29 marca 2013

Mrok Gęstnieje, tom 1: Osaczenie, Kelley Armstrong

Osaczenie, Kelley Armstrong
Oryginał: The Gathering
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Rok wydania: 2013
Stron: 336
Gatunek: młodzieżowa, fantasy
Dałam się zaskoczyć! Nie spodziewałam się, że kolejna paranormalna młodzieżówka może okazać się tak interesująca. Kelley Armstrong swoją powieścią wpisała się w popularne ostatnio nurty, jednocześnie oferując od siebie coś nowego, świeżego i ciekawego.

Maya Delaney czuła się zawsze związana z naturą. Lasy wokół domu są jej ukochanym schronieniem, a znamię w kształcie łapy, które ma na biodrze, jest jakby znakiem tego, dokąd przynależy.

Ale wokół Salmon Creek, małego ośrodka badań medycznych, zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Młoda dziewczyna tajemniczo tonie pośrodku spokojnego jeziora. Koło domu Mai pojawiają się pumy i nie zamierzają się wynieść. Jej najlepszy przyjaciel, Daniel, zaczyna miewać dziwne uczucia w odniesieniu do niektórych ludzi i przedmiotów. Jedną z takich osób jest Rafa, nowy łobuziak w miasteczku. Jaką tajemnicę skrywa i skąd jego nagłe zainteresowanie Mayą...

Źródło: zysk.com.pl

Ujął mnie świat wykreowany przez kanadyjską pisarkę - osadzenie akcji w tajemniczych i pięknych okolicznościach przyrody, uczynienie fauny i flory istotnym elementem akcji, dołączenie do tego podań i legend, naukowych teorii i wielkich tajemnic. Dzięki jej pomysłowi mogłam przenieść się w nieznane mi dotąd rejony, jednocześnie rozkoszując się pięknem języka, jakim poprowadzona została narracja.

Drugą stroną medalu są jednak bohaterowie. O ile samo miejsce akcji czy też pomysł na fabułę ujęły mnie świeżością, o tyle kreacje głównych bohaterów okazały się wielkim rozczarowaniem. Nie ma tu zaskoczeń - ona jak zwykle wzbudza zazdrość koleżanek i entuzjazm kolegów, jej przyjaciela dopadł syndrom nadopiekuńczego starszego brata, zaś koleżka, któremu oddała serce okazuje się złym chłopcem o dwóch twarzach. Nic nowego, nic zaskakującego, nic odkrywczego. To smuci i zniechęca, bo w tak ciekawym świecie można było umieścić postaci bardziej rozbudowane i mniej tendencyjne.

Sama akcja poprowadzona została sprawnie, choć autorka nie uniknęła przestojów, nużących fragmentów czy nieco zbyt banalnych dialogów. Choć usterek nie było wiele, to jednak mocno irytowały i sprawiały, że generalnie trzymająca w napięciu historia, okazywała się frapująca w niewystarczającym stopniu, a jej oryginalność i świeżość przestawały mieć znaczenie. Dlatego właśnie nie mogę powiedzieć z pełną odpowiedzialnością, że proza Kelley Armstrong porwała mnie bez reszty. Osaczenie okazało się jednak na tyle interesujące, że kiedy na rynku pojawi się kontynuacja, z pewnością zdecyduję się na lekturę.

Moja ocena: 6,5/10
Za książkę dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka.

28 marca 2013

Tajemnice Emmy: początki, Natasha Walker

Tajemnice Emmy: początki, Natasha Walker
Oryginał: The Secret Lives of Emma: Beginnings
Wydawnictwo: Muza
Rok wydania: 2013
Stron: 207
Gatunek: erotyczna
Oto książka, która nie zasługuje na to, by poświęcić jej nawet przeciętnej długości tekst. Skoro oferuje historię, którą można by streścić jednym zdaniem ["tendencyjny pornos", za przeproszeniem], czemu człowiek na opisywanie jej miałby marnować więcej miejsca, czasu i energii?

