnym, to lepsze niż zawiść! ) muszą wtrącić swoje kąśliwe uwagi, dopisać wielką fałszywą ideologię do jakiegoś wydarzenia, powiedzieć "No, na pewno ma to dzięki [... ]/ ale się chwali/wygląda w tym jak/nie zasługuje na to". Okropne, że ludzie przywiązują uwagę do pierdół, budują za kimś mury zbudowane z fałszu i zazdrości. Nie potrafię tego ogarnąć moim małym rozumem. Masz swoje życie - zajmij się nim, naprawdę masz tyle zachomikowanego czasu, że wystarczy go dla ciebie i zmieszania z błotem wszystkich otaczających cię ludzi? Na szczęście nie wszyscy tacy są i warto trzymać się tych dobrych duszyczek. :) Pozdrawiam Cię serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, najbardziej lubię tekst "na pewno ma to dzięki...". Kiedyś usłyszałam, że jak ktoś mieszka bez rodziców [nawet wynajmując z kimś na spółę], na pewno zawdzięcza to złodziejstwu albo kredytom ;)

      Zgadzam się, że warto trzymać się tych pozytywnych, który wiedzą, jak cieszyć się nie tylko swoim, ale także cudzym szczęściem.

      Usuń
  2. Zgadzam się w 100 %. Ja też się cieszę z rzeczy małych i to bardzo pomaga. I też się wzruszam tym co napisałaś :)
    Jesteś cudowna i wspaniała i motywująca.

    OdpowiedzUsuń
  3. Oczywiście,zgadzam się z Tobą!

    Ja wyeliminowałam ze swojego otoczenia wszystkich dotychczasowych znajomych. Aktualnie nie mam z kim się spotkać, wyjść na miasto, czy pogadać, ale... doszłam do wniosku, że nie warto otaczać się takimi ludźmi, którzy nic nie wnoszą do mojego życia. Żaden z nich nigdy nie powiedział mi 'gratuluję' bez nuty zazdrości, czy zgryźliwości. Na każde moje zaproszenie na kawę/frytki/spacer zawsze znajdowała się wymówka i to w ostatniej chwili, a wiedziałam, że z innymi spotkania dochodzą do skutku.
    Zawsze dawałam kredyt zaufania ludziom, ale teraz po prostu miałam dość tej obłudy, miłych uśmiechów i udawania, że jesteśmy dobrymi koleżankami.

    Uważam, że jestem teraz czystą kartką w kwestii zawierania znajomości i cały czas wierzę, że po prostu nie spotkałam 'swojego człowieka', który faktycznie byłby moim przyjacielem.

    Jedno mogę stwierdzić, że teraz czuję się o wiele lepiej. Nie łudzę się, że uda mi się z kimś wyjść do kawiarni, nie łudzę się, że ktoś tak po prostu zapyta mnie 'co słychać?' nie z przyzwoitości, a faktycznie z zainteresowania moją osobą. Nie muszę słuchać tego fałszywego 'gratuluję' 'cieszę się' itp.

    My z moim narzeczonym świetnie się dogadujemy i jesteśmy dla siebie przyjaciółmi.
    Fakt, że w tym związku to on jest bardzo narzekającym człowiekiem i bardzo demotywują go nawet malutkie porażki, ale ja jestem po to, aby go podnosić na duchu.
    Nie mamy kasy, przeszliśmy wzloty i upadki (zwłaszcza finansowe), nie mamy mieszkania, pracy, ale przez te lata kiedy nauczyliśmy się cieszyć z małych rzeczy.
    Zdarzało nam się zazdrościć innym, ale gdy to, co innym przyszło łatwo nam w ogóle nie przychodziło zrozumieliśmy, że po prostu my musimy do wszystkiego dojść sami, małymi kroczkami do celu.
    Nauczyliśmy się też wierzyć, że nam się to uda. I to ta wiara nas napędza do działania.

    Ja cieszę się szczęściem innych.
    Uwielbiam widzieć radość innych ludzi, ale tylko wtedy, kiedy nie zaczyna przysłaniać mnie, mojego życia i moich uczuć.
    Wielu ludzi bowiem ma tendencję do ogłaszania całemu światu, jak bardzo im się powiodło, jak bardzo są szczęśliwi (często właśnie na pozór) a tym samym oczekują, by wszyscy słuchali o tym w kółko, bez wnikania w to, co słychać u słuchacza tej opowieści. Starają się za wszelką cenę, aby ich szczęście i to, co dzieje się w ich życiu stało się sensem czyjegoś życia.

    O własnym szczęściu nie trzeba mówić, je widać gołym okiem.

    Bardzo cieszę się Twoim szczęściem :)
    Motywujesz tym, że jesteś, że Ci się udało.
    Bo cieszysz się z małych rzeczy.
    Że tworzycie z mężem i Zosią wspaniałą rodzinę, że przeczytałaś fajną książkę, a nawet z tego, że samodzielnie zrobiłaś kostki rosołowe i dzięki temu zadbałaś o zdrowie swojej rodziny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, to naturalne, że zazdrościmy. Ale zazdrość może być motywująca - o ile nie idzie w parze z zawiścią i o ile napędza nas do zmian. Tymczasem niektórzy karmią się taką podłą zazdrością, życzą innym źle i - jak mówi piosenka - "zamiast starać się mieć więcej, tylko myślisz żeby inni mieli mniej"...

