29 kwietnia 2013

Look, Sophia Bennett

Look, Sophia Bennett
Oryginał: The Look
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania: 2013
Stron: 360
Są książki, które muszą kończyć się tak, jak chcemy. Których zadaniem jest niesienie radości i nadziei, zapewnianie kilkugodzinnej rozrywki i wlewanie optymizmu w serca czytelników. To może wydawać się proste i banalne, ale jeżeli jednocześnie odznacza się niesamowitym urokiem, nie mogę nie być zachwycona. Look Sophii Bennett jest taką właśnie książką - zachwycającą w swojej prostocie i urzekającą oczywistością przekazu.

Przyjaźń, pierwsza miłość, codzienne problemy... i szczypta marzeń - takim hasłem opatrzona jest seria Niebieskie migdały wydawnictwa Egmont. Wydawać by się mogło, że w moim wieku nie wypada już ulegać takim historiom, ale ja wciąż pozostaję pod wielkim wrażeniem opowieści Sophii Bennett...

Główną bohaterką Look jest nastoletnia Ted - pełne kompleksów dziewczę, żyjące w cieniu ślicznej siostry, Avy. Przychodzi taki dzień, w którym skryte (a wręcz - dotąd nieuświadomione) marzenia brzydkiego kaczątka urzeczywistniają się - to Ted zostaje wypatrzona na ulicy, to przed Ted otwierają się drzwi kariery, to Ted ma szansę przeżyć przygodę życia. Droga na szczyt jest jednak wyboista - zwłaszcza, jeżeli jest się bardzo podatną na wpływy i niepewną siebie. A do tego, jeżeli stara się żyć normalnie w towarzystwie chorującej na nowotwór siostry.

Dzięki nie do końca łatwej tematyce oraz wyjątkowo prawdziwej kreacji brutalnego świata modelingu, Look staje się czymś więcej, niż tylko banalną historyjką dla nastolatek, w której obowiązkowy jest kicz i happy end. Sophia Bennett zadbała o autentyzm swojej opowieści, zawierając w niej dużą dawkę  mądrości, humoru, nadziei i inspiracji, jednocześnie nie zalewając czytelnika zbędnym patosem i lukrem. Dlatego Look uznaję nie tylko za dobrze napisane czytadło, ale przede wszystkim za piękną, mądrą i ciekawą powieść, która na długi czas utkwi w moim sercu.

Oby więcej takich lekkich i uroczych historii! Mam nadzieję, że któregoś dnia ktoś przeniesie ją na ekran. Byłoby wspaniale.

Moja ocena: 8,5/10
Za książkę dziękuję wydawnictwu Egmont.

25 kwietnia 2013

Kochanowo i okolice, Przemek Jurek

Kochanowo i okolice, Przemek Jurek
Wydawnictwo: Anakonda
Rok wydania: 2013
Stron: ok. 350
Gatunek: społeczno-obyczajowa, komediowa
Premiera: maj 2013
Let's rock and roll!

Jakże fajne jest to, że nagle niezamierzenie sięgasz po książkę o której niewiele wiesz, a która okazuje się czymś miłym, wyjątkowym, frapującym i urzekającym. Kochanowo i okolice może nie przyciąga uwagi nazwiskiem autora czy samym tytułem, ale pod tą niepozorną kurtyną kryje się coś naprawdę wartego uwagi. I ja Wam dzisiaj o tym opowiem!

Rzecz dzieje się w malowniczej wiosce, gdzieś w Kotlinie Kłodzkiej. Narrator powieści - Marcin - przeplata ze sobą wspomnienia z dzieciństwa i młodości z opisem aktualnych wydarzeń. Historie te elegancko zazębiają się ze sobą, bowiem osią całej opowieści jest działalność marcinowej kapeli deathmetalowej - Exterminatora. Raz spoglądamy na nią z dzisiejszej perspektywy, kiedy jej członkowie - w wyniku splotu dziwnych zdarzeń - muszą grać "ugrzeczniony pseudometal" na wiejskich festynach, innym razem zaglądamy w daleką przeszłość - tam na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych rodziły się i rozwijały muzyczne fascynacje członków grupy Exterminator. Gdzieś w tle przewijają się jeszcze wątki polityczne i społeczne, szkolne wspomnienia czy dziecięce marzenia, ale przeważającą część Kochanowa stanowią opowieści z muzyką w tle. O tym, jak nagrywało się kawałki z radia na kaseciaki, o tym, jak wymieniało się plakatami, zdobywało pierwsze płyty, uciekało z domu na koncerty i podrywało dziewczyny na gitary. Jest lekko, wesoło i nostalgicznie.

Ale, ale! Powieść Jurka to nie tylko prosta historyjka o komediowym zabarwieniu. Można się przy niej porządnie uśmiać, ale również parsknąć ze zgrozą czy podumać. Za całą tą lekką opowieścią o grupie ambitnych metalowców w średnim wieku kryje się coś więcej. Nie brak tu wątków poważnych, zmuszających do refleksji czy stawiania niełatwych pytań i poszukiwania jeszcze trudniejszych odpowiedzi.

Historia Marcina, jego ekipy, rodziny, sąsiadów i znajomych zmusza do zastanowienia się nad tym, ile jesteśmy w stanie zrobić dla godnego życia; ile znaczy dla nas "mała ojczyzna"; jaki wpływ na przyszłość człowieka ma to, w jakim środowisku się wychowywał; ile z dziecka i jego pragnień zostaje w nas w późniejszych latach czy jak wiele znaczy męska przyjaźń. Ta historia to również ciekawe spojrzenie na dokonujące się w Polsce zmiany - począwszy od lat osiemdziesiątych, na dniu dzisiejszym skończywszy. A przede wszystkim - prawdziwa kopalnia muzycznej wiedzy i udana satyra na wiejskie życie społeczno-polityczne. Że ciekawie opowiedziana, dobrze napisana i odznaczająca się humorem na poziomie - dodawać już nie trzeba.

Oj, jest się w czym zatracić!

A zatracą się na pewno wszyscy ci, którzy kochają dobry humor, dobrą literaturę, dobrych ludzi, dobrą muzykę i... zespół Kombi. Ach! I jeszcze wszyscy ci, którzy z nostalgią wspominają dorastanie w czasach, w których nie było komputerów, nie było DVD, a dwadzieścia godzin na dobę spędzało się z kumplami na podwórku.

