24 kwietnia 2014

W Chinach jedzą księżyc, Miriam Collée

W Chinach jedzą księżyc, Miriam Collée
Oryginał: In China essen sie den Mond: Ein Jahr in Shanghai
Wydawnictwo: Pascal
Rok wydania: 2014
Stron: 302
Gatunek: wspomnienia
Jeżeli potrzeba Wam przyjemnej, odprężającej lektury, która będzie jednocześnie pouczająca, pełna ciekawostek i niegłupia - dobrze trafiliście. Miriam Collée w swych szanghajskich wspomnieniach zabierze Was do niezwykłego, egzotycznego świata pełnego dziwactw, kontrowersji i niespotykanego piękna... Nie będzie to przeprawa łatwa - Szanghaj jest przeludniony, brudny i przygnębiający. Przyniesie ona jednak niezbędną wiedzę o świecie, który znamy tylko z zafałszowanych wiadomości i opowieści. Niech wspomnienia tej, która tam żyła, okażą się dla Was fascynującym świadectwem prawdy. Prawdy, która może być niezrozumiała dla Europejczyka, ale doskonale obrazuje, jak różny jest świat i jak odmienni są ludzie...

Obowiązki służbowe posyłają Miriam i Tobiego do Chin. Towarzyszką ich kilkuletniej wyprawy jest trzyletnia Amélie - rezolutna i urocza córeczka. Kiedy małżonek pracuje, Miriam - jak wiele innych żon przy mężu - mogłaby całe dnie spędzać w spa, salonach piękności i na zakupach. Ona jednak woli wieść normalne życie, a przy okazji spisywać swoje wrażenia z pobytu w odległym Szanghaju. Dzieje się tam wiele - autorka wraz z rodziną nieraz wpadnie w tarapaty, dostanie szału, będzie musiała mierzyć się z kulturowymi różnicami i najróżniejszymi ludźmi, zapłacze nad dawnym życiem i - przede wszystkim - odkryje, że to, co dotąd wiedziała o Chinach, nijak ma się do rzeczywistości.

Okładka głosi, że W Chinach jedzą księżyc to historia "baaardzo zabawna!". Miejscami istotnie tak bywa - nieporozumienia i dziwactwa mnożą się tu na potęgę, ale trzeba mieć świadomość, że bawić mają nas tu przede wszystkim sprawy dla Chińczyków normalne, czyli tak naprawdę podśmiewamy się z odmienności obcej nam kultury. Dlatego też mnie książka ta mniej bawiła, a częściej zdumiewała lub po prostu smuciła.

Bardzo dziwnie obserwuje się relację pomiędzy autorką a jej mężem. Można odnieść wrażenie, że to dwie całkowicie obce sobie osoby, które przypadkowo znalazły się w tym samym miejscu o tej samej porze. Smutne są też wzajemne relacje Europejczyków, stykających się ze sobą w szanghajskich sklepach czy przedszkolach. Mówi się, że Polak Polakowi dokopie, kiedy spotka go na obczyźnie. Podobnie jest tutaj - ludzie bywają sobie niechętni, momentami wręcz tocząc ze sobą otwarte wojny. To bardzo przykry obraz tego, jak może życie z dala od domu zmienić człowieka...

Książkę generalnie uznać można za lekką i mądrą - taką, którą czyta się naprawdę dobrze, ale dwie sprawy psują lekturę. Po pierwsze: wtrącanie angielskich zwrotów w tekście wraz z ich polskimi odpowiednikami. Kompletnie niezrozumiały zabieg, który sprawia, że tekst zgrzyta, a dialogi tracą całą dynamikę. Po drugie: ogromny błąd w zapisie dat. Ktoś, kto zawodowo zajmuje się redagowaniem tekstów, powinien wiedzieć, że pisanie/mówienie: "w dwutysięcznym drugim/trzecim/siódmym" absolutnie jest niedopuszczalne. Ciekawe, czy taka osoba mówi, że urodziła się w "tysięcznym dziewięćsetnym którymś", chcąc zachować konsekwencję w swych działaniach...

