9 grudnia 2013

Droga do marzeń, Krystyna Mirek

Droga do marzeń, Krystyna Mirek
Wydawnictwo: Feeria
Rok wydania: 2013
Stron: 304
Gatunek: obyczajowa
Droga do marzeń Krystyny Mirek to najlepsze, co mogło spotkać mnie podczas walki z chorobą. Lekka, niezobowiązująca opowieść z happyendem. Jedna z tych bajkowych historyjek, w których ludzie w cudowny sposób wychodzą na prostą po walce z nieoczekiwanymi przeciwnościami losu. W innych tego typu książkach poznajemy dojrzałe kobiety, które nagle otwierają swoje sklepiki, cukiernie i agroturystyki, w tej wkraczamy do świata ludzi młodych i przebojowych. Ale schemat jest ten sam - niespodziewany upadek na dno i szybkie osiągnięcie szczytu. Tym razem przy pomocy wspaniałej restauracji ze zdrową żywnością.

Przyznaję, Krystyna Mirek przedstawiła stereotypowych bohaterów i mocno schematyczną rzeczywistość, ale z dużą dozą przyjemności brnie się przez tę opowieść. Pomijając przewidywalność zdarzeń i nienaturalność dialogów, które są największymi problemami tej książki, sam pomysł na fabułę jest naprawdę interesujący. Młoda bogaczka ląduje na ulicy i próbuje przetrwać. Spotyka dobrego chłopaka, który odkrywa jej drugą naturę i pokazuje zupełnie nowy świat. Świat, w którym jeździ się autobusami, jada chleb z pasztetem i śpi na materacu w brudnym motelu. Dziewczyna musi zapomnieć o eleganckich knajpach i drogich sklepach, a przy okazji odkrywa najważniejsze rodzinne sekrety. Jej losów nie śledzi się być może z zapartym tchem, ale przekaz tej opowieści jest jasny i mądry, a sama historia wydaje się lekka, przyjemna w odbiorze i pełna ciepła.

Droga do marzeń to przykład powieści stworzonej "ku pokrzepieniu serc". Pochłania się ją w jedno popołudnie, ale nie bezmyślnie - przeszkody, jakie przyszykował dla głównej bohaterki los skłaniają do refleksji nad własnymi wyborami. Tak jak Konstancja odkrywa zupełnie nowe oblicze świata i samej siebie, tak i wielu z nas powinno rozejrzeć się wokół i zastanowić nad bezzasadnością niektórych wyborów. Do tego jasny komunikat - walcz o swoje, nie bój się spełniać marzeń - pokazuje drogę, jaką powinno się podążać. I nawet jeśli życie nie jest tak bajkowe jak literatura, sama znam ludzi, którzy nie bali się ryzykować i odnieśli sukces. Bo z marzeń rezygnować nie warto...

Obok historii Konstancji toczy się również historia Anny - dojrzałej kobiety, której jedynym życiowym wyborem jest nieustanna walka z przeszłością i rozpamiętywanie złych chwil, na czym cierpi zarówno jej małżeństwo, jak i życie rodzinne. Bezsilność sprawia, że mąż bohaterki podejmuje ostateczną walkę z dawnym życiem żony. A to, co odkrywa, na zawsze zmieni życie wielu ludzi.

Rozwiązań przedstawionych w powieści Mirek można było się domyślić niemal od początku, ale dla mnie liczy się przede wszystkim fakt, że z przyjemnością odkrywałam kolejne karty tej historii. Bo to niegłupia, pokrzepiająca opowieść, która być może nie zapada w pamięć na długo, ale za to znakomicie wywiązuje się z roli książki, która ma dostarczać niezobowiązującej rozrywki i chwili poważnej refleksji.

Moja ocena: 7/10
Za książkę dziękuję wydawnictwu Feeria.

Książka przeczytana w ramach wyzwań 'Polacy nie gęsi' oraz 'Pod hasłem'.

8 komentarzy:

  1. Z chęć zapoznam się z twórczością pani Mirek . ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cenię takie powieści napisane "ku pokrzepieniu serc". I chociaż czasem są banalne, stereotypowe to jednak jakoś podnoszą mnie na duchu, wywołują uśmiech na twarzy i ogólnie wprawiają w dobre samopoczucie, dlatego z przyjemnością skuszę się na powyższą książkę tym bardziej, że jeszcze nic nie czytałam tej autorki a przecież polską literaturę bardzo lubię.

    OdpowiedzUsuń
  3. Podobnie miałam, gdy poznawałam książki Karoliny Kubilus, chociaż nie mogę sobie przypomnieć, czy chorowałam wtedy, czy też nie ;). Muszą istnieć takie powieści - może i przewidywalne, za to lekkie, rozluźniające, podnoszące na duchu, ukazujące bohaterów, z którymi możemy bądź chcielibyśmy się utożsamiać... muszą i koniec, kropka! Samymi kryminałami przecież człowiek (czytaj: ja) żyć nie może... Wracaj do zdrowia, no chyba że wraz z zakończeniem lektury "Drogi do marzeń" zakończyłaś i walkę z choróbskiem :).

    OdpowiedzUsuń
  4. Chętnie bym zajrzała do tej książki, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. I to są właśnie książki, z którym ja uwielbiam spędzać czas w zimę pod kocem z kubkiem gorącej herbaty. Lekko, przyjemnie, a do tego niegłupio. Da się? Da się :) Czasem przy bardziej nostalgiczno-melancholijnym nastroju lubię sięgnąć po coś trudniejszego, z czystego masochizmu, ale literatura o jakiej piszesz, zawsze sprawdza się najlepiej. Tytuł zapisuję na liście "do przeczytania", Ty wiesz co to oznacza hihihi ;))

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja ostatnio mam wstręt do lekkich, polskich powieści i po prostu nie mogę :/

    OdpowiedzUsuń
  7. Uwielbiam takie książki. Na tę już sobie ostrzę pazurki.

    OdpowiedzUsuń
  8. Dlatego właśnie ostatnio często powtarzam, że nie ma książek złych, tylko chwila na nie nieodpowiednia. Rzeczywiście, fabuła mocno intrygująca, zaciekawiłaś mnie mocno. Wydaje się być książką idealną na takie zimowe wieczory, czy też jeden wieczór, skoro można ją szybko pochłonąć.

    OdpowiedzUsuń