Moja ocena: 8,5/10

PS. Warto dodać, że Anakonda przyszykowała dla czytelników nowe wydanie Kochanowa, które w przeszłości zebrało parę entuzjastycznych recenzji i wystawiane jest na deskach kilku teatrów (choć ja uważam, że to świetny materiał na film). Bardzo się cieszę, że po tym, jak poprzedni wydawca Przemka Jurka zwinął działalność, pojawiło się wydawnictwo, które jego powieść chce wypromować na nowo.


literatura polska | recenzja | Przemek Jurek | literatura | recenzje książek

23 kwietnia 2013

Rocznica ślubu!

Kochani, dzisiaj 23 kwietnia, data szczególna dla naszej części blogosfery, bo związana ze Światowym Dniem Książki, ale jeszcze bardziej szczególna dla mojej rodziny, bowiem przypominająca o tym, że dokładnie trzydzieści lat temu moi rodzice powiedzieli sobie sakramentalne "tak". Piszę o tym nieprzypadkowo, bo oprócz tego, że i z tego miejsca pragnę złożyć im najserdeczniejsze życzenia, chciałabym opowiedzieć Wam o tym, jaki prezent dla nich wybrałam. Myślę, że wielu z Was naprawdę zechce przyjrzeć mu się bliżej :)

Był pyszny tort, były stosowne świeczki i było wyśmienite wino. A do tego... nietypowa gazeta:


Kiedy szukałam odpowiedniego prezentu - w miarę niedrogiego, oryginalnego i zabawnego, natrafiłam na stronę gazetomania.pl, gdzie odkryłam możliwość stworzenia spersonalizowanej gazety na przeróżne okazje. Błyskawicznie przygotowałam projekt pierwszej strony, na której znalazł się artykuł (najdłuższa część zabawy - żeby wszystko miało "ręce i nogi" trzeba dostosować się do limitu znaków) i ślubne zdjęcie. Co najciekawsze - kurier z przesyłką (egzemplarz gazety do przeglądania + gazeta w mahoniowej ramie) przyjechał już na drugi dzień.

Okrutnie byłam szczęśliwa, widząc zaskoczone miny rodziców, kiedy razem z narzeczonym wręczaliśmy im tort i gazetę (miało to miejsce już kilka dni temu, przez wzgląd na rodzinne rozjazdy). Egzemplarz w ramie zajął już honorowe miejsce na ścianie, a ja mam mnóstwo radości, kiedy rodzicielka w kółko do niego podchodzi i uśmiecha się. Ale! Największą rozrywkę i tak gwarantuje reakcja mojego brata. Udało nam się przekonać go, że w dniu dzisiejszym gazeta rzeczywiście pojawi się w kioskach i rozdawana będzie na ulicach. Ponieważ w artykule napomknęłam o jego donżuańskich podbojach, ma chłopak prawo trochę się postresować, że różne przemiłe dziewczęta o nich przeczytają i nie będą zadowolone ;)

Bardzo się cieszę, że udało mi się wymyślić nietypowy prezent, który pozostanie w naszym domu na lata. Taka gazeta to naprawdę prześwietna pamiątka. W dodatku pasuje na wiele okazji, bo namierzyłam tam takie działy, jak prezent na 40 urodziny, prezent na rocznicę ślubu, prezent na wieczór na panieński, prezent dla nauczyciela czy prezent na 50 urodziny. A najbardziej ujęły mnie przedstawione tam historie tych, którzy otrzymali gazetę w prezencie. Np. opowieść o lekarzu, którego wkręcano, że został powołany na wiceministra zdrowia. Jak widać - pole do popisu jest ogromne. Ja już mam kilka pomysłów, jak mogłabym obdarować niektórych przyjaciół czy członków rodziny :)

Gazetomania.pl - zajrzyjcie i znajdźcie coś dla siebie. Miłej zabawy!

19 kwietnia 2013

Alfred Hitchcock. Nieznana historia "Psychozy", Stephen Rebello

Alfred Hitchcock. Nieznana historia "Psychozy", Stephen Rebello
Oryginał: Alfred Hitchcock and the Making of Psycho
Wydawnictwo: SQN
Rok wydania: 2013
Stron: 336
Gatunek: biografie i wspomnienia
Zacznę od szczerego wyznania. Nie oglądałam Psychozy. Kojarzę, rzecz jasna, kultową scenę prysznicową, kojarzę wielką postać reżysera, ale do niedawna (tj. do czasu sięgnięcia po Nieznaną historię "Psychozy"), nie miałam pojęcia, jak ów film wyglądał i jak bardzo zrewolucjonizował świat kina.

Ale teraz już wiem, bo Stephen Rebello przygotował fenomenalny przewodnik po świecie Alfreda Hitchcocka i jego "pierwszego szokera".

Opowieść Rebello zaczyna się w świecie rzeczywistym - w pewnym spokojnym miasteczku odkryty zostaje szereg okrutnych zbrodni. Strzępki obrzydliwych wieści docierają do uszu Roberta Blocha, który postanawia w oparciu o nie stworzyć historię całkiem przeciętnego człowieka, przejawiającego psychopatyczne skłonności. Kiedy prawda o dokonaniach Eda Geina obiega kontynent, powieść Blocha jest już na ukończeniu, a autor uświadamia sobie, jak wiele łączy jego bohatera i rzeczywistego mordercę. Jak doskonale wczuł się w jego psychikę, jak genialnie oddał jego świat...

I wtedy zaczyna się psychoza.

Tym, że Hitchcock chce zekranizować powieść Blocha zszokowane jest całe środowisko. Przed wielkim reżyserem wyrasta szereg przeszkód - od niewiary współpracowników, przez niewielki budżet, po problemy natury technicznej, jak np. znalezienie odpowiedniego scenarzysty czy skompletowanie obsady. Ale Hitch nie poddaje się i kontynuuje historię rozpoczętą przez działania Geina i opowieści Blocha.

I wtedy rusza operacja "Psychoza".

