8 lutego 2015

Co się wydarzyło w Madison County, reż. C. Eastwood

Co się wydarzyło w Madison County (The Bridges of Madison County)
reż. C. Eastwood • USA, 1995
Jak sięgam pamięcią, nigdy w życiu żaden film nie wycisnął ze mnie tylu łez. Łez ściekających po policzkach, szyi, dekolcie. Łez nieokiełznanych i gorzkich. Łez, które strumieniami wylewały się podczas seansu, po seansie i jeszcze kolejnego dnia. Aż słów brakuje na określenie tego, z jak silnymi emocjami przyszło mi się mierzyć podczas oglądania Co się wydarzyło w Madison County. Nigdy nie sądziłam, że romantyczne wcielenie Clinta Eastwooda sprawi, że się z płaczu dusić będę... Bo że Meryl Streep potrafi na mnie zadziałać jak żadna inna aktorka, wiedziałam od zawsze. Ach, jak wspaniale było trafić na tych dwoje w tak doskonałym filmie!

Cztery dni z życia prowincjonalnej kury domowej. Niby nic, kolejny romans z przypadkowym facetem. A jednak... Jednak za tą opowieścią kryje się tyle dramatu, emocji i wzruszeń, że nawet nie jesteście sobie tego w stanie wyobrazić.

Co się wydarzyło w Madison County
Źródło: filmweb.pl

Francesca (Streep) miała marzenia, plany, ambicje. Podążając za głosem serca wyruszyła więc z Italii do wielkiej, wspaniałej Ameryki, by śnić swój amerykański sen. Zderzenie z rzeczywistością okazało się jednak prawdziwie nokautujące - bo gdy w latach pięćdziesiątych zamieszkuje się na farmie i zostaje żoną i matką, automatycznie dostosowuje się do narzuconych przez dane role zasad, zapominając o tym, o czym śniło się w młodych latach.

Pamięć o tym, co dawniej kochała, pamięć o szacunku do swoich przekonań i marzeń, przywraca Francesce uznany fotograf, Robert (Eastwood), który przypadkowym zrządzeniem losu trafia pod jej drzwi. Tak zaczyna się cudowna, trwająca cztery długie dni, niesamowita historia...

Robert Franceska
Źródło: filmweb.pl
Tego, jak potoczyły się losy Franceski i Roberta dowiadujemy się z pamiętników kobiety, które po latach trafiają w ręce jej dorosłych już dzieci. Dostrzeżenie rysy na idealnym wizerunku matki, poznanie jej emocjonującej opowieści i odkrycie prawdy o sensie życia i miłości, pozwoli Carolyn i Michaelowi dostrzec i zrozumieć własne pragnienia i problemy wykańczające ich małżeństwa. Ten ciekawy sposób prowadzenia narracji pozwala widzowi przekonać się, jak wielkie zmiany mogą zajść w ludziach, którzy daną historię przeżyli i którzy odkryli ją po latach. Dokładnie tak, jak odkrywa ją on. Odkrywa i popada w zadumę, a sam przekaz filmu odnosi do własnej historii. Na tym polega siła, z jaką opowieść Franceski oddziałuje na odbiorcę.

Clint Eastwood, znany z roli twardzieli i brutali, zaskakuje poprzez obnażenie wrażliwszej części swojej duszy. Jako reżyser i bohater tej historii, udowadnia wręcz niezwykłą znajomość kobiecych pragnień i lęków. Losy Franceski utkane są z poruszających epizodów, a sama jej postać ujmuje prawdziwością. Jest naturalna, emocjonalna, jednocześnie silna i słaba, bardzo prawdziwa. Dopuszcza się zdrady (czyli ma zadatki na czarny charakter), a jednak nie potrzebuje usprawiedliwień, widz kibicuje jej do samego końca. Za tę kreację Meryl Streep otrzymała zasłużoną oskarową nominację - bo to ona kradnie całe show (nawet jeśli to określenie odrobinę nie pasuje do charakteru filmu). Gra całą sobą - emocje widać w jej oczach, na jej ustach, w całej jej postawie. Zadbała o odpowiedni akcent i potrafi rozmiękczyć widza jednym tylko spojrzeniem. Doskonała w każdym calu!

Takich historii jak ta, nie da się zapomnieć. W zalewie banalnych romansów opowieść Franceski i Roberta - mimo upływu kilku dekad od premiery - ujmuje świeżością. Nie ma tu banału, patosu, uciekania się do tanich chwytów - jest sama prawda i tylko prawda. O życiu, o miłości, o właściwych wyborach. A prawda ta wzrusza, porusza i wyciska łzy. Chwyta za serce z taką siłą, że po seansie pozostaje tylko pogodzić się z tym, że to serce ma się zmiażdżone...

Moja ocena: 9/10
Film obejrzany w ramach wyzwań: 'Oglądamy filmy wyreżyserowane przez Clinta Eastwooda' oraz '1000 filmów'.

7 komentarzy:

  1. Filmu jeszcze nie widziałam, ale mam go w planach. Widzę, że muszę obejrzeć go jak najprędzej - lubię takie wyciskacze łez.

    OdpowiedzUsuń
  2. Przedwczoraj oglądałam. :) Cudowny i bardzo życiowy.
    A co do filmów z wyreżyserowanych przez Clinta i z nim samym w roli głównej, ogromnie polecam "Oszukanego" z 1971 roku. Mocne kino w sielankowym opakowaniu. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, a ten film ma jakiś związek z 'Oszukaną', którą wyreżyserował parę lat temu? Bo tam główny motyw naprawdę mnie zmiażdżył...

      Usuń
  3. Czytałam o tym filmie przy okazji książki Klub filmowy Meryl Streep. Mam ogromną ochotę, by go obejrzeć, a Twoja opinia, a zwłaszcza informacja o tym wielkim wzruszeniu, jeszcze bardziej utwierdziła mnie w tym planie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę! A jak ta książka wypada? Słyszałam o niej kiedyś, ale nie znam.

      Usuń
  4. Zawsze podczas takich seansów zastanawiam się dlaczego kobiety wolą sobie tak trwać u boku męża z którym nie są do końca szczęśliwe.

    OdpowiedzUsuń