Najnowsza moda na erotyki nie każdemu wychodzi na zdrowie. Na pewno źle na niej wyszła sama Natasha Walker i jej ewentualni czytelnicy. Bo podejrzewam, że byle amator zrobiłby to lepiej. Szkoda zachodu na coś, co nie ma fabuły, zawiera same seksualne wywody i uzupełnione jest drętwymi dialogami oraz płytkimi, żenującymi portretami bohaterów.

Nigdy więcej.

Moja ocena: 2/10
Za książkę dziękuję wydawnictwu Muza.


literatura australijska | recenzja | Natasha Walker | literatura | recenzje książek

26 marca 2013

Rób co chcesz, tylko gotuj, Ewa Dobek

Rób co chcesz, tylko gotuj, Ewa Dobek
Wydawnictwo: Feeria
Rok wydania: 2013
Stron: 288
Gatunek: poradnik
Zastanawiam się, czy kiedykolwiek miałam do czynienia z tak dziwaczną książką. Przypomina kocioł, w którym wymieszano wszystko, co się da - są przepisy kulinarne, są wiersze i fragmenty prozy, są naukowe teorie i ciekawostki z zakresu najróżniejszych dziedzin. To wszystko może zaskakiwać i budzić zaciekawienie, jednak jednocześnie zniechęcać i wywoływać niesmak. Bo takie zapychanie stron wszystkim i niczym nigdy nie kończy się dobrze...

Fragmenty radosnej twórczości poetycko-prozatorskiej skwituję milczeniem. Problemem nie jest ich jakość czy to, że tematycznie nie pasują do oplatających je receptur i opisów, ale to, że są zbędnym dodatkiem, który tylko bezsensownie marnuje papier. Skupię się na części teoretycznej, dotyczącej Pięciu Przemian oraz na części kulinarnej, zawierającej przepisy.

Teoria Pięciu Przemian zakłada, że osobowość, styl bycia i talenty są związane z porami roku i żywiołami. Nigdy się z tym nie spotkałam, ale muszę przyznać, że po zapoznaniu się z przedstawionymi teoriami jestem skłonna im uwierzyć. Autorka charakteryzuje pięć typów osobowości - człowieka-Drzewo, Ogień, Wodę, Ziemię i Metal. Zgodnie z tymi charakterystykami ja jestem Ogniem, mój narzeczony Wodą, a ich opisy od pierwszej litery do ostatniej kropki idealnie pokrywają się z tym, jacy w rzeczywistości jesteśmy i jak na siebie oddziałujemy. Zdumiewające!

Dobre wrażenie zrobiły na mnie również fragmenty z dziedziny medycyny - niektóre z nich zaznaczyłam i przepisałam, by przypominać sobie, jak odpowiednio dbać o nerki, płuca czy żołądek, z którymi nieustannie miewam problemy. W tym zakresie istotne są przede wszystkim porady żywieniowe, które już wkrótce zamierzam wcielić w życie.

Ważnym elementem publikacji Rób co chcesz, tylko gotuj jest oczywiście część kulinarna, która jednocześnie jest miłym i niemiłym zaskoczeniem. Przepisy nie są wymyślne, kuszą prostotą w wykonaniu i dostępnością niezbędnych składników (choć to zależy od sezonu), jednocześnie wzbudzając zainteresowanie teorią zakładającą dodawanie poszczególnych elementów w odpowiedniej kolejności (podyktowanej przez - uwaga - pory roku i ich smakowe odpowiedniki). Teoriom tym zarzucić nic nie mogę, bo kilka wypróbowanych przeze mnie dań wypada naprawdę smacznie.

Tym, co jednak w przepisach Ewy Dobek odstrasza jest nieobecność fotografii oraz bardzo skąpe opisy czynności lub ich zupełny brak. Wyszczególnienie listy składników i okraszenie jej wierszem lub jednym podsumowującym zdaniem nie jest dla mnie satysfakcjonujące. Bo skoro zakładamy (wnioskując po opisie i tytule), że mamy do czynienia z książką o gotowaniu, niech to gotowanie rzeczywiście ujawnia się na pierwszym planie.