Rebello niezwykle szczegółowo przedstawia poszczególne etapy powstania filmu - od preprodukcji i zdjęć, przez postprodukcję, aż po wejście na ekrany kin i to, co z kultowego obrazu pozostało po dziś dzień w światowej kinematografii. Jego opowieść obfituje w anegdoty i ciekawostki, zawiera wszelkie niezbędne szczegóły techniczne, a przy tym napisana jest lekko i z polotem, dzięki czemu pochlania się ją błyskawicznie.

Dzięki sięgnięciu do wielu źródeł i dzięki rozmowom z samym Hitchcockiem, Rebello stworzył bogatą opowieść, wychodzącą poza plan produkcji. Poznajemy tu bliżej samego reżysera i jego świat, poznajemy bliżej amerykańską rzeczywistość przełomu lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych oraz przyglądamy się bliżej temu, czego na ekranie nie widać, a co potrafi być równie fascynujące i ciekawe.

"Psychoza" na zawsze naznaczyła życie Alfreda Hitchcocka oraz wszystkich tych, którzy z filmem byli związani. Jak pokazała przyszłość - wpłynęła również na fascynatów kina i innych twórców filmowych. Okazała się rewolucyjna i - mimo całej gamy niedociągnięć i problemów - kultowa. Jej podręcznik - Nieznana historia "Psychozy" to książka, po którą koniecznie trzeba sięgnąć. W grupie publikacji okołofilmowych zdecydowanie staje na czele.

Moja ocena: brak
Za książkę dziękuję sklepowi internetowemu merlin.pl, kupicie ją tutaj.


literatura amerykańska | recenzja | Stephen Rebello | literatura | recenzje książek

18 kwietnia 2013

Prowincja pełna smaków, Katarzyna Enerlich

Prowincja pełna smaków, Katarzyna Enerlich
Wydawnictwo: MG
Rok wydania:
Stron: 256
Gatunek: obyczajowa
Być może wyjdę na kompletną ignorantkę, ale Katarzyna Enerlich była mi dotąd postacią nieznaną. Oczywiście, nazwisko tu i ówdzie migało mi przed oczami, ale z literaturą tej pani nie miałam nigdy do czynienia, toteż nie mogłam mieć pojęcia, że książka, po którą sięgnęłam, stanowi czwartą część cyklu Prowincja pełna marzeń. Ale, ale! Już po pierwszych stronach wiedziałam co się święci, bowiem autorka dosyć zgrabnie otworzyła swoją historię garścią wspomnień z poprzednich lat życia Ludmiły, głównej bohaterki cyklu. Te i inne wspominki pomogły mi bezproblemowo przepłynąć przez tę opowieść - ani na moment nie musiałam przystawać, by z irytacją snuć domysły odnośnie do tego, co też mogło wydarzyć się w poprzednich częściach historii. Dzięki temu z powodzeniem może sięgnąć po tę powieść każdy, kto jeszcze nigdy z twórczością Enerlich nie miał do czynienia.

Prowincja pełna smaków to powieść lekka i barwna, przepełniona smakami i aromatami, oddająca hołd tytułowej prowincji, Mazurom i ludziom. Gdzieś w tło zręcznie wplecione zostają przepisy kulinarne, regionalne opowieści, historyczne nawiązania i anegdoty ze świata rzeczywistych ludzi i rzeczywistych miejsc. To wszystko sprawia, że powieść Enerlich jest jednocześnie piękna i głęboka, lekka i przyjemna, a przede wszystkim wyjątkowo ciepła i autentyczna. Od pierwszych stron miałam ochotę przymknąć oczy, wychylić twarz do słońca i przenieść się tam, do świata Ludmiły, gdzie gotuje się pyszny rosół, uśmiecha do sąsiadów, zgłębia rodzinne sekrety i oddycha świeżutkim powietrzem...

Być może to wpływ odradzającej się wiosny, być może specyficzne nastroje, w jakie ostatnio popadam, ale wyjątkowo dobrze przyjęłam ogromną dawkę sielskości, jaką w Prowincji zaserwowała Katarzyna Enerlich. Mamy tu do czynienia z pięknymi miejscami i wspaniałymi ludźmi, mnóstwem dobra i ciepła, zalewem smakowitości i uroku. Problemy gładko się rozwiązują, ludzie prędko godzą i nawet dramaty błyskawicznie obracają się w pozytywy. To może trochę przeszkadzać, bo w książce dzieje się wiele, ale też każda sytuacja dosyć szybko zostaje rozwinięta i zakończona. Ogrom wątków z Prowincji zasługuje na obszerniejsze i dokładniejsze przedstawienie. Być może straciłaby na tym dynamika utworu, ale za to czytelnik na dłużej mógłby zatopić się w tym świecie. A tak, jest prosto i lekko, a powieść pochłania się w jeden poranek...

Moja ocena: 7/10
Za książkę dziękuję sklepowi internetowemu merlin.pl, kupicie ją tutaj.


literatura polska | recenzja | Katarzyna Enerlich | literatura | recenzje książek

Piąta Aleja, piąta rano, Sam Wasson

Piąta Aleja, piąta rano, Sam Wasson
Oryginał: Fifth Avenue, 5 A.M. Audrey Hepburn, Breakfast at Tiffany's, and the Dawn of the Modern Woman
Wydawnictwo: Świat Książki
Rok wydania: 2013
Stron: 255
Gatunek: wspomnienia
Nie wiem, na ile odnosi się to do Waszej sytuacji, ale ja zasadniczo uważam, że wśród miłośników kina ogromny entuzjazm wzbudzają wszelkie ciekawostki zza kulis. To, czego nie zarejestrowały kamery, często okazuje się równie fascynujące, jak to, co ostatecznie podziwiamy na ekranie. Tym większą ciekawość wzbudzają takie pozaekranowe ciekawostki, które dotyczą czegoś, co naprawdę kochamy.

A ja kocham Audrey Hepburn i jej fenomenalne Śniadanie u Tiffany'ego.

Piąta Aleja, piąta rano Sama Wassona to wyjątkowo bogata opowieść o świecie bodaj najsłynniejszego filmu pięknej Audrey. Przeczytacie tutaj nie tylko o tym, jak go kręcono i co działo się na planie, ale również o prywatnym życiu aktorów i twórców. O tym, jak na Śniadanie reagowano i z jakimi przeszkodami musiano się zmierzyć, by "film o prostytutce", przekonał do siebie samą Hepburn i całą Amerykę.

