31 maja 2013

Pamiętniki Wampirów. Powrót o zmierzchu, Lisa Jane Smith

Pamiętniki Wampirów. Powrót o zmierzchu, Lisa Jane Smith
Oryginał: The Return: Nightfall
Wydawnictwo: Amber
Rok wydania: 2009
Stron: 192
Gatunek: literatura młodzieżowa
Wierzyłam, że skoro poprzednia część cyklu Pamiętniki Wampirów - Mrok okazała się najlepszą z całej serii, Powrót o zmierzchu nie spadnie już poniżej pewnego poziomu. Były ku temu solidne przesłanki - autorka wprowadziła wcześniej kilka interesujących wątków i nareszcie pokusiła się o kilka zaskoczeń. Niestety, Mrok okazał się apogeum jej możliwości, a Powrót o zmierzchu spektakularnym, bolesnym upadkiem.

Jestem pełna podziwu dla Lisy Jane Smith i jej fantazji, którą powoli zaczęłabym nazywać chorą, niebezpieczną i wzbudzającą politowanie. To, w jakie zdarzenia wikła swoich bohaterów i jak przeżuwa, mieli, wypluwa i zgniata swoją bohaterkę, Elenę, wywołuje już nie tylko trwogę, ale i śmiech. Śmiech pełen zażenowania. Bo mam prawo przypuszczać, że o tak głupie pomysły nie pokusiłyby się nawet dwunastoletnie autorki fanficów wszelkiej maści.

Nigdy nie przepadałam za Pamiętnikami Wampirów w wersji książkowej i Powrót o zmierzchu jest doskonałym dowodem na to, że mam rację, oceniając tę serię średnio lub słabo. Wciąż powtarzać będę tezę, że Smith ma sporo ciekawych pomysłów, ale brakuje jej talentu, by w równie ciekawy sposób przelać je na papier. Sprawy nie ułatwia również polskie - najeżone okrutnymi błędami - wydanie. Gdybym była w lepszej formie, z pewnością nie zdecydowałabym się na lekturę tak brutalnie słabej książki. I Wam również to odradzam. Nawet na odmóżdżający relaks Pamiętniki Wampirów są zdecydowanie za słabe.

Moja ocena 2/10

literatura amerykańska | recenzja | L.J. Smith | literatura | recenzje książek

Lisa Jane Smith - amerykańska autorka tworząca powieści i opowiadania skierowane głównie do nastoletnich odbiorców.

Do tej pory napisała dwie serie książkowe: liczący sobie już 9 tomów Świat nocy (Night World) i osiem Pamiętniki wampirów (The Vampire Diaries) oraz trzy trylogie (czwarta jeszcze się nie ukazała). Poza tym spod jej pióra wyszło kilka krótkich opowiadań.

Źródła: foto | opis

Zobacz również:
Pamiętnik Stefano
Świat Nocy


Książka przeczytana w ramach wyzwań 'Z półki' oraz 'Pod hasłem'.

Jutro 4. Przyjaciele mroku, John Marsden

Jutro 4. Przyjaciele mroku, John Marsen
Oryginał: Darkness, be my Friend
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2011
Stron: 272
Gatunek: przygodowe, dla młodzieży
Już dawno planowałam powrócić do kultowej serii Jutro Johna Marsdena, ponieważ część poprzednia - Jutro 3. W objęciach chłodu - choć okazała się ciut słabsza od części poprzednich - znakomitym zakończeniem obiecywała niesamowity zwrot akcji i serię nowych, ciekawych zdarzeń. Być może przeżyłam na tym polu małe rozczarowanie, bo "nowe życie" bohaterów trwało zaledwie chwilę, ale też można było się spodziewać, że jako najdzielniejsze dzieciaki w całej Australii, błyskawicznie powrócą do Piekła i walk.

Została ich piątka. Dzielnie trzymają się razem, choć nie brakuje między nimi konfliktów i nieporozumień. Zwłaszcza, kiedy los i wróg kolejny raz szykują dla nich całą gamę niebezpieczeństw, problemów i okrucieństw. Czy kolejne wojenne potyczki okażą się tak spektakularne i korzystne dla ekipy Ellie - przekonacie się, kiedy sięgniecie po tom czwarty serii. Ja ze swojej strony mogę jedynie zdradzić, że nareszcie część wydarzeń ma w sobie więcej z realizmu, a mniej z zadziwiającej fantazji autora...

Jutro 4 jakościowo dorównuje części pierwszej - plasuje się więc nieco niżej niż Jutro 2 i wyżej niż Jutro 3, co oznacza, że seria wciąż trzyma dobry poziom, a pomysły Marsdena wciąż wzbudzają zainteresowanie i wywołują dreszcze emocji. W tej części może mniej się dzieje i więcej tu powieści psychologicznej niż przygodowej, ale wpływa to wyłącznie na jej korzyść. Oprócz tego, że poznajemy bliżej przeszłość bohaterów - dzięki licznym wspomnieniom i anegdotom - możemy też najwyraźniej jak dotąd, zaobserwować przemiany zachodzące w ich umysłach, zachowaniach, poglądach. To właśnie w tej części natkniemy się na wiele dojrzałych przemyśleń, poważnych rozważań i mądrych dialogów. Warto, naprawdę warto je poznać.

Na pewno prędko sięgnę po część kolejną - Jutro 5. Gorączka, gdyż zakończenie Przyjaciół mroku znów okazało się niesamowicie emocjonujące i zwiastujące kolejne wywołujące wypieki na twarzy zdarzenia.

Moja ocena: 8/10

literatura australijska | recenzja | John Marsden | literatura | recenzje książek

John Marsden zaczął pisać, ponieważ uczniowie w prestiżowej szkole, w której pracował, nie chcieli czytać. Jego debiut So much to tell you powstał w zaledwie trzy tygodnie, ale natychmiast trafił na listy bestsellerów.

Po pierwszym sukcesie Marsden przez kilka lat łączył karierę pisarską z pracą pedagoga. Później zrezygnował z pracy w szkole, ale nie z pracy z młodzieżą - organizował warsztaty pisarskie, w których brali udział także młodzi ludzie z Turcji czy Indonezji. Sukces tych warsztatów zainspirował go do założenia w 2006 roku szkoły, w której nie tylko pełni funkcję dyrektora, ale też prowadzi lekcje.

Źródła: foto | opis





Książka przeczytana w ramach wyzwań: 'Book-Trotter' oraz 'Z półki'.

28 maja 2013

Londyn we krwi, James Craig

Londyn we krwi, James Craig
Oryginał: London Calling
Wydawnictwo: Akurat
Rok wydania: 2013
Stron: 336
Gatunek: kryminał
Premiera: 29/05/2013
Dobrze, gdy literacki debiut potrafi trzymać w napięciu, ekscytować, dawać rozrywkę i pozostawiać czytelnika z poczuciem doskonale wykorzystanego czasu. Wybicie się na przebogatym rynku powieści z dreszczykiem nie jest zadaniem łatwym, ale jak pokazuje przykład Jamesa Craiga, nie niemożliwym…

„Londyn we krwi” stanowi wstęp do cyklu powieści poświęconych inspektorowi Johnowi Carlyle’owi – typowemu przedstawicielowi brytyjskiej policji. Co można o nim powiedzieć na pewno to to, że niespecjalnie wyróżnia się na tle podobnych sobie bohaterów. W środowisku darzony jest raczej respektem aniżeli sympatią, posiada wiele mrocznych tajemnic i brudnych kart w życiorysie, lubi dobrze zjeść i wypić, nigdy nie ma czasu dla żony, za to chętnie ogląda się za spódniczkami. Normalka. Tym, co może wyróżniać go na tle innych znanych z literatury gliniarzy jest z pewnością jego łagodny charakter, unikanie przemocy czy broni i – choć nie dostrzegają tego jego współtowarzysze – nieprzeciętne poczucie humoru. To jeden z tych głównych bohaterów kryminalnych serii, którego z pewnością polubi znakomita większość czytelników.