      Cieszę się, że wyeliminowałaś takie osoby ze swojego życia. Kiedyś zrobiłam to samo i cieszę się towarzystwem tych, z którymi naprawdę da się normalnie funkcjonować. Mam nadzieję, że i Ty kiedyś spotkasz takie osoby, bo choć bardzo lubię swoją samotność albo towarzystwo ukochanego, wiem, że bardziej zdrowo jest mieć także inne towarzystwo.

      Dzięki za dobre słowo :*

      Usuń
    2. Hej, myślałam, że wpadnę na chwilę a tu przepadłam i czytam coraz to starsze wątki :D Chciałam tylko napisać Lilianne, że też zerwałam kontakty z ludźmi, którzy nie życzyli mi dobrze, z takimi "przyjaciółkami" co przed sylwestrem powiedziały mi, że rodzice jednej z nich nie zgodzili się na imprezę po czym w sylwestra o północy zadzwoniły po pijaku z życzeniami a w tle słyszałam jak świetnie się bawią. Było mi strasznie smutno. Trzymałam się ich bo nie chciałam być samotna aż w końcu stwierdziłam, że wolę być samotna niż otaczać się ludźmi, którzy mnie nie szanują. Poznałam Męża, który jest moim przyjacielem i bratnią duszą :) Sami jesteśmy raczej samotnikami a o dziwo mamy aż dwie pary znajomych :D
      Chciałam Ci też powiedzieć, że w końcu musi być lepiej. U nas było! Zmagaliśmy się ze złośliwymi komentarzami jak się mąż (wtedy jeszcze chłopak) do mnie przeprowadził, że jak to tak nie pracuje (a szukał!), że ja sama utrzymuje nas. Ja zarabiałam grosze, mąż szukał pracy a musieliśmy wyżyć i opłacić czynsz. Było ciężko ale my byliśmy szczęśliwi. Mieliśmy siebie tak jak pragnęliśmy. Złośliwym zaczęłam mówić, żeby zajęli się swoim życiem a to co my robimy to nie jest ich sprawa.

      W każdym razie życzę ci mnóstwo szczęścia i powodzenia z pracą :) Ja się umiem cieszyć z sukcesów innych. Mój brat ma świetną pracą, bardzo dobrze zarabia a ja... jestem tak strasznie dumna z niego :) Pozdrowienia ze Śląska!

      Usuń
    3. Nie rozumiem, co kieruje ludźmi, którzy tak bardzo interesują się życiem innych i czują się w obowiązku, aby to komentować albo wyśmiewać. Najważniejsze to robić swoje, żyć po swojemu i cieszyć tym, co się ma, nawet jeśli komuś to przeszkadza. No i najlepiej od takich idiotów się odciąć. Szkoda tylko, że nie zawsze się da.

      Usuń
  4. Uważam, że każdy jest kowalem swojego losu, a zawistni ludzie to często ludzie sfrustrowani, którzy zamiast sami ruszyć tyłek i zrobić coś ze swoim życiem to tylko siedzą, narzekają i zazdroszczą innym. Unikam takich typów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to właśnie chodzi. Aż dziw bierze, że nie szkoda im życia na coś takiego...

      Usuń
  5. Cudny wpis ! Zgadzam się z tym,co napisałaś. Życie jest krótkie na bycie zawistnym .Trzeba je przeżyć w szczęściu i samorealizacji ;-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudze szczęście wkurza ludzi, bo jest cudze a nie ich! [uuu, poleciałam z głębokością, nie ma co :) ].
    Z jednej strony istnieje mnóstwo ludzi, którzy zamiast uprawiać ten własny przysłowiowy ogródek, wolą stać przy ogrodzeniu i patrzeć, jak ładnie u sąsiada rośnie. Tracą czas na zazdrość, który mogliby przeznaczyć na pracę nad sobą. Są też osoby, które nie potrafią dostrzec, jak wiele posiadają, bo mają jakiś wyimaginowany (idący w parze z "wydumany") obraz szczęścia. Mają rodzinę, są zdrowi, finanse zapewniają godne życie, ale nie mogą znieść świadomości, że gdzieś tam ktoś kupuje pierścionki z diamentami, złote zegarki za ciężkie tysiące i egzotyczne wycieczki. Wywracają swoje myślenie tak, że narzekają na wszystko, czego nie mają, a ignorują to, co już posiadają. Nie mam nic ambitnym planom i marzeniom, przecież każdy chce od życia więcej, ja też chcę więcej, ale niech to idzie w parze z pracą nad sobą, docenianiem tego, co już się ma, a nie zazdrością, zawiścią i negowaniem. Jest tyle biednych, chorych i samotnych osób, pokrzywdzonych przez los, ale to wcale nie ich ubolewanie jest najgłośniejsze...
    Gdy zbiera mi się na zazdrość, wybitnie delikatnie mówię sobie "to rusz dupę i zrób coś".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, ogromnym problemem jest niezdolność do doceniania tego, co się ma. Jasne, trzeba mierzyć wysoko, ale bez przesady. Dla własnego komfortu psychicznego i jakości życia warto cieszyć się tym, co się ma, a przy okazji starać się zyskiwać więcej.