Najciekawsze fragmenty Piątej Alei dotyczą jednak nie Audrey i nie produkcji filmu, a Trumana Capote'a - autora powieści, na podstawie której ów film nakręcono. Jego lęki i marzenia, inspiracje i fakty z życia są tak barwne i interesujące, że nie sposób przejść obok nich obojętnie. Z wielką chęcią zapoznałabym się z jakąś bardziej obszerną biografią tej ultraciekawej postaci...

Jak można się było spodziewać, w książce Wassona na pierwszy plan wysuwa się przede wszystkim Audrey Hepburn. Nie mamy tu do czynienia z dokładnym i przebogatym biogramem, ale faktem jest, że w bardzo przystępnej i skondensowanej formie przedstawiono tu wszystkie najważniejsze wydarzenia z życia aktorki (zarówno prywatnego, jak i zawodowego). Co ważne - są one bardzo subtelnie wplecione w opowieść, dzięki czemu nie można odnieść nieznośnego wrażenia, że czytamy encyklopedyczną notatkę. Piąta Aleja, piąta rano to raczej zbiór pięknie opowiedzianych ciekawostek i historyjek, który pochłania się błyskawicznie i który na długo pozostaje w pamięci czytelnika.

Zachęcam do lektury!

Moja ocena: brak
Za książkę dziękuję wydawnictwu Świat Książki.


literatura amerykańska | recenzja | Sam Wasson | literatura | recenzje książek

17 kwietnia 2013

Slash. Rockowy dom wariatów, Paul Stenning

Slash. Rockowy dom wariatów, Paul Stenning
Oryginał: Slash: Surviving "Guns N' Roses", "Velvet Revolver" and Rock's Snake Pit
Wydawnictwo: Anakonda
Rok wydania: 2013
Stron: 230
Gatunek: biografia
Slash (właśc. Saul Hudson) to postać, której fanom muzyki przedstawiać nie trzeba. Uważany za jednego z najlepszych gitarzystów heavymetalowych wszech czasów, najbardziej charakterystyczne ogniwo formacji Guns N' Roses, postać o niebywałej biografii i pełnym skrajności charakterze. Cylinder, długie loki i nieodłączny Jack Daniel's w dłoni. Oto cały on.

Wydawnictwo Anakonda w serii "Gwiazdy sceny" w zdumiewającej oprawie przedstawia ultraciekawe biogramy największych muzycznych osobowości - Martin Gore, Whitney Houston, Dave Gahan, Metallica, Robert Smith, a wkrótce również Dave Grohl czy Peter Gabriel. Na tle dotychczas wydanych biografii Rockowy dom wariatów nie wypada jednak tak okazale, jak można by się spodziewać...

Nie, biografia Slasha nie okazała się dla mnie rozczarowaniem. Czytałam ją z wielką przyjemnością, raz po raz chłonąc co ciekawsze fakty z życia muzyka. Należę zresztą do tych rozumnych i tolerancyjnych, którzy doskonale wiedzą, że w jednej książce złożonej osobowości człowieka i całej jego barwnej biografii zmieścić się nie da. Zachwycić jednak się nie dałam, a składają się na to dwa powody - drobne błędy, utkane tu i ówdzie oraz - co najbardziej znaczące - nieprzyjemne pióro Paula Stenninga.

Autor wielu interesujących biografii tym razem dał ciała. Za wszelką cenę stara się pozować na luzaka - z tego powodu w Rockowym domu wariatów natkniecie się na sporo przekleństw i kolokwializmów, a całość odczytacie raczej jako pijackie zwierzenia zaślepionego fana, aniżeli solidną pozycję biograficzną.

Nie można jednak Stenningowi odmówić rzetelności - nakreślony przez niego portret Slasha jest wielobarwny, bogaty i niejednoznaczny. Autor nie stara się wybielać swojego bohatera, ale też każdą jego słabość traktuje wyjątkowo pobłażliwie, a więc narkotyczne czy alkoholowe ekscesy gitarzysty przedstawia raczej jako mniej lub bardziej zabawne anegdoty, aniżeli problem, któremu warto poświęcić dłuższą chwilę.

Podoba mi się za to przytoczenie przez Paula Stenninga wielu dotąd niepublikowanych faktów z życia Slasha, a także przedstawienie nawet tych mniej znaczących projektów, jakie były jego udziałem. Dzięki temu uznać można Rockowy dom wariatów za dość bogatą propozycję, choć i tu pojawia się pewne "ale" - wiele historii ma charakter zaledwie krótkich wspominek, maleńkich zajawek. Ale taka pobieżność to w tym gatunku raczej norma - tego typu książki mogłyby być spisane na tysiącach stron, a i tak czytelnikom zawsze byłoby "mało".

Slash. Rockowy dom wariatów to pozycja niedoskonała, pozostawiająca spory niedosyt, ale jednocześnie zachwycająca w swej oprawie i interesująca na poziomie treści. Obowiązkowa na półkach wszystkich miłośników dobrych brzmień i kolekcjonerów publikacji biograficznych.

Moja ocena: brak
Za książkę dziękuję wydawnictwu Anakonda.


literatura angielska | recenzja | Paul Stenning | literatura | recenzje książek

Książka przeczytana w ramach wyzwania 'Pod hasłem'.

13 kwietnia 2013

Honey 2 (2011)

Honey 2
reż. B. Woodruff • USA, 2011
Do filmów tanecznych i muzycznych (lub taneczno-muzycznych) mam słabość wręcz niebywałą. Doskonale zdaję sobie sprawę, że opierają się na tych samych wątkach - bieda i konflikty z prawem + taniec, jako ratunek od zejścia na dno, ale nie dbam o to. Dobra muzyka, ciekawe pokazy taneczne, młodzi i świeży aktorzy - takie połączenie działa na mnie tak dobrze, że wszystko inne schodzi na plan dalszy.