Pomijając jednak te niedociągnięcia, uważam, że W Chinach jedzą księżyc to znakomita lektura dla wszystkich zafascynowanych światem, kulturą, podróżami i życiem w zupełnie odmiennej rzeczywistości. To dobra, pouczająca książka, która przeniesie Was do naprawdę niezwykłego świata...

Moja ocena: 7/10
Książka przeczytana w ramach wyzwania 'Książkowe podróże'.

7 komentarzy:

  1. Lubię takie książki, a tę szczególnie mam na uwadze. Chiny i ich kultura bardzo mnie ciekawią i to od wielu lat. Nie wiem czy czytałaś "Pistację w Krainie Smoków"- tu również znajdziesz anegdoty o Chinach tyle, że w wykonaniu Polki mieszkającej w Pekinie od 5 lat. Jej obserwacje dały mi poznać ten kraj odrobinę bliżej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znam tej książki, ale wszystko, co wiąże się z Azją i obcymi kulturami w ogóle, bardzo mnie fascynuje, więc chętnie się z nią zapoznam :)

      Usuń
  2. W moim przekładzie angielskie zwroty były przetłumaczone w przypisach (tak wydawało mi się przejrzyściej), wrzucenie ich do tekstu to zabieg redakcji. Byłam ciekawa, czy naprawdę czytelnicy tego chcą, bo wielu wydawnictw często twierdzi, ze czytelnicy nie chcą przypisów i wola tak. A tu się okazuje (u Pani i w innych miejscach), że raczej nie...
    Zmartwiła mnie Pani tym błędem językowym w dacie... Kartkując książkę, zauważyłam jeszcze parę przeróbek na formy błędne. Wszystko to idzie na moje konto i moi studenci na pewno to ze zdziwieniem (bo ich męczę na warsztatach z zagadnień poprawnościowych) to zauważą. Mam nadzieje, że to jakieś przeoczenie i w ewentualnych dodrukach redakcja to poprawi.
    pozdrawiam,
    tłumaczka E.Z.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przypisy to znacznie lepsze rozwiązanie i bardzo żałuję, że zrezygnowano z nich - zadziałało to na niekorzyść książki.

      Po tłumaczu tekst trafia jeszcze do redaktora i korektora, dlatego to na ich konto powinny trafić wszelkie skargi i zażalenia, mam nadzieję, że Pani studenci to zrozumieją :)

      Usuń
    2. Ja też wolę przypisy. Jest jasno i klarownie.

      Usuń
    3. Witam, właśnie skończyłam czytać i mam podobne odczucia, jakie towarzyszyły autorce recenzji. Oprócz irytującej maniery włączania tłumaczeń angielskich zwrotów do tekstu (przypisy byłyby znacznie lepsze, szczególnie, że wielu czytelnikom nie byłyby zwyczajnie potrzebne;-), uważam, że wspomnienia wyglądałyby zupełnie inaczej, gdyby autorami byli ludzie z innego kręgu kulturowego. Głównie bohaterowie są odczuwalnie "zachodni", pochodzą w regionu Niemiec o wysokiej stopie życia i ich potrzeby oraz brak próby głębszego zrozumienia chińskiej wielowiekowej kultury były dla mnie rażące. Książka zawiera wiele ciekawych spostrzeżeń na temat życia w Szanghaju, ale z powyższego powodu nie uznałam jej za "baaardzo zabawną". Podobnie, jak autorce recenzji często towarzyszył mi smutek, a czasem zażenowanie. Książka jest lekko i przyjemnie napisana, zwięzła, ale jest relacją pozbawioną głębszych przemyśleń, ot po prostu lekturą na weekend. Gdyby rzecz dotyczyła jednego ze społeczeństw Europy Zachodniej, wybaczyłabym, ale wielowiekowa kultura Chin "zasługuje" na głębszą refleksję. Cenne i ciekawe jednocześnie było rozpoczynanie każdego rozdziału od chińskiego przysłowia:) Mimo to polecam, ale na pewno nie jako jedyną pozycję pozwalającą wyrobić sobie opinię na temat życia i kultury Chin.

      Usuń
    4. Bardzo słuszny wniosek - ta książka może stanowić pewne uzupełnienie do tematu, ale zdecydowanie warto sięgnąć głębiej, jeżeli chce się poznać Chiny bliżej i dokładniej.

      Usuń