      Usuń
  7. Zgadzam się z twoim postem, bo sukcesem jest już wstanie i próbowanie - nawet jak nie wyjdzie, to będzie się wiedzieć, że c o ś się zrobiło, a nie bezczynnie siedziało.
    Może jest to trudne, trzeba wiele przecierpieć, ale ja uważam, że warto. Sama staram się zmienić, staram się nie myśleć źle o innych - choć nie zawsze to wychodzi. Jednak kiedyś na pewno mnie to wyjdzie.
    Lubię takie twoje posty, bo one bardzo wiele uzmysłowiają. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że je lubisz, mają być teraz ważną częścią bloga :)

      Bezczynność jest najgorsza. Szkoda tylko, że wielu woli stagnację zamiast działania...

      Usuń
  8. Dużo zostało już powiedziane, ale jest jeszcze jedna rzecz, którą często obserwuje, tzw. licytowanie się na to kto ma aktualnie gorzej. Słyszę jak rozmawiają dwie osoby i mam wrażenie, że za wszelką cenę jedna drugiej próbuje udowodnić, że jest w trudniejszej sytuacji. To dopiero smutne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, 'uwielbiam' licytacje tego typu :D Nie wiem skąd u ludzi takie ponuractwo, że lubią się katować czymś zupełnie niepotrzebnie...

      Usuń
  9. Super post. Też nigdy nie potrafiłam zrozumieć ludzi, którym przeszkadza szczęście innych. Zazwyczaj szukają dziury w całym i doszukują się w tym szczęściu nie wiadomo czego. Jakby człowiek sobie na to nie zasłużył. Trochę bez sensu. A przecież tak fajnie jest patrzeć się na uśmiech drugiego człowieka, czy na sukcesy innych. To powinno motywować innych do działania. A nie gadanie o tym jak wszystkim jest źle i robieniem jeszcze z tego głównego tematu do rozmowy przy jakichkolwiek spotkaniach. Zauważyłam, że taką skłonność bardzo często mają ludzie starsi. Staram się oduczyć tego moją babcię :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To u mnie na odwrót - starsi oczywiście też lubią ponarzekać, ale to młodzi wiodą w tym prym. Wieczne biadolenie, przy każdym dialogu. Wiecznie niezadowolenie ze wszystkiego. Koszmar :/

      Usuń
  10. Przykre, ale wiele osób tak ma. Moje życie też jest przeciętne, ale jestem szczęśliwa i spełniona życiowo :) i nic nie jest w stanie mi tego zepsuć - oczywiście są gorsze dni, gdy humor psuje coś w pracy np. czy jakaś zgryzota, ale na ogół cieszę się każdym dniem i staram się wyciągnąć życia tyle radości ile się da. Raz się żyje, więc trzeba zrobić to dobrze. Wydaje mi się, że to trochę taka polska mentalność - narzekanie i zazdrość. Wiele osób nie potrafi się cieszyć sukcesami osób znanych i szuka ich porażek zamiast widzieć dokonania, tutaj trzeba zmiany wielu ludzi. Całego świata nie zmienimy, więc trzeba zacząć od siebie - na początek ten kto jest szczęśliwy, niech nie przejmuje się zdaniem innych, ten który nie potrafi docenić uroku życia - niech się tego uczy - bo jak dobrze wiemy - warto :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to. Życie jest jakie jest - przeżywamy swoje wzloty i upadki, smutki i rozczarowania, ale złe nastroje nie mogą przesłaniać nam całego świata. Szkoda czasu, szkoda życia, szkoda zdrowia... ;)

      Usuń
  11. I jeszcze jedno - wiele kobiet psioczy na swoich mężów - jakby nie mieli plusów, nikt nie jest idealny, ale ja kocham swojego męża i się tego nie wstydzę, a denerwują mnie narzekania kobiet na mężczyzn - wiadomo każdy ma wady i my kobiety i oni mężczyźnie, ale nie przesadzajmy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. Znam takie sytuacje z życia i również mnie to zdumiewa.

      Usuń
  12. Hej, fajny wpis, wpadłam tu przypadkiem, ale chyba zostanę na dłużej :)

    OdpowiedzUsuń
  13. I już Cię uwielbiam.
    Ileż to razy słyszałam, że jestem chora, że mi nie wypada się śmiać, tańczyć, bawić.
    Mam być nieszczęśliwa, bo "co ludzie powiedzą?".
    Uh. A ja dalej śpiewam i tańczę <3

    Buziakuję mocno i promyki przesyłam :)

    OdpowiedzUsuń