4 listopada 2013

[FIT-Kreatywa] Spacer dobry na wszystko :)

Kiedy na rower za zimno, na boks zbyt mało czasu, a do siłowni za daleko, wybieram aktywność fizyczną, która jest wyjątkowa w swej prostocie, nic nie kosztuje i pozwala spędzić czas z kimś bliskim bez wylewania hektolitrów potu i łapania zadyszki. Moją ulubioną towarzyszką eskapad po przyblokowych terenach zielonych i częstochowskich lasach oraz polanach jest Kontra - suczka-urwiska, która trafiła do nas w sierpniu tego roku, po tym jak jakiś "człowiek" umieścił ją w kartonie i porzucił w lesie przy trasie. Mała miała szczęście, że została znaleziona przez znajomych, my mieliśmy szczęście, że do nas trafiła...

Nasze ostatnie spacery uwieczniłam na zdjęciach:


Lekarze od dawna polecają zamiast windy wybierać schody, zamiast podjeżdżania autobusem pod sam dom - wysiadanie przystanek wcześniej. Nawet półgodzinny spacer może być zbawienny dla naszego zdrowia - daje energetycznego kopa, obniża poziom stresu, poprawia krążenie, dotlenia i polepsza kondycję. Stanowi pretekst do spotkania z przyjaciółmi lub spędzenia czasu z rodziną, a także pozwala oderwać się od codziennych spraw. Teraz, kiedy znaczną część dnia spędzamy siedząc - czy to przed komputerem, nad książką, czy też za kierownicą samochodu - taka mała rewolucja, jak wydzielenie w ciągu dnia czasu na przechadzkę, może z czasem okazać się czymś, co polepszyło nam wyniki badań, pozwoliło nawiązać ciekawe znajomości, a nawet odkryć w sobie jakąś nową pasję...


Choć nigdy nie lubiłam biegania, teraz przynajmniej jeden spacer w ciągu dnia zamieniam na półkilometrową-kilometrową przebieżkę wokół osiedla. Kontra to wspaniały kompan takich rajdów - jest szybka, wytrwała i w ten sposób traci chociaż odrobinę swojej turboenergii...

Nie to jest jednak najważniejszą zmianą, jaką przyniosło mi spędzanie czasu na powietrzu. Dzięki spacerom po osiedlu poznaję całe mnóstwo ludzi. Starsze panie, dzieciaki, młodzież, sąsiadów. Przez pierwsze dwa miesiące w nowym miejscu zamieszkania nie znałam kompletnie nikogo - teraz wiem już, która para kocha buldogi, która pani zajmuje się szesnastoletnim ratlerkiem i który pan o dwudziestej drugiej wyprowadza swojego dobermana. Kontra ma w okolicy placu zabaw całe stado nowych znajomych - kundelki, mopsy, husky, jamniki i sznaucery. A oprócz nich - trzy ośmioletnie dziewczynki, na widok których wariuje, piszczy, skacze i cieszy się, jakby co najmniej kilo wołowiny niosły pod pachą.

Ja mam nareszcie pretekst do oderwania się od pracy i obowiązków domowych - spaceruję, tracę kilogramy, łapię słońce, poznaję ludzi i miejsca. Dostarcza mi to mnóstwa radości i energii. No i zdrowia, bo jak mówią specjaliści:

Długie, żwawe spacery wzmacniają serce, poprawiają jego wydolność, usprawniają pracę układu krążenia, podnoszą poziom dobrego cholesterolu. Systematyczne, kilkunastominutowe spacery na świeżym powietrzu 3 – 4 razy w tygodniu zmniejszają ryzyko rozwoju miażdżycy tętnic wieńcowych. Dotleniają organizm, dzięki czemu szybciej się on regeneruje i wykorzystuje więcej dostarczanych substancji odżywczych. Poprawiają też pracę mózgu i układu nerwowego. Wzmacniają mięśnie, głównie nóg i pośladków, a gdy w ruch włącza się ręce, także mięśnie ramion i podtrzymujące kręgosłup.


Co Wy na to? Lubicie spacery? A może to zbyt niepozorna forma aktywności, a Wy preferujecie coś bardziej intensywnego?

4 komentarze:

  1. Ale słodki piesio! Ja kochałam biegać z moim wilczurem, ale teraz niema go już z nami a rodzina uparła się, że nowego psa już nigdy nie kupi :(( Teraz wyjechałam na studia i też nie mam szans na zwierzaka... Może jak założe rodzine będzie wreszcie okazja wypełnić dom mnóstwem zwierzaków :)
    A spacery lubię szczególnie po Krakowie chociaż w moim rodzinnym mieście też jest gdzie pochodzić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kraków jest rzeczywiście piękny. Żałuję, że choć tak blisko Częstochowy, nie mogę odwiedzać go tak często, jak bym chciała.

      Mam nadzieję, że uda Ci się jeszcze zapełnić ten swój dom zwierzętami :))

      Usuń
  2. Lubię chodzenie. Codziennie chodzę na uczelnię (45 minut marszu w jedną stronę) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to się bardzo chwali! Też swego czasu zaczęłam spacerem pokonywać drogę na uczelnię, bo czy pieszo czy autobusem, wychodziło mi około 35-40 minut drogi. A taniej i zdrowiej własnymi siłami :)

      Usuń