26 czerwca 2014

Na krawędzi zawsze, J.A. Redmerski

Na krawędzi zawsze, J.A. Redmerski
Oryginał: The Edge of Always
Wydawnictwo: Filia
Rok wydania: 2014
Stron: 448
Gatunek: obyczajowa, romans
Kiedy przed kilkunastoma dniami odkładałam na półkę zachwycającą powieść Na krawędzi nigdy, byłam pewna, że wkrótce przeżyję równie wspaniałą przygodę, sięgając po kontynuację tamtej opowieści, przedstawioną na kartach Na krawędzi zawsze. Choć Camryn i Andrew wciąż są uroczy i fascynujący, ich nowe przygody kompletnie mnie rozczarowały. Otwarcie przyznać należy, że Jessica Redmerski niepotrzebnie postanowiła popłynąć na fali popularności pierwszego tomu, ponieważ pozostawiła teraz za sobą raczej kiepskie wrażenie...

Akcja Na krawędzi zawsze rozgrywa się w kilka miesięcy po dramatycznych wydarzeniach przedstawionych w części poprzedniej. Nasi bohaterowie próbują zmierzyć się z życiem, jakiego nigdy dla siebie nie chcieli, stojącym pod znakiem ciąży, szpitalnych wspomnień, konieczności ustatkowania się. Pragnienie zaznania wolności, odkrywania świata, zmierzania w nieznane oddala się, jednak kiedy kolejne dramaty spadają na ich relację, następna podróż okazuje się jedynym słusznym rozwiązaniem.

I tutaj zaczyna się powolne opadanie w dół, czyli książka staje się coraz nudniejsza. Schematy z poprzedniej powieści zostają powielone, relacja bohaterów przestaje fascynować, a przedstawione wydarzenia nie zaskakują, nie urzekają i nie wzbudzają nawet najmniejszego zainteresowania. Nuda, po prostu.

Jakby tego było mało, wielka podróż Cam i Andrew nagle się kończy. Redmerski pcha akcję do przodu, przy użyciu najprostszego sposobu - "kilka miesięcy później", "kilka lat później" itd., przez co nagle zostajemy wyrwani z środka akcji, po to, by jak najszybciej przeskoczyć po kilku ważnych wydarzeniach z przyszłości i... zakończyć przygodę z tą historią. Autorce ewidentnie zabrakło pomysłu na ciekawe poprowadzenie tej opowieści, stąd błyskawicznie spłycenie historii, sięgnięcie po kilka ogranych schematów i przypieczętowanie całości banalną falą happy endów.

Oj, nigdy więcej tak źle zakończonych cykli. Bardzo żałuję, że swojej przygody z Camryn i Andrew nie zamknęłam na wspaniałej pierwszej części. Przynajmniej wciąż trwałabym w zachwycie...

Moja ocena: 4,5/10
Książka przeczytana w ramach wyzwań: 'Czytam literaturę amerykańską' oraz 'Książkowe podróże'.

7 komentarzy:

  1. O nie... teraz zastanawiam się, czy warto sięgać po kontynuację, skoro jest tak słaba... A nie mogłam doczekać się "Na krawędzi zawsze". :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po prostu nastaw się, że nie będzie tak dobrze, jak być mogło :)

      Usuń
  2. Zbyt dużo dobrego się już chyba nasłuchałam o tej serii. Plus dziś sama zaczynam pierwszy tom i aż nie chcę wierzyć, że wejdę w kiepską serię :(

    Przy okazji zapraszam do siebie na konkurs: http://heaven-for-readers.blogspot.com/2014/06/klub-karmy-czesc-2-wraz-z-tematyczna.html – krótki termin, dlatego informuję osobiście :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama seria kiepska nie jest - po prostu drugi tom wypada marnie na tle wspaniałego pierwszego.

      Usuń
  3. Nie wiem co myśleć o Twojej recenzji , pierwsza część wprawiła mnie w zachwyt i uwielbienie , ale skoro druga jest tak słaba to szczerze zaczynam się obawiać ..

    OdpowiedzUsuń
  4. Jaki pretensjonalny tytuł! Sama z siebie nigdy nie sięgnęłabym po tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale za to wiernie odzwierciedla treść książki :)

      Usuń