23 sierpnia 2014

Adventureland (2009)

Adventureland
reż. G. Mottola • USA, 2009
Pora na wakacyjną beztroskę rodem z Ameryki! Trawka się pali, alkohol się leje, dziewczyny wyginają śmiało ciało, a kolesie robią z siebie idiotów. Ot, rzeczywistość nastolatków końca lat osiemdziesiątych. Sceneria: przygnębiający park rozrywki. Tło: fenomenalna muzyka (m.in. Lou Reed, David Bowie, Hüsker Dü, The Cure, Whitesnake). Na pokładzie: męczący i irytujący Jesse Eisenberg i bardzo lubiana przeze mnie, kojarzona z jedną miną, Kristen Stewart.

Lekka produkcja w sam raz na koniec lata. Niegłupia, ale też nieszczególnie inteligentna. Nie zmienia niczego w życiu odbiorcy, ale na sto parę minut daje odrobinę rozrywki.

Źródło: filmweb.pl

Lubię filmy, w których wizerunek nastolatków nie jest przerysowany (jak na przykład ma to miejsce w serii American Pie), a jednocześnie mocno zbliża się do prawdy. W Adventureland młodzi są zwyczajni, mają zwyczajne problemy, to płaczą przy rodzinnych zawirowaniach, to śmieją się w gronie rówieśników. Bawią się, korzystają z życia, powoli zbliżają się do dorosłości. Są beztroscy i naturalni - tak, że łatwo uwierzyć w ich świat.

Bohaterka Kristen Stewart - Emily - buntuje się przeciwko macosze i życiu na pokaz, ale w swym buncie łatwo się zatraca i ładuje w niefajne relacje z mężczyznami. Zaś jej kolega - James (w tej roli Jesse Eisenberg) - to typowy podwórkowy obiekt drwin - poeta, prawiczek, niedorajda. Ich losy splatają się ze sobą gdzieś między rollercoasterem a automatem z grami. Ich relacja nie jest banalna czy przesłodzona, ale dość łatwa do przewidzenia.


Przewidywalny jest ten film właściwie od początku do końca, ale od produkcji tego typu nie powinno się wymagać cudów. Ot, lekka propozycja na lato. Może nie uśmiejecie się przy niej, ale na pewno odprężycie. Czasem tylko tyle człowiekowi potrzeba...

Moja ocena: 6/10

7 komentarzy:

  1. Nie za bardzo przepadam za ekranizacjami z Kristen.... jakoś przejadła mi się w Zmierzchu i niestety, ale kojarzę ją właśnie z głupiutką Bellą i jak wspomniałaś: jedną miną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto wyzbyć się z głowy wizerunku Belli :) Choć darzę 'Zmierzch' jakąś sympatią, uważam, że akurat postać Belli była beznadziejnie napisana i zagrana zgodnie z wymaganiami. Mimo niewątpliwych korzyści finansowych czy popularnościowych, raczej rola ta Stewart się nie przysłużyła. Warto zobaczyć ją choćby w ' The Runaways', 'Ucieczce w milczenie', 'Wszystko za życie', 'W drodze', 'Witamy u Rileyów', 'Trudnej miłości' i paru innych, naprawdę dobrych filmach, w których się spisała. Trzeba tylko wyzbyć się niepotrzebnych uprzedzeń :)

      Usuń
  2. Wydaje mi się, że jest to jeden z filmów, które ogląda się, gdy trafi się na nie w telewizji, ale raczej nie wyczekuje się na nie z rumieńcami na policzkach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak! Przypadkiem można rzucić na niego okiem, ale żeby specjalnie wyczekiwać, poszukiwać w wypożyczalni, albo oglądać w kinie - nie bardzo ;)

      Usuń
  3. Niewymagający i lekki film; u mnie spisał się świetnie jako film pośrodku - ani ambitny, ani idiotyczny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie o to chodzi - głupi nie jest, inteligentny też nie. Po prostu zwyczajny, luźny film. W sam raz na leniwe popołudnie :)

      Usuń
  4. Lubię czasami obejrzeć niezobowiązujący film, który nie wymaga zbyt wiele od widza. O tym jeszcze nie słyszałam, ale będę miała ten tytuł na uwadze. :)

    OdpowiedzUsuń