16 listopada 2013

MIS-ja kreatywna #1: wydłuż dobę, dzięki umiejętnemu spaniu i wstawaniu

misja kreatywna

Zna to chyba każdy z nas. Doba ma jedynie dwadzieścia cztery godziny i zawsze na coś zabraknie czasu. Ominiemy odcinek ulubionego serialu, przerwiemy lekturę książki, zostawimy brudne naczynia w zlewozmywaku albo nie odbębnimy kolejnej setki pompek i brzuszków, które obiecujemy swemu ciału od dawna. O sposobach na pozbycie się Morderców Czasu porozmawiamy kiedy indziej. Dziś będzie wyłącznie o spaniu, wstawaniu, wysypianiu się i zupełnie niepotrzebnym wylegiwaniu.

Sen to przyjemność. Daje ukojenie, relaksuje, pozwala zregenerować siły, odciążyć mózg i zapomnieć o troskach dnia codziennego. Ale sen to także jeden z Morderców Czasu. Źle wykorzystywany szkodzi kondycji ciała i umysłu, a do tego zabiera cenny czas...

Zanim podejmiecie misję zmienienia swoich nawyków, warto wyrzucić z głowy takie mity jak: człowiek potrzebuje minimum osiem godzin snuim dłużej śpimy, tym lepiej dla naszego organizmu albo nie da się zmienić pielęgnowanych latami przyzwyczajeń. Człowiek zmotywowany i zdeterminowany naprawdę potrafi wiele zdziałać!


Swoją misję pod hasłem Wydłuż dobę realizowałam przez ostatnie trzy miesiące, co pozwoliło mi na zebranie kilku porad i wniosków:

