26 stycznia 2015

Jeszcze raz, Nataszo, Karolina Wilczyńska

Jeszcze raz, Nataszo, Karolina Wilczyńska
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Rok wydania: 2014
Stron: 304
Gatunek: obyczajowa
Kiedy przed paroma tygodniami przeczytałam początek powieści Wilczyńskiej, pomyślałam, że na taką lekką babską historyjkę nie mam aktualnie nastroju. Za to teraz nabrałam na nią wielkiej ochoty. I zawiodłam się - bo początek jedno, a cała książka drugie. To, co zaczyna się lekko i ironicznie, kończy się ciężko i nudno...

Z jednej strony wypada się cieszyć, że Karolina Wilczyńska nie uciekła się do popularnego w polskiej literaturze schematu: 'oto rozwódka, którą rzuca chłop, a ona realizuje wielkie życiowe marzenie i otwiera kawiarnię/cukiernię/agroturystykę'. Z drugiej jednak, sposób wykonania, tj. to jak jej powieść została poprowadzona, naprawdę pozostawia wiele do życzenia. W porządku, ciekawe jest to, że tytułowa Natasza rozlicza się ze swoim życiem i opowiada o tym, jak doszło do tego, że została rozwódką. Ciekawy jest sam pomysł na każdy rozdział książki - jedno zdjęcie z przeszłości, jeden okres z życia bohaterki, jedna opowieść. Ale na tym zalety Jeszcze raz, Nataszo kończą się...

Taką historię mogłaby przedstawić każda przeciętna kobieta. W życiorysie Nataszy nie ma nic nadzwyczajnego, a i w sposobie, jaki zostaje ów życiorys zaprezentowany również oryginalności nie zaznamy. To po prostu smętna historyjka snuta przez znudzoną kobietę. Przeciętna kobieta, przeciętna opowieść - nic poza tym. Jestem w stanie wskazać przynajmniej kilkanaście osób z blogosfery, które tę samą historię opowiedziałyby z większym polotem - tak, że czytelnik zalany zostałby morzem emocji i wzruszeń. Bo niestety, ale Karolina Wilczyńska pisze tak bezbarwnie i nudno, że trudno byłoby napisać to jeszcze słabiej.

Powieści o codzienności, o zwyczajnym życiu i zwyczajnych ludziach nie pisze się łatwo. Zainteresowanie szerokiego grona odbiorców opowieścią o przeciętności wymaga naprawdę sporych umiejętności. W tym wypadku autorce ich zabrakło. Doceniam pomysł, doceniam starania, ale nie to, w jakiej formie przedstawiona została ta historia.

Nigdy więcej, Nataszo pani Karolino.

Moja ocena: 2,5/10
Książka przeczytana w ramach wyzwań: 'Pod hasłem', 'Polacy nie gęsi', 'Grunt to okładka' oraz 'Wyzwania bibliotecznego'.

16 komentarzy:

  1. no popatrz! a ja się tak na to napaliłam, tyle tej powieści wszędzie...
    masz rację - te najzwyklejsze historie o życiu nie tak łatwo podać. Im prościej, tym trudniej.

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja byłam zaskoczona, ze książka tak mi się podobała ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Załamuję ręce . Schemat - rozwódka, kawiarenka, zakątek szczęśliwości , powoduję, że unikam polskiej literatury (wyjątki: sprawdzeni autorzy). Czytałam kilkukrotnie takie smętne historię i mam już dość. Czytelnik ma poczucie, że wiecznie czyta tę samą historię tylko autorzy się zmieniają. Smutne, bo skoro zagraniczni twórczy potrafią pisać, kreować, to czemu w większości nasi rodzimi pisarze są w tej kwestii tacy beznadziejni?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale tutaj tego schematu nie ma :) I bardzo to doceniam.

      Usuń
  4. a ja myslalam ze dobra...uu teraz to sobie pomysle nad tym :3

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak dotąd nie spotkałam się z negatywną recenzją tej książki, więc cieszę się, że w końcu się takowa pojawiła, bo przecież to niemożliwe, żeby powieść wszystkim przypadła do gustu. Jeśli o mnie chodzi to po przeczytaniu pochlebnych opinii nabrałam lekkiej ochoty na poznanie losów Nataszy, ale obawiam się, że jednak nie będę potrafiła wczuć się w sytuację bohaterki. Skoro na dodatek książka napisana jest bez polotu, to już w ogóle ochota na czytanie ucieka.

    OdpowiedzUsuń
  6. bałam się, właśnie i intuicyjnie, ze atutem tej książki jest tylko ładna okładka. Dzięki za ostrzeżenie, nie wezmę się za nią ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Przeciętna przeciętność przeciętnie opisana? To ja podziękuję. Lubię obyczajówki i opowieści o codzienności, ale muszą mieć w sobie ,,coś", co sprawia, że nawet zwyczajność śledzi się z zainteresowaniem.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ostatnio zrobiłam porządek na swojej półce z książkami i na półce na LC. Pozbyłam się wszelakich, podobnych do siebie i przewidywalnych książek tzw. literatury kobiecej. Oddałam do biblioteki wszystkie rozlewiska, pensjonaty, dworki, i sosnowe dziedzictwa. Niechciane Marylki, kurhanki, wampiry i anioły. Lżej mi na duszy. Wobec tego, co czytam? Staram się nie kupować byle czego, bo było w promocji. Zbieram kasę na wartościową lekturę. Ostatnio znalazły się u mnie "Głosy Pamano", "Wyznaję", które stało się moją ulubioną książką, "Beksińscy"...itp. Od teraz liczy się dla mnie jakość a nie ilość. Chyba na starość mądrzeję ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dobra taktyka. Ja również kupuję niewiele, a jeśli już, to są to książki, na których naprawdę mi zależy i które na długo zagoszczą w biblioteczce. Powoli chcę się też oduczyć czytania pierdół. Lekka rozrywka raz na jakiś czas - jak najbardziej. Ale szkoda cały wolny czas poświęcać na książki, które ewidentnie na to nie zasługują...

      Usuń
    2. Dokładnie, święte słowa:)

      Usuń
  9. Czytałam tej autorki "Ta druga" i wywarła na mnie spore wrażenie. Co do tego tytułu trochę jestem po Twojej recenzji zawiedziona poziomem książki, ale pewnie przeczytam kiedyś z ciekawości.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ufff, co za ulga, że nie tylko mnie styl Wilczyńskiej wydaje się ciężkawy i mdły.
    I zgadzam się, że napisanie dobrej obyczajówki wymaga co najmniej lekkiego pióra. Z ciekawości - czytałaś może książki Jolanty Kwiatkowskiej? A jeśli tak, to co o nich sądzisz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, nie znam ich. Warto?

      Usuń
    2. Moim zdaniem warto. Lekkie pióro i wyczuwalne życiowe doświadczenie (Kwiatkowska jest w wieku mojej babci i może dlatego ma za sobą te wszystkie dworki, cukiernie, pensjonaty...). Mam nadzieję, że się spodoba :)

      Usuń