6 sierpnia 2014

Ten jedyny, Emily Giffin

Ten jedyny, Emily Giffin
Oryginał: The One & Only
Wydawnictwo: Otwarte
Rok wydania: 2014
Stron: 528
Gatunek: obyczajowa
W maju wymieniłam Emily Giffyn w gronie ultrapopularnych autorów, których jeszcze nie czytałam. Wraz z nastaniem lata postanowiłam nareszcie dać szansę tej niezwykle lubianej w Polsce pisarce i zmierzyć się z jej najnowszym dokonaniem - Tym jedynym. Wiele mogłoby wskazywać na to, że będzie to książka dla mnie idealna, jednak temu pierwszemu spotkaniu do ideału naprawdę daleko. Ale nie zniechęcam się, bo wiem, a przynajmniej czuję, że kryje się w tej autorce spory potencjał.

Powieść Ten jedyny uznałabym za romans, gdyby nie to, że to nie miłość wysuwa się w niej na pierwszy plan. A właściwie wysuwa, ale chodzi tu o całkowicie nieromantyczne uczucie, bowiem główna bohaterka, Shea, serce oddała futbolowi i to jego temat przewija się przez jakieś dziewięćdziesiąt procent książki. Okej, wydawać by się mogło, że skoro od podstawówki wołają na mnie "futbolowa", powinnam piać z zachwytu nad pomysłem Giffin, ale - jeśli mam być szczera - gdybym chciała czytać o sporcie, sięgnęłabym po książkę sportową, a nie po dzieło, które miało być w zamierzeniu babskim czytadłem.

Przesycenie futbolem jednak nie decyduje o tym, że Ten jedyny jest historią słabą. Jałowość i całkowite wyprucie z emocji powodują, że książka nuży i nie przyciąga. Fabuła jest do bólu przewidywalna, bohaterowie bezbarwni i nudni, a sportowe tło zamiast być oryginalnym uzupełnieniem, jeszcze bardziej uwydatnia to, że powieść jest właściwie o niczym, a relacje z meczów i okołofutbolowe dyskusje służą jedynie za zbędny wypełniacz stron. Przeżyłam na tym polu naprawdę ogromne rozczarowanie, bo już dawno nie miałam do czynienia z powieścią tak naciąganą i pozbawioną koloru.

Jednocześnie nie mogę powiedzieć, aby lektura Tego jedynego była ciężką przeprawą. Emily Giffin ma naprawdę niezłe pióro, dobrze czyta się jej prozę i tylko kiepski pomysł na bohaterów i fabułę przesądził o tym, że do książki nie wrócę i polecać jej nie będę. Do samej autorki jednak się nie uprzedzam, bo wiem, że potrafiłaby mnie przyciągnąć na długie godziny...

Cóż, innym razem.

Moja ocena: 3/10
Książka przeczytana w ramach wyzwań: 'Pod hasłem', 'Czytam literaturę amerykańską' oraz 'Książkowe podróże'.

11 komentarzy:

  1. Nigdy jakoś nie chciałam dać Giffin szansy na zajęcie mi kilku godzin i chyba miałam rację. Jakoś na obecną chwilę nic mnie do niej nie przekonuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, może to akurat ta jedna książka. Pozostałe są bardzo chwalone :)

      Usuń
  2. Jeszcze pytanie czy chodzi o "prawdziwy futbol" czy o futbol amerykański, bo Giffin to chyba Amerykanka. Jeśli o ten drugi, to książka byłaby dla mnie kompletnie niestrawna, podobnie jak "Poradnik pozytywnego myślenia"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Futbol amerykański, niestety ;) Również nie przepadam.

      Usuń
  3. Hahaha ;) Lubiłam Giffin i popełniłam kardynalny błąd, oglądając ekranizację jej powieści. Przez Ginnifer czy jak się ona tam zwie już nigdy "Coś pożyczonego" nie będzie dla mnie takie samo. ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Tej ksiazki nie znam, ale znam inne i sa to dobre ksiazki wiec mam nadzieje ze trafisz jeszcze na ciekawsza ksiazke tej autorki :)

    OdpowiedzUsuń
  5. coś nie tak z moim adresem , pisze jeszcze raz ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. W takim razie swoją przygodę z tą autorką zacznę od innej książki. Nie chcę się do niej zrazić :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Czyli już wiem, że ten utwór mogę sobie raczej odpuścić.

    OdpowiedzUsuń
  8. Próbowałam kiedyś przeczytać jedną z książek Giffin, bodajże ,,Dziecioodporną". Nie dałam rady...

    OdpowiedzUsuń
  9. Ach, a dostałam ją niedawno w prezencie :) Mój zapał nieco osłabł, ale zobaczymy jakie na mnie zrobi wrażenie.

    OdpowiedzUsuń