27 sierpnia 2014

"Gdzie jest Nemo?" i "Odlot", czyli dwa spotkania z Disneyem

Źródło: he-was-number-wan.tumblr.com

Za czasów pracy w kinie miałam prawdziwą manię oglądania początków filmów Disneya. Siadałam wówczas w pierwszym rzędzie i czekałam aż na gigantycznym ekranie pojawi się kultowa czołówka z zamkiem Neuschwanstein. Robiłam tak setki razy i zawsze doznawałam tych samych niesamowitych emocji - mieszanki wzruszenia i przejęcia. Produkcje Disneya to znak mojego dzieciństwa. Chyba już zawsze będą one przywoływać na myśl wspaniałe wspomnienia i obiecywać niezapomnianą rozrywkę. Tak było i tym razem, kiedy poznawałam kultowe już animacje sprzed lat - Gdzie jest Nemo? oraz Odlot.

Nie zamierzam przedstawiać Wam fabuły obu filmów, ponieważ mam wrażenie, że i tak wszyscy poza mną je znają. Krótko opiszę jednak swoje wrażenia...


Ujęło mnie przedstawienie świata rybek niemalże jak ludzkiego, gdzie najważniejsze są uczucia - przyjaźń, miłość, lojalność. Gdzie liczy się odwaga i zaufanie. Wiele różnorodnych postaci i pięknie oddana sceneria oceanu mogą się podobać. Sam pomysł na fabułę raczej nie zaskakuje, ale w bajkach nie zawsze musi chodzić o wielkie innowacje.

Momentami jednak nudziłam się. Przeprawa Marlina i Dory dłużyła się i była niespecjalnie pasjonująca. Bardziej zaciekawił mnie świat rybek uwięzionych w akwarium niż to, jak przez długie minuty w oceanie walczono a to z rekinem, a to z meduzami, a to z kimś jeszcze. Przydługawy i przynudnawy wątek, ot co.

Całość przyjemna, ale bez większego polotu.

Moja ocena: 7/10



Fragmenty Odlotu widziałam już w kinie i chyba nieco zepsuło mi to odbiór. Choć wydaje mi się, że i bez tego nie wpadłabym w większy zachwyt, ponieważ wszelkie zabawne momenty, jak to często się zdarza, umieszczono w zwiastunie filmu, który miałam okazję podziwiać dziesiątki razy.

Odlot oczarowuje kolorami, ciepłem i barwnymi bohaterami (z których Russell, "minilistonosz", jest moim absolutnym faworytem). Niezwykle ujęła mnie sekwencja poświęcona miłości, która zrodziła się między dzieciakami, a która trwała do ich późnej starości, kiedy zostali rozdzieleni przez los. Sam pomysł przeprawy do Ameryki Południowej również porusza, ale reszta historii jest już mocno niepokojąca, nieciekawa i zniechęcająca. Więc o ile pierwszą połowę filmu oglądałam niemal z zapartym tchem, marzę, aby drugą wyrzucić z pamięci.

Nie znajdzie ten film miejsca w moim sercu, ale pewne sceny na pewno ciepło będę wspominać.

Moja ocena: 6,5/10
Filmy obejrzane w ramach wyzwania 100 najlepszych filmów dekady.

16 komentarzy:

  1. Nie przepadam za filmami animowanymi, jednak czasami zdarza się obejrzeć. Akurat na te zwyczajnie nie mam jakoś ochoty. Myślę, że są ciekawsze produkcje.

    OdpowiedzUsuń
  2. ,,Gdzie jest Nemo?" i ,,Odlot" to całkiem przyjemne filmy, ale nie jest to Disney, którego pokochałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to. Jednak dawniej te produkcje były dużo lepsze i dużo 'milsze' :)

      Usuń
  3. Jesteśmy w podobnym wieku, więc i ja wychowałam się na Disneyu, ale jednak (tak jak i Ty) wolę animacje w starym stylu, rysowane bardziej tradycyjnie, te wszystkie "Zakochane kundle", "101 dalmatyńczyków", "Królewny Śnieżki" etc... Wygląd współczesnych animacji mnie do końca nie przekonuje.
    Co do recenzowanych filmów - "Gdzie jest Nemo?" widziałam i jest to przyjemna historyjka, ale szczegóły dość szybko wylatują z głowy. "Odlot" może kiedyś obejrzę, bo reklamowali to jako piękny film o miłości i przywiązaniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że reklama 'Odlotu' nieco kłamała, ale i tak warto obejrzeć :)

      Te animacje w starym stylu były przecudowne - miały swój klimat, były mądre i pełne ciepła. Niektórym współczesnym produkcjom tego zdecydowanie brakuje...

      Usuń
    2. Dokładnie tak. Uff, czyli marudzenie, że "stare" bajki są lepsze niż "nowe" to nie kwestia gloryfikowania przeszłości, tylko też uważasz, że tak naprawdę było :D?

      Usuń
    3. Nie wszystko, co przeszłe uważam za lepsze, ale akurat z bajkami czy muzyką tak właśnie mam. Ciężko zadowolić kogoś, kto wychował się na produkcjach wartościowych i mądrych, które ewidentnie miały coś w sobie. Rzadko teraz takie powstają.

      Usuń
    4. Aha :) Bajki najbardziej lubię z okresu mojego dzieciństwa, a muzykę z lat 60-70 :)

      Usuń
    5. Otóż to! Muzyka tamtych lat to i mój absolutny faworyt :)

      Usuń
  4. Kocham Disneya. :)
    Co do wyżej wspomnianych filmów, to do recenzji "Gdzie jest Nemo" zgadzam się w 100 procentach. Jeśli chodzi o "Odlot", to akurat tę animację pokochałam całym sercem. Zabawna i wzruszająca - tego oczekuję po bajkach. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie motyw znęcania się nad zwierzętami był okropny. Armia psów, które gadają za pomocą jakichś wadliwych urządzeń, GPSy i inne cuda - coś strasznego. Nie tego szukam w bajkach, niestety. Za to polubiłam głównych bohaterów - przesłodki duet, szczególnie Russell :)

      Usuń
  5. Jeśli chodzi o ten drugi film, doceniam to, że jeden z głównych bohaterów jest stary. ;) Choć po cichu wolałabym staruszkę, która nie jest wiedźmą albo dziwaczką. Ogólnie to masz rację, oceniłabym je chyba podobnie, wolę inne filmy Disneya. Co zresztą sugeruje mój awatar. ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam "Gdzie jest Nemo?"! Ale mi narobiłaś ochoty na obejrzenie tej animacji! Chyba zaraz sobie włączę na poprawę humoru :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak bardzo lubię produkcje Disneya, tak akurat te dwie nie przypadły mi do serca. Nigdy mnie do nich nie ciągnęło, a obejrzenie ich dało wynik właściwie żaden. Zero emocji.

    OdpowiedzUsuń
  8. Za Nemo nie przepadam, ale uwielbiam Odlot. Chociaż ostatnimi czasy dużo chętniej oglądam produkcje Dream Works. Disney niestety zatrzymał się na Zaplątanych i od tamtej pory jedynie powiela ten sam schemat.

    OdpowiedzUsuń
  9. No nie, Nemo uwielbiam. UWIELBIAM. Te animacje, te dialogi, te kolory... Chyba faktycznie nasze gusta się różnią ;)

    OdpowiedzUsuń