Drugiego, nie mniej ważnego bohatera również nie sposób nie polubić. A przynajmniej – nie sposób się nim nie zachwycić. Mowa tu o Londynie – szalenie istotnym elemencie spajającym tę historię. Londyn Jamesa Craiga jest niemym świadkiem szeregu społecznych zmian, fali zbrodni i nienawiści oraz masy mniej lub bardziej szokujących zdarzeń. To w jego dziejach zapisane zostają i strach, i zło, i łzy, i zjednoczenie, i wzajemna nienawiść. James Craig w swej opowieści wybiega w daleką przeszłość, choć tak naprawdę najbardziej znaczące wydarzenia, jakie rozgrywają się na kartach jego powieści, dotyczą ostatnich trzech dekad. Dlatego też raz żyjemy współczesnym pasmem brutalnych zbrodni czy politycznymi rozgrywkami dnia dzisiejszego, innym zaś razem poznajemy Johna Carlyle’a, jego sprzymierzeńców i wrogów jako ludzi młodych, żyjących gdzieś w połowie lat osiemdziesiątych.

„Londyn we krwi” trudno zamknąć w sztywnych ramach, niełatwo wskazać wiodące w nim kierunki, bowiem autor stara się kryminał ten uczynić nieprzeciętnym, wielowymiarowym i interesującym na wielu płaszczyznach. W swej niejednoznaczności sięga on do takich dziedzin jak polityka i nauka, filozofia i socjologia czy sama kryminalistyka. To ciekawy miszmasz, który nie pozwala się nudzić i nieustannie trzyma czytelnika w napięciu, ale też warto powiedzieć, że przy całej tej palecie nawiązań i powiązań, coraz bledszy staje się sam naczelny wątek, czyli kwestia śledztwa i pasma brutalnych zbrodni, dotykających byłych członków elitarnego Merrion Club.

James Craig w ramach literackiego debiutu otworzył przed miłośnikami powieści z dreszczykiem drzwi do świata pełnego okrucieństwa i obłudy. Świata, w którym królują układy, w którym leje się krew i w którym żyją wielobarwni, trudni do zaszufladkowania bohaterowie. „Londyn we krwi” to pełnokrwisty, mroczny, niezwykle męski i mocny kryminał, który przyciąga niejednoznacznością i wielowątkowością. James Craig nie unika kontrowersyjnych tematów, nie boi się epatować erotyzmem i brutalnością, doskonale radzi sobie z kreowaniem interesujących postaci i tętniących życiem, przyciągających uwagę miejsc, a do tego nawet językowo i warsztatowo ma do zaoferowania więcej niż niejeden bardziej doświadczony kolega po fachu. Kilka niedomówień i niejasnych powiązań uważam za zrozumiałe w przypadku debiutu. Wam polecam sięgnięcie po „Londyn we krwi”, a sama wypatrywać będę kolejnych tomów przygód Johna Carlyle’a i jego… polskiego towarzysza.

Moja ocena: 8,5/10
Za książkę dziękuję wydawnictwu Akurat.

literatura angielska | recenzja | James Craig | literatura | recenzje książek

Obejrzyjcie koniecznie:

24 maja 2013

Phil Collins. Człowiek orkiestra, Maurycy Nowakowski

Phil Collins. Człowiek orkiestra, Maurycy Nowakowski
Wydawnictwo: Anakonda
Rok wydania: 2013
Stron: ok. 225
Gatunek: biografia
Premiera: czerwiec 2013
Mam przeokrutną słabość do głosu Phila Collinsa, jego osobowości i całego wachlarza talentów, jakimi dysponuje. Dlatego też wznowienie biografii autorstwa Maurycego Nowakowskiego było jedną z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie premier wydawnictwa Anakonda. Co mogę powiedzieć na pewno po dwukrotnej lekturze to to, że z całej "gwiazdorskiej" serii, to właśnie Człowieka orkiestrę czytało mi się najszybciej i najprzyjemniej.

Opowieść o Philu Collinsie sięga do najwcześniejszych lat jego życia - obejmuje dzieciństwo i muzyczną młodość, burzliwe życie uczuciowe, fenomenalne lata na szczycie i zmierzch kariery. Dzięki tej ciekawie opowiedzianej historii poznajemy Collinsa, jako ojca, męża i kochanka, perkusistę, wokalistę i producenta, aktora, działacza i... człowieka. Nie tylko wielkiego artystę, ale i kogoś zwyczajnego. Człowieka otwartego, ciepłego, dobrego i utalentowanego, mającego swoje demony i słabości, a przy tym posiadającego wspaniałe poczucie humoru, mnóstwo dystansu do świata i samego siebie oraz niezmierzone pokłady wrażliwości i samokrytyki.

Maurycy Nowakowski poświęca wiele uwagi muzycznym i aktorskim dokonaniom Brytyjczyka, skupiając się na każdej napisanej piosence, każdej wydanej płycie, każdym osiągniętym sukcesie. Muzyczne analizy i opowieści przeplata z anegdotami z życia prywatnego i pozascenicznego artysty, często sięgając po fakty, które nigdy wcześniej nie wypłynęły na światło dzienne.


Biografię Collinsa pochłania się błyskawicznie - napisana jest zręcznie i lekko, w żadnym fragmencie nie nudzi, odpowiednio dawkuje emocje muzyczne i pozamuzyczne. Maurycy Nowakowski kolejny już raz udowadnia, że jest nie tylko bardzo dobrym powieściopisarzem (Okrągły przekręt), ale i biografem, co pokazała wydana niedawno publikacja Peter Gabriel. Świat realny, świat sekretny, i co potwierdza właśnie Człowiek orkiestra.

Opowieść o Philu Collinsie snują jego bliscy - dzieci, matka, byłe żony; również współpracownicy - zarówno ci, z którymi tworzył w Genesis, jak i ci, których spotkał na swojej solowej drodze. Autor powołuje się także na wypowiedzi samego Collinsa, jak również jego wywiady dla polskich dziennikarzy. Dzięki tym polskim akcentom i osobistym analizom i wspomnieniom Nowakowskiego, biografia ta zyskuje bardziej przyjazny, pozbawiony sztywności charakter, tak pożądany w przypadku książki opowiadającej o czyimś życiu. Nie ma nic gorszego, niż najeżona suchymi faktami biografia - ta taka (na szczęście!) nie jest. Gwarantuję, że porwie Was na długie godziny i zabierze w niezwykłą podróż po życiorysie niesamowitego człowieka...

Moja ocena: brak
Za książkę dziękuję wydawnictwu Anakonda.


literatura polska | recenzja | Maurycy Nowakowski | literatura | recenzje książek

22 maja 2013

Moja ulubiona książka [post prawie-konkursowy]

Pokochałam Ojca chrzestnego w czasach, gdy na literaturę tego typu byłam zdecydowanie za młoda, czyli jakieś jedenaście-dwanaście lat temu. Był to czas, w którym przeżywałam dziwną fascynację tym, co niebezpieczne, wkraczałam w tzw. okres buntu i odpowiednią lekturą do mojego nastroju nie był Pamiętnik księżniczki a głośna mafijna opowieść. Pamiętam klimatyczne nocne czytanie z latarką, kucanie z książką na szkolnym korytarzu i miłość, jaką moje młode serce zapałało do Michaela Corleone (i jego filmowego odpowiednika - Ala Pacino). Takich wspomnień się nie zapomina, takie sentymenty pielęgnuje do końca życia...

Po dziś dzień samo wspomnienie pierwszego kontaktu z Ojcem chrzestnym wywołuje u mnie przyspieszone bicie serca (o czym wiedzą ci, którzy czytali wpis 30 dni z książkami). Być może od tamtego czasu czytałam książki lepsze, ciekawsze czy bardziej poruszające, ale jest coś takiego w powieści Mario Puzo, co nie pozwala mi zrzucić jej z podium. Definitywnie była, jest i pewnie długo jeszcze będzie moją ulubioną książką.

A jakie tytuły są Waszymi ulubionymi?
Do których książek najchętniej wracacie?
Jakie powieści darzycie największym sentymentem?

Opowiedzcie o tym i wystartujcie w urodzinowym konkursie, w którym do wygrania są cenne bony zakupowe do wykorzystania w Empiku.

Zapraszam tutaj.