Honey 2 w tytule i miejscu akcji nawiązuje do klasyka gatunku - Honey z roku 2003, w którym przepięknie prezentowała nam się Jessica Alba. Nowa wersja, z Kateriną Graham na pokładzie, na pewno swojemu pierwowzorowi nie dorównuje. O ile warstwa fabularna czy taneczna stoi na wysokim poziomie, o tyle "aktorstwo" Graham naprawdę potrafi skrzywdzić wzrok, psychikę i nastrój widza. Myślałam, że po prostu nie lubię jej postaci z Pamiętników wampirów, ale kolejna rola w jakiej ją widzę udowadnia, że to z samą aktorką ewidentnie "coś jest nie tak". Jej mimika, nienaturalność, drętwość i mizdrzenie do kamery wypadają nie tylko słabo i nieprzekonująco, ale przede wszystkim żałośnie.

Źródło: filmweb.pl

Ponieważ jednak filmy tego typu mają dostarczać przede wszystkim rozrywki i służą do słuchania i/lub oglądania, a nie do myślenia, starałam się wyłączyć negatywne emocje i cieszyć samą akcją, podziwiając efekty widoczne na ekranie i zasłuchując się w znakomitą ścieżkę dźwiękową. Dzięki temu spotkanie z Honey 2 uważam za bardzo udane. Nawet, jeśli kilka wątków zostało napoczętych i pozostawionych bez rozwiązania...

Jeżeli lubujecie się w filmach tanecznych, z pewnością przeżyjecie miłe chwile z tą produkcją. Jest barwna, ciepła, niegłupia i efektowna. Do tego porywa do tańca, wywołuje uśmiech na twarzy i przyjemnie buja. Czego chcieć więcej?

Moja ocena: 7/10

10 kwietnia 2013

Top 10: ulubione gwiazdy kina

top 10 kreatywa

Dawno nie rankingowaliśmy - w uzupełnianiu bazy spore zaległości, w wymyśleniu nowych topek również, warto więc wrócić do zabawy z przyjemnie luźnym tematem, dotyczącym ulubionych gwiazd kina. Podział dowolny - możecie przedstawić 10 kobiet i 10 mężczyzn, 10 gwiazd polskich i 10 zagranicznych itd. itd. Sama dziś przedstawiam dwie zagraniczne piątki [mężczyzn i kobiet] + mały bonus :)

9 kwietnia 2013

Mieć siedem lat, Alexander McCall Smith

Mieć siedem lat, Alexander McCall Smith
Oryginał: The Importance of Being Seven
Wydawnictwo: Muza
Rok wydania: 2013
Stron: 296
Gatunek:powieść środowiskowa
Prawie rok bez mieszkańców Scotland Street! Tak długo nie gościłam w cudownym Edynburgu, a tak nieznośnie szybko minęło mi kolejne spotkanie z Bertiem, Domenicą, Matthew i całą resztą ferajny. Panie McCall Smith, dlaczego tak krótko?

Co spotkamy w szóstym tomie historii mieszkańców (byłych i obecnych) pewnej uroczej szkockiej kamienicy? Jak zwykle - wiele! Matthew i Elspeth rozkoszują się małżeńskim życiem i stanem błogosławionym, Irene coraz gorzej znosi uwagi na temat podobieństwa swojego dziecka do pewnego psychoanalityka, Domenica i Antonia stają do walki o serce jednego mężczyzny, Cyril zapracowuje na włoskie ordery, a Bertie spełnia swoje maleńkie marzenia. Za wyjątkiem tego, by mieć wreszcie siedem lat...

Kiedy za oknem śnieg i szarówka, miło przenieść się myślami gdzieś, gdzie świeci słońce, dzieci gaworzą, młodzi karmią się miłością, a starsi doganiają marzenia z młodzieńczych lat. Alexander McCall Smith kolejny raz zabiera nas w podróż po barwnej Szkocji, jednocześnie oferując coś ekstra - gorąco i urok Toskanii! Możecie się więc domyślać, że znów jest smacznie, ciekawie i emocjonująco. To dobry i sprawdzony lek na chandrę, polecam!

Bardzo miłą okazała się być dla mnie lektura Mieć siedem lat, bowiem wreszcie doczekałam się, by mój ulubiony bohater - mały Bertie - zaznał odrobiny wolności i normalności. Jeżeli też przepadacie za tym uroczym dzieciakiem (a jestem pewna, że tak jest, bo kocha go cały świat), możecie być spokojni - tym razem czeka go wiele dobrego. A Was, z kolei, wiele interesującego. Bo śledzenie przygód jego i jego niezwykłych sąsiadów jest najwspanialszą przyjemnością.

Jeżeli jeszcze nie znacie McCall Smitha i jego bohaterów ze Scotland Street - nadrabiajcie koniecznie. Nie pożałujecie!

Moja ocena: 8/10
Za książkę dziękuję wydawnictwu Muza.


literatura szkocka | recenzja | Alexander McCall Smith | literatura | recenzje książek

Urodzony w Zimbabwe szkocki pisarz i profesor prawa medycznego. Autor ponad 50 książek. Podstawy wykształcenia zdobywał w Bulawayo a następnie przeprowadził się do Szkocji, gdzie studiował prawo. Po powrocie do Afryki podjął pracę na uniwersytecie w Botswanie, gdzie wykładał prawo. Później osiadł na stałe w Szkocji, w Edynburgu z żoną Elizabeth (lekarka), dwoma córkami Lucy i Emily oraz kotem Gordonem. Jego hobby to gra na instrumentach dętych, jest współzałożycielem amatorskiej orkiestry "Naprawdę Straszna Orkiestra", gdzie Smith gra na fagocie a jego żona na flecie. Jest także wiceprzewodniczącym the Human Genetics Commission of the UK, przewodniczącym British Medical Journal Ethics Committee, oraz członkiem Międzynarodowej Komisji Bioetycznej przy UNESCO.

Źródła: foto | opis

7 kwietnia 2013

Siła nawyku, Charles Duhigg

Siła nawyku. Dlaczego robimy to, co robimy i jak można to zmienić w życiu i biznesie, Charles Duhigg
Oryginał: The Power of Habit
Wydawnictwo: PWN
Rok wydania: 2013
Stron: 423
Gatunek: popularnonaukowa, poradnik
O Sile nawyku chciałoby się pisać i krótko, i długo. Długo, ponieważ jest tak obszerna i inspirująca, że chce się wiele o niej opowiedzieć. Krótko, ze względu na jej niezwykłość. Tu wystarczyłoby jedno zdanie: "Najlepszy poradnik (który wcale nie jest poradnikiem), jaki w życiu spotkałam". Ale że pewnie tyle by nie wystarczyło, aby Was zachęcić, opowiem Wam o książce Charlesa Duhigga nieco więcej...