  1. Warto wyznaczyć stałe godziny dla pójścia spać i obudzenia się (szczególnie dla tego drugiego, bo pierwsze warto uzależniać również od poziomu zmęczenia). Jest to o tyle trudne, że wymaga naprawdę dużej samodyscypliny. Moim problemem okazało się zmuszenie ciała do regularnego chodzenia spać w okolicach pierwszej w nocy. Sprawy nie ułatwiał trzyzmianowy system pracy męża, mocno rozregulowujący proces snu. Z czasem udało mi się przywyknąć do chwilowych pobudek związanych z jego wyjściem/przyjściem i przestało mieć to wpływ na godzinę, o której chciałam wstawać. Co ważne - zawsze bez budzika! A jak to się stało, że nagle zaczęłam budzić się regularnie punkt 7:40? Zawzięłam się po... rozmowie z tatą. Kiedy narzekałam na to, że jeden z moich ulubionych teleturniejów, Awantura o kasę, puszczany jest w środku nocy, w odpowiedzi usłyszałam: co ty gadasz? O 7:40 leci. Na drugi dzień mój podatny na wpływy mózg kazał mi otworzyć oczy o 7:40. I robi to do dziś! Z samego rana funduję więc sobie małą rozrywkę intelektualną, jednocześnie rozgrzewając ciało jogą lub pilatesem. Nie da się lepiej wejść w dzień!
  2. Nie wolno pozwalać sobie na odstępstwa. Nie ma sensu pięć dni w tygodniu pilnować dyscypliny, po to, by cały trud włożony w kreowanie nowych nawyków zniweczyć w weekend. Lepiej w sobotę zbudzić się o standardowej porze i pozwolić sobie na małe lenistwo - śniadanie w łóżku czy dodatkową godzinę przed telewizorem lub z książką. I tak obijamy się w łóżku, ale przynajmniej nie zaburzając solidnie opracowanego rytmu dnia.
  3. W fachowej literaturze przeczytacie, że warto na sen przeznaczyć taką liczbę godzin, która stanowić będzie wielokrotność półtoragodzinnego cyklu. W moim przypadku wybór padł na sześć godzin, bo to zupełnie wystarczający czas na porządne wyspanie się. Przekonałam się również o słuszności naukowych teorii - ilekroć jakieś czynniki zewnętrzne (pozdrawiam mojego pieska!) wybudzają mnie w środku snu, jestem przez długi czas rozbita i kompletnie oderwana od rzeczywistości.
  4. Sama zadziałałam drastycznie, tj. z dnia na dzień skróciłam sen o kilka godzin, ale wiem, że bardzo chwaloną metodą jest ostrożne podchodzenie do tematu. Śpisz dziewięć godzin? Jutro śpij osiem i pół, potem osiem, siedem i pół itd., aż osiągniesz odpowiedni dla siebie pułap.
  5. Dobrze zorganizowane istoty potrafią z góry zaplanować każdy nadchodzący dzień. Tego rodzaju działania mogą bardzo ułatwić wstawanie. Jeżeli rozpiszemy sobie zadania na cały dzień, każde odstępstwo będzie problemowe. Za naszą słabość ukarzemy więc sami siebie. Jeżeli nie chcesz, aby cokolwiek zepsuło Twój idealny plan, pilnuj się od przebudzenia aż po zaśnięcie! Wyznaczaj cele do zrealizowania, a jeśli potrzeba - opracuj również system kar i nagród. Ty najlepiej wiesz, co motywuje Cię najmocniej!
  6. Nigdy nie przestawiaj budzika! Dosypianie to najgorsze, co możesz zafundować sobie z rana. Najlepiej ustaw budzik na tyle daleko, by trzeba było po niego wstać z łóżka, i na tyle blisko, by był... uporczywie słyszalny. Jeżeli to nie wystarczy, ściągnij jedną z popularnych aplikacji - polecam te z zagadkami matematycznymi lub puzzlami. Póki nie rozwiążesz zadania, budzik będzie dzwonił, dzwonił, dzwwwoooooniiił... Ważne! Jeżeli kusi Cię, by wrócić do łóżka, najlepiej wyjdź do innego pomieszczenia, ochlap twarz wodą, napij się czegoś i powoli zacznij rozbudzanie.
  7. Trenuj swój mózg i przed snem powtarzaj sobie, że chcesz/musisz/potrzebujesz obudzić się o danej godzinie. To metoda szeroko polecana i doskonale sprawdzająca się w moim przypadku. Budzik ustawiam tylko w wyjątkowych sytuacjach - kiedy wiem, że późniejsza pobudka mogłaby mi zaszkodzić. Co ciekawe - i tak zawsze budzę się przed dzwonkiem, co oznacza, że czemu jak czemu, ale własnemu organizmowi naprawdę mogę ufać.
  8. W łóżku warto wyłączyć myślenie. Nie zaśnie ten, kto stresuje się, rozmyśla, układa plany, analizuje, dywaguje i na nowo odtwarza to, co przeżył. To nie jest łatwe, ale odrzucenie uporczywych myśli, odciągających od zaśnięcia, jest absolutną koniecznością. Specjaliści odradzają również inne rozpraszacze - alkohol, nikotynę, kłótnie czy nadmiernie ekscytujące filmy, ale u siebie zauważyłam problem jedynie z niepotrzebnym myśleniem, więc nie mogę potwierdzić, czy rzeczywiście lampka wina przed snem przeszkodzi w zasypianiu.

Choć zasadniczo uważam, że do wszystkiego należy podchodzić z rozsądkiem i nigdy nie popierałam sztywnego trzymania się reguł, akurat w temacie snu chcę być nieugięta. Nawet, jeśli miałabym spać tylko godzinę, bo akurat tej nocy się zaczytałam... Być może kolejnej nocy mój organizm się zbuntuje i będę musiała nadgonić stracone sny, ale będzie to tylko jeden dzień, do którego i tak postaram się nie dopuścić. Nie zamierzam być doskonała. Po prostu widzę, jak szybko ucieka czas i chcę ulepszyć swoje życie na tyle, na ile mogę.

A jak wygląda u Was sprawa ze snem? Lubicie wczesne wstawanie? Zwracacie uwagę na to, jak wyglądają Wasze noce i poranki? A może macie swoje triki ułatwiające wypracowywanie u siebie zdrowych nawyków? Czekam na Wasz głos w tej sprawie!