20 maja 2013

Kąpiel ze słoniem. Matka i córka w podróży dookoła świata, Claire i Mia Fontaine

Kąpiel ze słoniem. Matka i córka w podróży dookoła świata, Claire i Mia Fontaine
Oryginał: Have Mother, Will Travel: A Mother and Daughter Discover Themselves, Each Other, and the World
Wydawnictwo: Carta Blanca
Rok wydania: 2013
Stron: 360
Gatunek: podróżnicza, wspomnienia
Nie mam pewności, czy formalnie funkcjonuje pojęcie "książki drogi", stanowiącej odpowiednik "filmu drogi", ale mam nadzieję, że coś takiego istnieje i że wolno mi powieść Kąpiel ze słoniem przyporządkować do takiej kategorii. Bo niby mamy do czynienia z publikacją podróżniczą, za pośrednictwem której odwiedzamy dwanaście krajów, ulokowanych w różnych punktach globu, ale tak naprawdę nie cele są tu ważne, a to, jak światowa przeprawa zmienia jej bohaterki.

Claire i Mia Fontaine dały się poznać dzięki książce Come Back, opowiadającej o ich wspólnych zmaganiach z rzeczywistością. Główne jej wątki to uzależnienie od narkotyków, naznaczone brutalnością dzieciństwo, rzucenie szkoły, wielokrotne ucieczki z domu i walka matki o to, by odzyskać córkę. Kąpiel ze słoniem rejestruje inną wspólną wyprawę Claire i Mii, kiedy po latach podjęły próbę zbliżenia się do siebie poprzez podróż. Wspólnie odwiedziły Chiny, Malezję, Nepal, Kair, Grecję, Bałkany, Francję i Budapeszt, na nowo ucząc się przebywać ze sobą, rozmawiać i poznawać...

Cudowną wyprawę odbyły Claire i Mia, a ich przeplatane ze sobą wspomnienia złożyły się na naprawdę wyjątkową, barwną, słodko-gorzką i poruszającą opowieść. Każda z bohaterek odkryła jakąś prawdę o samej sobie, obnażyła prawdziwą twarz i otworzyła serce na tę drugą, dzięki czemu wytworzyła się między nimi więź, jakiej nie dane im było nigdy wcześniej stworzyć. Jednak nie tylko zmiany w Claire i Mii oraz relacji matka-córka, stanowią o wyjątkowości Kąpieli ze słoniem. Ich wspólna wyprawa to także doskonały pretekst do przyjrzenia się problemom, jakie dotykają ludzi (w szczególności kobiety) na innych kontynentach i temu, jak wiele różni kulturę amerykańską od azjatyckiej czy wschodnioeuropejskiej.

Świat widziany oczami Claire i Mii jest wielobarwny i fascynujący, miejscami niebezpieczny i brutalny, miejscami piękny i zapierający dech. Warto wybrać się z nimi w podróż, która nie tylko pokazuje uroki najróżniejszych zakątków świata, ale przede wszystkim ciekawie przedstawia dalekie obyczaje, historie i kultury oraz pozwala zaobserwować zmiany, jakie zachodzą w człowieku, gdy zderzy się z inną rzeczywistością. W dodatku gdy czyni to w towarzystwie kogoś, kogo uczy się na nowo...

Piękna, głęboka, poruszająca opowieść. Doskonale napisana, nienudząca ani przez sekundę. Idealna, by dołączyć ją do rankingu najlepszych książek na Dzień Matki.

Moja ocena: brak
Za książkę dziękuję wydawnictwu PWN.


literatura amerykańska | recenzja | Claire i Mia Fontaine | literatura | recenzje książek

17 maja 2013

Jacek Kaczmarski w świecie tekstów, Krzysztof Gajda

Jacek Kaczmarski w świecie tekstów, Krzysztof Gajda
Wydawnictwo: Poznańskie
Rok wydania: 2013
Stron: 393
Jacek Kaczmarski. Jakże trudno pisać o człowieku, który był i po dzień dzisiejszy jest ikoną, synonimem buntownika, postacią legendarną. Autor ponad sześciuset utworów, wybitny muzyk, poeta, kompozytor, prozaik. Kim był, jak tworzył, co pragnął przekazać - o tym przeczytacie w książce Krzysztofa Gajdy, Jacek Kaczmarski w świecie tekstów.

Publikacja Wydawnictwa Poznańskiego jest próbą interpretacji utworów Kaczmarskiego w oparciu o konteksty historyczne i społeczne oraz odniesienia do innych tekstów kultury. To taka naukowo-językoznawcza praca badawcza, która otwiera przed czytelnikiem sekrety literackiego świata legendy...

Fragmenty utworów Kaczmarskiego przeplatają się tutaj ze wspomnieniami jego życia, z opisem ówczesnej sytuacji w kraju, z odkrywaniem aluzji do twórczości innych wybitnych artystów. Autor niejednokrotnie zestawia również dzisiejszy odbiór danych utworów z odbiorem dawnym, kiedy dane teksty wypływały na wierzch. To, co kiedyś uznawano za manifest, krytykę rzeczywistości, bunt przeciw sytuacji w kraju - z perspektywy czasu okazuje się być czymś zupełnie innym niezwiązanym w żaden sposób ze światem przeciwko któremu buntowali się kiedyś młodzi.


Krzysztof Gajda ujawnia w swej publikacji różne oblicza artysty, głęboko wnikając w jego twórczą duszę i przytaczając najważniejsze, najbardziej charakterystyczne i najciekawsze z jego dzieł. Część badawczą uzupełniają trzy interesujące dodatki: relacja ze spotkania bohatera ze studentami UAM, zapis rozmowy z autorem - pierwszej, która miała otwierać szerszy cykl wywiadów na temat twórczości Kaczmarskiego oraz uporządkowana chronologicznie, rozpisana w tabelach lista piosenek artysty.

Jacek Kaczmarski w świecie tekstów to publikacja na długie wieczory, którą powinno się zgłębiać niespiesznie. Nie jest lekką lekturą do poduszki, ale za to napisana jest ciekawie, obfituje w interesujące wspomnienia i odniesienia i z bliska prezentuje niezwykłą osobowość, jakich we współczesnej historii naszego kraju nie było wiele...

Moja ocena: brak
Za książkę dziękuję Wydawnictwu Poznańskiemu.

literatura polska | recenzja | Krzysztof Gajda | literatura | recenzje książek

Top 10: książki na Dzień Matki

top 10 kreatywa

Już niebawem nadejdzie jeden z najważniejszych dni w roku - ten, w którym obdarowujemy nasze mamy czymś miłym. Pomyślałam zatem, że mamy idealną okazję ku temu, by pomóc innym się zainspirować - a nuż ktoś będzie chciał podarować mamie książkę? Najlepiej, by były to propozycje w miarę uniwersalne, które przypadną do gustu wielu kobietom. Od siebie mam kilka propozycji, które zamieszczam poniżej.

16 maja 2013

Ślubny Babylon, Imogen Edwards-Jones

Ślubny Babylon, Imogen Edwards-Jones
Oryginał: Wedding Babylon
Wydawnictwo: Pascal
Rok wydania: 2013
Stron: 442
Gatunek: literatura faktu
Ślubny Babylon to moje kolejne spotkanie z Imogen Edwards-Jones i "Autorem Anonimowym" (będącym w rzeczywistości grupą osób), którzy odpowiadają za takie bestsellery, jak: Szpital Babylon, Air Babylon, Hotel Babylon czy Fashion Babylon. Tym razem czytelnik zostaje zaproszony do świata ślubnego biznesu, w którym istotną rolę odgrywają niesamowite pieniądze, w którym ujawniają się najgorsze cechy człowieka i w którym brakuje takich pojęć jak skromność czy oszczędność...

Ślubny Babylon rejestruje tydzień z życia londyńskiego wedding plannera, zajmującego się organizacją ekskluzywnych przyjęć dla brytyjskich elit. Jego rolą jest bycie człowiekiem od wszystkiego - jeździ na przymiarki z pannami młodymi, układa przemówienia drużbom, ratuje rozpływające się torty, uspokaja rozhisteryzowane matki młodych i... sypia z druhnami. Przez dwadzieścia cztery godziny na dobę musi być dostępny dla florystek, kateringowców, fotografów, płaczących panien młodych i podpitych kawalerów. To od jego inwencji, siły perswazji, znajomości i trzeźwego umysłu zależy czy ślub okaże się spektakularnym sukcesem czy okrutną klapą, na stałe umieszczoną w kanonie anegdot przekazywanych z ust do ust w ślubnej branży.