Mimo wszystko, warto zapoznać się z teorią Pięciu Przemian, o której pisze Ewa Dobek - to naprawdę interesująca kwestia. Odrobina filozofii i duchowości w gotowaniu i życiu jeszcze chyba nikomu nie zaszkodziła :)

Moja ocena: brak
Za książkę dziękuję sklepowi internetowemu merlin.pl, kupicie ją tutaj.


literatura polska | recenzja | Ewa Dobek | literatura | recenzje książek

25 marca 2013

Single, Meredith Goldstein

Single, Meredith Goldstein
Oryginał: The Singles
Wydawnictwo: Wydawnictwo M
Rok wydania: 2013
Stron: 238
Gatunek: społeczno-obyczajowa
Gdyby głębiej zastanowić się nad przekazem powieści Meredith Goldstein, można by dojść do wniosku, że to książka o niczym. W dodatku wzorowana na tendencyjnej amerykańskiej komedii, jakich przez lata powstało niezliczenie wiele. Ale ja wolałabym nad tą książką nie zastanawiać się zbyt długo i potraktować ją jako przyjemny, niegłupi odmóżdżacz, który zapewnił mi kilka miłych chwil...

Komiczna i przenikliwa powieść obyczajowa o grupie kilku trzydziestolatków, dawnych przyjaciół z nowojorskiego college’u, którzy spotykają się po kilku latach na weselu jednej z przyjaciółek.

Większość singli się zna (a nawet ze sobą romansowało!), ale jest też dwóch obcych – i nie wiadomo, jak się zachowają.

Już przed samym ślubem jest gorąco od emocji, a podczas nocy weselnej dochodzi – jak to często bywa i w życiu – do nieoczekiwanych konfrontacji, które przynoszą w sumie oczyszczające skutki. Każdy z singli odpowiada sobie podczas tej nocy kogo (lub czego) najbardziej potrzebuje w życiu – i próbuje to zrealizować.

Źródło: mwydawnictwo.pl

Nie jestem przekonana co do tej przenikliwości i komiczności, ale faktem jest, że powieść Goldstein czyta się błyskawicznie i miło. Bywają momenty zaskakujące i sympatyczne, bywają lekko dramatyczne i odpychające. Całość wypada bardziej na smutno i gorzko, niż na wesoło, przy tym bardzo życiowo i autentycznie - bo któż z nas nie zna przystojniaka podrywającego druhny, pogrążonej w depresji trzydziestolatki, maminsynka uzależnionego od własnej mamusi czy młodej kobiety, która musi dokonać wyboru między miłością a karierą?

Pomysł na historię nie musi być zaskakujący i oderwany od rzeczywistości, żeby uznać książkę za wartą uwagi. Bo tym, co w tym wszystkim wyróżnia Meredith Goldstein i jej powieść jest przede wszystkim brak fałszu i sztuczności. Jej bohaterowie, a także zdarzenia, w które zostali uwikłani odznaczają się wyjątkową naturalnością. Autorka opowiada o nich lekko, konstruując autentyczne dialogi i ciekawie splatając ze sobą ich losy. Pochłania się tę opowieść na jednym wdechu, stopniowo nabierając sympatii wobec bohaterów i powoli wtapiając się w ich rzeczywistość.

Tym, co zwróciło moją szczególną uwagę w Singlach Meredith Goldstein jest odniesienie do twórczości Virginii Cleo Andrews, która niedawno zdobyła wielką popularność w naszym kraju. Zdumiewa mnie to, jak  odmiennie postrzegana jest jej twórczość przez nich (Amerykanów) i przez nas (polskich blogerów). Tam gdzie my widzimy historię cierpienia uciemiężonych dzieci, oni widzą kazirodczy erotyk, do czytania którego wstyd się przyznać...

Gdybym miała nakreślić potencjalnego odbiorcę powieści Goldstein, z pewnością poleciłabym ją wszystkim kobietom - niezależnie od wieku. Bo to głównie wokół żeńskiego pierwiastka obraca się ta miła, słodko-gorzka, odprężająca historia. Warto zarezerwować sobie dla niej wieczór.