Garść statystyk Siły nawyku:
  • 31 - na tyle języków ją przełożono
  • 1 000 000 - sprzedano już tyle jej egzemplarzy
  • 40 - od tylu tygodni stale gości w czołówce listy bestsellerów "New York Times'a"

Co decyduje o niesamowitej popularności książki Duhigga? Z pewnością jej uniwersalny, dość niezwykły charakter. Nie jest to typowy poradnik - nie znajdziecie tu listy złotych rad, nie zaznacie sztywnego, naukowo-psychologicznego bełkotu. Za to jednym tchem pochłoniecie dziesiątki historii, które tchną w Was iskrę kreatywności, napełnią niesamowitą dawką inspiracji i sprawią, że zupełnie inaczej podejdziecie do życia.

Jak wspominałam już wielokrotnie (m.in. tutaj) od lat borykam się z zaburzeniami obsesyjno-kompulsyjnymi i walczę o normalne traktowanie w domu pełnym palaczy-trucicieli (wciąż bezskutecznie, ale do wyprowadzki - całe szczęście - coraz bliżej) i to m.in. do takich osób jak ja czy moi rodzice (gdyby postanowili oszczędzić moje gardło i swój portfel) skierowana jest ta książka. Również do sportowców, osób walczących z wszelkimi uzależnieniami czy odchudzających się, marketingowców, właścicieli firm i wszystkich tych, którym nieodpowiednie nawyki lub brak wiedzy o nich zatruwa życie lub też uniemożliwia sukces w branży. Odpowiednie spojrzenie na kwestię zdradliwych przyzwyczajeń pomogło już wielu alkoholikom, specom od reklamy, sportowcom, tym wiecznie na diecie czy obgryzającym paznokcie. Pomogło też mnie (choć dopiero za jakiś czas przyjdzie moment na rozliczanie) i pomóc może również Wam. Wystarczy, że dacie sobie i Duhiggowi szansę.

To wszystko może brzmieć bardzo sielankowo, ale oczywiście takie nie jest. To, że autor przywołuje dziesiątki inspirujących przykładów, nie znaczy, że i my z naszymi nawykami odniesiemy wart odnotowania sukces. Wiele zależy od poziomu zaangażowania i motywacji, od wiary i odpowiedniego podejścia. Na szczęście w tym splocie przeróżnych opowieści - zarówno o życiu biznesowym, jak i prywatnym - łatwo odnaleźć i zrozumieć przekaz, z jakim Charles Duhigg wychodzi naprzeciw swoim czytelnikom. Choć nie wypunktowuje i nie wykłada na tacy gotowych rozwiązań, a jego porady mają raczej ogólnikowi charakter, przyswojenie wiedzy z Siły nawyku przychodzi niezwykle łatwo.

Dlaczego?

Po 1: ze względu na język. Niby mamy naukowe teorie i wyniki najróżniejszych badań, niby do głosu dochodzi psychologia czy nauka, a jednak wszystko to opowiedziane jest jak najlepsza fabuła. Czyta się jednym tchem z niegasnącym zainteresowaniem. Coś niesamowitego!

Po 2: ze względu na olbrzymi zasób ciekawostek i maksymalnie interesujących historii z życia przeciętnych ludzi, gwiazd sportu czy specjalistów dziedzin wszelakich. Ta książka to przeogromna dawka inspiracji, energii, kreatywności i czegoś, co nazwałabym oświeceniem umysłu.

Można się zachwycić!

Moja ocena: brak
Koniecznie zajrzyjcie na blog akcji "Witaj w świecie nawyków" oraz fejsbuka. Na pewno zaciekawią Was aktorzy, sportowcy, politycy czy przedstawiciele mediów, zaangażowani w tę akcję :)

Za książkę dziękuję wydawnictwu PWN.

4 kwietnia 2013

Krew, pot i łzy, Carla Mori

Krew, pot i łzy, Carla Mori
Wydawnictwo: Oficynka
Rok wydania: 2013
Stron: 310
Gatunek: sensacja, horror
Nieczęsto zdarza się, by znajoma osoba wydała książkę. Kiedy przychodzi pora na lekturę, w głowie pojawiają się myśli: "A co, jeśli będzie do kitu? Jak ja o tym napiszę?". Albo: "Czy ludzie uwierzą, jeżeli recenzja będzie przychylna?". Chciałabym, żebyście uwierzyli - wiem, jakie szkoły kończyła autorka i choćby przez wzgląd na to, stawiałam jej książce poprzeczkę bardzo wysoko. Fajnym uczuciem jest mieć niemałe wymagania, a potem dojść do ostatniej strony i odetchnąć z ulgą. Bo warto było poznać tę historię.

Czy Kościół katolicki uprawia czarną magię?

Czy papież jest na usługach Szatana? Czy kapłani manipulują słowami Pisma Świętego, oddalając swych wiernych od Boga? Jakie tajemnice skrywa klasztor jasnogórski i czy częstochowska prokuratura zdoła je odkryć, zanim będzie za późno?

Przed bohaterkami mrocznego horroru Carli Mori, dziennikarką Klarą Wasowską oraz prokurator Zuzanną Bachledą, stoi nie lada wyzwanie. To, że w czasie śledztwa mogą stracić życie, jest teraz ich najmniejszym problemem…

Źródło: oficynka.pl

Zawsze marzyłam o tym, że powstanie kiedyś powieść, której akcja wyraźnie osadzona będzie w Częstochowie. Dość już mam kojarzenia mojego miasta jedynie z Poświatowską, która tak naprawdę nie chciała mieć z tymi stronami nic wspólnego. Kiedy latami nie docierała do mnie żadna wartościowa książka rozgrywająca się na ulicach Świętego Miasta, doszłam do wniosku, że chyba ja będę musiała spełnić tę misję, ale na szczęście uprzedziła mnie Carla Mori, która w swoim brawurowym debiucie postanowiła rozliczyć się z demonami rodzinnego miasta...

