19 kwietnia 2015

Woda dla słoni, reż. F. Lawrence

Woda dla słoni (Water for Elephants)
reż. F. Lawrence • USA, 2011
Od dawna zabierałam się za powieść Sary Gruen, na podstawie której nakręcono film z Robertem Pattinsonem i Reese Witherspoon w rolach głównych. Ponieważ jednak w żadnej z bibliotek jeszcze na nią nie trafiłam, po latach wyczekiwania skusiłam się wreszcie na obejrzenie filmu. Oglądałam kiedyś sporo materiałów z planu zdjęciowego i już wtedy wielką ciekawość wzbudziła we mnie historia pochodzącego z Polski chłopaka, który trafia do trupy cyrkowej. Cieszę się, że Woda dla słoni już za mną, ale jednocześnie przykro mi, że nie jest aż tak dobrze, jak to zapowiadały liczne recenzje...

Źródło zdjęć: filmweb.pl

Do zalet filmu można z pewnością zaliczyć interesujący scenariusz, dobrą muzykę i piękne zdjęcia (niektóre ujęcia wyglądają jak wypełnione magią dzieła sztuki!), ale tak naprawdę na tym zachwyty się kończą. Aktorsko wypada on raczej jak średnia czy wręcz niska półka. Niby Waltz się stara - w końcu w tak charakterystycznych rolach jest już wprawiony, niby Whiterspoon rozświetla ekran, a jednak bardzo ciężko ogląda się ich na ekranie. Podobnie ma się sprawa z Pattinsonem, którego darzę jakąś sympatią, ale którego nie mogłam w tym filmie znieść - nie mówiąc o totalnym braku chemii i ognia między kochankami. Tam, gdzie miały być emocje i pożądanie, ujawniły się tylko chłód i drętwota.

Inne słabości to już błahostki, ale jakże irytujące - kulejący język polski u aktorów wcielających się w role Polaków czy tragiczne efekty specjalne, które przywodzą na myśl Ptaki Hitchcocka (przypomnę, że to film z lat sześćdziesiątych!). To może czepianie się, ale mnie takie kwestie potrafią porządnie rozczarować i zirytować.


Jako że jestem babką o wrażliwym sercu, nie mogłam się jednak nie wzruszyć podczas oglądania Wody dla słoni. Cierpienie zwierząt, snucie wspomnień przez poczciwego staruszka, samotny piesek w pociągu - takie elementy ściskają mnie za serce i sprawiają, że nawet największe wady produkcji schodzą gdzieś na dalszy plan. Bo nawet mimo ich obecności dałam się porwać tej historii i uległam magii cyrku. To dobry film do obejrzenia w zimny wieczór. Ale tylko na jeden raz, niestety.

Moja ocena: 6/10
Film obejrzany w ramach wyzwania '1000 filmów'.

28 komentarzy:

  1. Kiedyś chciałam obejrzeć ten film, jednak nie wiem czy się na niego skuszę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Oglądając ten film towarzyszyły mi baaardzo podobne odczucia. A tak się napaliłam po recenzjach... a tu klapa :( Ostatnio widziałam "About time" i nawet przyjemny był, oglądałaś?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oglądałam :) Wspaniały! Dałam mu 'ósemkę' i serduszko na filmwebie, czyli trafił do moich ulubieńców.

      Usuń
  3. Książkę wypożyczyłam kiedyś z biblioteki ponieważ słyszałam o niej wiele dobrych opinii, jednak tak naprawdę wcale mnie do niej nie ciągnęło. A kiedy już zaczęłam czytać pochłonęła mnie bez reszty! nie mogłam jej odłożyć na półkę, nie mogłam się oderwać, tak wspaniale mi się czytało! :)
    Film obejrzałam niedługo potem i choć kapci z nóg mi nie strącił, to wspominam go bardzo dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę znaleźć wreszcie tę książkę, może mnie też tak porwie :)

      Usuń
  4. Dziękuję!! Już myślałam, że ja jestem drętwa, bo ani książka, ani film mnie nie ruszyły. Owszem cierpienie zwierząt mną wstrząsnęło, ale romans i książkowo i filmowo - nieeeee

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli kolejny raz mamy do czynienia z sytuacją potwierdzającą zbieżność naszych preferencji :)

      Usuń
  5. Oglądałam i fajnie wspominam! :)
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie ^^

    OdpowiedzUsuń
  6. Oglądałam go już dość dawno temu i pamiętam, że bardzo mi się podobał, dlatego trochę mnie zaskoczyła recenzja mniej pozytywna niż się spodziewałam :) Chyba się skuszę i obejrzę jeszcze raz. Ciekawe, jak będzie mi się podobał teraz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy lubi co innego, może - w przeciwieństwie do mnie - spodoba Ci się jeszcze bardziej :)

      Usuń
  7. Obejrzałam film kilka lat temu i mi się podobał, ale nie uznałabym go za najlepszy film ever, jaki oglądałam. Niemniej, przyjemne dla oka, wzruszające w niektórych momentach, ale nie został ze mną zbyt długo. Ciekawa jestem jaka jest książka... :) Kiedyś się z pewnością przekonam, zwłaszcza, że od znajomej słyszałam, że jest lepsza niż film (a to zaskoczenie! :D) ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, dokładnie, wielkie to zaskoczenie :) Nie mogę się doczekać książki, ja też słyszałam, że jest naprawdę dobra.

      Usuń
  8. Oglądałam i mimo wad, które wymieniłaś bardzo spodobał mi się ten film. Ciekawa historia, no i te ujęcia, no cudowne momentami. A i zwierzęta dodawały tego czegoś :]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, zwierzęta zawsze dodają wielkiego uroku :)

      Usuń
  9. Posiadam książkę, więc przed obejrzeniem filmu najpierw ją przeczytam, by nie popsuć wrażenia

    OdpowiedzUsuń
  10. Skreślam z listy filmów, które chciałabym obejrzeć;p Dzięki!

    OdpowiedzUsuń
  11. Szkoda, że nie ma emocji między bohaterami - ogromny minus.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Tego najbardziej w historiach miłosnych nie znoszę...

      Usuń
  12. Obejrzę, ale dopiero po lekturze. U mnie zawsze jest najpierw książka potem film.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak sobie przez lata mówiłam, ale ileż można czekać? :D

      Usuń
  13. Książki nie czytałam, ale za to film BARDZO przypadł mi do gustu. Pamiętam, że nawet mój R. wzruszył się podczas seansu, co w zasadzie nie zdarza się w ogóle...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mojemu Marcinowi też się podobało. Jeno ja taka wybredna :D

      Usuń
  14. Tu Pattinson taki sobie. Ale obejrzyj COSMOPOLIS (powinnam napisać -nie oglądaj). Tam jest koszmarny.

    OdpowiedzUsuń
  15. Bym zapomniała. Najbardziej w pamięci utkwił mi Christoph Waltz, którego upodobałam sobie w filmie DJANGO.

    OdpowiedzUsuń
  16. Mnie się przyjemnie oglądało. Film trafił na dobry moment. Jest pięknie zrobiony i nawet Pattinsona jakoś zniosłam. I przyznaję, że w ogóle nie zwróciłam uwagi na język. Będzie pretekst, żeby obejrzeć jeszcze raz. ;)

    OdpowiedzUsuń