19 grudnia 2014

Niech będzie teraz (Now Is Good)

Niech będzie teraz (Now Is Good)
reż. O. Parker • UK, 2012
Nastolatka umierająca na białaczkę. Temat eksploatowany w literaturze i kinie od lat. Można go potraktować na wiele sposobów, jednak z reguły okazuje się, że twórcy filmowi podążają tą samą ścieżką, uciekając się do ckliwości i patetyczności. Bo tak najłatwiej uwieść odbiorcę - w końcu odwoływanie się do najprostszych emocji jest gwarantem sukcesu. Dzięki temu miłośnicy banalnych historyjek na siłę wyciskających łzy nigdy nie będą się nudzić - bo takie filmy powstawały od lat i powstawać będą.

A jednym z nich jest właśnie Now Is Good.

...chociaż nie do końca.

Przyznaję, sam pomysł na fabułę jest do bólu schematyczny. Umierająca nastolatka pragnie zasmakować życia. Marzy jej się złamanie prawa, przetańczenie całej nocy, spróbowanie narkotyków, zaznanie miłości czy przeżycie swojego pierwszego razu. Zakochuje się i powoli wypełnia wszystkie wyzwania ze swojej listy 'do zrobienia przed śmiercią'. Czas jednak ucieka zbyt szybko, a pragnień jest coraz więcej. Banalnie, niestety.

Źródło: filmweb.pl

Banalna jest fabuła Niech będzie teraz, banalny jest przekaz, jaki ów film za sobą niesie i banalne są emocje, jakie mają towarzyszyć widzowi podczas seansu. Niebanalna jest jedynie główna bohaterka, której osobowość stanowi jasny punkt obrazu w reżyserii Olivera Parkera. Tessa (Dakota Fanning) jest ironiczna, zabawna i niepokorna, ma dystans do siebie i swojej choroby, nie próbuje na siłę wzbudzać sympatii czy litości. Jest naturalna i szczera, a przez to nie do końca da się lubić - ale to właśnie sprawia, że jest tak ciekawą postacią, niezbyt pasującą do idealnego obrazka idealnego filmu o umieraniu. Ciekawie przedstawiona została także jej rodzina - ojciec 'z obsesją na punkcie raka', wiecznie nieobecna matka oraz brat, który nie waha się zapytać przy stole: 'Kiedy Tessa umrze, możemy pojechać na wakacje?'. Skomplikowane relacje rodzinne stanowią ważny punkt fabuły i dodają odrobiny rumieńców całej tej banalnej historii.

Na wyróżnienie zasługuje z pewnością również to, jak film został zrealizowany. Interesujące plenery, doskonała ścieżka dźwiękowa, świetny montaż. Niech będzie teraz stanowi bardzo ładny obrazek od strony technicznej. Mimo ciężkiej tematyki i przygnębiającej atmosfery film ma w sobie jakąś magię, która sprawia, że nie sposób oderwać się od niego choćby na minutę. Fabularnie jednak przegrywa, bo przewidywalność i uciekanie się do ogranych schematów jest wadą, obok której nie można przejść obojętnie. Całej tej historii zabrakło autentyczności i świeżości. Dlatego jestem pewna, że ponownie Niech będzie teraz nie obejrzę, ale mimo tego będę zachęcać, byście Wy spróbowali. A nuż przemówi do Was taki przekaz? Kto wie...

Moja ocena: 5,5/10
Film obejrzany w ramach wyzwania 1000 filmów, które muszę obejrzeć.

8 komentarzy:

  1. Zaczęłam kiedyś oglądać ten film, ale potwornie mnie nudził :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oglądałam kiedyś ten film i nawet mi się podobał ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Podobał mi się. Właśnie nigdy nie spotkałam się z filmem, który obejrzałam od początku do końca nie ruszając się, nie zatrzymując go

    OdpowiedzUsuń
  4. Naczytałam się tyle dobrego tym filmie i miałam nadzieję, że nie jest to kolejna ckliwa historyjka, a jednak ... Może obejrzę, ale to bardzo obiektywne mam wrażenie spojrzenie na ten film trochę ostudziło mój zapał do obejrzenia go.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zgadzam się w zupełności. Film ten jest do bólu banalny, wtórny i nudny przede wszystkim. Stworzony, by wycisnąć morze łez niewieścich.

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo poruszający film, ale trzeba lubieć filmy tego rodzaju :)

    OdpowiedzUsuń
  7. A mi się ten film podobał. Bez jakiegoś szaleńczego zachwytu, nie polecałabym go w ciemno każdemu, ale myślę, że jak na tę tematykę był bardzo dobrze zrobiony. Charakterek Tessy jest tu wielkim plusem, brat też dorzuca do tego swoje trzy grosze i generalnie jest dużo mniej melodramatycznie, niż by być mogło. Nie miałam wrażenia, że reżyser na siłę próbuje zmusić mnie do płaczu (no... może na sam koniec...) - ten dystans głównej bohaterki do własnej choroby dużo tu jednak daje. W ogóle podobał mi się cały ten konflikt między Tessą a jej rodzicami, to zestawienie ich paniki z jej zdroworozsądkowym podejściem (przy 'You're just wasting my time' trochę mnie zatkało, no bo przecież umierające nastolatki powinny być słodkie jak miód i wzbudzać współczucie, a nie rzucać takimi tekstami... Ale po pierwszym szoku stwierdziłam, że rzeczywiście, ma dziewczyna rację i nie dziwię się, że było jej wszystko jedno, jak to zabrzmi).

    Także... Nie wiem. Niby banalny, ale oglądałam ten film dobre pół roku temu (jak nie więcej) i ciągle doskonale pamiętam niektóre sceny. Właśnie to 'You're just wasting my time', rozmowę z tym chłopakiem o ich przyszłości i dzieciach, samą końcówkę z tym 'Let it go'. Ciężko zmusić mnie do płaczu, na melodramatach przeważnie albo się nudzę, albo jestem nimi zażenowana, a tu popłakałam się jak bóbr. Dakota w głównej roli też mnie nie boli ;).

    (Kiedyś o nim pisałam, o tu: http://swiatwzwierciadle.blogspot.de/2014/05/co-sonko-widziao-7.html . Jak tak to teraz czytam, to piszę prawie to samo co Ty, tylko ocenę wystawiłam o wiele wyższą ;)).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też ogólnie on się podobał, przy czym sporo w nim wad i też trudno o zachwyt. Ale nie wzruszył mnie i nie poruszył jak należy - dlatego oceniam go raczej średnio.

      Fajnie, że zgadzamy się co do bohaterki i jej relacji rodzinnych - mam bardzo podobne odczucia do Twoich :)

      Usuń