Moja ocena: 7/10
Za książkę dziękuję wydawnictwu M.


literatura amerykańska | recenzja | Meredith Goldstein | literatura | recenzje książek

Książka przeczytana w ramach wyzwania 'Pod hasłem'.

23 marca 2013

Berlin. Szalone lata dwudzieste, nocne życie i sztuka, Iwona Luba

Berlin. Szalone lata dwudzieste, nocne życie
i sztuka
, Iwona Luba

Wydawnictwo: PWN
Rok wydania: 2013
Stron: 288
Są takie książki, których obecność w biblioteczce jest nie tyle obowiązkiem, co pewną nobilitacją. Książki te godnie uzupełniają i ozdabiają zbiory, są kopalniami wiedzy i małymi dziełami sztuki. Wśród takich książek znajduje się Paryż. Miasto sztuki i miłości w czasach belle époque Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk i Marty Orzeszyny oraz kolejna miejska publikacja wydawnictwa PWN - Berlin. Szalone lata dwudzieste, nocne życie i sztuka. Chciałam użyć tu nawet określenia miejska seria, ale jeszcze na to za wcześnie, choć mam wielką nadzieję, że w tego typu obszernych publikacjach poznamy więcej niezwykłych miast. Moje propozycje - Manchester ;) Amsterdam, Praga, Wiedeń, Moskwa, Barcelona, Wrocław czy Nowy Jork. Zresztą - tak po prawdzie - każde miasto kryje jakieś legendy, wspomnienia i tajemnice i każde godne jest pięknej, zapierającej dech publikacji książkowej...


Iwona Luba biorąc sobie za cel zobrazowanie Berlina lat dwudziestych, sięgnęła do mnóstwa źródeł - lista wykorzystanych druków zwartych, adresów internetowych i czasopism jest naprawdę imponująca. Do tego dochodzi kilkaset zdjęć, skanów i reprodukcji. A wszystko to w pięknej, wysokiej jakości oprawie. Obok tak solidnie wykonanej roboty nie sposób przejść obojętnie.

Piękna szata graficzna to jedno, ale bogate wnętrze to jeszcze coś innego i - mimo wszystko - na tym powinniśmy się skupić, sięgając po Berlin. I tutaj nie spotkają nas żadne zaskoczenia - jakość treści dorównuje jakości wydania.

Iwona Luba z niezwykłą dokładnością, ale i niezbędną lekkością opowiada o Berlinie, jako mieście wielu skrajności. Rozpoczyna od historii narodzin i rozwoju metropolii, gładko przechodząc najpierw do tematyki codziennej - gdzie jadano, gdzie bywano, co noszono i jak mówiono - oraz do tematyki kulturalnej, tu opowiadając o artystycznej stronie miasta. Berlin przez dziesięciolecia był bowiem mekką artystów wszelkiego rodzaju - od malarzy, przez poetów, po aktorów i tancerki.

Publikacja Berlin. Szalone lata dwudzieste, nocne życie i sztuka obfituje w ciekawostki i barwne anegdoty, biogramy wybitnych postaci oraz zapiski z życia przeciętnych ludzi. Iwona Luba postarała się o naprawdę rzetelny zapis zarówno dziennego, jak i nocnego życia miasta, jego mrocznych i barwnych stron. Dlatego lektura jej książki jest naprawdę ogromną przygodą - tu nie ma szans na nudę, a taki niepozorny Berlin okazuje się naprawdę fascynującym miejscem. Aż chciałoby się być tam i wtedy, z tamtymi ludźmi, w ówczesnych ubraniach i automobilach...

Polecam ciekawym świata, miłośnikom literatury i sztuki, fascynatom historii i wybitnych osobowości świata kultury i nauki. Ta książka na pewno Was nie zawiedzie.