Co łączy parę kochanków, "pobożną" babinkę, przystojnego stażystę pani prokurator i tajemniczego mnicha? Dlaczego grupa przypadkowych ludzi ginie w trudnych do wyjaśnienia okolicznościach? Co zwiastują mroczne przepowiednie, wielki kruk i senne koszmary pewnej dziennikarki? Na moje oko - pełną napięcia, elektryzującą akcję na miarę dzieł Dana Browna.

W powieści Carli Mori ważne są dwie kwestie - po pierwsze: sama akcja - połączenie horroru z przygodówką, śledztwo pełne zagadek, nawiązania biblijne i historyczne. Po drugie - subtelny przekaz poboczny. Tłem wydarzeń staje się bowiem solidna krytyka społeczeństwa. Autorka wykpiwa fałsz i obłudę, a zwracając uwagę na największe problemy życia miejskiego w cieniu klasztoru, rozlicza się z Częstochową. Bardzo brutalnie, jeżeli mam być szczera. Ci, którzy nie mieszkają w tych smutnych stronach mogą nie odczuć tego tak silnie, ale tym, co mnie najbardziej w Krew, pot i łzy uderzyło, były właśnie solidne ciosy zadawane temu miastu. Wielki plus za dostrzeżenie tego, co istotne i powiedzenie o tym głośno. Uderzanie w kościół i tutejsze świętości wymaga niemałej odwagi.

Dobrze czyta się debiut Carli Mori, bo akcja płynie gładko i pełna jest ciekawych zwrotów akcji, ale autorka nie ustrzegła się drobnych językowych usterek. Do tego postawiła raczej na prostotę narracji, tj. nie serwuje czytelnikowi skomplikowanych metafor, nie bawi się językiem i nie eksperymentuje - ważne jest zatracenie się w błyskawicznie płynącej akcji. Warto zwrócić uwagę na tę ciekawą fabułę, sprawnie poprowadzoną opowieść i ciekawe kreacje bohaterów. Zwłaszcza silnych, zdecydowanych, mądrych kobiet. Może nie wszystkie portrety są w pełni dopracowane, może chciałoby się wiedzieć o nich więcej, ale prawda jest taka, że dzięki pewnym niedopowiedzeniom powieść staje się jeszcze bardziej intrygująca...

Polecam Krew, pot i łzy miłośnikom połączenia horroru z przygodówką i kryminałem. Jeżeli lubicie kontrowersyjne teorie rodem z powieści Dana Browna - debiut Mori to dla Was pozycja obowiązkowa. Jeżeli uwielbiacie zagadki, legendy i biblijne tajemnice - nie możecie tego nie przeczytać. Jeżeli problem narzucania wzoru norm i zachowań nie jest Wam obcy, jeżeli coś Was szufladkuje (w tym wypadku mieszkanie w Świętym Mieście) - znakomicie odnajdziecie się w powieści Carli Mori. A jeśli lubicie po prostu przepaść z dobrą, trzymającą w napięciu książką, na pewno Krew, pot i łzy Was nie rozczaruje.

Moja ocena: 8/10
Za książkę dziękuję autorce i wydawnictwu Oficynka.

3 kwietnia 2013

Czarny kot, Edgar Allan Poe

Czarny kot, Edgar Allan Poe
Dostęp: audeo.pl
Czyta: Grzegorz Przybył
Czas trwania: 53 min.
Gatunek: horror, opowiadania
Edgar Allan Poe był dla mnie dotąd jednym z wielu nazwisk. Pustym biogramem. Posiadam w zbiorach kilka jego książek, jednak dopiero audiobook Czarny kot przekonał mnie do tego, by poznać bliżej jego twórczość. Moje zamiłowanie do literatury czy filmu grozy umknęło gdzieś dekadę temu, dlatego nie byłam pewna, czy zapałam sympatią do takiej ikony, jaką był i do dziś pozostaje amerykański twórca. Nie było jednak czego się obawiać - twórczość tego pana naprawdę potrafi zachwycić.

Leah Saulnier - Edgar Allan Poe
Na audiobooka składają się trzy krótkie opowiadania:
- Czarny kot
- Beczka Amontillado
- Zdradzieckie serce

Muszę przyznać, że tylko drugie z opowiadań nie przypadło mi do gustu - zarówno jeżeli chodzi o przekaz, jak i treść. Natomiast Czarny kot - opowieść o przemianie spokojnego człowieka w bestię, jak i Zdradzieckie serce, opowiadające o mężczyźnie ulegającym własnemu szaleństwu, zrobiły na mnie wrażenie wręcz piorunujące.

Były ciarki i obrzydzenie, było przerażenie i zdumienie, był podziw wobec autora, jak i niechęć wobec zbrodni popełnionych przez bohaterów. Poe w mistrzowski sposób poradził sobie z nakreśleniem głębokich portretów psychologicznych w tak maleńkiej formie, jaką są krótkie opowiadania. Do tego dołożył znakomicie poprowadzone fabuły, zadbał o nastrój grozy i mroczny klimat, postarał się o dokładne opisy, pozwalające czytelnikowi (w tym wypadku - słuchaczowi) przenieść się do jego świata i zatracić się w nim.

W tym wszystkim pozostaje jeszcze lektor - Grzegorz Przybył - który postarał się o mistrzowską interpretację tekstu Edgara Allana Poe. Jego głos, ton, nawet oddech i kaszel idealnie wpasowały się w klimat opowieści, dodając jeszcze więcej napięcia, potęgując tym samym uczucie grozy. Znakomita robota!

Moja ocena: 8/10

Żywe trupy. Tom 1 i 2 (audiobook)

Żywe trupy. Tom 1 i 2
Wydawnictwo: Anakonda
Rok wydania: 2013
Czas trwania: 3h
Gatunek: horror
Z miłości do współczesnej wersji przygód Zielonej Strzały próbowałam w ostatnim czasie przekonać się do komiksu. Nie wyszło. Wraz ze zniknięciem z mojego życia Kaczora Donalda, taka forma, jak komiks całkowicie zniknęła z obszaru moich zainteresowań. Aż usłyszałam o pierwszym na świecie(!) słuchowisku na podstawie kultowej serii komiksów. Kumple śmiali się, że to kuriozum, coś chorego, dziwaczny wymysł. Chcąc udowodnić im, że są małymi niedowiarkami, sięgnęłam po Żywe trupy i przepadłam.