Grafiki pochodzą ze strony iconarchive.com.

* * *

W tym temacie polecam ebooka, którego swego czasu zgłębiałam:

Sztuka spania i wstawania, Mateusz Karbowski
"Sztuka spania i wstawania, to jeden z najciekawszych i najbardziej sympatycznych ebooków, z jakimi miałam dotąd styczność. W interesujący sposób został tu zilustrowany problem bezsenności. Mateusz Karbowski przedstawia sprawdzone sposoby, jak pozbyć się tej przypadłości. Co więcej! Uczy, jak zarządzać snem tak, aby zyskać w ciągu doby kilka dodatkowych godzin. Jak? Przekonajcie się sami!

Nie lubię używać wielkich słów, ale ta publikacja autentycznie zrewolucjonizowała moje życie. Poznałam sporo ciekawych ćwiczeń, przydatnych zarówno przed snem, jak i po przebudzeniu. Dzięki nim w ciągu dnia mam dużo więcej energii, nie chodzę niewyspana i nie przemęczam się tak szybko. Myślę, że istotnie nauczyłam się sztuki spania i wstawania..."

Pełna recenzja tutaj.

36 komentarzy:

  1. Wszystko jest proste... dopóki nie trzeba wstawać o 6, żeby zdążyć do szkoły :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szósta to nie taka zła godzina, przy założeniu, że koło 23:30 będzie się już w łóżku i odpowiednio nastawi się swój mózg do porannego działania :)

      Usuń
    2. To chyba tak nie działa, bo nawet jeśli jestem na tyle padnięta, że położę się o 22.30, to rano jestem wciąż równie padnięta. Co do pozytywnego nastawienia, to ciężko jest sobie takie załatwić ze świadomością, że następnego dnia czeka mnie sprawdzian plus odpowiedzi ustne i pewnie nawet jakaś kartkóweczka się trafi. Żyć nie umierać :D
      A poza tym, "Kto rano wstaje, temu się nie udaje", cytując Kosika :)

      Usuń
  2. Czekałam na słowa, że 8h snu to mit. Ja dziś spałam równe 6 - od 3 do 9 :D (ale winię za to Bollywood, bo mnie wzięło na obejrzenie filmu, a one olewają system: "maksymalna długość to 88 minut").
    Co do budzika - dla posiadaczy smartfonów polecam "alarm inteligentny". Mnie na 3 minuty przed ustawioną godziną zaczyna budzić np. szum fontanny :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zakochałam się w tym poście! Zmotywował mnie do działania w kwestii, która mnie od dawna przytłacza. Wciąż nie potrafię się wyspać... Ale nic dziwnego, kładę się o różnych porach, ze wstawaniem jest tak samo. Często dosypiam i nastawiam drzemkę miliony razy...

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja jestem na etapie rozpracowania sobie planu. Choć jestem śpiochem to bardziej mnie unieszcześliwia zmarnowanie calego ranka, kiedy śpię do 11. niż wczesna pobudka, dzięki której zrobię masę rzeczy i nawet czasem zdarza się mieć dodatkowe godziny dla siebie. Natomiast ze względu na duża ilość snu, ktorą mój organizk potrzebuje (dlatego, ze podczas snu też umysl pracuje) zostawiłabym sobie jeden dzień w miesiącu lub na 2 tygodnie, aby spać do oporu.

    OdpowiedzUsuń
  5. Yay, ale czuję się zmotywowany! :D Spróbuję zacząć od dzisiaj - zakładając, że potrzebuję 7 godzin snu, by w szkole móc normalnie myśleć i nie spać na ławce, będę musiał kłaść się 23:40/50, bo o 6:50 mam pobudkę. Może się uda i od teraz co ranek nie będę już pół-zombie.

