16 lutego 2014

Ona/Her (2013)

Ona (Her)
reż. S. Jonze • USA, 2013
Wygląda na to, że upieram się przy pewnych utartych frazesach. Bo pierwsze, co (znów!) przychodzi mi na myśl, to: ależ to jest specyficzne kino. Tak naprawdę nie znam zbyt wielu osób, którym film ten mógłby przypaść do gustu. Nie ma w nim ani odrobiny akcji, główny bohater snuje się po ekranie niczym zombie i tym, co robi najczęściej, jest popadanie w zadumę. Albo gadanie do systemu operacyjnego. Ups! To znaczy do dziewczyny. Wirtualnej dziewczyny...

Ale właściwie właśnie o to w tym wszystkim chodzi.

Świat wykreowany przez Spike'a Jonze to wizja prawdziwie brutalnej przyszłości. Wydawanie i czytanie drukowanych książek jest tu awangardą, do pisania i wysyłania listów najmuje się specjalnych ludzi, a komputery nie potrzebują już myszek i klawiatur, bo wszystko załatwia się za pomocą głosu. Z pisaniem i sprawdzaniem maili włącznie.

Dlatego też nikogo w tym świecie nie dziwi, kiedy nasz bohater z dumą oświadcza: "umówiłem się na randkę (...) jestem megaszczęśliwy (...) ona jest wirtualna". Ale nie tak wirtualna, że siedzi sobie pryszczata lala po drugiej stronie światłowodu. Wirtualna jest ta postać w stu procentach. Ma głos, własny rozum i doświadczenia, a za wszystko to odpowiadają nowoczesne technologie.

Przerażające.

Ona wypełniła mnie bezbrzeżnym smutkiem. Ciężki klimat, neurotyczni bohaterowie, psychiczne i emocjonalne problemy - to wszystko zestawione w całość (i doprawione znakomitą, przejmującą muzyką) po prostu przygniata. Szczególnie kiedy przychodzi do głowy smutna myśl: tak właśnie zaczyna wyglądać życie współczesnych ludzi. Taka wizja przyszłości zdecydowanie bardziej do mnie przemawia niż te wszystkie latające samochody i roboty.

Źródło: filmweb.pl

Bohaterowie Her karmią się fikcyjnymi uczuciami. Ich relacje z innymi są do bólu nierzeczywiste, a jednak dają poczucie stabilizacji, bliskości i zrozumienia. I nawet jeśli cały ten eksperyment jest brutalny, przynosi bohaterom konieczną naukę i chwilę wytchnienia od samotniczego życia. Ostatecznie i tak wszyscy wygrywają - wirtualni zyskujący nieskończoną wolność i realni, odnajdujący nareszcie drogę do samych siebie...

Joaquin Phoenix jako wyobcowany pisarz, niepotrafiący zmierzyć się z realiami świata zewnętrznego wypada naprawdę wiarygodnie. Jego głos, jego mimika, sposób poruszania się i mówienia tworzą spójną całość, znakomicie wpasowującą się do powolnie sunącej akcji i dusznej aury unoszącej się nad tym filmem. Głos Scarlett Johansson (wirtualnej dziewczyny) - głęboki, seksowny, naładowany emocjami - cudownie zgrywa się z tą opowieścią. Drugoplanowa rola Amy Adams - tutaj nieco wyobcowanej i niepewnej siebie dziewczyny również idealnie wpisuje się w specyficzny klimat filmu.

I wszystko byłoby idealnie, gdyby nie to, że brakuje w Her odrobiny ognia, jakiejś iskry czy momentu wyrywającego z pewnego marazmu, w jaki popada się zasiadając na dwie godziny przed ekranem. Ten film jest dobry, prawdziwy, poruszający, ale momenty przestoju w już i tak sunącej wyjątkowo leniwie akcji - zdecydowanie mu nie służą. Dla wielu ludzi będzie zbyt specyficzny, zbyt nudny. Dla mnie jest w sam raz. I cieszą mnie jego oscarowe nominacje. Naprawdę zasłużone.

Moja ocena: 8,5/10

9 komentarzy:

  1. Napiszę tak - widziałam ten film miesiąc temu i wydał mi się lekko mówiąc dziwny. Główny bohater to jakiś frustrat i byłam pewna, że gdy tylko produkcja wejdzie na ekrany posypią się pochwały. Chciałam nawet o nim napisać, ale jakoś gdy siadałam do tego stwierdzałam, że lepiej odpuścić sobie tak krytyczny tekst. Ty ujęłaś całość tak, że cieszę się, że nie podjęłam się tego zadania :)
    Każdy lubi co innego, ale zastanawia mnie jedno - co jeśli faktycznie tak będziemy żyć? Niby nierealne, ale...

    OdpowiedzUsuń
  2. Faktycznie bardzo specyficzny film i dla cierpliwych, bo momentami jest po prostu nudnawy, zbyt statyczny, choć nadal dobry. Podoba mi się ta wizja przyszłości (choć podoba to raczej nieodpowiednie słowo), bo jestem w stanie w nią uwierzyć, jest jak najbardziej realna i przerażająca zarazem. Pozytywnie zaskoczył mnie ten film.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Zbieram się też do wpisu o tym filmie i nie bardzo mi to wychodzi ;). Faktycznie, jest bardzo specyficzny i nie udało mi się jeszcze uporządkować w głowie tego, co o nim myślę... Niby mi się podobał, ale czegoś mi w nim zabrakło - może jakiegoś utożsamienia się z bohaterami? Bo główny bohater dość mocno mnie irytował, cały ten jego romans był tak irracjonalny i nieprzyszłościowy, że ciężko mi było zrozumieć, jak mógł się zaangażować w coś takiego... No, zrozumieć to jeszcze może i mogę, ale utożsamić się już nie. Miałam ochotę tam wejść i porządnie nim potrząsnąć.
    Ale generalnie zrobił na mnie dobre wrażenie. Oceniłam trochę niżej, bo 7,5, ale z oscarowych filmów to mój numer 2. :).

    OdpowiedzUsuń
  4. Jestem w grupie osób, którym "Ona" przypadła do gustu. To prawda, że akcji tutaj jak na lekarstwo, ale sama fabuła okazała się dla mnie świetna, choć po seansie byłam smutna, a wręcz rozbita...

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja bym miała zdecydowanie zdystansowane podejście do tego filmu. Może dlatego, że jeszcze nie wyobrażam sobie by móc się umówić na randkę z kimś "wypixelowanym"

    OdpowiedzUsuń
  6. Ajjj lubię, kiedy film rusza szare komórki. Jeszcze nie widziałam, ale to tylko kwestia czasu.
    Co nie zmienia faktu, że wirtualna od A do Z "dziewczyna" to coś jak z koszmaru.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten film mnie prześladuje. W sensie - jego zapowiedzi/reklamy/etc. Codziennie się na jakąś natykam. A że lubię specyficzne i poruszające kino o tak nietypowej tematyce, to potraktuję to jako sygnał, że Her to coś, co koniecznie powinnam zobaczyć ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Koniecznie zobacz "I'm Here" tego samego reżysera, koniecznie. Dużo krótszy i moim zdaniem dużo lepszy i bardziej poruszający.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Zaznaczyłam sobie "do obejrzenia" na Filmwebie i będę wypatrywać :)

      Usuń