Moja ocena: brak
Za książkę dziękuję wydawnictwu PWN.


literatura polska | recenzja | Iwona Luba | literatura | recenzje książek

22 marca 2013

Dziennik Helgi, Helga Weissowa

Dziennik Helgi. Świadectwo dziewczynki o życiu w obozach koncentracyjnych
Oryginał: Helga's Diary: A Young Girl's Account of Life in a Concentration Camp
Wydawnictwo: Insignis
Rok wydania: 2013
Stron: 256
Gatunek: literatura faktu
Ogromnie trudna jest to lektura. Przykra i bolesna w odbiorze, okrutnie poruszająca, wywołująca podenerwowanie i łzy. Zdecydowanie nie na jeden wieczór i zdecydowanie nie dla każdego. Bo mierzenie się z literaturą obozową to naprawdę trudne wyzwanie.

Ale takie książki powinno się czytać, nie powinno się przechodzić obok nich obojętnie. Nie tylko dlatego, że to ważna i trudna tematyka, ale przede wszystkim dlatego, że to świadectwo prawdy. Szczere i autentyczne. W przypadku książki Helgi Weissowej tym bardziej, że jej zapiski pochodzą z czasów, gdy była zaledwie dzieckiem.

Niewielu Żydów, a w tym naprawdę niewiele dzieci przeżyło okrucieństwo wojny. Helga przetrwała i wróciła w rodzinne strony, by po latach stać się jedną z najwybitniejszych czeskich artystek. Dzięki szczęśliwym zrządzeniom losu jej pamiętniki z tamtych bolesnych czasów zostały zachowane.

Niełatwo znaleźć słowa, by przedstawić treść Dziennika Helgi (tej zresztą możecie się łatwo domyślić), niełatwo również opisać to, jakie odczucia wywołuje jego lektura. Największe wrażenie robi świadomość, że za tymi słowami stoi dziecko. Nieświadome, niewinne, nierozumiejące świata dziecko, które próbuje przetrwać w podłej machinie okrucieństwa. Obok wspomnień Helgi znajdują się również jej rysunki i malunki, dokumentujące obozową rzeczywistość oraz zdjęc. Całość wywołuje lawinę skrajnych emocji, wśród których królują złość, żal i wzruszenie.

Wiem, że większości z Was nie przyjdzie łatwo zmierzenie się z taką tematyką, ale uważam, że naprawdę czasem warto stawić czoła uprzedzeniom i lękom. Ta publikacja jest tego warta.

Moja ocena: brak
Za książkę dziękuję agencji AIM Media.

literatura czeska | recenzja | Helga Weissowa | literatura | recenzje książek

Przepis na domowe masło orzechowe

FIT-Kreatywa

Szukasz przepisu na domowe masło orzechowe? Masz ochotę spróbować tańszej i zdrowszej alternatywy dla sklepowych gotowców? Dobrze trafiłeś, bo mam dla
Ciebie prostą i szybką recepturę, która po kilku minutach pracy pozwoli Ci cieszyć się smakiem pysznego orzechowego kremu. Zapraszam!

20 marca 2013

Inteligencja serca, Dagmara Gmitrzak

Inteligencja serca, Dagmara Gmitrzak
Wydawnictwo: Studio Astropsychologii
Rok wydania: 2013
Stron: 204
Gatunek: poradnik
Rok temu przedstawiałam Wam bardzo ciekawy poradnik Pokonaj stres dzięki technikom relaksacji, który okazał się dla mnie prawdziwie wzbogacającą propozycją. Z wielką ciekawością przyjęłam więc kolejną publikację Dagmary Gmitrzak - pierwszą w Polsce książkę dotyczącą inteligencji serca. Brzmi tajemniczo i interesująco? To dopiero początek!

Myśleliście, że macie tylko jeden mózg? Błąd! Okazuje się, że i Wasze serce posiada własny. A dzięki odpowiedniemu treningowi, nastawieniu i działaniu można go znakomicie wykorzystać i rozwijać.