    Pozdrawiam
    R

    OdpowiedzUsuń
  6. Regularne godziny snu to rzeczywiście rewelacyjna sprawa - człowiek ma poczucie panowania nad własnym czasem i czuje się wypoczęty.
    Niestety cały misterny plan bierze w łeb kiedy człowiek pracuje w systemie zmianowym.
    Mój przyszły ślubny chodzi do pracy na różne godziny, na szczęście regularne, ale to i tak potrafi nieźle rozwalić zegar wewnętrzny, nie tylko jego ale i mój przy okazji, choć ja i tak zazwyczaj od wczesnego ranka jestem na nogach :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ciekawy wpis, bo sam ostatnio ogarniam nieco kwestie związane ze snem. Jeszcze dwa lata temu chodziłem spać o 4 w nocy, a wstawałem około 13... Masakra. Dziś sypiam już mniej więcej od 2:00 do 9:00. Wciąż nieco za długo, i mnie powinno wystarczyć 6 godzin, ale powoli wychodzę już na długą prostą ;-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja od zawsze wolę wcześniej pójść spać np. przed 23, a wstać rano np. koło 7 czy 8. A z tym wyłączaniem myślenia dobra sprawa, bo jak tu zasnąć gdy tyle myśli w głowie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Tylko co robić, jeżeli codziennie do szkoły mam na inną godzinę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybrałabym najwcześniejszą potrzebną Ci porę :) Czyli dostosowała cały tygodniowy rozkład do tej godziny, o której musisz wstać w dniu, w którym lekcje zaczynasz najwcześniej.

      Usuń
  10. Zgadzam się z każdym Twoim słowem, które napisałaś. Naprawdę, z każdym. Tylko że bardzo mocno i na dość długi czas zastanowiłam się nad zdaniem, że sen jest przyjemnością i żeby wyłączyć myślenie. Sen dla mnie nie jest jedynie sposobem odpoczynku, regeneracji. Jest dla mnie przede wszystkim przestrzenią dla mojej wyobraźni, która budzi się właśnie wtedy, kiedy zapada zmrok, a mój pokój ogarnia półmrok... a potem gaśnie światło i zostaję sama ze sobą, ze zwierzęciem w środku mnie samej, które tylko czeka, by uchylić drzwi klatki. Uwielbiam śnić. Mam bardzo różne sny. Piękne, bajkowe, po których wybudzona od razu jestem zirytowana, gdy widzę swój pokój, a nie miejsce i ludzi, z którymi akurat byłam. Często są to też sny mroczne i kompletnie wariackie. Czasem je zapisuję, bo nie raz już były inspiracją w moim życiu. Nie lubię przesypiać całego czasu, nie śniąc. Dla mnie to element spania, bez którego czuję się trochę nieswojo.
    Ale oczywiście odbiegłam zupełnie od tematu, a przecież nie o snach samych w sobie rozmawiamy ;)
    Zastanawiam się tylko, czy znalazłabym w sobie tyle siły i co ważniejsze, chęci, by kładąc się spać całkiem wyłączać umysł. Noc przyniosła mi już tyle odpowiedzi, rozwiązań i motywacji... Czasem szkoda mi ją przesypiać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, żeby przenieść się do krainy kreatywnego snu, trzeba najpierw zasnąć, a trudno o to, jeżeli zadręcza się myślami o teściowej, jutrzejszym obiedzie albo problemach w pracy ;)

      Usuń
  11. Raz na jakiś czas muszę wstawać o 5.30, czyli 2 godziny wcześniej niż zazwyczaj. Mam wtedy wrażenie, że mogę znacznie więcej zrobić :). A wstając o 10 mam poczucie, że dzień jest już zmarnowany. Czekam niecierpliwie na kolejne posty :)

    OdpowiedzUsuń
  12. O tak, nie mato jak dobre planowanie. Ja też zawsze chodziłam o ustalonej porze spać.nawet mój kot wiedział i o 22 na mnie czekał w pościeli ;) teraz z racji tego, ze córka ma wciąż mloda bardzo niekoniecznie udaje mi się wstawać o tej samej porze i przesypiać ta sama ilość godzin w nocy. Ale spać chodzę twardo o 2250. Robię się taka spiaca o tej porze, ze nie da rady posiedzieć do pozna

