10 grudnia 2013

Obnażona, Portia Da Costa

Obnażona, Portia Da Costa
Oryginał: Intimate Exposure
Wydawnictwo: Czarna Owca
Rok wydania: 2013
Stron: 170
Gatunek: erotyczna
Ależ te wszystkie modne erotyki poprawiają nastrój! Podkręcają atmosferę tak bardzo, że człowiek zaczyna dławić się własnym śmiechem i doceniać swoje literackie zdolności. Bo skoro świat z otwartymi ramionami wita pisarstwo takiej Portii Da Costy, to nawet dla pani zza lady o jako-takiej fantazji znalazłoby się miejsce w świecie literatury. Pisarskie umiejętności to sprawa trzecio albo nawet czwartorzędna, bo w tym przypadku liczy się przede wszystkim jedno - wyobraźnia seksualna. Mało wyszukana, tak nawiasem mówiąc.

Obnażona to zdumiewający przykład afabularnego tworu, który seksem się zaczyna, seksem kończy i seksem stoi (tak notabene). Sto siedemdziesiąt stron połączenia dialogu ze spółkowaniem daje w efekcie coś, co trudno nazywać powieścią czy nawet nowelą, bo żadnych konkretnych wymogów gatunkowych nie spełnia. Początku brak - od razu wkraczamy w środek akcji. Punktu kulminacyjnego czy jakiegokolwiek momentu dramatycznego - zero. Akcja płynie sobie tym samym tempem od początku do końca, wprowadzając nam dwoje bohaterów i ich tła - postaci nawet nie epizodyczne, bo ledwo dostrzegalne, miejsca zupełnie bez znaczenia. Gadżety tylko mają tu jakiś sens, bo w końcu o zwolennikach niegrzecznych igraszek tutaj mowa, ale jeśli mam być szczera, to nawet ja z miejsca pojęłam, że repertuar łóżkowy bohaterów jest dosyć ubogi i niespecjalnie wymyślny. Więc jeśli jakikolwiek fan BDSM łudził się, że zaczerpnie od pani Da Costy nieco wiedzy czy inspiracji, z pewnością boleśnie się rozczaruje.

Nie jest to najgorszy erotyk, z jakim miałam w życiu do czynienia, bo nic nie przebije tonących w głupocie Tajemnic Emmy, ale prawda jest taka, że tę Obnażoną można - za przeproszeniem - przelecieć w kilka chwil i ani przez moment nie poczuć, że obcowało się z czymkolwiek, co kryje w sobie choć cząsteczkę wartości. Jedynym, co wyróżnia tę książkę na tle najniżej ocenionych przeze mnie Tajemnic Emmy jest to, że bohaterowie Portii Da Costy nie są nienaturalni - ja w ich świat wierzę i wiem, że ich działania są możliwe do odtworzenia w rzeczywistym świecie. U Natashy Walker nawet tego zabrakło. Ale nie musicie czytać żadnej z tych książek, aby przekonać się o tym na własnej skórze. Uwierzcie mi na słowo.

Moja ocena: 2,5/10
Książka przeczytana w ramach wyzwania 'Pod hasłem'.

13 komentarzy:

  1. No to chyba będę się trzymać od tej ksiażki z daleka. I tak uważam, że ciężko o naprawdę dobrą książkę erotyczną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Recenzowałam niedawno erotyk "Dziewczyna wchodzi do baru" - naprawdę ciekawy. Polecam :)

      Usuń
    2. Właśnie chciałam napisać to, co Meg Sheti. Od dawna mam ochotę na jakąś dobrą powieść erotyczną, ale recenzje nie zachęcają. Zaraz zerknę na tę ksiązkę, którą tu poleciłaś. :)

      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. nie szkoda Wam czasu na takie "książki" ??
    cóż, jest ich niestety coraz więcej, kultura upada, a w miejsce księgarni władowywuje się sklepy z ciuchami dla dziuń
    K.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak człowiek leży parę dni z gorączką, ma ochotę jedynie na totalne odmóżdżenie. Tylko w takim czasie lektury tego typu są łatwe do przetrawienia ;)

      Usuń
  3. Nigdy nie miałam zamiaru sięgać po tę książkę, ale i tak cieszę się, że trafiłam na Twoją recenzję. Wyjątkowo trafna i szczera.

    OdpowiedzUsuń
  4. OMG, na pewno nie dla mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Widzę, że Charles Bukowski i jego "klasyczne pozycje" książkowe już nie wszystkim wystarczają. Im więcej czytam recenzji i widzę jak wielkie erotyczne boom sieje coraz więcej spustoszenia na blogach, tym większą mam ochotę dać się odrobinę zepsuć. Co takiego jest w tym zjawisku, że powstaje tyle różnych, coraz gorszych, jak sami zauważacie, tytułów? Intryguje mnie to, bo sam seks jest przecież tematem starym jak świat, a i Paulo Coelho ze swymi "Jedenastoma minutami" Ameryki rozpusty nie odkrył... ;) Nie wiem tylko od czego miałabym zacząć, żeby nie odłożyć książki po 20 stronach...

    OdpowiedzUsuń
  6. z ciekawości spojrzałam na komentarze na lubimyczytac.pl. Widzę, że chłam niestety ma swoich fanów. "Książkę" "przeczytałam" i byłam zniesmaczona, widzę, że nie jestem jedyna :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Czarna owca wydaje wiele gówna pod szyldem "współczesne powieści erotyczne". Szkoda tylko, że te książki nie są warte złamanego grosza....

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie przyszłoby mi do głowi, że można książkę "przelecieć" ( w tym sensie). Jak na słabiutka lektórkę , humor ci dopisał. Pozdrawiam książkowe zauroczenie:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Cóż, najwyraźniej przyszedł czas na nową falę (po tej fantastyczno-nastolatkowej wampirycznopodobnej masówce), bo poza Greyem nie jest to jedyny erotyk, o którym się na blogach pisuje. Jeżeli mam się podbudować jako autorka tekstów, może jednak warto? Co sądzisz o takim czytaniu tego typu książek na takim a nie innym poziomie? ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja nawet nie zamierzam sięgać po żadne te erotyki - nawet po Greya (albo chociaż mam taką nadzieję, chociaż koleżanki zachęcają, namawiają ;)). Po prostu uważam, że to nie dla mnie, będzie mnie to nudzić i jeszcze dopadnie mnie blokada czytelnicza - a po co ryzykować ;)

    OdpowiedzUsuń