Ktoś powie - o nie, znowu poradniki, znowu bzdury, znowu te złote rady. Nic bardziej mylnego. Inteligencja serca - Jak otworzyć serce i doświadczać miłości to naprawdę znakomita propozycja nie tylko poradnikowa, ale przede wszystkim popularnonaukowa. Publikację otwiera szalenie interesujący rozdział poświęcony badaniom nad tym tajemniczym organem, który odgrywa w naszych organizmach niebywale istotną rolę. Autorka przytacza szereg naukowych teorii, które zaskoczą niejednego czytelnika. Ta część obfituje w naukowe ciekawostki i pozwala odpowiedzieć na pytanie jak i dlaczego to właśnie serce tak bardzo związane jest z emocjami i co dzieje się z polem elektromagnetycznym ludzi szczęśliwych i nieszczęśliwych. Dla mnie największą ciekawostką okazało się porównanie faz związku do pór roku, bo to z kolei pozwoliło mi zrozumieć, że wszystko jest w porządku, kiedy nasza relacja zyskuje jesienno-zimowy charakter.

W drugiej części książki przechodzimy do wskazówek praktycznych, podpowiadających jak rozwijać inteligencję serca, relaksować się, kochać swoje ja i żyć bardziej szczęśliwie. Dalsza część publikacji to połączenie ćwiczeń, afirmacji i wskazówek dotyczących pracy nad własnym umysłem, duchem i sercem. Całość uzupełnia płyta pomagająca w medytacji i otwieraniu serca.

Kolejny poradnik Dagmary Gmitrzak okazuje się pięknie wydanym zbiorem ciekawostek, ćwiczeń i inspirujących cytatów z wielkich myślicieli. Dla otwartych umysłów może okazać się niezwykle cennym podręcznikiem tego, jak żyć, walczyć ze złymi emocjami, kochać i być kochanym. Polecam ją również sceptykom, bo być może tak ciekawa publikacja przekona ich, że warto dawać szansę książkom dotyczącym duchowości, psychologii, człowieczeństwa...

Ja będę do niej wracać. Ale z pewnością nie do działu o leczeniu złamanego serca :)

Moja ocena: brak
Za książkę dziękuję autorce oraz wydawnictwu Studio Astropsychologii.

literatura polska | recenzja | Dagmara Gmitrzak | literatura | recenzje książek
Dagmara Gmitrzak - trenerka rozwoju osobistego, socjolog, terapeutka reiki, dziennikarka. Ukończyła Instytut Stosowanych Nauk Społecznych na Uniwersytecie Warszawskim w tym trzyletnią specjalizację: pomoc społeczno-terapeutyczna, a także podyplomowe Dziennikarstwo na UW, trzyletnie szkolenie z muzykoterapii i psychodramy, kurs medytacji mindfullness, oraz liczne warsztaty pracy z ciałem i umysłem w Polsce, Chorwacji i Hiszpanii. Od dziesięciu lat prowadzi z sukcesem warsztaty rozwoju osobistego. Autorka pięciu książek z tej dziedziny.

Źródła: foto | opis

17 marca 2013

Bogowie na balkonie, Anja Snellman

Bogowie na balkonie, Anja Snellman
Oryginał: Parvekejumalat
Wydawnictwo: Świat Książki
Rok wydania: 2013
Stron: 256
Gatunek: społeczno-obyczajowa
Z lekturą tej książki nie powinno się spieszyć. Bo nawet jeśli przyciąga szczególnym rodzajem humoru, interesującą fabułą czy ciekawą tematyką, to trudno nazwać ją przyjemną w odbiorze czy wspaniałą. Tę powieść Anji Snellman uznałabym raczej za boleśnie prawdziwą, pouczającą i trudną. Cieszę się, że na nią trafiłam i że fińska autorka nie zraziła mnie Dziewczynkami ze Świata Maskotek. Cieszę się, że kolejny raz trafiłam na tak udaną książkę...

Główne bohaterki Bogów na balkonie są dwie - nastoletnia Anyżka, Somalijka, która ograniczana przez surowe religijne wytyczne stara się żyć najpełniej jak potrafi oraz nieco starsza od niej - Alla-Zahra, w dorosłym życiu nawrócona na islam. Ich drogi w zdumiewający sposób splatają się ze sobą w pozornie otwartej i nowoczesnej Finlandii. Efekt tego połączenia okaże się jednak tragiczny i oczyszczający zarazem...