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja jak raz próbowałam nastawić swój mózg, żeby wstać o 4.50, to skutkiem tego było, że zasnęłam dopiero między 2 a 3 nad ranem, a położyłam się po 11. Może to był skutek nerwów, albo nieumiejętności wyłączenia myśli, ale jak na razie boje się stosować tej porady, bo następnego dnia, byłam kompletnie nie do życia:( Świetny blog, oczywiście obserwuję:D

    OdpowiedzUsuń
  14. Oj, chyba włożę tę teorię między bajki choć przyznaję, że zorganizowanym ludziom mógłby bardzo ułatwić życie. Cóż, ja z pewnością nie jestem zorganizowana:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Pracuję głównie po 11 godzin, więc wracam do domu prze 22. Lubię posiedzieć, kiedy jest już ciemno dlatego kładę się spać między 1-2 w nocy. O dziwo bez problemu budzę się o 8:30, czasami nawet udaje mi się obudzić bez budzika o 8 :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Widzę, że powinnam być idealnie zorganizowana i ze wszystkim na czas, bo jakoś bezwiednie stosuję się do wskazówek, które przedstawiłaś w poście. Zawsze budzę się w okolicach 5.30 i to bez względu czy jest weekend, wolny dzień itd, więc śpię około 7 godzin. A i tak dobra wydaje mi się a krótka :P

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja od kilku lat zmuszona jestem dosłownie i w przenośni wstawać codziennie o piątej nad ranem i nie ma zmiłuj się. Nie da rady przestawić mojego budzika i pospać sobie dłużej, gdyż mój budzik jest niezwykle upartym, żywiołowym dzieckiem :) Niekiedy budzi o 4, kiedy indziej dostępuje łaski i śpi do 5. Na początku byłam zła i rozgoryczona, gdyż po całym dniu harówy szłam spać o 23 i o 4 już wstawałam. Mój organizm się buntował, chciał spać, ale teraz już ten najgorszy koszmar minął. Zaczynam dzień od filiżaneczki mocnej kawy i kawałka czekolady (poprawia humor), zasiadam przez komputerem i zaczynam dzień :)
    Patrząc na mój harmonogram można rzecz, że jestem zorganizowana, ale i tak czasami brakuje mi czasu na czytanie, czy inne mniej przyjemne obowiązki.

    OdpowiedzUsuń
  18. Dziękuje za ten post! Dodał mi motywacji do pracy nad sobą w tej dziedzinie;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Dla takiego śpiocha jak ja tego typu treści brzmią przerażająco : <<<

    OdpowiedzUsuń
  20. Bardzo mądrze napisałaś! Tylko jak tu wytłumaczyć wykładowcy, że moją stałą porą pobudki jest siódma, a wstając o siódmej, nijak nie zdążę na gramatykę na ósmą? ;) Chyba że będę raz w tygodniu wstawać wcześniej. Zdarza się.
    Swoją drogą - trudno nie zabierać do łóżka emocjonalnego bagażu. Nigdy nie sypiam sama, a od kilku tygodni towarzyszy mi cały wachlarz emocji, niestety, najczęściej negatywnych.

    OdpowiedzUsuń
  21. Hm, mnie też okoliczności przyrody zafundowały gwałtowne skrócenie czasu snu (do pracy wstaję o 4.40, na szczęście nie pracuję na zmiany), ale niestety nie przełożyło się to na zmniejszenie zapotrzebowania na tenże. Plus, niestety, dla mnie 6 godzin to absolutne minimum, a optimum to jednak 7-8 godzin, jeśli mam funkcjonować na pełnych obrotach (sprawdziłam wiele metod skracania czasu snu, żadna nie działa), naturalna godzina wstawania to dla mnie ósma rano, a najwydajniejsza jestem po południu. No i niestety, nie da się zachować regularnego planu dnia, kiedy czasem dostaje się zlecenie z krótkim terminem i trzeba albo zarwać kilka nocy, albo zrezygnować z dodatkowych pieniędzy.;)