Grafik popularnego wedding plannera wypełniony jest mnóstwem spotkań, imprez i niespodziewanych wypadków. W jego świecie nigdy nie jest nudno. A czytelnik w ten świat wsiąka od pierwszej do ostatniej strony, by móc śmiać się, zachwycać i wpadać w osłupienie. Bo to, o czym opowiadają Imogen Edwards-Jones i jej współpracownicy-donosiciele naprawdę bywa szokujące, odpychające, przerażająco śmieszne i okrutne.

Tym, co sprawia, że Ślubny Babylon i inne książki z tej serii potrafią tak bardzo poruszyć czytelnika jest fakt, iż są to autentyczne historie, żywcem wyciągnięte z naszej rzeczywistości. Oprócz tego, że autorzy przytaczają fakty doskonale światu znane, np. wspominając śluby Davida Beckhama czy Wayne'a Rooneya, podkreślają, że wszystkie przedstawione przez nich wydarzenia miały miejsce naprawdę. Można zmienić imię bohatera, można zmienić miejsce akcji, ale ci, których w Babylonie przedstawiono, mają się czego obawiać. Bo Imogen Edwarsa-Jones lubi kusić prawdą...

Ślubny Babylon jest opowieścią lekką i zabawną, dobrą na luźny wieczór i niezobowiązującą. Nie zapada w pamięć i nie zachwyca, pełni raczej funkcję rozrywkową i informacyjną. Można przy niej miło spędzić czas, zwłaszcza, gdy samemu znajduje się w centrum ślubnych wydarzeń, ale tak naprawdę jest to jedna z tych książek, które szybko się czyta i szybko zapomina...

Moja ocena: 6,5/10
Za książkę dziękuję wydawnictwu Pascal.


literatura angielska | recenzja | Imogen Edwards-Jones | literatura | recenzje książek

15 maja 2013

Stoker (2013)

Stoker
reż. Chan-wook Park • USA, UK 2013
Czy zdarza Wam się podziwiać absolutnie piękny i wysmakowany film, w którym każdy kadr jest małym dziełem sztuki, a o którego fabule bardzo trudno cokolwiek powiedzieć? Jeśli nie - obejrzyjcie Stokera. Chan-wook Park, współpracując ze scenarzystą Wentworthem Millerem (tak, to ten ze Skazanego na śmierć) i grupą wyśmienitych aktorów, stworzył obraz niepokojący, wywołujący dreszcze i piękny w każdym detalu. Jeżeli posypią się tu nominacje do nagród wszelakich za zdjęcia, montaż, scenografię, muzykę i dźwięk, ani przez moment nie będę zaskoczona. Bo od strony technicznej jest to jeden z najbardziej wyjątkowych filmów, jakie w życiu widziałam.

Rzecz dzieje się w pięknej wiktoriańskiej posiadłości, pełnej zakurzonych zakamarków, antyków, skrzypiących schodów i przerażających kątów. Po tych wysmakowanych, eleganckich wnętrzach niczym duchy snują się główne postaci dramatu - aspołeczna nastolatka, India (Mia Wasikowska), odrętwiała i senna wdowa, Evelyn (Nicole Kidman) oraz mroczny i uwodzicielski stryj Charlie (Matthew Goode). Atmosfera od pierwszej minuty jest ciężka i gęsta, a uczucie uporczywego niepokoju nie znika...


Od strony aktorskiej Stoker prezentuje się wybornie. Kidman w roli woskowej wdowy wypadła naprawdę dobrze. Wasikowskiej - jako niepokojącej autsajderce - również niczego zarzucić nie można. Największe pokłony należą się jednak Goode'owi, który wcielając się w postać enigmatycznego, przerażającego wujaszka, wykonał kawał niesamowicie dobrej roboty. Z całym szacunkiem dla Colina Firtha, który miał zagrać Charliego - on nie zrobiłby tego tak doskonale.

Oglądając Stokera zachwycicie się pięknem każdego najmniejszego detalu. Niezwykłe jest to, że nie ma tu elementów zbędnych - ani w kwestii wystroju, ani ubiorów, ani ujęć czy dźwięków. Wszystko jest dopracowane, idealnie wtopione w całość, a jednocześnie odpowiednio wyróżnione. Na tyle, że nawet pająk wędrujący raz to po kostce bohaterki, raz to po jej udzie, staje się szalenie istotną metaforą. A takich metafor, symboli, znaków i kluczy w obrazie Chan-wook Parka znajdziemy nieskończenie wiele...


Kiedy mamy do czynienia z opowieściami, w których kluczową rolę odgrywają schorzenia psychiczne, senne wizje i niedopowiedzenia, bardzo trudno o sensowną interpretację i jednoznaczną ocenę tego, co przedstawione na ekranie. Można się bowiem w Stokerze dopatrywać drugiego czy trzeciego dna, a wtedy ta pozbawiona solidnej fabuły historyjka staje się czymś więcej. Skąd bowiem czerpać pewność, że dany bohater istniał naprawdę? Skąd pewność, że nie mieliśmy do czynienia z sennymi urojeniami samotnej wdowy, zagubionej młodej dziewczyny albo przerażającego stryja o nieodgadnionej przeszłości?

Chan-wook Park nie daje odpowiedzi na wszystkie pytania, przeplatając teraźniejszość z przeszłością i tym, co zrodziło się w umyśle bohaterów. Historia rodu Stokerów okazuje się mroczna, splątana i fascynująca, pełna niedopowiedzeń i nieodgadniona. Można ją odbierać dosłownie, przyjmując za pewnik to, co nam zaoferowano na wierzchu, a można szukać głębiej i z przerażeniem uświadomić sobie, że to wcale nie musiało tak być...


Warto odwiedzić kino, bo Stoker stanowi ucztę nie tylko dla oka i ucha, ale i dla umysłu oraz wyobraźni.

Moja ocena: 9/10

Zdjęcia i plakaty pochodzą ze strony filmweb.pl.

12 maja 2013

Obudź swoją kreatywność. Jak aktywować twórczy potencjał umysłu, Dagmara Gmitrzak

Obudź swoją kreatywność. Jak aktywować twórczy potencjał umysłu, Dagmara Gmitrzak
Wydawnictwo: Helion
Rok wydania: 2013
Stron: 200
Gatunek: poradnik
Długo zastanawiało mnie, dlaczego niektóre osoby doskonale odnajdują się w świecie poradników, a inne traktują je wybitnie niepoważnie. Istotę tego problemu pomogły mi zrozumieć ostatnie dwie publikacje Dagmary Gmitrzak - Inteligencja serca oraz przedstawiana dzisiaj Obudź swoją kreatywność. Uświadomiłam sobie więc, że kwestia podejścia do książek tego typu uzależniona jest od stopnia naszej wrażliwości oraz otwartości naszego serca i umysłu. Wybitnie racjonalnym osobowościom nie będzie łatwo uwierzyć w to, jak wielkie znaczenie ma w naszym życiu energia jaką emanujemy, mają nasze wewnętrzne czakry czy odpowiednie nastawienie umysłu. Ja należę do tych, którym idee i teorie pielęgnowane przez Dagmarę Gmitrzak i jej inspiratorów są na tyle bliskie, że zyskałam ogromną sympatię do kolejnej już publikacji poradnikowej. Nie mogło być zresztą inaczej - to przecież niemożliwe, by kreatywa nie zainteresowała się... kreatywnością.

Obudź swoją kreatywność skierowana jest przede wszystkim do tych, którzy czują, że w jakiś sposób ich twórczy potencjał jest blokowany, ograniczany, niepełny czy w ogóle nieujawniony. Znakomicie odnajdą się w tej lekturze również prawdziwie artystyczne dusze, z już ujawnioną kreatywnością umysłu, ale wciąż natrafiające na typowe problemy artystów - krytykę, brak weny, podcinanie skrzydeł czy małą wiarę w siebie. Ćwiczenia i teorie oferowane przez autorkę pomogą wszystkim, którzy chcą obudzić lub rozwinąć w sobie tytułową kreatywność i pielęgnować artystyczne zacięcie, tak często wykpiwane przez środowisko (bo niedochodowe, bo marzycielskie, bo niepoważne itd.). Myślę, uznanie tej publikacji za biblię twórczych i kreatywnych jest działaniem jak najbardziej trafnym...