Anja Snellman postanowiła przemówić głosem swojego narodu, w dosadny sposób portretując życie muzułmanów w Skandynawii i obrazując to, jak bolesne w skutkach może okazać się zderzenie tak odmiennych kultur. Jak niełatwe, a wręcz niewykonalne, może być zadanie przystosowania się do życia tam, gdzie panują inne obyczaje, gdzie rządzi inna religia, a tzw. poprawność polityczna budzi niesmak i zażenowanie.

Brutalny świat wyznawców islamu i okrutne morze nietolerancji, zestawione zostają z naiwnością i niewinnością dziecka. Młodziutka Anyżka marzy o normalności - noszeniu miniówek, słuchaniu Madonny, przeglądaniu komiksów i uśmiechaniu się do chłopców. Prostota jej myśli i pragnień, subtelny humor, jakim się odznacza i naiwne spojrzenie na świat, boleśnie kontrastują z przemocą, uprzedzeniami i surowością sztywnych ram religii. Łatwo nabrać sympatii do tego uroczego dziewczęcia i równie łatwo zapłakać nad jej gorzkim życiem...

Nastoletnia Anyżka uczy czytelnika jednego - warto żyć dla pięknych momentów, warto żyć dla marzeń i adrenaliny, która podkręca chwile małego - często cichego - buntu. I choć może brzmieć to banalnie - wcale takie nie jest. Bo przekaz Bogów na balkonie nie jest oczywisty, jednoznaczny czy podany na tacy - w tę powieść naprawdę trzeba się zagłębić. I nawet jeśli to trochę boli - warto.

Moja ocena: 8/10
Za książkę dziękuję wydawnictwu Świat Książki.


literatura fińska | recenzja | Anja Snellman | literatura | recenzje książek

Anja Snellman urodzona 23. maja 1954 roku w Helsinkach. Fińska pisarka. Jedna z najwybitniejszych pisarek skandynawskich. Feministka, autorka 19 powieści, przełożonych na 12 języków, łączących świetną psychologię z opisem współczesnej obyczajowości i diagnozę ważkich problemów społecznych.

Źródła: foto | opis

Wada wymowy, Agata Porczyńska

Wada wymowy, Agata Porczyńska
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2013
Stron: 287
Gatunek: opowiadania
Oto pierwsza w historii bloga książka, którą najpierw czytałam kilka tygodni, a potem przez kolejnych kilka pisałam recenzję. I pierwsza w całym moim życiu, którą mój uroczy przyszły mąż potraktował coca-colą. Ale tak sobie teraz myślę, że chyba na to zasłużyła...

Przed debiutem Agaty Porczyńskiej powinna mnie ostrzec już rekomendacja z okładki. Ci, którzy mieli okazję bywać ze mną na zajęciach z literatury współczesnej doskonale wiedzą, że tu i tam funkcjonują grupy antyfanów pani Sylwii Chutnik, do których - niestety - należę również ja. Zatem jej słowa: Porczyńska to patologia myśli. Ale patologia błyskotliwa, śmieszna aż do zawstydzenia, powinny być dla mnie wystarczającym ostrzeżeniem. Nie posłuchałam. Efekt? Cóż - ja się nie śmiałam, śladów błyskotliwości w tym tworze nie znalazłam, a jedynym słowem, które faktycznie oddaje ducha Wady wymowy jest zdecydowanie "patologia".

Od czasu, gdy Masłowska przełamała pewne językowe tabu i przemieliła polszczyznę na wszelkie możliwe sposoby, zwykło się uważać podobne jej działania za błyskotliwe, odkrywcze i ciekawe eksperymenty. Twórców bawiących się językiem zwykło się chwalić za wybijanie z szarej masy, ale między lingwistyczną ciekawostką, a bełkotem granica jest cienka i łatwa do naruszenia. Agata Porczyńska zdemolowała ją bez mrugnięcia okiem.

Bo jej opowiadania to nic innego, jak bzdurzenie o naszej rzeczywistości. Oklepane tematy, schematyczni bohaterowie, naszpikowane banałem zdarzenia. Wszystko to podane na różne sposoby - ktoś może znajdzie w tym punkcie zalążek językowej ciekawostki, tymczasem ja odbieram te pourywane z kontekstu historyjki jako nieudaną próbę naśladowania stylu lepszych od siebie i kroczenie ścieżkami już tak wytartymi, że nudnymi.