    OdpowiedzUsuń
  22. Zgadzam się ze wszystkim, nawet co jakiś czas mam zrywy wprowadzania podobnego planu w życie, ale jak na razie fiasko - przestawianie i dosypianie mnie zabija, no a potem budzenie się w jeszcze gorszym stanie...może jutro będzie lepiej...apropos dzis w necie wypatrzyłam rysunek z garfildem z takim oto opisem "gdybyśmy mieli wyskakiwać z łóżek spalibyśmy w tosterach" ;) i jak tu się motywować? ;) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  23. Zgadzam się z Tobą! Mnie się zawsze wydawało, że potrzebuję minimum 8 godz. snu, żeby się wyspać, ale odkąd pojawiły się moje Małe Szczęścia wiem, że to nie jest prawda. Już za 5 godz. nieprzerwanego snu jestem wdzięczna niebiosom i wstaję niczym skowronek :)))

    OdpowiedzUsuń
  24. Jak się chce to się wszystko da!
    Ja wstaję z budzikiem niestety, chociaż coraz częściej budzę się kilka minut przed nim - taka moja zabawa z nim :D Nigdy nie miałam problemów ze wstawaniem, wyrabianiem się etc. W weekendy zazwyczaj śpię krócej niż w tygodniu. Wstawanie ułatwia mi też lista zadań, jak sama wspomniałaś, ponieważ codziennie przed pójściem spać planuję, co muszę zrobić kolejnego dnia. Lubię wstawać wcześniej, bo nie chcę marnować cennego czasu, dlatego czytam książki tuż po przebudzeniu - nawet kilka kartek. Mogę spać nawet pięć godzin i będę wyspana, zrobię wszystko z pomocą kawy i herbat i dotrwam do wieczora ;)
    Dla chcącego nic trudnego!
    Btw. świetny pomysł na post, bardzo ciekawy!

    OdpowiedzUsuń
  25. A ja się nie zgodzę z takim podejściem do sprawy, że sen to marnowanie czasu i coś, co trzeba ograniczać. Sen jest potrzebą fizjologiczną, sposobem naszego mózgu na odpoczynek, a poza tym bardzo dużą przyjemnością. A jeśli jestem niewyspana, jestem zła i zmęczona. Czemu mam rezygnować z czegoś, co sprawia mi przyjemność? Dlatego, żeby znaleźć czas na inne rzeczy, którymi bombarduje nas świat? Co jest takiego ważnego? Obejrzenie kolejnego filmu, tkwienie przed komputerem - bo często te nasze "braki czasu" się do tego sprowadzają. Jasne, można rzeczywiście mieć na głowie małe dzieci i pracę - ale wtedy brak snu staje się problemem. Na pewno dobrze uregulować te kwestie i nie kłaść się o 4 nad ranem, po to żeby wstać o 14, ale porcja zdrowego snu każdemu jest potrzebna i oszczędzanie czasu akurat na śnie nie jest dobrym pomysłem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, ja jedynie w kontekście złego wykorzystywania snu nazwałam go marnowaniem czasu. Niektórzy śpią po 10-12 godzin, pół dnia walczą z bólem głowy i nigdy z niczym się nie wyrabiają. Ja musiałam skrócić czas snu, jeżeli chciałam pogodzić pracę, prowadzenie domu, naukę kilku języków, treningi, czytanie, pisanie, jakąś drobną przyjemność i spacery z psem. Wolny czas, którego szukamy, to nie tylko telewizor i inne pierdoły, a badania mówią jasno - sześć godzin snu to idealny czas dla ciała i umysłu :) Choć wiadomo, że to sprawa indywidualna, niektórzy za niezbędne minimum uznają 7 i przy 6 będą czuć się jak zombie. Ważne, żeby dostosować wszystko do siebie :)

      Usuń
  26. Szczerze mówiąc nie jestem zwolenniczką takich reguł. Nie lubię, kiedy coś mnie ogranicza. Podoba mi się za to wstawanie codziennie o tej samej porze, dosyć niedawno budziłam się wciąż między 7, a 9. Starałam się zawsze nie przekraczać 9, a jedynym ustępstwem była studniówka, po której spałam do 11. ;)