Publikacja podzielona jest na trzy części:
- kreatywność i tworzenie (bogate zaplecze teoretyczne, wyjaśniające m.in. istotę kreatywności czy życia twórczego);
- poznaj lepiej samego siebie (bezpośrednie odniesienia do czytelnika - typy inteligencji i osobowości, rodzaje i charakterystyka czakr);
- etapy twórczości i sposoby rozbudzenia energii twórczej (najbardziej teoretyczno-poradnikowa część książki z genialnym spisem trzydziestu sposobów aktywowania twórczego potencjału, stanowiącym esencję tego, co w publikacji tej najważniejsze).

Podoba mi się budowa książki Dagmary Gmitrzak - oprócz przejrzystości i niezbędnej w tego typu dziełach pewnej schematyczności (która pozwala doskonale odnaleźć się w treści), graficznie wyróżniają się tutaj inspirujące cytaty czy biogramy szalenie interesujących osobowości, a także ćwiczenia angażujące czytelnika czy odpowiednio wypunktowane listy, łatwo wchodzące do głowy. Dodatkowym atutem jest możliwość pobrania na dysk pliku mp3 z nagranym przez autorkę Złotymi prawami twórczości, pozytywnie nastrajającymi już nie tylko czytelnika, ale i słuchacza. Ostatnia strona to już taki smaczek dla maniaków mojego pokroju - wymienienie twórców i utworów, które towarzyszyły autorce podczas pisania. Uwielbiam to!

Moja ocena: brak
Za książkę dziękuję autorce oraz wydawnictwu Helion.

literatura polska | recenzja | Dagmara Gmitrzak | literatura | recenzje książek
Dagmara Gmitrzak - trenerka rozwoju osobistego, socjolog, terapeutka reiki, dziennikarka. Ukończyła Instytut Stosowanych Nauk Społecznych na Uniwersytecie Warszawskim w tym trzyletnią specjalizację: pomoc społeczno-terapeutyczna, a także podyplomowe Dziennikarstwo na UW, trzyletnie szkolenie z muzykoterapii i psychodramy, kurs medytacji mindfullness, oraz liczne warsztaty pracy z ciałem i umysłem w Polsce, Chorwacji i Hiszpanii. Od dziesięciu lat prowadzi z sukcesem warsztaty rozwoju osobistego. Autorka pięciu książek z tej dziedziny.

Źródła: foto | opis

11 maja 2013

Pan Przypadek i trzynastka, Jacek Getner

Pan Przypadek i trzynastka, Jacek Getner
Wydawnictwo: Poligraf
Rok wydania: 2013
Stron: 202
Gatunek: detektywistyczna
Lubię czasem zatracić się w podszytych humorem historiach detektywistycznych, których bohaterów błyskawicznie obdarzam ogromną sympatią. Tak było właśnie w tym przypadku - tytułowego pana... Przypadka polubiłam od razu - bo troszczy się o starszą sąsiadkę, jest zabawny i bystry, a z ludźmi z otoczenia tworzy najdziwniejsze relacje.

Pan Przypadek i trzynastka stanowi pierwszy z zaplanowanych czternastu tomów przygód domorosłego detektywa - Jacka Przypadka. Jego literackie losy rozpoczynają się trzema krótkimi opowieściami, które łączą się w spójną całość. Swoim charakterem przypominają więc bardziej trzy odcinki serialu, aniżeli regularną powieść. To zaś sprawia, że czyta się te historie błyskawicznie, bez przestojów i z niesłabnącym zainteresowaniem.

Trzy opowieści zamieszczone w pierwszym tomie przygód młodego detektywa, dotyczą kolejno: kradzieży cennych malowideł, ukrycia ogromnego skarbu i przywłaszczenia sobie cudzego dzieła. Wszystkie trzy, oprócz samego Jacka Przypadka i osób z jego otoczenia, łączy jeden motyw. Motyw tytułowej trzynastki...

Mamy w tej książce do czynienia z całą plejadą barwnych osobowości - jest urocza staruszka o szerokich znajomościach, zakompleksiony policjant, ambitna dziennikarka śledcza, spore grono dziwacznych prawników, tajemniczy antykwariusz i całe mnóstwo młodych, chętnych pięknych kobiet. Całą tę ferajnę Jacek Getner postanowił uwikłać w sieć zabawnych i podszytych mnóstwem zagadek zdarzeń. A uczynił to tak wdzięcznie, że jego opowieść pochłania się błyskawicznie.

Co się tyczy samych historii, zagadek, zbrodni i wykroczeń, muszę przyznać, że nie zawsze byłam zaskakiwana. Autor podsuwa czytelnikowi pod nos całe mnóstwo tropów, które zawczasu informują go, jakie będzie rozwiązanie sprawy, nad którą przez kolejnych kilkadziesiąt stron głowił się będzie główny bohater. To może psuć nieco zabawę, bo w końcu mamy do czynienia z książką detektywistyczną, ale fakt jest taki, że z wielką przyjemnością obserwuje się poczynania tytułowego pana Przypadka i jego towarzyszy. I obraz ten byłby bliski ideału, gdyby nie irytujące literówki, które oczywiście nie rzutują na odbiorze samej historii, ale są po prostu... irytującymi literówkami.

Polecam Wam poznanie Jacka Przypadka, bo to urocza, barwna i inteligentna osobowość, ujmująca otwartym umysłem, poczuciem humoru i stosunkiem do świata. Jestem pewna, że niejednokrotnie Was zaskoczy, rozbawi i rozczuli. A jego przygody śledzić będziecie z zapartym tchem.

Moja ocena: 7,5/10
Za książkę dziękuję autorowi.

literatura polska | recenzja | Jacek Getner | literatura | recenzje książek

10 maja 2013

Sztuka uprawiana róż z kolcami, Margaret Dilloway

Sztuka uprawiana róż z kolcami, Margaret Dilloway
Oryginał: The Care and Handling of Roses with Thorns
Wydawnictwo: Wydawnictwo M
Rok wydania: 2013
Stron: 440
Gatunek: obyczajowa
Tu wszystko jest ciekawe - kreacje bohaterów, pomysł na fabułę, miejsce akcji, wplecenie w narrację ciekawostek medycznych i przyrodniczych, konfrontacja konserwatyzmu z młodzieńczą fantazją, połączenie humoru z nostalgią. Nawet tytuł okazuje się metaforyczny i zyskuje wiele znaczeń, a sam przekaz okazuje się niejednoznaczny i pełen mądrości. Przeszkodzić tej książce może jedynie nieprzyciągająca uwagi okładka i pewna (choć nieduża) dawka banału, ujawniająca się na kartach tej historii...

Główną bohaterką powieści Margaret Dilloway jest dobiegająca czterdziestki samotna, zgorzkniała i zamknięta w sobie nauczycielka biologii, z pasji zajmująca się hodowlą nietypowych odmian róż. Przewlekle chora na nerki Gal irytuje od pierwszej strony książki - brak jej dystansu i radości życia. To taka współczesna wersja Scrooge'a (a przynajmniej taki wizerunek samej siebie pielęgnuje wśród innych) - surowa dla uczniów i bliskich, obrażalska, zasadnicza, zdystansowana i mocno - no cóż - zacofana.

Gal niespiesznie rozkwita dopiero wtedy, gdy z przymusu zająć musi się wychowaniem piętnastoletniej siostrzenicy, Riley. Łaknąca ciepła, nieco zbuntowana i zagubiona dziewczyna powoli otwiera ciotkę na nowoczesny świat, sama odnajdując w sobie skrywane głęboko potrzeby i uczucia. Ich pełna nieporozumień i małych konfliktów relacja powoli zmienia się, a wraz z nią zmieniają się one.

Pięknie obserwuje się drogę, jaką wspólnie przebywają Gal i Riley. Kryje się w tym co prawda nieco patosu i banału, ale w łatwej do zaakceptowania dawce. Tym, co najważniejsze w Sztuce uprawiania róż z kolcami jest możliwość obserwacji wielkich przemian, zachodzących w człowieku; są pełne ciepła opowieści i dialogi; wreszcie - jest mądry przekaz, który wzrusza, zmusza do uśmiechu i porusza.

Historia opowiedziana przez Margaret Dilloway na długo zapada w pamięć. Kryje w sobie wiele optymizmu, otwiera na uczucia, wywołuje falę najróżniejszych emocji i uczy, by... nie odrzucać róży tylko dlatego, że ma kolce. Napisana jest sprawnie i zręcznie, na pewno trafi do serc wielu czytelników. Mnie uderzyła w sam środek. I na długo ze mną zostanie...

