8 stycznia 2014

Zalotnica niebieska, Magdalena Samozwaniec

Zalotnica niebieska, Magdalena Samozwaniec
Wydawnictwo: Świat Książki
Rok wydania: 2010
Stron: 352
Gatunek: biografia
Tak pisać o Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej mogła tylko jej siostra. Z czułością i szczerością, humorem i ciepłem. Któż jak nie "kochana Magduś" mógłby opowiedzieć o rozterkach sercowych Lilki? O jej gniazdku na drzewie, zamiłowaniu do zabobonów i czarów? O lękach i dziwactwach? Tylko ta, która od najmłodszych lat stanowiła jej najprawdziwsze uzupełnienie...

To Maria była tą ładniejszą siostrą - obcy ludzie wyrażali głośny zachwyt, zaczepiając ją na ulicach. To Marię traktowano z większą atencją i to jej osoba prędzej przyjdzie człowiekowi na myśl, kiedy będzie miał wymienić z pamięci imiona dzieci słynnego Wojciecha Kossaka. To jednak nie ma żadnego znaczenia, jeżeli idzie o miłość Magdaleny wobec Marii. Z największym szacunkiem i z największą czułością snuje ona biograficzną opowieść o swej ukochanej siostrze, przy okazji kreśląc obfity portret nie tylko własnej osoby, ale przede wszystkim tamtych słodko-gorzkich, przed- i powojennych czasów.

Maria z domu Kossak, primo voto Bzowska, secundo Pawlikowska, tertio Jasnorzewska zyskała sławę w okresie dwudziestolecia międzywojennego jako poetka i dramatopisarka. Zanim jednak została ona żoną swojego trzeciego męża, słynną artystką i bliską przyjaciółką Skamandrytów, była Lilką - radosnym, nieprzeciętnym, kolorowym ptakiem, który zamykał PECHA w szklanym flakoniku, płakał nad wystającą łopatką i nie bał się wywoływać szumu wokół własnej osoby.

Tworzyła od najmłodszych lat, już wtedy wykazując się niezwykłą dojrzałością, niepowtarzalnym urokiem i niesamowitym zmysłem obserwatorskim. Nigdy nie chciała być "żoną przy mężu", nigdy nie zamierzała zostać matką. Słowa dotrzymała. Magdalena Samozwaniec kreśli jej portret z prawdziwym zacięciem i humorem, często odwołując się do korespondencji siostry i nigdy dotąd nieujawnianych dzieł (w tym bardzo wczesnych, z lat dziecięcych). Przywołuje dialogi i anegdoty, wspólne wyjazdy i psoty, siostrzane żale i prorocze sny. Wszystko to składa się na doskonale napisaną biografię. Może momentami przesadnie najeżoną dygresjami, ale za to prawdziwą, bogatą i mocno emocjonalną.

Jak poznawać bliżej Pawlikowską-Jasnorzewską, to tylko dzięki doskonałemu pióru jej ukochanej towarzyszki Magdaleny... Zachęcam!

Moja ocena: 8,5/10
Książka przeczytana w ramach wyzwań: 'Polacy nie gęsi', 'Grunt to okładka', 'Book Lovers' oraz 'Ocalić od zapomnienia'.

2 komentarze:

  1. I jeszcze "Maria i Magdalena" do kompletu;)
    Też bardzo lubię wspomnienia Samozwaniec, choć jak twierdzą inni świadkowie z epoki - podobno trochę naginała rzeczywistość. Ale za to z jakim wdziękiem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam kiedyś fragmenty dziennika Jasnorzewskiej i już tam dostrzegłam pewne nieścisłości w odniesieniu do 'Zalotnicy', ale cóż - to w końcu subiektywna opowieść o siostrze, oddajmy Samozwaniec prawo do snucia własnych wizji :)

      Usuń