    OdpowiedzUsuń
  27. Nie ma szans, spać mi się chce z rana, bo za późno się kładę a mam za dużo do zrobienia lub nie mam wystarczająco energii by zrobić to wcześniej (lub robię milion innych rzeczy "na już"). Liczę na to, że kiedyś 4h snu wystarczą w zupełności :D Ach, jak miło by było wstawać o 7 40 :D

    OdpowiedzUsuń
  28. Mimo, że od dawna czytam Twojego bloga, jakoś dopiero wpadłam na ten post :) Bardzo motywujący! Wiedziałam o wielu rzeczach, o których tutaj pisałaś, ale przyjemnie było znowu poczuć tą chęć do zmiany czegoś. Niedawno próbowałam ustawić się na codzienne wstawanie o siódmej, żeby w szkole być zawsze wyspaną i nie mieć problemów ze skupieniem. No, ale kicha. Przez kilka dni udawało mi się, ale w końcu zirytowana tym napięciem przed szkołą, jeśli musiałam czekać godzinę lub dwie, zaczęłam znowu wstawać później. Nie lubię tego czekania, bo wtedy nic nie mogę zrobić, potrafię tylko myśleć o tym, co znowu czeka mnie w szkole. No nic, za niedługo spróbuję znowu, bo jednak wysypianie się jest ważniejsze i na pewno poczuję satysfakcję, jak będzie mi lepiej szło w szkole. Gdybym mogła, to bym chodziła spać o 3 i wstawała o 9. Nie lubię ranków, ale za to uwielbiam noce. Świadomość wieczorem, że ma się przed sobą jeszcze wiele godzin jest dla mnie lepsza niż świadomość, że mam cały ranek dla siebie. Niestety szkoła na to nie pozwala, a i moja mama ciągle każe mi spać o 12, w weekendy o 1 i nie da się przekonać, że wstawanie o stałej porze jest lepsze i że można się, kurna, wyspać w ciągu 6 godzin! Dla mnie już 5 jest całkowicie wystarczające :< Nawet jej podsuwałam tą książkę, ale ona nadal się upiera przy swoim. Eh, szkoda. W każdym razie bardzo ciekawy post i zachęcający do zmian :) Uwielbiam posty MIS-ja Kreatywna, mogłoby być ich więcej! :)

    OdpowiedzUsuń
  29. na post trafiłam dzięki podsumowaniu roku 2014. Jest mi bardzo przydatny. Ostatnio sypiałam po 9 godzin i czułam, że to zdecydowanie za długo, czas przetestować na razie wersję 7,5h.

    OdpowiedzUsuń
  30. Porady bardzo przydatne. Książkę, którą umieściłaś na koniec, czytałam, ale nie jest jakąś świetną lekturą. Ja przez 2 miesiące wstawałam prawie codziennie o 5 rano do pracy i na początku było świetnie, ale potem przyszedł okres, kiedy przez to przez wiele dni z rzędu kładłam się spać wcześniej, a ponieważ wieczorami jestem bardziej efektywna niż za dnia, w gruncie rzeczy traciłam trochę czasu. Po zakończeniu tej pracy przez jakiś czas wstawałam o 5:00 ale szybko zaliczyłam porażkę. Brakło mi motywacji, nikt już nie gonił do pracy :) chciałabym znów uregulować sen, ale tym razem będę wstawać trochę później :)

    OdpowiedzUsuń
  31. W życiu bym nie pomyślała, że sen może być bardziej rozbudowany niż do tej pory uważałam... Kłade się spać, kiedy wszyscy w domu zasną, budzę się kiedy muszę, a kiedy nie muszę to leżę, drzemię, itd... Od kilku dni wstaje o 7 rano ale to dlatego że o tej godzinie ustawiłam sobie branie tabletek... Ale potem potrafię położyć się jeszcze do łóżka... Jak widać... czas to zmienić... :)

    OdpowiedzUsuń