Moja ocena: 8/10
Za książkę dziękuję wydawnictwu M.


literatura amerykańska | recenzja | Margaret Dilloway | literatura | recenzje książek

9 maja 2013

Bez wstydu (2011) | Na desce (2011)

Bez wstydu
reż. F. Marczewski • Polska, 2011
Kiedy w szeroko reklamowanym polskim filmie pojawia się eteryczna Agnieszka Grochowska, wciąż obiecujący Mateusz Kościukiewicz i lubiany przeze mnie Maciej Marczewski, a zwiastun zapowiada pełen napięcia dramat psychologiczny, stawiam takiemu obrazowi poprzeczkę wysoko. Nietrudno w takich warunkach o rozczarowanie...

Bez wstydu to taki miszmasz podszyty chaosem - jednocześnie obserwujemy życie romskiej dzielnicy i problemy młodej Cyganki, wydawanej za mąż z przymusu, działalność neonazistowskich bojówek, kulisy życia politycznego, romans młodej kobiety z żonatym mężczyzną i fascynację histerycznego nastolatka, zakochanego w starszej siostrze. Dużo wątków, mało rozwinięć. W zasadzie nie wiadomo po co niektóre sceny zostały wplecione w fabułę - ktoś tu miał chyba dużo do powiedzenia, tylko zapomniał, że jeśli chce zmieścić się w osiemdziesięciu minutach, powinien niektórych słabo rozwiniętych pomysłów zarówno sobie, jak i widzom oszczędzić. Bo wychodzi słabo.

Sama historia mało przekonująca, a jedyne, za co można ją wyróżnić to dobrze dobrana obsada aktorska i wierne oddanie realiów życia w małym miasteczku. Za mało, żeby się zachwycić.

Moja ocena: 3,5/10

* * *

Na desce (Chalet Girl)
reż. P. Traill • Austria, Niemcy, UK, 2011
Nareszcie udało mi się znaleźć odprężenie przy lekkim, odmóżdżającym filmie, na który od dawna miałam ochotę. Skusiła mnie fabuła - połączenie motywów sportowych i miłosnych, sceneria - piękne austriackie ośnieżone szczyty i - przede wszystkim - obsada - Felicity Jones, którą pokochałam w Like Crazy, przeurocza Sophia Bush (One Tree Hill), wspaniały Bill Nighy (Piraci z Karaibów, To właśnie miłość) i jeden z najsmakowitszych kąsków na rynku - Ed Westwick, którego chyba nikomu przedstawiać nie trzeba.

Film jest lekki i zabawny, mocno osadzony w stereotypach i raczej banalny, ale jednocześnie naprawdę przyjemny w odbiorze. Nie oczekiwałam, że kolejna komedia romantyczna wybije się czymś na tle miliona innych, więc przeżyłam przyjemne zaskoczenie, kiedy okazało się, że wątki komediowe przeważają nad romansowymi, ze wszystkich stron nie wylewa się lukier, a w samej historii można się po prostu zatracić. To nic, że z góry wiadomo co się wydarzy, kto odniesie sukces, a kto upadnie - ta przewidywalność wcale nie stanowi wady Na desce. Jak przystało na lekką opowiastkę, nie zmusza ona do myślenia, wywołuje dużo uśmiechu i zachwyca piękną scenerią i świetną muzyką.

Idealna propozycja na leczenie smutków!

Moja ocena: 7/10

8 maja 2013

Switched at Birth

Minęły ponad dwa lata, odkąd ostatni raz prezentowałam Wam naprawdę godny uwagi serial (chodzi o Life Unexpected, którego emisję zakończono w styczniu 2011 roku). Przez ten czas opowiedziałam Wam o kilku ciekawych produkcjach, jakim poświęcam czas (m.in. we wpisie serialomania), ale dopiero niedawno trafiłam na równie ciepły, "normalny" i słodko-gorzki serial, jakim jest Switched at Birth, emitowany na kanale abc family. Zakochałam się w nim od pierwszego odcinka i błyskawicznie nadrobiłam wszystkie dotychczas nakręcone, niecierpliwie wyczekując kolejnych (zapowiadanych na czerwiec).

Czym kupili mnie twórcy Switched at Birth? Normalnością! Uwielbiam zatapiać się w rzeczywistości, która nie odbiega daleko od mojej. Uwielbiam świat, w który potrafię uwierzyć i bohaterów, z którymi mogłabym się zaprzyjaźnić. Wydarzenia przedstawione w Switched at Birth nie stoją w jednym szeregu z banałem czy przesadą. Są zadziwiająco prawdziwe i naturalne, a przy tym na tyle niezwykłe, że ani przez moment nie pozwalają się nudzić.

Cantona. Buntownik, który został królem, Philippe Auclair

Cantona. Buntownik, który został królem, Philippe Auclair
Oryginał: Cantona: The Rebel Who Would Be King
Wydawnictwo: Anakonda
Rok wydania: 2013
Stron: 430
Gatunek: biografia
Wiem, że dla wielu z Was sportowa biografia jest czymś, co z zasady należy omijać szerokim łukiem. Są jednak sytuacje, w których warto odłożyć na bok zniechęcenie i uprzedzenia po to tylko, by nie stracić okazji poznania absolutnie nietuzinkowej postaci. Artysty, buntownika, króla...

Koronowali go błyskawicznie, okrzyknęli bogiem, wielbili. Zanim doszło do jego futbolowej śmierci, przez czternaście lat był królem boiska. Albo się go kochało, albo nienawidziło. Ale nawet ci, których prawie pozbawił życia w walce, potrafili docenić to, jak wielką osobowością, jak niebywałym talentem i jak wspaniałym rzemieślnikiem był.

Choć spędził w Manchesterze United zaledwie pięć lat, by zakończyć futbolowy żywot będąc wciąż na szczycie, do dziś wysławiany jest nie mniej, niż legendy przywdziewające trykot Czerwonych Diabłów od ponad dwudziestu lat! Co takiego jest w tym człowieku, że świat padał mu do stóp? Ja wiem, bo kocham go od lat, a Wy dowiecie się, kiedy sięgniecie po Cantona. Buntownik, który został królem.

Źródło: michalpol.blox.pl

Książka Philippe'a Auclaira zadziwia obszernością, rzetelnością i bogactwem przytoczonych informacji. Fantastyczne jest to, że choć niejednokrotnie autor rozgrzesza Cantonę z wybryków, które wyolbrzymiała prasa, potrafi jednocześnie w ostrych słowach podsumować postawę piłkarza, który ciosem kung-fu powalił chamskiego kibica, opluł sędziego, poturbował kolegę z drużyny czy nazwał selekcjonera reprezentacji narodowej  „najgorszym trenerem świata, wartym tyle, co kawałek gówna”.

Był zawodnikiem nietuzinkowym, boiskowym rozrabiaką, mistrzem celnych podań i efektownych strzałów. Wyrósł na idola dzieciaków, futbolowy wzór i żywą legendę. Ale jednocześnie zawsze istniał poza sferą futbolu - nie tylko jako mąż, syn i brat, ale przede wszystkim jako artysta, malarz, ekscentryk. Kiedy nie grał - zabierał psy i sztalugi w plener. Albo z pełną powagą wygłaszał swoje złote myśli, uwiecznione na kartach futbolowej historii. Ot, choćby słynną "Kiedy mewy podążają za kutrem rybackim, robią to dlatego, ponieważ myślą, że ryby zostaną wrzucone wprost do morza", mającą stanowić wyjaśnienie jego haniebnego zachowania względem kibica rywali:

Źródło: kopsource.com

Cantona. Buntownik, który został królem stanowi publikację wyjątkową - autor oszczędził czytelnikom plotek, które nigdy nie miały odzwierciedlenia w rzeczywistości, w zamian oferując cały szereg zabawnych anegdot i mrożących krew w żyłach opowieści, relacji z najważniejszych meczów i historii opowiedzianych przez przyjaciół i współpracowników Króla Erica. Niejednokrotnie powołał się również na słowa samego Cantony czy opinie dziennikarzy i fanów piłkarza.

Kiedy sięgniecie po publikację Auclaira, może Was zaskoczyć brak zdjęć, dosyć nietypowy w przypadku biografii, ale myślę, że to paradoksalnie znakomicie wpisuje się w charakter opisywanej postaci. Tu liczą się tylko słowa. Obszerność tej publikacji zaspokoi nawet najbardziej wybrednych fanów, a znakomita treść zrekompensuje brak ewentualnych fotografii. Zresztą, po co nam one? Obraz króla i tak każdy ma przed oczami.

