23 lipca 2014

Rezydencja, Krzysztof Bielecki

Rezydencja, Krzysztof Bielecki
Wydawnictwo: nakład własny autora
Rok wydania: 2014
Stron: 174
Lubię Krzysztofa Bieleckiego i jego twórczą fantazję, która daleko wykracza poza ogólnie przyjęte ramy. Myślę, że mógłby on zaprzyjaźnić się z Kubrickiem, Dalim i Murakamim, bo to mniej-więcej ten sam rodzaj twórczej ekspresji i niepohamowanej niczym wyobraźni. Takie wrażenie miałam podczas lektury poprzednich jego dzieł, takie miałam również i dziś, z tą różnicą, że dawniej bywałam zachwycona i zdumiona, teraz już raczej wyłącznie zdumiona. Rezydencja nie ujęła mnie już tak bardzo jak Defekt pamięci czy I nagle wszystko się kończy. Co wcale nie znaczy, że nie jest to publikacja warta uwagi.

Krzysztof Bielecki wie, jak przyciągnąć czytelnika - najpierw kusi intrygującą i przewrotną zapowiedzią ("Cokolwiek wydarzy się w tej książce, jednego możesz być pewien: podczas jej pisania - wbrew pozorom - nie wykorzystywano żadnych substancji psychoaktywnych. Nie zmienia to faktu, że na koniec i tak spojrzały z uznaniem"). Potem na ręce czytelnika składa ciekawie wydany materiał (książka jest co prawda cieniutka, ale za to uzupełniają ją naprawdę wyborne ilustracje Daniela Marciniaka) i rozpoczyna swą niesamowitą opowieść. Opowieść zręcznie napisaną, wciągającą, pełną ślepych zaułków i zagadek. Opowieść absolutnie nienudną i odpowiednio zawiłą - taką, od której nie można uwolnić myśli i od której nie da się oderwać.

I choć wielką przyjemnością jest lektura Rezydencji, tym razem nie zostałam przez Bieleckiego uwiedziona. Być może dlatego, że znikł już element zaskoczenia, który pojawiał się przy pierwszych kontaktach z prozą tego autora. Być może dlatego, że postawiłam mu poprzeczkę zbyt wysoko, mając w pamięci nawał emocji i wrażeń, jakich doświadczyłam w przeszłości. Być może też dlatego, że tym razem fantazja autora powędrowała w niebezpiecznie odpychającym mnie kierunku, a bohaterowie nie zdobyli ani krztyny mej sympatii. Cokolwiek by to nie było - nie czuję zawodu czy rozczarowania, jedynie lekki niedosyt.

Mimo to, chciałabym, byście Rezydencji i Krzysztofowi Bieleckiemu dali szansę. Wiem, że te niesamowite pokłady fantazji potrafią uderzać czytelnika w najczulsze punkty, intrygować i porywać go w zupełnie inne wymiary. Mało który autor byłby w stanie zaoferować coś takiego!

Moja ocena: 6,5/10
Książka przeczytana w ramach wyzwań: 'Polacy nie gęsi' oraz 'Książkowe podróże'.

2 komentarze:

  1. Czeka i u mnie na półce, więc trochę mnie zasmuciła Twoja recenzja. To już druga o podobnym wydźwięku, jaką czytam. Szkoda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jest źle, więc też nie ma się co zniechęcać :)

      Usuń