8 września 2014

Policz do stu, Lucy Dillon

Policz do stu, Lucy Dillon
Oryginał: A Hundred Pieces of Me
Wydawnictwo: Prószyński Media
Rok wydania: 2014
Stron: 472
Gatunek: obyczajowa
Lucy Dillon poznałam dawno temu za pośrednictwem dość niepozornej, ale niezwykle ciekawej powieści Spacer po szczęście. Mając w pamięci tamtą mądrą i ciepłą historię, z radością sięgnęłam po kolejną powieść Brytyjki, Policz do stu. I tym razem dość długo wgryzałam się w całą opowieść, po to tylko, by na końcu być oczarowaną i przepełnioną pozytywną energią.

Gina po rozstaniu z mężem rozpoczyna proces rozliczania się ze swoim dotychczasowym życiem. Upycha wspomnienia w pudłach, odgruzowuje otoczenie i odkrywa nowe sposoby na docenianie piękna codzienności. Powoli znajduje w swoim sercu miejsce dla innych, a także pozwala sobie na wybaczenie błędów przeszłości. Jej perypetie pełne są wzlotów i upadków, wzruszają i chwytają za serce. Są nieco przewidywalne, przyznaję, ale od powieści obyczajowych nie wymagam oryginalności. Mają emocjonować i uprzyjemniać czas...

Lucy Dillon potrafi zajmująco opowiadać, kreuje barwnych i charakterystycznych bohaterów, a do tego snuje naprawdę poruszające opowieści. Porusza tematy niełatwe, ale nie sili się na patos, nie przesadza, nie przekracza granic. Wie również, jak wlać w serce czytelnika odrobinę ciepła, zaintrygować go i przenieść do stworzonego przez siebie świata. Zdarza jej się uciekać do rozwiązań banalnych, ale nie to w jej książkach jest najważniejsze. Tu liczą się emocje i uczucia, liczy się prawdziwość i naturalność. Jej bohaterom można zaufać, w ich rzeczywistość można uwierzyć, a przedstawione przez nią historie łatwo odnieść do własnego życia. To niezwykle ważne i cenne, ponieważ nie każdy pisarz potrafi zadbać o autentyczność wykreowanego przez siebie świata.

Lubię prozę pani Dillon i chętnie sięgnę po inne jej książki. Mają one w sobie coś takiego, że mimo dość powszechnej tematyki, ujmują, zaskakują i zapadają w pamięć. A do tego doskonale się je czyta!

Moja ocena: 7/10
Książka przeczytana w ramach wyzwania 'Książkowe podróże'.

9 komentarzy:

  1. Nie znam żadnej powieści tej pani, ale słyszałam o "Spacerze po szczęście". Niezbyt często czytam powieści obyczajowe, mimo że czasem mam ochotę je poznać to i tak zazwyczaj wybieram inne gatunki. Ale może uda mi się poznać twórczość Dillon :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Brzmi dobrze. Nawet ta przewidywalność tak nie przeszkadza, bo jeśli chodzi o powieści obyczajowe rzeczywiście ważniejsze są emocje. I jakieś pozytywne przesłanie.
    Poza tym, urocza okładka;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, okładka jest słodka. Chociaż brakuje mi odpowiedniej rasy psa na okładce :D

      Usuń
  3. Zapamiętam ten tytuł. Zdaje się idealny na nadchodzące chłody i szarugi. Taki optymistyczny i mądry akcent.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda - na nadchodzącą jesień będzie to lektura idealna :)

      Usuń
  4. O, nie słyszałam jeszcze o tej autorce, a powieści obyczajowe bardzo lubię. Do tej konkretnej pozycji przekonuje mnie prawdziwość i naturalność, o której piszesz. Lubię, gdy bohaterzy stają się mi bliscy podczas lektury.

    OdpowiedzUsuń
  5. Okładka cudna recenzja też zachęcająca więc jeśli będę miała okazję chętnie poczytam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jaki psiur na okładce!!! Oj kusi mnie ta powieść, szczególnie, że zachwalasz prawdziwość całej historii, a to jednak ważny dla mnie element :)

    OdpowiedzUsuń