I być może byłoby coś w tych opowiadaniach, gdyby nie przesłanianie treści formą. Miało być eksperymentalnie, błyskotliwie, inaczej, a wyszło banalnie, groteskowo, nudno i słabo. Tylko dla wytrwałych. Albo dla tych, którzy lubią szukać głębiej, nie zwracając uwagi na sztuczną powierzchnię i brak przekazu.

Moja ocena: 2/10
Za książkę dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka.


literatura polska | recenzja | Agata Porczyńska | literatura | recenzje książek

10 marca 2013

Poradnik pozytywnego myślenia, Matthew Quick

Poradnik pozytywnego myślenia, Matthew Quick
Oryginał: The Silver Linings Playbook
Wydawnictwo: Otwarte
Rok wydania: 2013
Stron: 376
Gatunek: psychologiczna
Wielkim szczęściem jest to, że dzięki popularności znakomitych filmów, trafiają do nas tak wyjątkowe książki. Poradnik pozytywnego myślenia oczarował mnie już w wersji filmowej, więc od początku miałam pewność, że i książkowy pierwowzór podbije moje serce.

Zacznę jednak od tych aspektów, które mogą irytować lub - najzwyczajniej w świecie - nie każdemu przypaść do gustu. Powieść Matthew Quicka przepełniona jest bowiem stale powtarzającymi się opowiastkami ze świata futbolu, treningów głównego bohatera czy jego naiwnych rozterek związanych z małżeńskim życiem (a raczej jego brakiem). Sam Pat z kolei może niektórym wydać się irytujący, a jego psychiczne zawirowania niezrozumiałe, ale ja zarówno jego, jak i jego świata będę bronić.

Bo to naprawdę przyjemna, urocza, nieskomplikowana historia.

Źródło: filmweb.pl

Poradnik pozytywnego myślenia jest opowieścią, która ewidentnie trąci naiwnością, ale daleko jej do banału czy infantylizmu. Autor skonstruował ciekawe portrety psychologiczne, czyniąc swoich bohaterów oryginalnymi i jedynymi w swoim rodzaju. Mamy tu zwichrowaną psychicznie Tiffany, borykającą się z wielką stratą; uroczo dziecinnego Pata, który niedawno opuścił szpital dla umysłowo chorych (zwany niedobrym miejscem); troskliwą matkę, która pragnie ułatwić synowi powrót do normalności; mrukliwego ojca, odgradzającego się od reszty świata; zdziwaczałego psychiatrę oraz cały szereg osób, usiłujących odbudować relację z odtrącanym przez lata kumplem/bratem/znajomym, który w wyniku splotu niefortunnych zdarzeń pokierował swoim życiem tak, a nie inaczej.

O ile film Davida O. Russella był bardziej gorzki, niż słodki czy zabawny, o tyle wymowa książki jest zdecydowanie bardziej pogodna - więcej tu dowcipu i przerysowania, mniej skupienia na rozterkach egzystencjalnych czy psychicznych zniewoleniach. I choć być może wolałam Poradnik pozytywnego myślenia w wersji bardziej dramatycznej, to powieść Quicka w swej rozkosznie naiwnej wymowie ma swój niepowtarzalny urok.

Lubię takie powieści. Powieści, mające drugie dno. Powieści podszyte humorem i przepełnione mądrością. Powieści, które czyta się błyskawicznie i których bohaterowie dają się lubić - czasem bawiąc, czasem wzruszając, a czasem zwyczajnie wzbudzając politowanie. Lubię powieści z jasnym, optymistycznym przesłaniem, które na długo zostają w sercu i głowie. Poradnik pozytywnego myślenia jest właśnie tego typu powieścią. Warto odnotować sobie ten tytuł, a potem sprezentować bliskim i sobie.

Moja ocena: 8/10
Za książkę dziękuję wydawnictwu Otwarte.

literatura amerykańska | recenzja | Matthew Quick | literatura | recenzje książek