Trzy godziny słuchania upłynęły błyskawicznie. Przygody policjanta Ricka, jego rodziny i przyjaciół okazały się tak pasjonujące, że ani na moment nie oddaliłam się od odtwarzacza, całkowicie angażując się w akcję. Wiele się tam dzieje - jest krew, są siekiery i zombiaki, romanse i głód, śmierć i zniszczenie. Są ciekawi bohaterowie i pełna napięcia akcja...

Źródło: facebook.com

Tym, co decyduje o sukcesie i wyjątkowości komiksu w wersji audio są niesamowite efekty dźwiękowe i wspaniała praca lektorów. Anna Dereszowska, Jacek Rozenek, Szymon Bobrowski, Maria Seweryn, Krzysztof Banaszyk i reszta obsady zadbali o wyrazistość i autentyczność przekazu. Nie sposób nie przerazić się słuchając Żywych trupów, nie sposób nie uwierzyć w emocje bohaterów. Twórcy audiobooka (Michał Szolc, Michał Wojnarowski) i studio Sound Tropez, przy współpracy ze wspaniałą ekipą lektorów wykonało kawał dobrej roboty, której efektem jest coś wyjątkowego, niespotykanego i pionierskiego. A ja niecierpliwie wyczekiwać będę kontynuacji.

Pierwsze dwa tomy Żywych trupów w wersji dźwiękowej to pozycja obowiązkowa dla fanów komiksu - sprawa oczywista. Ale prawda jest taka, że warto, aby każdy spróbował sięgnąć po tę niezwykłą płytę. Nie jest to zwyczajny audiobook - można potraktować go jako ciekawostkę. Dla mnie okazał się on wstępem do przygody, jakiej dotąd nie przeżyłam. Coś absolutnie ge-nial-ne-go!

Moja ocena: 10/10
Za audiobooka dziękuję wydawnictwu Anakonda.


Mała próbka dla Was:



Polecam gorąco!

1 kwietnia 2013

Olśniewające. Pretty Little Liars, Sara Shepard

Olśniewające. Pretty Little Liars, Sara Shepard
Oryginał: Stunning
Wydawnictwo: Otwarte
Rok wydania: 2013
Stron: 319
Gatunek: literatura młodzieżowa
Premiera: 03/04/2013
Zadziwiające, w ileż dziwacznych sytuacji można uwikłać grupę nastolatek z uroczej amerykańskiej mieściny. Aria, Spencer, Hanna i Emily - niby niepozorne, niby takie jak inne, a jednak ukrywają przerażająco mroczne sekrety, od których włos jeży się na głowie. Jakby tego było mało - akurat je, całą bandą, ukochał sobie tajemniczy prześladowca, który jest wszędzie, widzi wszystko i wszystko wie...

KAŻDY COŚ UKRYWA…
A.

Emily, Aria, Spencer i Hanna wpadają w panikę, gdy w Rosewood pojawia się Gayle. Ta wpływowa milionerka ma niejeden powód, by się na nich zemścić. Na dodatek tajemniczy nadawca SMS-ów wciąż wysyła niepokojące wiadomości. Czy dziewczyny znajdą sposób, by wyjść cało z opresji?


Źródło: otwarte.eu

Jest coś takiego w powieściach Sary Shepard, że choćby nie wiem jak bardzo były nielogiczne i trudne do zrozumienia, i tak chce się je chłonąć jedną za drugą. Nieraz już atakowało mnie niepohamowane zdumienie nad wyobraźnią amerykańskiej pisarki, bo to, co wychodzi spod jej pióra przypomina fantazję człowieka niekoniecznie zdrowego na umyśle...

Bardzo trudno uwierzyć w świat, w jakim żyją bohaterki serii Pretty Little Liars - ich rzeczywistość jest mocno przerysowana, zbyt barwna, zbyt nieprawdopodobna i oderwana od tego, jak wygląda prawdziwy świat. Nie przeszkadza to jednak w odbiorze. Zwłaszcza, że samych Kłamczuch nie da się nie polubić (no, może za wyjątkiem jednej, której nie znoszę zarówno w wersji książkowej, jak i telewizyjnej - Emily). Poza tym, ten ich świat jest na tyle interesujący i kuszący, że całkowicie odrywa czytelnika od szarej codzienności...

Olśniewające stanowią jedenastą część serii i muszę przyznać, że minimalnie odstają od swoich poprzedniczek. O ile ostatnie rozdziały wywołują prawdziwą lawinę emocji - od szoku, przez zdumienie, po przerażenie, o tyle znaczna część powieści wydaje się tak bardzo pozbawiona logiki i śmieszna, że trudno dać porwać się akcji. Bohaterki wyjątkowo łatwo dają się wpuszczać w maliny, a ich przygody nie są już tak pasjonujące, jak kiedyś. Do tego dochodzi skoncentrowanie fabuły wokół irytującej Emily i już mamy pełen obraz sytuacji.

Oczywiście obraz ów to nie jest żadna tragedia, bo Pretty Little Liars wciąż pochłania się z niegasnącą przyjemnością, bez ustanku wyczekując, co też ciekawego zdarzy się dalej. To, że akurat zakończenie okazało się najmocniejszym punktem Olśniewających oznacza jedynie tyle, że po jednym słabszym momencie autorka potrafi wspiąć się na wyżyny. A to z kolei prowadzi do optymistycznego wniosku - wraz z kolejnym tomem przygód dziewczyn z Rosewood, czeka nas prawdziwa jazda bez trzymanki.

Nie mogę się doczekać!

Moja ocena: 7/10
Za książkę dziękuję wydawnictwu Otwarte.

literatura amerykańska | recenzja | Sara Shepard | literatura | recenzje książek

Sara Shepard jako nastolatka chciała być gwiazdą oper mydlanych, projektantką klocków Lego lub genetykiem. Inspiracją bestsellerowych powieści z serii „Pretty Little Liars" oraz „The Lying Game" stały się jej wspomnienia z czasów szkolnych.

Źródła: foto | opis