Kocham Erica Cantonę, mój ewentualny syn będzie nosił jego imię, dlatego możecie być pewni, że biografii idola postawiłam poprzeczkę szalenie wysoko. Po długiej, spokojnej lekturze jestem pełna podziwu dla pracy, jaką włożył Philippe Auclair w jej powstanie. Wraz z nim śmiałam się i płakałam, wiele razy będąc zaskakiwaną faktami, o których dotąd nie dyskutowano głośno. Cantona. Buntownik, który został królem to publikacja bogata, kompletna i rzetelna. Przykład biografii idealnej.

Moja ocena: brak
Za książkę dziękuję wydawnictwu Anakonda.


Przeczytaj inne wpisy opatrzone tagiem Manchester United oraz recenzję biografii Sir Alex Ferguson. 25 lat na szczycie.

* * *


Kupując tę książkę, wspierasz akcję pomocy dla Przemka Pełki - przemekpelka.pl

* * *

7 maja 2013

Kreatywa jest tylko jedna?

O rany, ileż ja zabierałam się za napisanie tego wpisu! Minęły długie dni, odkąd forumowicze z forum książkoholików namówili mnie do tego, bym zabrała wreszcie głos w sprawie, która elektryzuje zadziwiająco wielu z Was.

Nie wiem, jak to ująć, aby nie zostać źle zrozumianą, ale być może uda mi się przekazać to, co mam do przekazania za pomocą kilku krótkich, prostych słów.

Uwielbiam maile, jakie od Was dostaję. Codziennie znajduję ich w swojej skrzynce po kilka, przez co zdarza mi się odpisywać z mniejszymi lub większymi opóźnieniami. Zawsze cieszyła mnie każda wiadomość, każda możliwość wymiany poglądów, każda możliwość poznania Was, ale w ostatnim czasie otrzymuję tak wiele maili w stylu "Kreatywa jest tylko jedna", że po pierwsze - nie mam czasu na nie odpisywać, po drugie - nie mam na to siły. A po trzecie - coraz rzadziej uruchamiam program pocztowy w obawie, co też "nowego" tam znajdę.

Wyjaśnijmy więc sobie jedno - o ile ktoś nie kradnie moich tekstów i zdjęć (co zdarzało się już kilka razy, niestety), nie obchodzi mnie, czy ktoś organizuje u siebie podobne zapowiedzi, przeglądy filmowe, rankingi czy koła dyskusyjne albo wstawia identyczne tło w cytatach czy jeszcze coś innego. Ja nie mam na nie monopolu i nie zamierzam mieć, a jeżeli widzę, że ktoś w oparciu o "coś mojego" tworzy "coś własnego" to wyłącznie mnie to cieszy, bo rozwój naszej części blogosfery to najzwyczajniej w świecie nasz wspólny sukces. A wspólne sukcesy podbudowują i napędzają do działania.

Dlatego też, jeżeli chcecie do mnie pisać - śmiało, jestem otwarta na wszystkich. Ale za teksty w stylu: "ktoś napisał swoje własne top5/10/15 i podrabia cię", "ktoś ma identycznego blockquota jak ty", "ktoś zrobił zapowiedzi na ten tydzień w taki sam sposób jak ty" albo "kochana, dziewczyna przy swoich zapowiedziach użyła twojego wstępu - objechałam ją i postraszyłam sądem, jeśli nie poda źródła" naprawdę dziękuję. Będzie mi miło, jeżeli wszyscy sobie tego oszczędzimy :)

Udanego dnia!



Tutaj macie przykład wykorzystania mojego zdjęcia bez pytania [w dodatku ustawionego jako główna ilustracja piosenki]. Wybaczam tylko dlatego, że to bardzo ładny utwór i całkiem ładne skomponowanie "teledysku". Za czujność i poinformowanie mnie o tym dziękuję Miss Jacobs.

6 maja 2013

Peter Gabriel. Świat realny, świat sekretny, Maurycy Nowakowski

Peter Gabriel. Świat realny, świat sekretny, Maurycy Nowakowski
Wydawnictwo: Anakonda
Rok wydania: 2013
Stron: 319
Gatunek: biografie
Premiera: 15/05/2013
Gwiazdy sceny wydawnictwa Anakonda, to - obok Gwiazd sportu tego samego wydawnictwa - moja ulubiona seria książek, której wszystkie tomy konsekwentnie umieszczam na swej kolekcjonerskiej półce. Z wielką radością przyjęłam wieść o pojawieniu się w zapowiedziach dwóch genesisowych propozycji biograficznych - maj stoi więc pod znakiem genialnego Petera Gabriela, czerwiec - pod znakiem Phila Collinsa. Obok takich szlagierów w żadnym wypadku nie można przejść obojętnie.

Co cieszy mnie bardzo to to, że choć publikacja tyczy się gwiazdy światowego formatu, tym razem napisana została przez Polaka. Maurycego Nowakowskiego miałam okazję poznać przy okazji wyśmienitego Okrągłego przekrętu i już ta znajomość dała mi pewność, że zgłębianie życiorysu Petera Gabriela będzie dla mnie wspaniałą przygodą.

Spisanie losów tak niejednoznacznego, tajemniczego i małomównego człowieka musiało dla autora stanowić niemałe wyzwanie. Z tego też powodu Świat realny, świat sekretny ma dość osobliwy charakter - wiele tu dygresji i osobistych wtrąceń, jednoznacznie podkreślających emocjonalny stosunek autora do opisywanej postaci. Co ważne - emocjonalność ta wcale nie wyklucza obiektywizmu, dzięki czemu portret Gabriela nie jest odmalowany jednobarwnie, nudno i mdląco. Tam, gdzie trzeba postawę muzyka skrytykować, krytyka się pojawia, a pochwały nie przybierają formy peanów zachwytu. Maurycy Nowakowski zapoznaje nas ze swoim idolem, ale - co warte podkreślenia - robi to w sposób wyważony i rzetelny. Za to wielki plus.

Kolejnego plusa podarowałabym autorowi za interesującą analizę wszystkich piosenek, jakie pojawiły się w dorobku legendarnego wokalisty Genesis. Pozytywem w moich oczach jest również zachowanie odpowiednich proporcji w publikacji. Ani ciut plotkarskie fakty z życia prywatnego artysty, ani wspomnienia jego młodości, ani opowieści ze świata muzyki nie są dominującymi w tekście. Nie można odnieść wrażenia, że którąś ze sfer życia Gabriela Nowakowski pominął, zlekceważył lub specjalnie wyróżnił. To po prostu kompletne i odpowiednio wyważone kompendium wiedzy na temat wielkiego artysty, który lubi wymykać się schematom, zaskakiwać i zachwycać.

Świetna propozycja zarówno dla fanów Gabriela, jak i miłośników muzyki (i brytyjskości!) w ogóle. Wypatrujcie jej w księgarniach!

Moja ocena: brak
Za książkę dziękuję wydawnictwu Anakonda.


literatura polska | recenzja | Maurycy Nowakowski | literatura | recenzje książek

4 maja 2013

Kto wiatr sieje, Virginia C. Andrews

Kto wiatr sieje, Virginia C. Andrews
Oryginał: Seeds of Yesterday
Wydawnictwo: Świat Książki
Rok wydania: 2013
Stron: 462
Gatunek: horror gotycki, saga rodzinna
Cyklu Dollanganger chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Kwiaty na poddaszu zyskały niebywałą popularność na całym świecie, a kontynuujące serię Płatki na wietrze i A jeśli cienie dorównywały bestsellerowej pierwszej części wysokim poziomem. Kiedy czytałam tom trzeci, byłam pewna, że autorka zaserwowała czytelnikom apogeum cierpienia, obrzydliwości i okrucieństwa, jakie zawrzeć mogą się w jednej historii. Nie pomyliłam się. W Kto wiatr sieje co prawda tragicznych zdarzeń nie brakuje, jednak cały tom odznacza się niebywałą wręcz tandetą...

Nigdy nie sądziłam, że jedna z najbardziej interesujących serii, z jakimi przyszło mi się stykać w swym literackim życiu, może tak drastycznie zaniżyć poziom. Kto wiatr sieje wygląda jak naiwny scenariusz pierwszej lepszej telenoweli - patos i egzaltacja, nuda i brak logiki, naiwność i idiotyzm wprost wylewają się ze wszystkich stron tej powieści.

Zdaję sobie sprawę, że autorka bardzo efektownie i mądrze chciała zakończyć sagę Dollangangerów i dobre zakończenie naprawdę jej w tym pomogło, ale 462 strony tej powieści to o 400 za dużo. Fabuła zbudowana została wokół mało interesujących zdarzeń, stanowiących jedynie nędzne zapełniacze przestrzeni. Autorce zabrakło nawet pomysłu na nowe postaci, toteż wprowadziła do powieści dokładną kopię innych, wymyślonych w przeszłości bohaterów. Dlatego w Kto wiatr sieje zabrakło zaskoczeń i niezbędnego napięcia, tak charakterystycznego dla poprzednich tomów serii. Wynudziłam się więc przeokrutnie i mam nadzieję nigdy więcej do książki tej nie wracać...

Całą tę kupę absurdu ratuje jedynie solidne zakończenie. Resztę lepiej sobie odpuścić.

Moja ocena: 3/10
Za książkę dziękuję wydawnictwu Świat Książki.


literatura amerykańska | recenzja | Virginia C. Andrews | literatura | recenzje książek

Cleo Virginia Andrews (06 czerwca 1923 - 19 grudnia 1986 r.), znana lepiej jako VC Andrews Virginia C. Andrews. Urodziła się w Portsmouth, Virginia , a zmarła na raka piersi w wieku 63 lat. Andrews pisała powieści typu gotyckiego horroru i sagi rodzinnej, obracające się wokół rodzinnych tajemnic i zakazanej miłości. Jej najbardziej znane powieści to słynny bestseller Flowers in the Attic (1979). Jej powieści zostały przetłumaczone na francuski , włoski , niemiecki , hiszpański , holenderski , japoński , koreański , turecki , grecki , fiński , węgierski , szwedzki , portugalski i hebrajski i są porównywane do powieści Susan Hill , Gwen Hunter i Nora Roberts.

Źródła: foto | opis

2 maja 2013

Plan: żyć długo i szczęśliwie, Alisa Bowman

Plan: żyć długo i szczęśliwie. Jak ratowałam swój związek, gdy skończyła się bajka, Alisa Bowman
Oryginał: Project: Happily Ever After: Saving Your Marriage When the Fairytale Falters
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2013
Stron: 302
Gatunek: poradnik
Siedem lat temu podarowałam serce komuś, z kim za 100 dni wymienię się obrączkami. Wiele razem przeżyliśmy, wiele razem przeszliśmy, ale trwamy dzielnie i wierzymy, że będziemy "żyć długo i szczęśliwie". Alisa Bowman też w to wierzyła, jednak czas brutalnie zweryfikował jej plany i pokazał, że prędzej zapragnie zabić swojego męża, niż uda jej się osiągnąć z nim pełnię szczęścia.

Autorka przewertowała chyba wszelkie możliwe poradniki małżeńskie napotkane w księgarniach, udała się na terapię małżeńską, poprosiła o rady bliskich i znajomych i bacznie obserwowała zmiany zachodzące w niej i w jej mężu - Marku. Na podstawie swoich badań, przeżyć i obserwacji stworzyła poradnik Plan: żyć długo i szczęśliwie.

Ale! Warte podkreślenia jest to, że publikacja ta wcale nie przypomina typowego poradnika z bagażem złotych rad, sprawdzonych recept i uniwersalnych podpowiedzi. Książkę Bowman czyta się jak najprawdziwszą powieść - tak specyficznie jest bowiem zbudowana. Zaczyna się od silnego akcentu - Alisa snuje wizję uśmiercenia i pogrzebania męża, nie potrafi zwalczyć piętrzących się problemów i - za czyjąś radą - postanawia wdrożyć kilkumiesięczny program ratowania małżeństwa. Tutaj właśnie zaczyna się "właściwa opowieść" - historia życia Alisy i jej relacji z mężczyznami, a później historia miłości Alisy i Marka od pierwszej rozmowy po... odnowienie przysięgi małżeńskiej. To właśnie na podstawie odniesień do własnego życia autorka wskazuje największe problemy i najczęstsze błędy popełniane w związkach. A także delikatnie podpowiada, jak można się z nimi rozprawić.

Alisa jest mówcą naprawdę znakomitym - jej książkę czyta się szybko i lekko, urzeka ona zarówno humorem, jak i mądrością. Najważniejsze porady wyróżnione są graficznie, a samą publikację zamyka wywiad z autorką, lista pytań dla małżeństw i... członków klubów książki, bibliografia, spis porad od czytelników oraz lista "dziesięciu kroków do szczęścia w małżeństwie", czyli solidny skrót wszystkiego tego, co Alisa Bowman zapragnęła przekazać w swoim poradniku.

Nie umiem zweryfikować czy wizja ratowania małżeństwa, jaką przedstawia amerykańska bestsellerowa pisarka jest rzeczywiście trafna, ale faktem jest, że wiele z proponowanych przez nią rozwiązań naprawdę przypadło mi do gustu. Wbrew pozorom - choć dzieli nas wiek, pochodzenie czy status społeczny, nas i nasze związki łączy zadziwiająco wiele. Cóż, chyba właśnie w tym kryje się niebywała popularność tego poradnika (i innych publikacji tego typu) - problemy miłosne są po prostu zabójczo uniwersalne...

Zachęcam Was do lektury, nawet jeśli wydaje Wam się, że ten temat Was "nie dotyczy" - wierzcie mi, są takie kwestie, które dotyczą... każdej z nas.

Moja ocena: brak
Za książkę dziękuję wydawnictwu Znak.


literatura amerykańska | recenzja | Alisa Bowman | literatura | recenzje książek

1 maja 2013

Potyczki z Freudem, Tomasz Stawiszyński

Potyczki z Freudem, Tomasz Stawiszyński
Wydawnictwo: Carta Blanca
Rok wydania: 2013
Stron: 312
Gatunek: psychologiczne
Psychiatria i psychologia od dawna znajdują się w obszarze moich zainteresowań, dlatego też z ogromną ciekawością podeszłam do publikacji o niezwykle przewrotnym tytule Potyczki z Freudem licząc na ciekawą i inspirującą polemikę. Miałam już zresztą okazję spotkać się z tekstami Tomasza Stawiszyńskiego i pewna byłam jednego - że książkę tę będzie się naprawdę dobrze czytać.

I rzeczywiście tak było. Bo to taka psychologia dla przeciętniaków - skumulowane teorie przedstawione w przystępnej, nietrudnej do przyswojenia formie, okraszone licznymi anegdotami i odniesieniami do literatury popularnej i filmu. Na tym polu publikacja naprawdę świetnie się prezentuje, bo nie przygniata fachowym nazewnictwem i trudnymi do zrozumienia naukowymi teoriami. Znacznie gorzej wypada treść sama w sobie...

No dobrze, można za pośrednictwem jednej książki przekreślić wszystkie dokonania Freuda, Junga i reszty, ale czy będzie to przekonujące dla czytelnika? Nie sądzę. Odniosłam wręcz wrażenie, że autor naczytał się wywrotowych teorii Jamesa Hillmana i to na nich oparł swoje eseje, od samego siebie dodając niewiele (choć cieszą mnie odniesienia do rodzimego podwórka). Lubię kontrowersyjne wchodzenie w polemikę, lubię niepoddawanie się schematom i przeciwstawianie się nawet tym największym nazwiskom, ale tylko wtedy, jeżeli ma się w zanadrzu teorie równie silne i równie solidne, a nie jedynie rewolucyjne, oparte na czymś, co taki Freud uznałby zaledwie za zalążek prawdziwych badań.

Ale! Nie czuję się na tyle godna, aby wtrącać swoje trzy grosze w dziedzinie, w której sama nie jestem ekspertem, więc na pewno do lektury zniechęcać Was nie mam zamiaru. Szczególnie, że rozpiętość tematyczna zagadnień, po które sięga autor jest naprawdę szeroka, toteż na pewno każdy z Was znajdzie dla siebie przynajmniej kilka tekstów w tym zbiorze, z którymi zgodzi się i wśród których doskonale się odnajdzie. Tak przynajmniej było w moim przypadku.

Moja ocena: 6/10
Za książkę dziękuję wydawnictwu PWN.